czwartek, 23 marca 2017

Życiowe zmiany

Kiedy rozbolała mnie głowa pomyślałem, "e. to zwykły bardzo mocny ból głowy". Kiedy jednak mijał tydzień, a głowa ciągle bolała doszedłem do wniosku, że to już poważne schorzenie neurologiczne". Z silnym bólem zaraz po pracu popędziłem do lekarza, który dał mi skierowanie do szpitala. Pomyślałem, że zrobią mi tomografię i wyjdę. Byłem w błędzie. Ze szpitala mnie już nie wypuszczono. Diagnoza - krwiak podpajęczynówkowy. Pełno krwii w głowie nie wyglądało dobrze, a diagnoza zabrzmiała jeszcze gorzej. No to już wiedziałem, że szansę na dalsze życie niewielkie. Albo szpitala nie opuszczę, albo wyjdę z stamtąd jako warzywo. Kolejne badania na szczęście wykluczyły krwiaka, a mój ból głowy nie okazał się groźny ani dla zdrowia, ani dla życia. Niestety o tym dowiedziałem się kilka dni później, a w tym czasie musiałem żyć ze świadomością że cieszę się ostatnimi godzinami bycia zdrowym. Te chwile dały mi jednak kilka spraw do przemyślenia. A poniżej przedstawię kilka najważniejszych z nich.

1. Rodzina
To ona była ze mną w najgorszych chwilach i ona była ze mnę, gdy byłem już spokojny. Teściowa pomogła z przyjęciem na neurochirurgię. Żona też nie odpuściła. Pierwszego dnia telefony nie chciały mnie zostawić. Dzwoniła mama, dziadki, bracia... Jej, jak pomyślę o dawce stresu jaką musiała przeżyć moja żona... na szczęście nie musiała być sama. Przygarnęła ją teściowa moja. Za co serdeczne podziękowania. Teraz wiem, że co by się nie działo rodzina będzie przy mnie. A ja wiem, że jest ona po tysiąckroć cenniejsza niż ktokolwiek lub cokolwiek innego.
Muszę też przywrócić dobre stosunki z braćmi i zacząć z nimi spędzać więcej czasu. Do tej pory zawsze myślałem, że to oni trochę olewają mnie. Okazało się jednak, że spora część winy leży po mojej stronie. Trzeba będzie te stosunki naprawić... a to będzie sporo na początku wymagać.

2. Przyjaciele
I tu sporo zmian. Kiedy rodzina mnie nie opuszczała, ludzie na telefonach których najbardziej mi zależało nie zadzwonili ani razu. Mogłem wyjść z możliwościami ruchu pietruszki, albo nie wyjść w ogóle. Nie obchodziło ich to.
Za to odezwali się ludzie na których w ogóle nie liczyłem, że się odezwą. Odwiedziły mnie osoby o których do tej pory myślałem, że mój los jest im kompletnie obojętny. Zadzwonili ludzie, z którymi już dawno nie miałem kontaktu. To mi dało do myślenia. Czeka mnie teraz trochę pracy i przemyśleń. Będę musiał mocno przemyśleć niektóre przyjaźnie. Niektórzy zawiedli tylko ten jeden raz... ale jeden raz który mógł zmienić całe moje życie. A to bardzo ważny moment. I zawiedli o jeden raz za dużo. Przeanalizuję, przemyślę... wśród moich znajomych szykują się spore zmiany i niestety, ale muszę ten cios przyjąć na klatę.

3. Fotografia
Tu też zmiany. Z fotografią wiązałem swoją przyszłość. Miała być moją formą zarobku, utrzymania, spełnienia marzeń. Aby to spełnić żyłem w biegu. Kolejne kursy, dużo pieniędzy, stresu i pogoni. Odpuszczam. Muszę zwolnić, aby mnie to nie zabiło. Fotografia zostanie moją pasją. Będę się uczył i rozwijał. Tym razem jednak bez ciśnienia, na spokojnie. Potrzebuję więcej czasu dla rodziny. Jestem na bardzo wysokim poziomie jak na amatora i moje potrzeby. Dużo jeszcze nie umiem, ale się nauczę. Spokojnie, kroczek za kroczkiem będę zdobywać wiedzę. Teraz już dla siebie. Bez pędu, ciśnień, bez stresu. Myślę że to dobry krok

