niedziela, 10 marca 2019

Utracony szacunek...

       Dużo ostatnio w naszym kraju się dzieje. A to pochody, a to demonstracje, a to strajki, zbiegowiska i inne spędy społeczne. Generalnie takich patologii jest pełno. Mamy więc w ciągu ostatnich dwóch lat:
- Protesty antyszczpionkowców (a jakże)
- Protesty w obronie sądów
- Protest dżendermenów
- Marsz tolerancji
- Strajki taśm prawdy
- Czarny prostest
- Prostes przeciwko AKTA
itd itp.
Pełno tego, prawda?
        A skąd to się bierze? A no często z chęci pokazania swojego sprzeciwu przeciwko czemuśtam, lub po prostu pokazania swoich przekonań szerszemu gronu. A że każdy boi się tego robić w samotności najlepszym miejscem wydaje się być zbiorowisko ludzi o tych samych poglądach. I fajnie. Nie mam nic przeciwko paradom, pochodom, strajkom, marszom, prostestom i wszelkim zbiegowiskom ludzi, którzy nierzadko powinni siedzieć w domu a nie wychodzić na ulicę. Ja to rozumiem, na prawdę. Pochody degeneratów nie są same w sobie złe. Idą, ubliżają tym myślącym inaczej i jest fajnie. Póki zaczyna sie kończy przemarszem jest fajnie. I wszystko tak się odbywa.
        Całe te ruchy spowodowane  są głównie dezinformacja. Ludzie w nich uczestniczący są zazwyczaj w mniejszości. Często ich przekonania są związane z bladną informacją. Ludzie ja przyjmują taką jaką dostają bez znaczenia czy informacja jest prawdziwa, czy nie. Wiąże sie to z typowo ludzkimi możliwościami poznawczymi: błędem procesu rozumowania, nieznajomością tematu i nieumiejętnością oceny źródła. Cały proces powstawania takich ruchów czy stowarzyszeń konsekwencją których są wszelkie ruchy, jest bardzo skomplikowany. Nie będę go tutaj roztrząsać, bo wyjdzie mi notatka na kilkadziesiąt stron.
         Sam fakt istnienia w ogóle grup przekonanych o jakiejś swojej racji jest jednak niczym. Gorsi są ludzie. Zrozumieć ich postępowanie i myślenie to już jest poezja. Można by napisać książkę wielkości tej:
Źródło: memy.pl

        Wracając jednak do tematu. Zazwyczaj ludzie uczestniczący w takich paradach i pochodach są święcie przekonani o swoich racjach. Piękne, prawda? Każdy ma prawo się czasem mylić, czy mieć swoje przekonanie na jakiś temat. Jednak tak piękne, jak błędne. W każdej paradzie, czy pochodzie uczestniczą ludzie... którzy nie mają zielonego pojęcia po co tam są i po co tam idą. Zadanie im najprostszego pytania wiąże się z kręceniem, omijaniem tematu, czy wręcz agresją. Wydaje się wszystkim, że ten cały pochód kilkudziesięciu do kilkuset osób pokazuje ilu ludzi czegoś chce lub w coś wierzy
Źródło: https://www.philosophytalk.org/

90% osób nie ma najmniejszego nawet pojęcia po co tak idą i co to za marsz. Mają jakieś swoje transparenciki, bo cośtam słyszeli i znajomi powiedzieli, że trzeba. No bo jak inaczej nazwać grupkę kilku chłopaków w czarnym proteście z wielkim transparentem głoszącym "ZOSTAWCIE NASZE MACICE". Serio... 
        Idźmy dalej. Spróbujcie na takim marszu zadać któremukolwiek uczestnikowi kilka prostych pytań dotyczących tematu ich przemarszu. Istnieje kilka % szans, że traficie na osobę, która na prawdę wie co tam robi. Cała reszta tam po prostu jest. Oczywiście, że zadawanie niewygodnych pytań spotykane jest z agresją i po prostu wyrzuceniem przez organizatora. A jakże... Pamiętacie antyszczepionkowców? Jest ich pełno. Ilu z nich potrafi odpowiedzieć na kilka prostych pytań? Trafcie na takiego i co? I nic. Odpowiedzą na pytanie "przeciwko czemu są". Odpowiedź: "Przeciwko przymusowi szczepień". Tak transparenty typu "Nie damy sprzedać naszych dzieci przemysłowi farmaceutycznemu" oznacza nie mniej nie więcej tylko "chcę mieć wybór". I fajnie. Problem tylko taki, że to w sumie jedyne pytanie na które ci ludzie są w stanie odpowiedzieć. Zaledwie odsetek odpowie na pytanie "A czy zaszczepiłbyś swoje dziecko jakby nie było przymusu?". Odsetek. A Ci którzy jakoś będę w stanie udzielić takiej informacji padnie na pytaniu "dlaczego?". Serio! To proste trzy pytania. Podstawowe, które powinny świadczyć co oni tam na prawdę robią, czego chcą i że wiedzą przeciwko czemu są. 
          Chcecie dalej? Proszę bardzo - towarzystwa płaskiej ziemi. Już pomijam że mają najprostsze do obalenia teorie...
Źródło: www.twetter.com

Okej... ich chyba pominę... nie jestem w stanie się do tego zniżyć... Przepraszam.

