środa, 16 września 2015

C.D. być może N.

No i powoli sobie życie do przodu płynie. Praca jak praca, robić trzeba. Przynajmniej się człowiek nie nudzi. Codziennie coś do zrobienia jest. I to kilka rzeczy. Jak w poprzedniej pracy w miarę spokój,tak tu ciągła bieganina. Ze skrajności w skrajność. :)
Przytyłem. Piesa krew, przytyłem. Ostatnie dwa tygodnie nie ćwiczyłem w ogóle. Jadłem co w zasięgu wzroku i języka było. I dopiero dzisiaj nie dopinam się na tą dziurkę w pasku co zawsze. Znowu zacznę ćwiczyć. Nie mogę odpuścić. Mam upatrzony swój ideał ciała do którego zamierzam dążyć. Najgorsze jest jednak to że znowu trzeba sie za to zabrać, a ponoć "pierwszy raz jest najtrudniejszy". Ale nie mogę się poddać. Czuje wyrzuty sumienia z zaniedbania.
Osłabłem, co też jest wynikiem ćwiczeń braku. Dobrze, że chociaż na rowerku trochę jeżdżę. To taki mały substytut ćwiczeń jest. Niestety to nie doprowadzi mnie do tego co bym chciał. I mimo iż rower kocham najbardziej to jednak bez innych treningów się nie obejdzie. Teraz tylko znaleźć jakąś modyfikację i do przodu. :) Trzymajcie kciuki. Bardzo mocno...


Udostępnij:    Facebook Twitter Google+