poniedziałek, 28 marca 2016

13:14___16:38____06.02____1943____Error


   26 wrzesień 1981 roku. Dziecko które miało się narodzić nie przyszło na świat. Nigdy nie istniało. Nigdy nie miało prawa bytu. Pisane istnienie nie nastąpiło. Kompilacja zdarzeń i zakrzywień w napisanej historii powoduje przekłamania rzeczywistości. W wyniku braku zapotrzebowania na paliwo które miało zostać wypalone w drodze do szpitala powoduje upadek jednej ze stacji benzynowych. Niezajęte w szpitalu łóżko trafia do naprawy w wyniku której mechanik traci palec. Zostaje zwolniony z pracy. Brak środków do życia i choroba jednego z jego dzieci wymazuje z historii kolejną rodzinę wpisaną w los 15 lat później.
   Z braku zapotrzebowania nie zarabia jedna z firm rowerowych. Rowery które miały zostać zakupione dla dziecka pozostają w sklepie. To daje łańcuch zawirowań spowodowanych jednym nadmiarowym egzemplarzem. 

   Nigdy też nienarodzone dziecko nie trafiło do szpitala. To spowodowało brak pewnych zależności między ludźmi oraz braki znajomości i braki w wyposażeniu aptecznym w Anglii. Sztuka leków trafia do innego potrzbującego.
   Brak spójnośności wywołuje falę zakupów na drugie (a w nowej rzeczywistości pierwsze) dziecko rodziców. wykupione kilka lat po terminie rzeczy zmieniają nieco obraz gospodarki. Rzeczy które miały pozostać zostają zakupione.
  Mija kilka lat. Nierozpoczęta szkoła zostawia miejsce innemu uczniowi. Za kilka lat będzie bogaty. Powstanie z jego ręki kilka hoteli i dwa domy dla bezdomnych o wysokim standardzie. Obecnie ich nie ma i nigdy nie było. Miejsca pod budowę hoteli zostają przeznaczone na coś innego. Domy dla bezdomnych nigdy nie zmieniają oblicza i standardów w takich ośrodkach.

   Brak miejsca w szkole podstawowej to również brak miejsca w liceum. Kilka osób nigdy nie dostało po mordzie. W wyniku czego nigdy nie zaistniały sytuacje które miały miejsce. pociągnęło to za sobą falę zmian w kolejnej szkole.
   Pierwszy zegarek elektroniczny nigdy nie został ukradziony. Złodzieje się nie wzbogacili. Nie było w domu awantury, ojciec się nie zachlał i nie pobił matki złodzieja i samego złodzieja. To zapowiedziało nieprzewidziane w kartach losu kolejne sytuacje w kolejnej rodzinie.
   Kilka lat później nienarodzone dziecko nie poznaje swojej pierwszej miłości. Dziewczyna zachodzi w ciąże z wówczas obecnym kochankiem. Do dzisiaj pozostają razem mimo braku wspólnej zażyłości. Dziecko ma lekkie skrzywienie, ale wyjdzie na prostą. Swojego czasu będą o nim pisać w książkach do historii. Będą się o nim rozpisywać wszystkie gazety, znajdzie się miejsce w kilku wieczornych wiadomościach.
   Nienarodzone dziecko również nie trafia na studia. W wyniku czego jego niedoszły kolega nigdy nie poznaje pewnych osób, a przede wszystkim nie poznaje jednej dziewczyny. Dziewczyny, która po zerwaniu z nim wzięła się za nienarodzonego. Brak tej jednej subtelnej zmiany daje poważne następstwa w czasach późniejszych. Nie wyjeżdża ona na stałe do Wrocławia. Pozostaje w Sieradzu gdzie zajmując lokal nie daje możliwości zamieszkania innym. Przy okazji zwalnia miejsce pracy we Wrocławiu, co ratuje z finansowych zaległości kolejną rodzinę.
   Patrząc przez pryzmat rozbitych samochodów nigdy nie dochodzi do stłuczek spowodowanych przez nienarodzonego. Dochodzi za to do innych wypadków w wyniku których traci życie kilka osób. Między innymi osoba mająca pośredni związek z nienarodzonym.
   Nienarodzony nigdy nie poznaje i nie zakłada rodziny. Kolejne byty nie zaczynają istnieć. W wyniku powstałych wypadków spowodowanych nieobecnością nienarodzonego  małżonka nienarodzonego nigdy nie poznaje osób ściśle z nią związanych. Pozostaje jednak w związku z kimś kogo w obecnej rzeczywistości nigdy nie znała. Chłopak przeżywa wypadek którego nie miał z powodu pozostawania razem z żoną nienarodzonego. Dzieci nie mają. zmienia to kolejne rodziny. Niektóre nie powstają, zakładają się zatem inne, które mają wpływ na rozwój kraju taki sam jak nienarodzony.
   Nienarodzony również nigdy nie dostaje pracy. Stanowiska przez niego zajmowane pozostają wolne. Być może nigdy nie powstają. Zmienia to oblicze niektórych firm.