Dobra, wyszła całkiem niezła rozprawka. Tak czy siak - straciłem trochę szacunek do wszelkich marszów i protestów i zwolenników teorii spiskowych.  Wszelkim protestom i marszom dedykuję piosenkę: 




Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

poniedziałek, 18 lutego 2019

Koniec serii...

          No i zakończyła się seria o obiektywach. Szkoda, bo lubiłem ją pisać. Na pewno będę coś dodawać w miarę możliwości. Może czasem coś nowego wpadnie mi w łapy to chętnie wykorzystam, potestuję i opiszę. Na dzień dzisiejszy mam jeden obiektyw, którego tu nie opisałem, ale głównie dlatego, że nie sprawdziłem go jeszcze tak bardzo aby móc go tutaj umieścić.
          O lampach, czy innych sprzętach fotograficznych pisać nie chcę. Nie takie było pierwotne założenie. Mam jeszcze kilka gadżetów o których ciężko znaleźć informację w internecie, ale nie są to obiektywy.
          Także do następnego wpisu.

C.D. być może N.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 12 lutego 2019

Tokina (??) 19-35 f3,5-4,5


          I to już chyba ostatni obiektyw jaki posiadam w swojej kolekcji i jeden z tych tzw mega. W kolekcji jeszcze jest Pentax 35-80, którego tak mocno wszyscy jadą. Ale nie miałem okazji go jeszcze testować, więc dopiero jak pocykam nim trochę zdjęć to wstawię conieco i o nim. A na razie... no właśnie co to jest? Tokina, Cosina, Sigma, Vivitar, Soligor?? Wyprodukowany na początku lat 80-tych przez Cosinę sprzedawany był praktycznie pod każdą możliwą marką i jest produkowana po dziś dzień z praktycznie niezmienioną konstrukcją. Co ciekawe - nie dość że przez każdą markę jaką sobie wymarzymy, ale również pod każde możliwe mocowanie. Oczywiście posiada AF i sterowanie z poziomu body. Nie wpadł mi w oko podobny bez  styków i AF. Cosina (bo to w końcu ich konstrukcja) wpadła na genialny pomysł wymyślić coś mega szerokiego pod pełną klatkę (tak, wtedy nie pełna klatka to tzw mały obrazek i najmniejszy fizyczny rozmiar wówczas dostępny... nie to co dzisiaj. :D). Myślała, myślała i myślała... I WYMYŚLIŁA!! A że cosina nigdy nie rościła sobie specjalnych praw do swoich wyrobów, więc i tutaj w sumie sepcyfikacja konstrukcyjna była dostępna dla innych.  Niektórzy wzięli dokumentu, obejrzeli z lewej i prawej, coś tam dodali, coś zmienili i... napisali swoją markę na obudowie. Podobnie wygląda to w przypadku Tokiny - kupiła sobie obiektyw i dokumenty, rozebrała, pogrzebała i wypluła na rynek to o co widać na powyższym zdjęciu. Mamy więc do czynienia z konstrukcją z 1980roku stworzoną przez Tokinę na nowo w 2002roku, wycofana z produkcji w 2010, a po dziś dzień można jeszcze kupić nową za około 800zł. Warto?

1. Budowa

          W zasadzie nie różni się wiele od standardowego kita. Plastik i to pełną gębą. Dość ciężkawy, ale jednak plastik. No ok... mocowanie jest metalowe. :) Mimo wszystko daje o sobie delikatnością znać na każdym kroku. To delikatne urządzenie nie lubiące ostrego traktowania. A mimo to lubi się zużyć. Swój egzemplarz mam od znajomego, który dba o sprzęt i był pierwszym właścicielem tego obiektywu. Kupił w 2012 roku, a od 2018 ja jestem jego spadkobiercą. Mimo szanowania widac ślady zużycia - pierścienie są luźnawe, pracują niezbyt równomiernie (szczególnie pierścień zoomu), widać uszczerbki na obudowie. Optyka na szczęście czyściutka.
          Dość delikatnym elementem są wystające delikatnie elementy na gwincie filtrów. To mocowanie do tulipana, którego nie mam. Tak, ten obiektyw był sprzedawany bez osłony przeciwsłonecznej, z osłonką lub z tulipanem. Mi się trafił bez (co mi osobiście nie przeszkadza). Ale wracając do sedna - osłona mocowana jest na takich małych, wystających prowadnicach. Pomysł jak pomysł, ale ciężko znaleźć egzemplarz, gdzie nie są one uszkodzone. U mnie są całe, co sugeruje, że przez cały czas nigdy nie upadł, nie był uderzony i prawdopodobnie nigdy nie uświadczył zamocowania czegokolwiek chroniącego od słońca. Byczo? Byczo. Bo z tego co czytałem te zaczepy łamały się nawet od uderzenia rozłożoną chusteczką.
          Do całej reszty za bardzo przyczepić się nie mogą biorąc pod uwagę, że wiem co kupowałem i zdawałem sobie sprawę, że to plastik i dość delikatne urządzenie. Na szczęście zawiera elementy szklane, a nie kawałki wypolerowanego pleksi jak w kitach.

