środa, 3 stycznia 2018

dobre to co złe


Wpis ten powstał ze względu na zdjęcie które zaprezentowałem powyżej. Otóż zyskało ono rzeszę zwolenników, zostało wciągnięte w jakis konkurs, Dostałem prywatną wiadomość w której namawiali mnie na wystawienie zdjęcia w jakiś konkursach, w jednym zostało wciągnięte automatycznie o czym poinformował mnie organizator i prosił o moją zgodę na uczestnictwo. Jakby tego było mało napisał do mnie administrator strony interentowej polegającej na tym, że prowadzący zbiera najlepsze zdjęcia z sieci i prezentuje je u siebie. Na facebook zdobyło sporo polubień i sporo pochwalnych komentarzy.  Innymi słowy zrobiło wokół siebie wielki szum.

Problem z tym zdjęciem jest taki, że... dla mnie jest ono ledwo średnie. Jest kompletnie niedopracowane, zawiera więcej błędów niż Doda ma silikonu, a n dodatek jest po prostu zdjęciem. Może nie najgorszym, ale widziałem tysiące lepszych.
I tak zacząłem się zastawiać - czy ze wszystkim tak jest? To co autorowi się podoba bardzo średnio, świat okazuje się być zachwycony taką pracą? Pamiętam jeszcze x-czasu temu jak moja małżonka robiła sobie kolczyki, bransoletki i naszyjniki. Działało to w bardzo podobny sposób - te nad którymi sie napracowała, nasiedziała, namęczyła nie była zbyt mile przyjęte przez ludzi. Za to te robione na szybko, zrobione w 2 minuty, które były bo coś musiała mieć nagle okazało się, że zyskiwały ogólną aprobatę. Ba, nawet ludzie często chcieli takie też mieć. I to nawet mimo iż zona potrafiła zrobić dużo lepsze i często te dużo lepsze nosiła. Ale i tak zachwyt ludzie wykazywali przy tych najsłabszych, które nawet żonie niezbyt się podobały.

I to samo widzę u mnie - więcej lajków i pozytywnych głosów zdobywają zdjęcia, które dla mnie są po prostu zwykłymi, mało ciekawymi zdjęciami. Natomiast te, które uwielbiam i uważam za jedne z najlepszych są pomijane. To utwierdzałoby mnie w przekonaniu tylko, że moje pojęcie estetyki jest nieco inne niż reszty ludzkości. Ale tak nie do końca jest. Często podobają mi się wytwory innych, które świat też lubi. A i nierzadko od znajomych słyszę podobne o\głosy, że to co im się podoba, rzadko podoba sie reszcie. Miałem nawet kolegę, który doszedł do wniosku, że nie będzie segregował zdjęć, bo to się mija z celem. Może przez przypadek usunąć białego kruka, który zazwyczaj ląduje w śmietniku. I o ile ja segreguje i zostawiam tylko te które są od "się nadaje" do tych które są "the best from the best from the best". Oczywiście w moim małym przekonaniu, ale są to moje zdjęcia i mogę z nimi zrobić co chcę.
Burza jednak jaka powstała wokół powyższego zdjęcia każe mi sie zastanawiać ile tak na prawdę mam genialnych zdjęć na dysku, które zwyczajnie wstydzę się pokazać.


Czy Wy też tak macie, że często te najsłabsze swoje wytwory okazują sie zdobywać ogólną aprobatę? Natomiast te, z których jesteście zachwyceni przechodzą niezauważone?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 26 grudnia 2017

Świętaczne prezenty

No i po swiętach. Ale mikołaj był w tym roku hojny. A o to co dostał każdy z nas pod choinkę

1. Ja


 Dostałem obiektyw Canona z Serii L. Gówna półka 28-100. I wszystko ładnie i fajnie tylko... ja nie mam canona. Lekkie zaskoczenie, które (choć nie pasuje do żadnego z moich aparatów) okazało się świetnym obiektywem na... kawę. To co wprawiło mnie w zaskoczenie okazało sie być kubkiem termicznym w kształcie obiektywu. No chyba lepiej mikołaj nie mógł trafić. Długo sie zbierałem do zakupu czegoś takiego i nigdy nie było na to czasu, albo pieniędzy. Aż tu znajduje coś takiego pod choinką. No czego chcieć więcej. Kawa z tego smakuje wyśmienicie. Jako obiektyw może raczej nie polecam, szczególnie dla kogoś kto nie korzysta z canona, ale jako kubek do kawy jest świetny.