Świat się zmienia. Zależności między czasem, przestrzenią, historią, a przyszłością zostają zachwiane. Być może brak nienarodzonego doprowadził do śmierci niektórych pozornie niezwiązanych osób. A kto wie - może i poprawił znacząco oblicze miasta i innych ludzi.

Jakby to było jakby mnie nie było?
Błędne koło. Może by się coś zmieniło, a może nie. Z pozoru niewielkie nawet zmiany mogą mieć drastyczny wpływ nie tylko na nasze życie, ale na życie setek ludzi. To że nie pojechałeś dzisiaj do pracy samochodem. To że nie umyłeś rąk przed śniadaniem. Być może nawet to że czytasz teraz moje wypociny ma drastyczny wpływ na przyszłe losy. Nigdy się nie dowiemy co by było gdyby...
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 22 marca 2016

buldog


Budzisz się rano. Z wpatrzonym w pustkę wzrokiem przemierzasz pokoje swojego mieszkania. Nachylasz się nad umywalką i w mózgiem w trybie startowym myjesz zęby zaczytując powoli kolejne obrazy i dźwięki i przetwarzając po swojemu nowy dzień. Powrót do pokoju i zakładanie na siebie kolejnych warstw ubrań. Jakby w automacie wykonujesz kolejne czynności. Buziak dla żony, plecak na plecy, klucze z wieszaka i podróż w dół. Poniżej poziomu zostawiony twój pojazd.

Z kolejnych mało zrozumianych ruchów wyciągasz jednoślada. Jeszcze szybki przegląd, wsiadasz i jedziesz. Najpierw pokonanie kilku ulic, kilka zakrętów, przebrnięcie przez wielopasmówke i wyjeżdżasz na prostą. Błoto po wentyle, kilka poślizgów. Mięśnie nóg napięte, koła w pełnym pędzie. W głowie setki przelatujących myśli. Stare odchodzą, przychodzą nowe, a Twój pojazd właśnie wjeżdża na dość nierówna drogę. Chwila spowolnienia. Za kolejnym zakrętem DDR. Wjeżdżasz i już lekko odświeżony z wyczulonym wzrokiem i wyostrzonym słuchem mijając kolejne bramy tylko przez dziury w płocie kolejnych podwórek jesteś w stanie sie zorientować czy pojedziesz dalej czy za chwilę zaliczysz glebę po spotkaniu z wyjeżdżającym z bramy pojazdem. Potem już z górki wpadasz w park za którym zatrzymują Cię pierwsze światła. Rozglądasz się w sytuacji i już wiesz, że możesz bezpiecznie zjechać na jezdnie i spokojnie czekać na przejazd. Zielone. Napinasz mięśnie, ciągniesz łańcuch, rozpędzasz pojazd. Najpierw prosto, bez wielkich zgrzytów wpadasz na plac budowy. Wypatrujesz dogodnej drogi na przejazd. Wjeżdżasz w drogę która doprowadzi cię do ronda. Nauczyłeś się tego typu kryzysów i po kolejnych nieciekawych sytuacjach wypatrujesz uważnie kolejnego idioty w okoli który z odpalonym silnikiem tylko czeka aby wcisnąć gaz i zabrać cię z ronda. Tym razem bez zgrzytów się udało. Dobijasz do bram, przejazd przez parking. Droga w lewo - obiekt zamknięty. Skręcasz w prawo i wpadasz do budynku, gdzie zjeżdżając winda niżej wyjeżdżasz na długi korytarz prowadzący aż pod drzwi twojego miejsca pracy.