2. Obsługa

         Nadal twierdzę, że to plastik i to czuć. Operowanie pierścieniami robi wrażenie plastokowości, dźwięki podczas obsługi również. I to chyba jedyne co go z kitem łączy. Cała reszta to inna bajka. To sprzęt automatyczyny i jako taki był produkowany i wydawać by się mogło, że również to jest jego naturalne środowisko. I tu Was zaskoczę - ten obiektyw czuje się perfekcyjnie jako automat i jako pełny manual (tak, ma pierścień przysłony). Pierścienie pracują jak w starszych, manualnych konstrukcjach. Mimo iż czuć, że to co się dzieje w bebechach to plastikowa rzeźnia, to jednak jest to dośc przyjemne i precyzyjne. Pierścień ostrzenia może nie jest jakoś specjalnie zaoliwiony, ale działa poprawnie, przyjemnie i precyzyjnie. Działa przy tym bardzo lekko i obraca się w przedziale 1/4 pełnego obrotu. Przy takich ogniskowych wystarczająco. Jedynie AF trochę głupieje, bo potrafi przelecieć całą skalę wydając przy końcach dźwięki podobne do uderzającego w betonowy chodnik z 4 piętra monitora LCD. Głośność również podoba. Ale ręcznie jak najbardziej tak i jeśli nasz słuch nie może znieść takich dźwięków to jak najbardziej ręcznie można się wspomóc. Tym bardziej, że na pierścieniu jest dobrze spasowana guma przez co palce się nie ślizgają.
          UStawianie ogniskowej to trochę inna bajka. Tak jakby się miało do czynienia z innym zupełnie obiektywem. Ten, posiada inną gumą (choć równie dobrze spełniającą swoje zadanie), pracuje ciężko i nierównomiernie. To zoom, więc nie przeszkadza, ale po przejściu z leciutkiego ustawiania ostrości do czegoś takiego wrażenie jest piorunujące. W dodatku podczas obrotu czuć jak tam w środku się wszystko łamie, przestawia i maltretuje. Ale przynajmniej nie hałasuje jak stara lodówka i na końcach dźwięk nie jest specjalnie drażniący. No po prostu to co w ostrzeniu jest zaletą, tutaj jest wadą, a to tam jest wadą tutaj to zaleta. Po prostu zupełnie inna maszyna produkowana w innym czasie przez inną firmę i pochodząca z zupełnie innego obiektywu. Dobrze, że przynajmniej oba podobnie się gibają. :)
           Nie wiem kto to wymyślił, ale pierścień przysłony znajduje się przy samym bagnecie, a co za tym idzie przy samym korpusie, co czyni go kompletnie nieużytecznym. Mało tego jest węższy od reszty i jego średnica jest mniejsza co wręcz dyskwalifikuje zasadność jego zamontowania. Ale jest, nieprzemyślany, ale jest.

3. Optyka

          Jak na obiektyw stworzony z plastiku za cenę piw jaką wypija przeciętny żul w ciągu miesiąca przyznać muszę, że jest na prawdę dobrze. Praca pod światło jest poprawna, podobnie z resztą. W zasadzie to taki niezauważalnie lepszy kit. Przynajmniej na cyfrowym APSC. Skrzydła rozwija dopiero na filmie małoobrazkowym. Okazuje się byc mega ostry, z fantastycznymi kolorami, bez specjalnych zniekształceń, winiet i takich rzeczy. Mój pentax PZ-20 Go uwielbia. Z żadnym tak się nie dogaduje jak z tym. Nawet swoich standardowych tak bardzo nie lubi jak tego. Dobór parametrów, ustawienia ostrości... no szacunek, na prawdę. W przypadku więc chemicznego materiału światłoczułego dostajemy obraz perfekcyjny. To trochę paradoks bo to już wersja cyfrowa obiektywu, a więc przystosowany jest pod matryce cyfrowe. A mimo o na kliszy fotograficznej jest setkę razy lepszy od kita na cyfrówce. Wydawać by się mogło, że powinien być zoptymalizowany pod rejestratory cyfrowe. Tymczasem na APSC to po prostu kitowy obiektyw niezbyt warty uwagi. Nie do końca wiem, jak spisuje się na cyfrowej pełnej klatce, choć znajomy używał go z K-1 i również twierdził, że jest ok i tylko ok. Czyli wygląda, że nie lepiej niż na APSC. Nie jestem jakimś onanistą optycznym i nie przeszkadza mi nawet obrazek ze standardowego obiektywu. I tak te są zoptymalizowane głównie pod ostrość, a reszta wad optycznych jest po prostu korygowana. Tak wygląd to tutaj. Jest ostro i tyle. Ma ładne kolorki, dobrze się sprawdza pod światło (choć tu nieco gorzej niż nowoczesne kity), aberracje sa do przyjęcia (mało widoczne) itd itd. Po prostu poprawny obiektyw i nic więcej. Szału nie ma. Ale jak wywołałem kliszę, którą zapełniałem przy pomocy tego obiektywu niemal spadłem z krzesła z wrażenia. Widać od razu, że mimo iż nazywa się "cyfrowa" to jednak robotę robi dopiero na kliszy, więc przypuszczać należy, że pierwotna konstrukcja nie została zmieniona. Ma to swoje plusy. Przynajmniej dla mnie.