2. Karolina
No cóż, ponoć umawiała się z Mikołajem. A ten szałaput i tak przyniósł prezent. Obrączka z serduszkiem. Żona zadowolona, Mikołaj spełniony, a więc i prezent udany.

3. Kinga
To prezent dla mojej córki. Dostała stos zabawek, a wśród nich coś takiego. Fajny pomysł miał Mikołaj. Kinga zadowolona, choć szałaput mały boi się zmiany kolczyków. Ale chwali sie nimi wszystkim. Nosiła na pierwszy dzień świąt. Kolczyki przetrwały. Jeden z lepszych prezentów jaki mogła dostać.


4. Michał
Mały nawet nie załapał że coś dostał. Ale dostał. I to sporo. M.in. taki oto dzwoneczek. Jak dorośnie i zacznie ogarniać cokolwiek myślę, że będzie zadowolony z takiej pamiątki po pierwszych w jego życiu świętach. :)




A jak u Was święta? Co dostaliście? Dostaliście wszystko o czym marzyliście? A może coś Was zaskoczyło pod choinką?

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 12 grudnia 2017

daje lajka


To bardzo ciekawe, jak ludzie zanurzeni są w technologii. Wystarczy poczytać komentarze. Durne i namolne pytania o obiektywy i aparaty i to wszechobecne przekonanie, że "mój sprzęt nie potrafi". Przeglądając kolejne forum natknąłem się na kolejne pytanie "jaki obiektyw najbardziej lubicie i dlaczego?". Zdecydowanie nie było to coś w rodzaju "co kupić", tym bardziej, że zadawała je osoba, która w tym mocno siedzi i jest świadoma swoich potrzeb. Za to komentarze były... co najmniej nie różnorodne.
Większość najbardziej lubiła najnowsze i najjaśniejsze szkła dostępne na rynku. I wśród ogólnej aprobaty nad nimi uwagę moją przykuło kilka komentarzy nad prostszymi modelami. Postanowiłem wejść w ten trend i... również odpowiedzieć co najbardziej lubię i dlaczego.

O ile ludzkie stworzenia kochają technologie i wszystko co najnowsze i ma najwyższy numerek, o tyle ja przepadam za starszymi modelami. Według mnie i mojego uznania nowe i wyższe modele szkieł nie mają starty do starszej optyki. Choćby po 1 ze względu na cenę. 85mm f 1:2 kosztuje około 7,500 zł. Jego staszy odpowiednik to koszt rzędu 1,500zł. Jest różnica? Spora. A oba to obiektywy z serii pro. Z tym, że ten pierwszy jest nowy i ma AF, a ten drugi to szkło w pełni manualne i raczej na nówkę sztukę nie ma co liczyć, bo w sklepach trudno o modele 20-letnie. Ale czy w jakiś sposób ustępuje temu najnowszemu? Pod względem obrazka i pracy w różnych warunkach to dokładnie dwa te same szkła. Jedynie co je różni, to jakość wykonania. O ile ten najnowszy to zlepek elektroniki, plastiku, szkła, pleksi i metalu, o tyle ten stary to kawał metalu i ciężkiego szkła. W zasadzie spotkałem się tylko z jednymi nowymi obiektywami produkowanymi tak jak miało to miejsce kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu. To obiektywy pentaxa z serii Limited. Tu nie liczy się waga, czy wielkość sprzętu. Najważniejsza jest jakość i trwałość. I faktycznie tymi obiektywami można się bawić z psem, albo dać do zabawy dziecku, a potem założyć na body i robić nim zdjęcia. Choć w tym przypadku o rzucaniu w ludzi, torze przeszkód dla czołgów nie ma mowy. Na wojnie więc raczej bezużyteczne.