Najpierw do pokonania elektroniczne zabezpieczenie, potem kilka zamków i po przebraniu, umyciu i wypsikaniu jesteś gotowy podjąć wyzwanie stawiane tobie przez pracodawcę. A w pracy jak to w pracy - każdy coś od ciebie chce. Tu gonia, tam poganiają. Wszystko na już na teraz, a najlepiej na tydzień temu. Kolejne awarie się mnożą, a ty z wywalonym językiem nie jesteś czasem w stanie w ciszy i spokoju zjeść śniadania. Pod koniec trochę luźniej - wszystko ogarnięte. Układasz więc kolejne plany na resztę dnia.

I już koniec. znowu wskakujesz w ciuchy, zabierasz swój pojazd i lawirując między koparkami, żurawiami, betoniarkami i robotnikami prześmigujesz się szybko, aby zdążyć załatwić kolejne sprawy.

Dzisiaj szkoła córki. Przypinasz rower, wpadasz do placówki i już wiesz, że dzisiaj niczego nie załatwisz. Masz w głowie 4 wersję co należy zrobić aby. Nie wiesz która prawidłowa, a czasu coraz mniej. Każdy coś innego. Dostajesz tylko kolejne druczki do wypełnienia i podpisu. I z nadzieją, że szkoła wie najlepiej podpisujesz, oddajesz. W kolejnej szkole kolejna wersja. Znowu jakieś dokumenty, obiegi... rozchwytywany przez dyrektorki, sekretarki z nerwami i długopisem, trzymając w ręku plik dokumentów składasz je w odpowiedniej szkole, która ma swoją wersję rzeczywistości. I zagubiony w zasadzie nie za bardzo wiesz co i jak. Wszędzie mówią Ci że będzie dobrze, a ty ze strachem w oczach patrzysz na kolejna sekretarkę przeglądającą twoje dokumenty i zastanawiasz się czy to już, czy czeka cię kolejna kurierka do innej szkoły. Nie wiesz nawet czy po tym całym szaleństwie w której szkole będzie twoje dziecko i nawet nie wiesz do której klasy trafi. w końcu rzeczywistość jest jedna, ale jej interpretacji jest kilka.

Po tym całym szaleństwie wiesz że do domku już nie jest daleko. Masz na dzieję na ciepły obiad, chwilowy relaks z rodziną, spokojnie posłuchanie muzyki, obejrzenie filmu. I tutaj nie jest kolorowo. Człowiek rozchwytywany lata między dzieckiem, które wymyśliło kolejną zabawę, a małżonką. Nie wyrabiając w tym wszystkim bez chwili spokoju narażasz się na kolejną awanturę, która i tak jest nieunikniona. Powoli przygotowujesz sie psychicznie do awantury. Chwila relaksu gdy zostajesz w pokoju sam ze stosem urządzeń do ćwiczeń i kolekcją płyt.

Muzyka więc o kilka decybeli głośniej, aby odciąć się trochę od świata. W końcu znajome rytmy koją najlepiej. Trochę wysiłku również sprawia radość. I tu mimo całego zauroczenia sytuacją wpada małżonka, że właśnie pokłóciła sie z sąsiadką i muszę ściszyć muzykę. No cholera jasna - w pokoju ryk córki, jakieś zamieszanie. Już masz po spokoju we własnej samotni. wpadasz do pokoju - córka ryczy, że nie chce, aby ją zabierali, małżonka zdaje relację, że baba zza ściany właśnie straszyła mi dziecko, że naśle na nas odpowiednie służby, aby nam dziecko zabrali. Spocony wyparowujesz na klatkę schodową, dzwonisz do wariatki i grzecznie zapraszasz do siebie, aby uspokoiła nam dziecko, jak przestraszyła. Dziecko ryczy, żona ucisza, sąsiadka sie wypiera i zatrzaskuje ci drzwi przed nosem. Żona w panice, że zaraz zadzwoni opieka społeczna, dziecko w panice, że zaraz ją zabiorą. No w kurwę,  jakby mało było jeszcze zgrzytów. Nerwy w pracy, nerwy w drodze, nerwy w szkole, nerwy w szpitalu, nerwy w szkole i nawet nerwy od sąsiadki. Tego było za wiele. Uspokoiłem trochę zonę, zona uspokoiła trochę dziecko które teraz boi się sąsiadów i boi się zostać samo w pokoju. zatrzasnąłem się w łazience celem wieczornej toalety.