4. Podsumowanie

         Czy warto?? Hm... 800zł za nowy, 250zł za używany... To wszystko teraz zależy od sprzętu jaki posiadamy. Jeśli posiadamy aparat APSC z podstawowym obiektywem 18-55... to na pewno nie. Zamieniamy coś na drugie takie same coś. I w zasadzie tyle.
         Inaczej spojrzymy na to jednak, gdy planujemy w przyszłości zakupić aparat z pełną klatką (czy to cyfrowy czy tradycyjny). Zdecydowanie wówczas nie ma się nad czym zastanawiać. Dostajemy na prawdę szeroki kąt kryjący matrycę FF. Co z tego, że plastikowy. Co z tego, że robi wrażenie, jakby miał za moment się rozlecieć. To nie ma znaczenia. Można to przeboleć. W końcu mamy tani obiektyw ale już pod FF z pełną automatyką i szeroki. Kupując nówke w zasadzie nie mamy się o co martwić.
         Musimy więc sobie w głowie poukładać wszystkie za i przeciw i zdecydować. Jeśli mamy lub planujemy jakikolwiek aparat z FF, to warto, jeśli w planach tego nie mamy, to te 800zł lepiej wydać na coś innego. Dla mnie obecnie jest niezastąpiony. Nie mam niczego, co by kryło te ogniskowe. Pentax FA 28-80 który mam w zasadzie stał się bezużyteczny z powodu zanieczyszczenia soczewek jakimś czymś. Jest obecnie odseparowany od reszty, co by to nie było "zaraźliwe". Czeka obecnie na czyszczenie. Ale to i tak nie to samo. Pentax nie daje takiego genialnego obrazka na FF poza tym zaczyna się od 28mm. Tokina elegancko zapycha próżnię między 20 a 28mm, a obecnie między 20 a 35mm.
Hm.. jak sobie tak pomyśle:
10-20 zapycha Sigma
20-35 kryje Tokina
35-80 nalezy do pentaxa
80-200 to kolejny pentax.
20-krotny zoom w czterech obiektywach i wszystkie z pełną automatyką i dający nieco inne doznania wizualne. Przy czym od 19-200 nadaje sie pod kliszowca. No chyba, że pentax 35-80 potwierdzi bardzo złe opinie o sobie, wówczas trzeba będzie pomyśleć o zapchaniu i tej dziury. Najbardziej się boję w nim aberracji fioletowej, która jest mocno widoczna na tych kilku zdjęciach które nim zrobiłem. Ale o tym innym razem. Najpierw muszę go sprawdzić w boju i dopiero wtedy się wypowiem czy te 6,3 na pentaxformum to zasłużone, zaniżone czy zawyżone.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 5 lutego 2019

Sigma 10-20 f4-5,6




          To chyba najdroższy sprzęt jaki mam w domu. Starsza nieco wersja (z 2006 roku) ale nie narzekam. Podoba mi się wykonanie, podoba mi się optyka, podoba mi się budowa. Pewnie więc wypowiem się w superlatywach odnośnie tego szkła. Nic to dziwnego - mimo kasy którą wyłożyłem, aby ją mieć to jedno z najczęściej używanych przeze mnie obiektywów. Wśród automatów wiedzie prym na korpusie.