4. Praca
No niestety ale znalazłem bardzo fajną pracę, na bardzo dobrych warunkach. Nieszczęście w szczęściu, że po dwóch dniach od zatrudnienia wylądowałem w szpitalu i na miesięcznym zwolnieniu poszpitalnym. Mam nadzieję, że będę miał po co wracać. Jeśli tak postanowiłem się dużo bardziej niż do tej pory angażować w swój zawód. Nie uważam, aby dotychczas było źle, ale wiem że mogę lepiej. To moje postanowienie w swerze zawodowej. Jeśli wrócę i będę pracować i przedłużą mi okres próbny chciałbym i będę się starać tak, aby to była już moja ostatnia praca. Tak, aby żony nie narażać na stres i zapewnić jej spokojne życie.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 2 marca 2017

rozum krzyczy poczekaj, serce krzyczy nie zwlekaj

Kiedy moja stara miłość okazała się powoli psuć zmieniłem ją na lepszy model. Na początku nic nie wskazywało że coś z tego będzie. Kolejna zabawka w domu. Wynaleziona gdzieś w internecie spotkana w sieci marketów. Zabrałem do domku. Na początku okazała sie sprawnym modelem poprzedniej. Szybko jednak okazało sie że to coś więcej. Wybrana z milionów, wskazana przez serce. Nie wskazywało nic na to, że coś z tego będzie. I kiedy pozwoliła mi spojrzeć w siebie, szeptać do ucha szumem wiedziałem że to ta jedyna. Nie rozstawałem się z nią. Na rowerze, w drodze do pracy, do kolegi, zabierana na kursy, do lekarza, do mechanika, na piwko z kolegami. Okazała się nieodłącznym towarzyszem. Jest bezkonkurencyjna.

A gdyby tak każdy wybierał sercem, a nie rozumem? Jakby teraz nasz świat wyglądał? Gdybyśmy zamiast patrzeć na kolejne cyferki, zapomnieli o danych technicznych? Gdyby możliwości aparatu zeszły na drugi plan, wszelkie tabelki były najmniej ważne? Gdybyśmy wybrali to co nam serce podpowiadało, najważniejsze okazało sie obcowanie z bezduszną maszyną? Gdybyśmy nie patrząc na nic wybrali sprzęt tylko dla tego, że go chcemy to co byście wybrali?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

poniedziałek, 20 lutego 2017

Sztuka wyboru

Będę trochę monotematyczny, ale mimo wszelkich apelów nie tylko z mojej strony pytania o sprzęt ciągle w znacznym stopniu sie pojawiają. Apelowałem o to ja, apelowali o to niektórzy forumowicze, apelowali o to również Ci którzy są zawodowcami. Bez powodzenia.
Otóż bardzo spora część wpisach na forach ciągle dotyczy tematu jaki aparat wybrać, która lustrzanka, jaki obiektyw, jaka lampa. Próbując jakoś wybrzebać się z tematu i szukając jakiś bardziej wartościowych wpisów siłą rzeczy zostałem zmuszony do czytania pytań. I co się okazało -> Jedni chcą lustrzanki, inni po prostu aparatu, a jeszcze inni akcesoriów. Z tego wszystkiego wyłania sie jeden prosty obraz - ludzie liczą że inni się znają i wybiorą za nich. Sprawa bardzo prosta i bardzo denerwująca. Wybór jednak sprzętu nie jest już taki prosty i taki oczywisty. Cały pic polega na tym, że mimo jednego wspólnego obrazka wszyscy jesteśmy różni. Nie ma dwóch identycznych osób.

Co polecamy? 
Oczywiście polecamy głównie lustrzanki, bo wydaje się nam że są najlepsze. Polecamy jasne obiektywy, bo jasny to lepszy. Polecamy extra lampy bo są lepsze od tych mniej extra. Polecamy, bo mamy i używamy. Znamy sprzęt, dobrze, się nam z nim współpracuje. Robiliśmy i robimy nim setkę zdjęć, być może uczyliśmy się na nich. Problem jest taki, że dla nas jest super, dla innego już nie musi. Co dla nas jest extra, dla innego nie musi. Nie znamy potrzeb osoby pytającej. Nam się wydaje extra wypasionym sprzętem  niemal doskonałym. Polecamy więc nie znając preferencji drugiej osoby.