Po umyciu, pełen nerwów powoli odcinasz się wewnętrzne od świata, aby nie powyrzynać przypadkiem wszystkim, nie wyskoczyć na szkołę dziecka z bombą i następnego dnia nie wpaść do pracy z karabinem. Masz jeszcze cichą nadzieję, że sąsiadce z boku z nerwów serce stanęło i starej ropy nie będziesz już musiał oglądać.

I już wieczór, trochę spokojniej. Dziecko ululane, z przytulonym osiołkiem grzecznie śpi. W TV zapuszczony kolejny odcinek serialu. Chwila odpoczynku, drink w ręku. Powoli się wyłączasz, przygotowujesz do snu. Patrzysz tempo w poruszające się obrazki. Czasem jeszcze coś cię zaciekawi, coś odciągnie. Pozostaje myć zęby, położyć się spać i... czekać na kolejny dzień....



Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 17 marca 2016

czarne światło oświetli Ci drogę

w poniedziałek wykonałem 1 telefon o którym nawet bym nie pomyślał, że na kilka dni odwróci nasz świat do góry nogami. Proste słowa po drugiej stronie słuchawki:

- Zapraszamy w środę.

I się zaczęło.
Wtorek kolejne badania, podróż wokół miasta. ale kto sie poddaje ten kona. 

w środę torba, samochód i w trasę. Na miejscu, tłum lekarzy, biała sala i kolejne badania. Nie obyło sie bez  łez, ryku i wrzasku. 
Sala była już przygotowana. Rozpakowanie, teraz na kilka dni to będzie dom. Anatomia korekty.

No i nastał ranek. Znowu tłum lekarzy, biała sala, urządzenia jak z kosmosu. Jej kolej na operacje. Obgryzione paznokcie, instalacja systemu razy kilkanaście i cały dzień w swoich sennych wymiarach. Operacja się udała. trochę drażniących rzeczy powbijanych w skórę. Po wnikliwych badaniach jednak w poniedziałek przywita domek, Peppa i Jula. :) Teraz juz z górki. :) Oby nie trzeba było kontynuować leczenia w domku. :) :* Na razie w południu piekła. 


 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

sobota, 12 marca 2016

Comming to my world

Jestem za Tobą przez cały czas. Musisz się sie nauczyć żyć w ciągłym strachu. Idź do piekła samotny wędrowniku stanąć przed obliczem prawdziwego zła. Ty uciekasz i sama o tym nie wiesz. Ja też uciekam, ale jestem przy Tobie. Ciągle patrzę, czuje, słucham. Gdzieś w tym wszystkim jeszcze szukam Ciebie. Kim jestem? Dziwnym wytworem wyobraźni. Postacią, której oddech czujesz codziennie na sobie. Postacią, która siedzi ci na plecach. Upadłym z gwiazd synem przegranego boga. Jestem palcem w Twoim gardle, który zmusza cię do rzygania. Jestem Twoim lękiem. Jestem Twoim strachem. Nie uwolnisz się. I tak Cię opadnę. Nie masz wyboru - wejdź w mój świat...
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 8 marca 2016

Zdenarszczęśliwy...


Kwiecień zapowiada się bardzo obiecująco. Zaczynamy kursami wstępnymi fotografii zaraz na początku miesiąca. 8 i 9 to kursy wstępne w Łodzi. Będzie ciekawie. Czegoś ciekawego się dowiemy. Może opanuje się niektóre aspekty fotografii trochę bardziej.