1. Budowa


          Tak, to jest kawał dobrej roboty  ze strony Sigmy. Korpus jest wykonany z tweardego tworzywa sztucznego, ale nie takiego tandetnego tworzywa. Cały korpus jest matowy co wygląda bardzo nieprzeciętnie. Do tego w dotyku robi wrażenie jakby ten plastik był napudrowany. Z resztą nawet tak wygląda. Niestety ale jest również bardzo podatny na zabrudzenia i mało odporny na zniszczenia. Wystarczy przejechać po nim nawet obciętymi paznokciami, aby zostawić skazę. Nie ściera się jakoś specjalnie podczas użytkowania, ale na pewno bez pokrowca lepiej go w torbie nie nosić. Mój egzemplarz jest dość mocno porysowany, ma odbawienia i dość znaczne ślady użytkowania. Dużo tego było jak go kupowałem, a sam też zdążyłem kilka rys dołożyć. Tragedii może specjalnej nie ma, ale jak ktoś jest estetą to niestety zawiedzie się. No i w porównaniu nawet do innych sprzętów które mam ten wypada najsłabiej. Fakt faktem, że mam głównie starsze maszyny, które można używać jako gryzaka dla psa, więc może porównanie mam słabe, ale jak pamiętam, to nawet kity standardowo dołożone do aparatu choć tandetne nie były aż tak podatne na wszelkie urazy. W Sigmie porysowane jest dosłownie wszystko - pierścienie, obudowa, tulipan, dekielek.... dosłownie wszystko. Wygląd więc zachwyca, ale tylko jak jest nowy. Po miesiącu już będzie nosił widoczne ślady użytkowania. Inaczej się po prostu nie da. Jedna kropla deszczu jest w stanie zostawić na nim trwały ślad. Tu masakra.
          Poza tą niedogodnścią to jednak kawał dobrego obiektywu. Nie posiada żadnych luzów, wszystko pracuje należycie. Szkoda, że jest tylko gigantyczny i ciężki. Nie przeszkadza mi, bo u mnie ciężko o jakieś lekkie obiektywy. Kolejne jednak kilkaset gram do torby to nie jest wes0oła sytuacja. No i ta wielkość... przedni filtr o rozmiarze fi77 i do tego tulipan niestety nie pozwolą go w prsty i łatwy sposób włożyć do torby. Prducent to przewidział i można spokojnie założyć tulipan odwrotnie co delikatnie zmniejsza choćby długość całości. I tak zajmuje sporą część miejsca w torbie. No cóż, takie uroki tego obiektywu i ciężko to uznać za wadę czy zaletę.
         O dziwo wszystko w obiektywie pracyje bardzo dobrze mimo lat. Spasowanie, sztywność konstrukcji, wszelki dekielki i osłonki trzymają się prawidłowo. Gdyby nie te paskudne rysy i wytarcia można by pomyśleć że to nówka sztuka. :)

2. Obsługa

          Tutaj bez rewelacji. Poza tym, że jest bardzo przyjemny w otyku nie odbiega standardem od typowych nowoczesnych obiektywów. Ostrzenie pracuje lekko, aż za lekko, ale płynnie. Mimo to mało precyzyjnie, choć przy takich ogniskowych to margines błędu jest bardzo duży.
          Nieco lepiej jest z ogniskową. Niby ten ruch jest niewielki, ale daje poczucie dokładności. Sam pierścień pracuje ciężej, z lekkim bardzo suchym oporem. Absolutnie to nie przeszkadza w niczym. Gorzej jest z dźwiękiem który przy tym wydaje. Puknięcie jak w kartonowe pudełko przy skrajnych zakresach oraz szum podczas kręcenia jak u ciężko dychającego dziadka. Niby nie przeszkadza, ale jednak jest w tym coś drażniącego. Szczególnie, że dźwięki te wcale nie są ciche.
          Denerwujące są za to nakładki i dekielki. O ile tylny jest ok, o tyle przedni jest kompletnie nieprzemyślany. Nie ma możliwości założenia ani zdjęcia przy założonej osłonie przeciwsłonecznej. Tak po prostu - trzeba zdjąć osłonkę, aby założyć dekielek, lub go zdjąć. No kurcze - wszyscy już dawno wymyślili te przyciski tak, aby można było je wcisnąć nawet wewnątrz obrysu dekielka, a tu nie. Przyciski są tylko na krawędziach i trrzeba złapać za krawędź, aby je wcisnąć. Dodatkowo dekielek nie trzyma się zupełnie sztywno i słychać jego klekotanie podczas poruszania obiektywem. Niby można założyć i "dokręcić" dekielek, ale nie o to chodzi. Powinno to się sztywno trzymać od momentu puszczenia tych przycisków po bokach. Ale nie, po co. Niech użytkownik wie, co ma. No i wie... Dekielka którego nie mozna zdjąć/założyć wydający z siebie mnóstwo dźwięków.
          Osłona przeciwsłoneczna jest i to miły gest. Można ją założyć na odwrót, aby zmniejszyć rozmiary i jest ok. Ale kurcze - oznaczenia strategicznych punktów na niej to chyba przypadek losowy. Kompletnie się nie zgadzają. Aby włożyć tulipana musimy celować w zupełnie inne miejsce niż sugerują to oznaczenia. A zakładając ja odwrotnie w jeszcze inne też niezgodne z oznaczeniem. Dodatkowo osłona wkręca się na tyle ciężko, że nie mamy zupełnej pewności, czy ten jest na swoim miejscu. Dobrze, że po założeniu w pozycję roboczą napis Sigma jest tam gdzie powinien. Cała reszta jest na wyczucie, a teoretycznie oznaczenie założenia tulipan normalnie i do tyłu jest.