No dobra, a teraz opowiem trochę o swoich ulubionych szkłach. Jeśli więc nikogo nie interesuje, może spokojnie ten fragment pominąć.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Numer jeden na dzień dzisiejszy, zawsze i wszędzie to obiektyw z pierwszego obrazka. To Pentax-A 50mm f1,7. Genialna maszyna. Mój ma ponad 20 lat. Półautomatyczny zlepek szkła, metalu i plastiku. Tak, plastiku. Ponoć mechanizm sterujący przysłoną jest plastikowy. Ale spokojnie. To nie taki plastik z opakowaniu po jogurcie, jak to ma miejsce dzisiaj. To zupełnie inne tworzywo. Twarde i niezwykle wytrzymałe. W serii M jest to samo szkło i metal. Jednak z pentaxów lubię serię A. Powód jest prosty - często fotografuję w trybie P, więc automatyka przysłony się przydaje. Pentax "wynalazł" to szkło jeszcze za czasów Takumarów, a więc 500 lat temu. I po dzień dzisiejszy nie zmienił konstrukcji optycznej. Owszem, unowocześnił co nieco, czyli obecnie można ten obiektyw dostać z autofocusem, z nowoczesnymi powłokami SMC, czy nieco innymi smarami i klejem. Optycznie jednak nie zmieniono nic. To mi się w Pentax podoba -> nie ulepszają dobrego, zgodnie z zasadą "lepsze wrogiem dobrego". inni producenci mają taki problem, że starają się ulepszyć dobre co... bardzo średnio (z tendecją na słabo) wychodzi. W zasadzie nie znam dzisiejszej optyki która byłaby na prawdę lepsza od starej o podobnych parametrach. Jeśli w jakiś magiczny sposób dorównuje tamtej to kosztuje tyle co 20-letni zapas paliwa. Pentax jednak ani specjalnie nie stara się na siłę ulepszać czegoś co jest genialne i przy tym nie winduje ceny. Obecnie pentax F 50mm f1,7 to koszt rzędu 1800zł za nowy. Pokażcie mi szkło innych producentów o takim samym obrazie za cenę do 2tyś zł. Nie ma. Po prostu nie ma. Taka optyka u innych kosztuje 4,500zł wzwyż (strzelam z cenami i podaje na podstawie testów obiektywów. Wiadomo, że wszystkich szkieł nie mogę mieć :) ). Poza tym weźmy pod uwagę jeszcze budowę samych soczewek. Soczewka 3 i 4 w tych obiektywach ma wklęsłą konstrukcję, co poprawia znacząco jakość obrazowania. W szkłach tańszych (czyli poniżej 2,500zł wśród konkurencji) stosuje się płaskie powierzchnie, co zmniejsza koszty produkcji, ale jednocześnie wzmaga aberrację i obniża rozdzielczość na brzegach kadru. Pentax 200 lat temu wymyślił, że zastosuje soczewki wklęsłe  i zobaczył że to jest dobre. I tak pozostawił. Inni zrezygnowali z tego rozwiązania na rzecz kosztów.
Z resztą - jak to brzmi - zejść z kosztów w obiektywach za 2tyś zł... Pentax jakoś nie musi schodzić z kosztów, aby sprzedawać w tej samej cenie genialne szkła.
Co do obrazka - na forach przyrównują go do Canona 50mm z serii L, a więc szkła za prawie 6tyś zł. Ja swojego kupiłem za 200zł. I w tym miejscu pozdrawiam Canonowców. Mam to co Wy za 300 razy mniej. Genialna ostrość na całym obszarze zdjęcia, optymalny kontrast, bardzo dokładne oddanie kolorów, dobre nasycenie i miękki bokeh.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Drugim moim oczkiem  jest Cosina A 28mm f2,8. To kompletnie odmienne szkło od pentaxa. W zasadzie posiada wszystkie możliwe wady optyczne. Duże flary, dystorsja poduszkowa, przeciętna ostrość, low contrast. Za to brak aberracji i znaczących przekłamań na kolorach. W odróżnieniu od innych jednak obiektywów ten daje mozliwość kreatywnego wykorzystania tych wad. Głównie dlatego, że ilość i wielkość tych wad możemy sobie niemal dowolnie regulować. Przy odpowiedniej przysłonie i odległości oraz koncie padania światła możemy niemal kompletnie zlikwidować wszelkie niedoskonałości optyczne. Obiektyw więc nie należy do łatwych. Ale ja takie lubię. W dodatku takie trochę... efektowe. :) Bajka.
Obiektyw ma również niespotykaną przysłonę. 5-listowa o poszarpanych brzegach daje bardzo specyficzne oddanie nieostrości. Nie jest to obiektyw z serii pro, ale nie ma też co go zniżać do konstrukcji budżetowych. Ustawiłbym go na średniej półce, choćby ze względu na konstrukcję i budowę. Nie jest to jednak sprzęt dla osób wymagających perfekcyjnego przeniesienia obrazu rzeczywistości na materiał światłoczuły. To gratka dla tych co lubią się bawić obrazem, wypaczać go, pokazać inaczej niż jest w rzeczywistości. Szkło może nie jest o tyle wybitne, co na pewno wyjątkowe. Przy odrobinie wprawy da się je ucywilizować, ale zdecydowanie Cosina tego nie lubi. Woli pokazać swoją obecność na każdym zdjęciu. Nie stara się dorównać najlepszym. Po prostu jest jaki jest. I to mi się w niej bardzo podoba. Mój egzemplarz dostałem. Jest dość ciężko dostępny, ale jak się wyszuka to na zakup będziemy potrzebować około 250zł.



