poniedziałek, 10 lipca 2017

Hyundai Atos Prime



Dzisiaj trochę z innej beczki. Nie będzie o fotografii. Chiałem Wam przedstawić swoje rodzinne wozidełko. Tzn, może to być o fotografii, bo czasem wożę nim aparat. Skoro na grupie foto-giełda można sprzedać nawet działke budowlaną, więc możemy założyć że to również wpis o fotografii.

A więc Hyundai atos. Tak się dziwnie złożyło, że w poprzednie wakacje nasza almerka wyzionęła rozrusznik. Autko pochłonęło dużo pieniążków. Przejechało dużo czasu, a jeszcze więcej stało u mechanika. Ale gdy przestało odpalać, powiedzieliśmy DOŚĆ! i sprzedaliśmy. W niedługim czasie dowiedziałem się, że podczas jazdy strzelił rozrząd i auto u nowego właściciela poszło na śmietnik. Nie z mojej winy, bo nic o tym nie wiedziałem. Po prostu właściciel  nowy zadzwonił i pochwalił się tą rewelacją.
Wakacje przetrwaliśmy bez autka. I o ile wycieczki do Łasku, czy po Łodzi nie stanowiły problemu, o tyle wyjazd na działkę był mordęgą. Zawsze pełno toreb, obładowani tłukliśmy się prawie 2 godziny tramwajami z kilkoma przesiadkami. Czasy bez autka wspominam miło, ale wszystko co dobre szybko zrekompensowały weekendowe wypady na działkę, kiedy człowiekowi się żyć odechciewało podczas podróży.
Autko kupiliśmy. Wzięliśmy w banku duży kredyt i zaczęliśmy szukać. Jak każdy sprzęt tak i ten bardzo precyzyjnie wybrałem. Atko miało być małe, mało palić i być... no po prostu fajne. między Skodą Fabią, Oplem Corsa, a kilkoma innymi małymi modelami od czasu do czasu trafił się też Hyundai atos.
Inne autka odpadły dosyć szybko, a za namową znajomego pozostał tylko Hyundai Atos i Opel Corsa. Cóż było robić. Ustaliliśmy plan i z człowiekiem obeznanym w autach wyruszyliśmy na obejrzenie kilku autek na terenie województwa. Pierwszym był atosik. Gdzieniegdzie ogniska rdzy, autko lekko kopciło i brało olej a także miało kilka mniejszych usterek. Właściciel okazał się jednak człowiekiem bardzo rzetelnym i uczciwym. O wszystkich wadach autka powiedział, jak i o wszystkim co zostało zrobione (potwierdzone w stacji diagnostycznej). I to było wow.
Po 1. Autko żółte, a więc takie jakie córka sobie wymarzyła, a teraz na była jej kolej wyboru koloru. (taka umowa rodzinna. następne autko, o ile będzie, będzie moja kolej wyboru koloru. Dalej żony. A dalej dziecka... itd).
Po 2. Uczciwy sprzedawca. A takich z latarką w galaktyce szukać.
Po 3. Cena. No i zostawało jeszcze raz tyle na ewentualne naprawy i biurokrację.
Po 4. Miał to co nie mają inne autka (w większości) - otwierany dach. Na początku był strach, że będzie przemakać, ale obawy szybko rozwiał pierwszy deszcz. No... kolor i dach wyróżniały go na drodze. A ja lubię autka wyróżniające się.
Po 5. Znajomy bardzo polecał, a w oczach widziałem, że chyba trochę nawet zazdrości.
Po 6. Nie trzeba było wyjeżdżać w świat. Autko stało w centrum mojego miasta. Do domku więc 15 minutek i byłem.
Po 7. Spalanie deklarowane przez sprzedawce - około 7 litrów. Kłamał. Po mieście spala 6 litrów. Wtedy tego jednak nie wiedziałem. 7 litrów to też nie było źle.
Po 8. Dosć rozbudowana wersja autka - ABS, Wspomaganie kierownicy, mocniejszy silnik, elektryczne szyby i dach, poduszki powietrzne, halogeny, ... no tego próżno szukać w innych atosach.

Po zakupie i powrocie do domku... no córka nie chciała wysiąść. No ten dach i kolor... w dodatku tylne siedzenia wysoko, więc wszystko widziała. Była zachwycona. Żona też szczęśliwa. :) Autko świetnie się prowadził. jeździ się nim z pełną satysfakcją.

A teraz z rzeczy mniej przyjemnych. Zakup autka to był dopiero początek. Nastepne wydatki to naprawa.
1. Zrobienie silnika. Brał olej, więc wymagał remontu. Mechanik jednak poszedł po rozum do głowy i zamiast remontować po prostu wymienił w silniku wszystko. Zostawił tylko stary blok silnika. Bebechy są nowiutkie. Dotarcie, rególacje, wymiany płynów ustrojowych... autko pracuje jak zegareczek.
2. W niedługim czasie okazało się, że strzeliły przeguby. Wraz z przegubami wymienione zawieszenie przednie, wahacz, drążki kierownicze. Ustawiona zbieżność, skosy... autko zaczęło prowadzić się samo.
3. Skończyły się klocki hamulcowe. Ponieważ przy hamowaniu zaczął lekko szarpać, poszły od razu też tarcze hamulcowe. To drugie i tak było w planach. Juz poprzedni właściciel mówił, że tarcze pewnie wkrótce będą do wymiany. Już dawał na przetoczenie, ale okazało się mało skuteczne.
4. Tu ciekawa sprawa. Wnętrze tłumika pokazało, że autko jest faktycznie nie z tej planety, a jego przeszłość jest tak samo tajemnicza, jak narodziny Ponurego Żniwiarza. Ponieważ coś zaczęło hałasować podczas jazdy oddałem szybko do mechanika. Ten rozebrał tłumik i zawiadomił "Panie, tam tylko ufoludka brakowało". No faktycznie. W Środku były różnej maści i wielkości kolorowe kulki, pluszowy miś, kawałki oringów, zawieszki od kluczy. Mechanik sam prosił, czy może zatrzymać te rzeczy, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział. Auta zawierały czasem ciała obce w mechanice, ale nigdy takie rzeczy. Zostawiłem mu.
5. W niedługim czasie chyba będzie wymiana świec i/lub przewodów wysokiego napięcia. Autko lekko szarpie przy przyspieszaniu podczas rozgrzewania silnika. Jak już się rozgrzeje, to jest ok. no, ale takie uroki każdego autka (a w każdym musiałem to zrobić). Świece czasem trzeba wymienić. :D

I to wszystko. W autko wpakowane kupę kasy, ale warto było. Na przyszły rok kolejny duży wydatek szykujemy - blacharka. Już nam wycenili na około 2tyś zł. Na przyszły rok trzeba będzie sie za to wziąć. Szkoda, autka, a widzę, że niektóre ogniska się rozrastają. Na szczęście podłoga w stanie doskonałym. Już zakonserwowana. więc przynajmniej tyle. Zostaje do reperacji buda. A tu jest co robić.

Jednak jest to autko którym uwielbiam jeździć. Poprzednie takie miałem kilka lat temu i była to Toyota Starlet. Potem już były tylko autka. A teraz chyba kolejna perełka mi sie trafiła. Moja własna, osobista, bo jest wiele dużo lepszych i dużo wygodniejszych autek. Ale dające taką frajdę z jazdy... no mało takich. Mam nadzieję, że autko będzie z nami dłużej. Jest malutkie, a drugie dzidzi w drodze. Ale liczę, że się spokojnie pomieścimy. :).


Kilka zdjęć naszego Atosika: 





Udostępnij:    Facebook Twitter Google+