3. Optyka

          Może tu zacznę od negatywów. Jest nią odległość ostrzenia. 0,24m to dość daleko jak na takie ogniskowe. Można by fajnie porysować sobie różne dysproporocje, a tu się nie da. No nic, pozostaje używać do tego Falcona 8mm fisheye, który z resztą też nie pozwala się zbytnio niestety zbliżyć. Tak czy siak 0,24m to dość daleko. Cosina ma bliżej, ale przy ogniskowych rzędu 10mm można by oczekiwać czegoś bliżej.
         Poza tym rewelacja. Optyka to arcydzieło. Obiektyw bega ostry od pełnej dziury (ta... hehe... chyba dziureczki) zoom ze zmienna przysłoną sprawdza się na prawdę dobrze. Genialna praca pod światło, małe zniekształcenia, fajnie oddana nieostrość mimo 6-listowej przysłony.
         Wbrew pozorom i obiegowym opiniom nie jest to gorszy obiektyw od wersji ze stałą przysłoną f3,5 (pomijając światło). Niektórzy widzą różnice. Ja miałem do czynienia z jaśniejszą siostrą mojego i nie ma dramatycznych różnic. Aczkolwiek zdaje sobie sprawę, że użytkownicy są banalni w prostocie swojego myślenia - wystarczy dać im inne urządzenie o trochę wyższym numerku (w tym przypadku przysłonie) i nagle okazuje się, że ten o niższym numerku to zło do niczego się nie nadające. I nie ważne że bebechy te same, a róznica tkwi np w dacie produkcji... Masakra, ale takie jest myślenie wśród ludzi. Generalnie można podsumować, że sigma f3,5 jest bardzo dobra, bo ma numerek 3,5 a ta f4-5,6 to zło i należy się jej wystrzegać. Jak wspomniałem - miałem okazje bawić się jaśniejszą wersją i wcale nie wypada dużo lepiej.A gdy pomyślimy o różnicy w granicach 400zł za używkę, to w zasadzie wydaje się nieopłacalna inwestycja. No, chyba, że ktoś chce, to nie zabraniam. Mi wystarcza spokojnie 4-5,6.

4. Podsumowanie

          Idziemy zatem na stronę allegro i szukamy sobie obiektywu. Szeroki, bo tak. Mamy odłożone ileśtam pieniędzy. Fajnie. I szukamy i szukamy i szukamy. Aż znajdujemy. sigma 10-20. W zasadzie szukać długo nie trzeba. Zonk się zaczyna gdy wybierzemy wersję. Np starszą. Dostępność ich jest minimalna. Obecnie w necie znalazłem 2 starsze wersje. Paradoksalnie wersja starsza jest o średnio 300zł droższa od nowej (w przypadku obiektywów używanych). Ciekawa bardzo zależność. Bardzo ciekawa rzecz. Ale co zrobić.W sumie nie za bardzo wiem jaka jest różnica między wersą z 2006 a tą z 2009 roku. Tej nowej na oczy nie widziałem (oprócz f3,5). może nowa faktycznie jest gorsza od f3,5 ale jeśli tak to z automatu jest też gorsza od starszej blixniaczki. :D No nic. Zastanawiające jest też dlaczego na rynku wtórnym tak dużo jest nowych, a starych praktycznie nie ma. Rozleciały się przez lata? Patrząc na mój egzemplarz raczej wykluczam. A może jest na tyle dobra, że zwyczajnie nie opłaca się jej zamieniać. I z tym drugim mogę sie zgodzić. Na razie sigma to najlepszy sprzęt jaki posiadam. Słuzy praktycznie do wszystkiego. Acz dla mnie im szerzej tym lepiej. Sigma 10-20 optymalnie spełnia moje wymagania. A gdy dobijemy do tego Tokina 19-35, którą mam, i rozwiniemy to o zakres Pentaxa F 35-80 to generalnie moje potrzeby w zakresie ogniskowych są wypełnione. Czego więcej potrzeba gdy w komplecie jeszcze 135mm i 350? Sigma 10-20 jest idealnym dopełnieniem całości. Gorąco polecam to szkło.

PS. W następnym "odcinku" opowiem trochę o Tokina 19-35. Kolejne szkło które uważam za genialne. Tym bardziej, że to obiektyw zbudowany w latach 70-tych i produkowany praktycznie po dzień dzisiejszy z dosłownie każdym mocowaniem i dosłownie pod każdą marką.
A następnie Pentax F 35-80, którego wszyscy uważają za badziew. Czy tak jest? Postaram się rozwiązać na ile ogólna opinia jest prawdziwa.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 29 stycznia 2019

Falcon A Fisheye 8mm f3,5


         
          I kolejny, chyba już ostatni, półautomat w mojej marnej kolekcji obiektywów. Tym razem coś co niejednego może przyprawić o zawrót głowy - fisheye. To poprzednia wersja z 2009 roku wyprodukowana w fabryce Samyang. Falcon to tak na prawdę Samyang Fisheye 8mm f3,5 ale produkowany dla łódzkiej firmy FoxFoto. Z resztą Samyang nie rości sobie prawa do obiektywów i produkuje te same modele obiektywów zarówno pod własną nazwą, jak i tego, kto zainwestuje we własne logo na obiektywach. I tak właśnie powstał Falcon, czyli Samyang pod nieco inną nazwą.
         W zasadzie zawsze chciałem mieć fisheye. Miałem sporo pomysłów na jego wykorzystanie, głównie do portretów. Tak, do portretów. Widziałem sporo ciekawych zrobionych fisheye. A gdy dojdziemy do karykatur okazuje się on niezastąpiony. Wystarczyło pogrzebać po internecie, odłożyć trochę gotówki i w niedługim czasie listonosz przyniósł mi paczkę. Tak w moje łapy trafiło to códo optyki.