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ostatnim obiektywem, a w zasadzie obiektywami, których używam są Pentax FA 28-80 oraz Pentax FA 70-200. Kupiłem je wraz z Pentax Z-20 i zakochałem się niemal natychmiastowo. Sprzedałem swoje dwa kity o podobnych parametrach i zostawiłem sobie te dwa. Mimo iż to ubiegły wiek, to jednak po stokroć lepsze od tego co dostałem wraz z pentax K50. To tez kity, ale jeszcze z czasów analogowych. I na ich podstawie widać jak się zmieniało podejście producentów do nabywcy. Te dwie maszyny są zdecydowanie lepsze od obecnie sprzedawanych wraz z body obiektywów. Nie dość, że to porządny, ciężki zlepek szkła i metalu, to jeszcze sam obrazek z niego nie ma sobie równych. Delikatny kontrast, świetne rozmycie tła, bardzo przyjemne oddanie koloru, szybkość, precyzja i nieporównywalna - jak na zoomy - ostrość. Gdy dodatkowo mamy body współpracujące z PowerZoom dostajemy świetną maszynę o dużych możliwościach, których w obecnych (nawet najdroższych) konstrukcjach nie uświadczymy. Nie jest to wybitne szkło, ale nie jest to poziom obecnych kitów. Jest to genialny zamiennik tego co dostajemy wraz z obecnymi aparatami.  No i ta 9-listowa przysłona. :) nie jest to okrągłe, ale nie jest to też coś znanego z obecnych obiektywów. Szczerze, bardzo szczerze polecam zamiast zamienników innych firm, mimo wieku obu obiektywów. O ile 28-80 jesteśmy w stanie dorwać za jakieś 200zł, o tyle 70-200 jest dość ciężko dostępny i kosztuje około 400zł w odmętach netu. Jeśli godzimy się na dość duży rozmiar i wagę, to możemy brać bez strachu. Nie będziemy zawiedzeni. Metalowo-szklana konstrukcja i spora ostrość to jego atuty. choć i na rozdzielczość i prace pod światło nie ma co narzekać. W tym aspekcie są po prostu dobre.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ok. To tyle od nośnie moich wynalazków. Tanie i bardzo dobre szkła. W zasadzie nie opuszczają mojego body. Oba zoomy pracują równocześnie z Pentaxem Z-20 i Pentaxem K-50. Szkła manualne używam tylko z K-50. Wszystkie wymienione obiektywy uważam za najlepszą optykę jaką wyprodukowała ludzkość. Może nie jest to jakaś hi-end (z wyjątkiem Pentax 50mm f1,7), ale na pewno są to szkła po stokroć lepsze od obecnych konstrukcji w podobnych cenach.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