Dokładnie tydzień później wyjazd na 3 dni na warsztaty fotograficzne do Zakopanego. Świetna sprawa. warsztaty z człowiekiem od któego uczę sie internetowo odkąd aparat przyrósł mi do ręki. Po kursach w Łodzi może nie wypadniemy gorzej od innych fotokursowiczów. Między nami przepaść jest jak widzę co się dzieje w grupie. Jedni ogarniają i panują nad swoim sprzętem i swoimi zdjęciami. Inni są nadal na etapie fotografii swoich dzióbków, nóg oraz obiadów. Chyba pod tym względem nie wypadniemy tak źle. Gorzej sprawa ma sie ze sprzętem. Jak czytam co niektórzy mają to jak małżonka ze swoim aparatem nie wypada tak źle, tak mój sprzęt wydaje się być powodem do wstydu. Na szczęście mnie to niewiele obchodzi. Ważne jak kto robi zdjęcia, a nie czym. Z resztą oglądając setki zdjęć dochodzę do wniosku, że pod tym względem moje aparaty sobie równie doskonale dadzą radę co i te najdroższe zestawy profesjonalne. Może być bardzo fajnie. Jestem zdenerwowany i mega szczęśliwy. Jak mawia Pinky Pie z bajek Kingi - "jestem zdenarszczęśliwy". 


 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

niedziela, 6 marca 2016

konfrontacja


Godzinna płyta OSTR "Życie po śmierci" uświadomiła mi w jaki sposób na przestrzeni lat zmienia sie człowiek, jego myślenie, postrzeganie świata... Gdy 20 lat temu pierwszy raz usłyszałem hip hop powoli zaczęła się kończyć era disco-polo. Wtedy prym na rynku audio należał do kaset magnetofonowych. Będąc w Łasku w wakacje po raz pierwszy zobaczyłem kasetę ze znaczkiem "UWAGA! Niecenzuralne teksty". No i się zaczęło. Z muzyki dziecka przeszedłem na muzykę trochę poważniejszą. Moimi głośnikami zawładnł hip hop. Tak to się zaczęło.

Minęło 20 lat. 2 dni temu dostałem zamówioną z  Asfalt Record płyte OSTR "Życie po śmierci". Wyposażony w sprzęt dość dobrej klasy jak na dzisiejsze czasy opanowane prze laptopy i telefony komórkowe zacząłem odsłuch. Posiadając jednak również poprzedni album (Podróż zwana zyciem) z ciężkimi bólami zdobyty na kasecie magnetofonowej nie omieszkałem i jego przesłuchać jeszcze raz. Moje myśli ciągnęły jednak w stronę również trochę starszych albomów. W reke więc pierwsze co wziąłem był mój pierwszy hip hopowy album zdobyty za grube pieniądze w 1995 - Liroy "alboom", Scyzoryk i inne klimaty... jak mógłbym zacząć od czegoś innego. jakie było moje ździwienie kiedy... kaseta zwyczajnie mi sie nie podobała. To co kiedyś było szpanem, co słuchało sie  zainteresowaniem i swego rodzaju fascynacją dzisiaj jest chłamem. Po przemęczeinu jednej strony kasetę schowałem i powróciłem do OSTR. I nie wiem tylko czy było to sprawą dorośnięcia i wymagania od muzyki czegoś więcej niż pustych tekstów i rytmicznego bitu, czy też muzyka aż tak się zmieniła, że człowiek przywykł jednak do czegoś głębszego. Ja wiem, że w w roki 1995 hip hop jeszcze raczkował, ale i wtedy zdarzały się zespoły które można słuchać po dzień dzisiejszy. Kaliber44 wraz z albumem "Tajemnicza księga Prolog" trzyma standardy nawet dzisiaj.  A jednak ciągle jest to muzyka na którą dzisiaj bym nie spojrzał. na pewno nie zakupiłbym tych kaset. Bardzo ciekawe jak czas zmienia człowieka, jak n przestrzeni lat zmienia sie muzyka. i tylko taka myśl mnie zastanawia, czy za 15-20 z równym odpychem  spojrzę na zakupiona  dni temu płyte OSTR.


Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

środa, 2 marca 2016

zastuj

Właśnie znalazłem się na skraju jakiegoś zastoju. Wena coś nie chce przyjść. Aparat w ręku, kilka nawet ciekawych obiektów, ale weny jakoś brak. 

"Zdradliwa wena, raz jest, raz jej nie ma.
Choć pot stępuje na czoło jak morena
Zżera mnie trema, myślę o tym o czym nie powinienem,
W tym momencie chyba się przekręcę.
Coraz goręcej i pióro drży w ręce,
Rozpoczęte dzieło i coś się zacięło."

(K44)

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+