1. Budowa

          Jak na nową konstrukcje obiektyw mocno odstaje od swoich rówieśników. Jest ciężki, dość duży i w całości wykonany z metalu. Sprawia przez to wrażenie na prawdę porządnie wykonanego szkła, któremu bliżej raczej do topowych modeli z lat 70-tych niż nowoczesną maszynę. Plastikowe są jedynie dekielki i osłona przeciwsłoneczna. Ta ostatnia jest niestety "nieściągalna". W nowszych konstrukcjach Samyang poszedł po rozum do głowy i zastosował normalnie zdejmowaną osłonę. Co tym zyskał? A no tyle, że ten nowszy kryje pełną klatkę, a w tym na FF niestety widać osłonę. Pod APSC na szczęście nie ma tego problemu. Swoją droga zastanawiam się po co ta osłona, skoro obiektyw genialnie pracuje pod światło. Ale o tym później.
          Spasowanie elementów i pierścieni również na wysokim poziomie. Wszystko trzyma sie bardzo dobrze, nie ma żadnych luzów, żadnego zużycia. A przecież obiektyw ma już 10 lat. Ja wiem, że są i takie co mają po 40-50 lat... Ale tu mówimy o nowym tanim szkle, a nie o doskonałych jakościowo starych urządzeniach.
          W dodatku obudowa pokryta jest jakimś matowym lakierem, który bardzo dobrze nie tylko wygląda, ale i się użytkuje. On jest na prawdę przyjemny w dotyku. No i oczywiście nawet opisy pierścieni się nie ścierają. To po prostu bardziej ucywilizowana wersja pentaxa M. 
         Ciekawym zabiegiem jest dekielek, który jest na prawdę duży. Spowodowane jest to przednią bardzo wypukłą soczewką i jakoś trzeba było to rozwiązać. Mamy więc nieduży słoik zamiast dekielka. Nie jest to fajne, bo czegoś takiego nie schowasz do kieszeni do spodni. na czas robienia zdjęć. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że to pewnego rodzaju kompromis. Zwykły dekielek by się tu nie sprawdził.
         Jakość wykonania więc jak dla mnie 10/10. W zasadzie na prawde nie ma się do czego przyczepić. Ale budowa to nie jedyny plus tego sprzętu


2. Obsługa

          Tutaj jest po prsotu bajka. Pierścień ostrości działa płynnie z bardzo przyjemnym, olejowym poślizgiem. To obiektyw manualny i wszystko w nim jest do takiej pracy przystosowane. Oczywiście, że nie do końca wiadomo po co jest ten pierścień, skoro przy 5,6 i ogniskowej 8mm ostrość mamy od około 0,5 m do nieskończoności, ale jeśli ktoś się uprze to może sobie tym pokręcić. Ja używam chyba z przyzwyczajenia, gdyż w wizjerze kompletnie nie widać kiedy jest ostro, a w aparacie potwierdzenie ostrości pika cały czas. Przydaje sie chyba przy f3,5 ale też w bardzo ograniczonym zakresie. Z resztą sam pierścień ma podziałkę w przedziale 0,3 - 3m i w zasadzie w tym przedziale przy maksymalnym otworze może i ma to jakiś głębszy sens. Acz nieostrości i tak wydać przy bardzo dużych powiększeniach dopiero.
          To obiektyw typu A, więc przysłona możemy sterować zarówno pierścieniem, jak i z korpusu.Do pierścienia również trudno mieć zastrzeżenia. Działa bardzo lekko z wyraźnym skokiem i nawet słyszalnym cykaniem. :) Szkoda tylko, że między 3,5 a 5,6 oraz między 16 a 22 nie ma stanów pośrednich. W każdym innym wypadku regulację mamy co pół ev. Możliwość sterowania z korpusu omija tą niedogodność. Oczywiście o ile komuś to na prawdę przeszkadza. Dla mnie to obojętne. Przy obecnej technice to na prawdę nie ma znaczenia, czy sterowanie jest co 1/2, co 1/3 czy co 1.Skompensować to można czasem, czy nawet czułością.
         Oczywiście przy właczeniu trybu A  potrzeba wcisnąć przycisk. Ten oczywiście nie sprawia problemu. Jest w dobrym miejscu, dobrze wyczuwalny i nie potrzeba Ahillesa aby go wcisnąć. Więc i tu widać dopracowanie szczegółów.
         Jak wspomniałem wcześniej - jedynie dekielek jest lekko problematyczny. Podczas fotografowania musimy go albo trzymać w ręku, albo chować do torby. Innego wyjścia nie ma. Jestem przyzwyczajony do chowania zaślepki do kieszeni i tam jej szukam. Tej nie znajdę. To jednak pikuś.
         PS. Aha, nie ma możliwości montażu filtrów. Nie dziwne, bo przy tej ogniskowej każde dodatkowe szkło zwyczajnie robiłoby winietę. Już osłona przeciwsłoneczna jest praktycznie na styk i najmniejsza rzecz wysunięta na milimetr przed nią łapie się na zdjęciu. Filtr o grubości kilku milimetrów nie miałby szans tutaj.