niedziela, 26 listopada 2017

Ah co to był za...


No i kolejny weekend w szkole. :) Jednak sprawdziło się, coraz więcej się uczę. Teraz po tym tygodniu czuję, że ta nauka ma sens. Do tej pory wszystko szło powoli, acz konsekwentnie do przodu. A w tym tygodniu nagle nauka dostała kopa i równie konsekwentnie, ale szybko ruszyła z kopyta.
Dowiedziałem sie bardzo dużo. Zajęcia z panem P.R. nauczyły mnie bardzo  dużo. Dowiedziałem się, że zoom nożny to nie jest żaden zoom. Nauczyłem się relacji w fotografii między tym co widzimy, a tym co widzi aparat. Dowiedziałem się, jak własnymi oczami zobaczyć co będzie na zdjęciu, jeszcze zanim w ogóle aparat do ręki wezmę. I do tego jeszcze kilku pomniejszych rzeczy.

To niesamowite, ale poczułem, że na prawdę jest sens chodzić do szkoły. Poczułem, że mam szansę na rozwój. Nawet abstrahując od egzaminu państwowego, który mnie na końcu czeka.
Ja nie mówię, że pozostali nauczyciele niczego mnie nie nauczyli.
Zacząłem poznawać tajniki Photoshopa. O dziwo w końcu zobaczyłem coś z czym PS sobie świetnie radzi, a Gimp nie potrafi. Do tej pory nie udało mi się tego znaleźć. Może i jest to dla mnie funkcja bezużyteczna, ale w PS jest, a w Gimp na razie nie. Niby bzdura, ale dla kogoś kto się zamierza zawodowo zająć fotografią może być bezcenna.
Powróciłem również do fotografii analogowej. Dzięki Pani J.P. znowu pokochałem medium analogowe. Wręcz uważam je za dużo bardziej wartościowe. Niby zawsze uważałem, ale nie wracałem, uznałem to za przeżytek. Myliłem się.


Nauczyłem się też odbioru koloru w fotografii. jak kolorem wpłynąć na odbiór zdjęcia. Cięzko będzie to wykorzystać, ale się da.

Jak tak dalej pójdzie nauczę się na prawdę bardzo dużo. :) I tego od szkoły oczekiwałem. :) I nadal tego oczekuję.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 21 listopada 2017

Marzenia


Na jednej z grup facebookowych padło dosyć ciekawe pytanie - o fotograficzne marzenia.  Komentarzy dużo nie było, ale to co przeczytałem wystarczyło, aby stwierdzić, że... ludzie to jednak bardzo płaskie i doczesne marzenia mają. Jeden chce mieć sony A7R3, inny marzy o nikonie D750, a sa i tacy którym marzy się Sigma 35mm f1,4 ART... 
I wśród ogólnego wysypu marzeń o takim czy innym sprzęcie uwagę moja przykul
jeden komentarz


w końcu ktoś  nie chce sprzętu nie marzy o nowym obiektywie czy świetnym aparacie. Ktoś ma inne marzenie. Zwracam uwagę na słowo "przetestować", a nie "posiadać". W sumie marzenie dosyć piękne, jakby na to nie patrzeć. I ma sens... nie puste i nic nie warte "chciałbym aparat A, obiektyw B i lampę C". 

Wszystkie przeczytane marzenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że ludzie to sprzętowcy i nie liczą się umiejętności, wiedza i chęci. Liczy się sprzęt. Takie komentarze jednak jak ten powyżej przywracają mi trochę wiary w ludzkość. Niby też o sprzęcie, ale jednak nie o chęci posiadania, ale raczej formy zabawy.  Może dlatego odbieram ten komentarz jako taki personalny, gdyż sam kiedyś chciałem przetestować wszystkie obiektywy na rynku. Z tym, że mi sie marzyły wszystkie stare obiektywy od początku powstania wszechświata, aż po koniec XX wieku. Chciałbym mieć każdy obiektyw na wyłączność przynajmniej przez miesiąc. I po prostu móc nim się bawić, fotografować i robić z nim co chcę. Wiem, że to nie wykonalne, ale marzyć można każdemu. :)

Swoją drogą teraz już trochę moje marzenia się zmieniły. Nie są związany stricte ze sprzętem. Fakt, brakuje mi czasem niektórych ogniskowych, czasem światłosiły, a czasem po prostu większej matrycy. Ale to nie do końca moje marzenie, co raczej pewna potrzeba, bez której jakoś sobie radze i jakoś te niewystarczające cyferki obchodzę. Moje marzenia obecnie związane są z moimi umiejętnościami. Powiedzenie "wiem, że nic nie wiem" prześladuje mnie coraz bardziej i często mam wrażenie, że ja po prostu nie potrafię zrobić zdjęcia. A te wszystkie moje wytwory nad którymi niekiedy bardzo sie napracowałem, czy nawyszukiwałem są niewiele warte. Aż się czasem po prostu nie chce apartu brać do ręki, bo wychodzi z tego kolejny gniot raczej do śmietnika. Marzę wiec o tym by umieć, potrafić robić zdjęcia.Po prostu wiedzieć jak osiągnąć dany efekt, bo nie zawsze mi się to udaje i pewne wytwory mojej wyobraźni po prostu nie powstały. Mam spore braki w wiedzy i umiejętnościach. Teraz chodzę do szkoły fotografii, to pewnie się czegoś tam nauczę. Już wiem więcej niż na w momencie przystępowania do nauki, a to w sumie dopiero połowa pierwszego semestru. PRzede mną jeszcze dwa. Więc mój mały fotograficzny świat będzie bogaty jak Walt Disney.

Drugim moim małym marzeniem jest mieć czas na fotografię. A tego niestety jak na lekarstwo. I nie mówię tutaj o tym, aby mieć czas chodzić po mieście i robić zdjęcia. Na to zawsze przynajmniej parę minut w ciągu dnia sie znajdzie. Chodzi mi o czas, jaki będę mógł spędzić nad jednym zdjęciem. Chciałbym mieć go tyle, aby móc pracować miesiąc nad jedną fotografią. Dopracowywać szczegóły, przygotowywać sceny, dopracowywać charakteryzację... Miesiąc ciężkiej i wytężonej pracy aby na samym końcu na całość poświecić ułamek sekundy podczas którego obraz jest naświetlany.  I nie siedzieć potem 2 godziny nad Gimpem, aby to dopracować. To ma wyjść bezpośrednio z aparatu perfekcyjne zdjęcie. Zazdroszczę tym, którzy maja tyle czasu aby to zrobić. Ale efekty są widoczne. U mnie ciężko choćby o 3 godziny pracy nad zdjęciem, o całym dniu nie mam co marzyć, a już miesiąc wydaje się być czasem dłuższym niż trwa cywilizacja. No nic, może kiedyś, jak będę stary i już do pracy chodzić nie trzeba będzie, znajdzie się czas, pieniądze i ludzie chętni pomóc w takim przedsięwzięciu. :) Może choć raz w życiu uda mi się to zrealizować. Na razie pozostaje to w swerze marzeń.


A jakie są wasze marzenia związane z waszymi pasjami? O czym marzycie?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+