3. Optyka

          Taaak. Dystorsja jest potężna. Widać ją zawsze i w każdej sytuacji. Ale przyczepić się do tego w obiektywie rybie oko, to tak jakby przyczepić się do samochodu ciężarowego, że ma duży silnik i dużo pali. Albo że ma kiepskie przyspieszenie. Ewentualnie przywalić się do garbatych, że ich dzieci są proste. Po to przecież kupuje się rybie oko, aby wykorzystać tą wadę oraz aby mieć gigantyczny kąt widzenia. Tak, tutaj wynosi 180stopni, czyli mamy na zdjęciu wszystko co się znajduje na milimetry przed przednią soczewką. Dosłownie wszystko. Trzeba więc porządnie pokręcić głową, aby zbadać cały plan, bo widzimy więcej nawet niż ludzkie oko.
          Zastanawia mnie za to jeden zabieg ze strony Samyanga - przednia soczewka jest ciemna. Nie do końca znam celowość tego zabiegu. Być może chodzi o jakieś powłoki, ale nawet jeśli to w innych obiektywach dało się tego przyciemnienia uniknąć. Wygląda to na celowy zabieg. Czyżby to była ta oszczędność? Wygląda to zacnie, nie widać aby specjalnie przyciemniało obraz. Jednak ciekawy zabieg. Swoją drogą przednia soczewka jest dość spora, ale otwór wewnętrzny jest malutki. Możliwe więc, że chodziło po prostu o wyciemnienie wnętrza. To tylko teoria.
          Do reszty właściwości optycznych nie można się przyczepić. To po prostu nowoczesne szkło o bardzo dobrych właściwościach optycznych. Odblasków nie ma, albo są minimalne. Reszta jakiś wad związana jest z rybim okiem, więc też nie za bardzo można sie do czegokolwiek przyczepić. Chyba nikt się nie spodziewał, że na brzegach kadru będzie równie ekstra jak w środku. Tym bardziej że to co na brzegach może znajdować się bardzo daleko od obiektywu (nawet jeśli to płaska ściana) w czasie gdy to co jest w środku jest bardzo blisko. cóż, 180st robi swoje. I to na APSC. Na FF patrzy jeszcze trochę do tyłu... gdyby tylko nie ta osłona przeciwsłoneczna.
         Niestety jedyne do czego można się na prawdę przyczepić, to fakt, że minimalna odległość jest dosyć spora. 0,3m to dość dużo i nie daje pełnego pola do wykorzystania szkła. Sporo przez to tracimy. Jakby nie można było zrobić o połowę mniej (0,15m). Otworzyłoby to więcej zdecydowanie możliwości. To nawet cosina 28mm ostrzy od 0,23m, więc pozwala być bliżej. A tu? No cóż, nie postarał się Samyang. A szkoda. Może to nie dużo, ale jednak zabiera sporo użytkownikowi.

4. Podsumowanie

          W zasadzie ten obiektyw można dostać pod różnymi logami - Vivitar, Falcon, Samyang, Bower, Meike, Walimex... to ten sam dokładnie sprzęt. I w tej cenie (około 900zł za nowy) w zasadzie bezkonkurencyjny. W dodatku produkowany z każdym mocowaniem jakie sobie wymarzymy. Tylko nie w każdej wersji, bo z ego co wiem, to wersja z automatyczną przysłoną (lub sterowaną z korpusu) jest praktycznie nie do dostania. Chyba, że używka w granicach 600zł i chyba tylko pod pentaxa. Przynajmniej nie spotkałem półautomatu pod inny system. Nie zmienia to jednak faktu, że obiektyw jest wart swoich pieniędzy. Można narzekać na ostrość, na jakieś wyimaginowane wady optyczne, ale - kogo to obchodzi? Czy na prawdę oglądamy zdjęcia w powiększeniach? Ma to znaczenie przy obróbce, ale z tego obiektywu... kto fotografuje takim obiektywem, aby potem obrabiać to w gimp/PS? Wrzuca się co najwyżej do wywoływarki RAW i tyle.
Czy kupiłbym ten obiektyw jeszcze raz? Zdecydowanie tak. Fisheye przydaje się niezwykle rzadko, ale się przydaje. W cenie 500zł za używany, czy nawet 1000zł za nowy nie jestem w stanie kupić nic innego. Może gdybym miał wolny miliard zł to bym poparzył na coś innego. Ale pewnie i tego bym kupił, choćby dla zabawy. I bez względu na zasobność portfela to dobry zakup. Nie wyobrażam sobie go teraz nie mieć. Wydaje mi się, że to również obowiązkowa pozycja w każdej torbie fotograficznej. I to dokładnie ten, nie żaden inny. Nawet używając go raz w roku nie będą to wyrzucone pieniądze. W końcu żadnym innym nie osiągnięcie tego co osiągniecie tym. A jak jeszcze nauczycie się odpowiednio wykorzystywać optykę fisheye fotografia nabierze nowego smaczku... ten jeden raz w roku.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+