O co pytamy?
Generalnie nie wiedząc na co odpowiadamy nie wiemy tez o co pytamy. Często nie wiemy nawet jaki rodzaj fotografii będziemy uprawiać. Mówimy, że będzie to np portret. Portret, bo wszyscy robią portrety. Ale wybierając pierwszy aparat do końca nie wiemy jaki dokładnie rodzaj fotografii nas wciągnie. Teraz podobają nam się portrety, bo przecież będziemy fotografować naszego synka, bo jest taki piękny i w ogóle. Uwiecznimy naszego dziadka póki jeszcze jest wśród nas. No i fajnie. Wiadomo, że to zrobi każdy. Co jednak gdy się okaże, że wciągnie nas fotografia podwodna? Okaże się, że nasz sprzęt się do tego nie nadaje. Będziemy wówczas zmieniać aparat? Co zatem z wyborem tego superaśnego modelu, który kupiliśmy? Okaże się kompletnie nieprzydatnym drogim urządzeniem. A przecież tak go bardzo polecali. Nagle okaże się, że przy -20 zamarza i odmawia współpracy. No ale jak to? Przecież polecali? Abo ornitologia będzie naszą małą słabością. I nasz sprzęt taki super nie podoła, bo zbliżenia na to nie pozwalają. Nie wiemy o co pytamy, ale pytamy, bo inni wiedzą lepiej co jest dla nas lepsze. Prawda jest taka, mówiąc najprostszym językiem:

1. Pytanie o sprzęt to pytanie, jaki rodzaj muzyki jest najfajniejszy.
2. Pytanie o markę, to równoznacznik pytania o to który zespół jest najlepszy.
3. Pytanie o model - to pytanie który album jest najfajniejszy.

Innymi słowy polecą nam np Disco zespołu E-rotic "The power of sex". Kupimy i nagle okazuje się, że tak super polecany krążek nie nadaje się do słuchania. Nasze uszy pieści gotycki metal i najlepiej Cradle of Filth "Midian".

Świadomość wyboru podstawą zadowolenia
Nauczmy sie naszych wyborów dokonywać świadomie. To my wiemy co dla nas najlepsze. Nie wujek Zbyszek, czy Adam z grupy. Poszukajmy, popatrzmy. Nie wybierajmy na podstawie polecenia, bo to największa pułapka na jaką możemy się natknąć. Nikon d5300 może się okazać dla nas kompletnie nieintuicyjnym drogim bublem w domu. Być może dla nas będzie dużo lepszy Canon d1300. Lepiej będzie nam leżeć w dłoni, jego funkcje, czy dostępne obiektywy będą dla nas bardziej przydatne niż cokolwiek do nikona. A może ani jeden ani drugi nie spełni naszych oczekiwań i super rozwiązaniem będzie uszczelnione body np Pentaxa k-50? Albo też lustrzanka w ogóle okaże się do niczego gdy będziemy ją chcieli nosić i nasze oczekiwania spełni mały wytrzymały kompakt? Uczmy się, czytajmy, sami oceniajmy, sami siebie pytajmy o wybór. To co okazało sie w świecie najlepszym wyborem i w ogóle gwiazdą roku dla nas może być kompletnie nieużywalne. Jeśli chcemy być zadowoleni z tego co mamy nie kupujmy na ślepo na podstawie polecenia, czy opinii. Najlepszym zakupem dla nas (czy to aparat, telewizor, telefon, komputer, plecak, samochód czy zwykła bułka w sklepie) będzie to co wybraliśmy sami. Bez niczyjej pomocy, niczyjej rady. W końcu nie będziemy jeść namiętnie chałki której nie cierpimy, bo inni mówią że jest pyszna. Podobnie nie będziemy czerpać satysfakcji ze złego wyboru sprzętu bo ktoś powiedział, że jest extra.  Ja wiem, że to jest ciężka sztuka - umieć dobrze kupić. Ale prawdziwym arcydziełem jest umieć dobrze wybrać. A my nie przywykliśmy do ciężkości i wierzymy, że inni doskonale wiedzą co dla nas najlepsze. Ale chwila zadania sobie trudu będzie procentowała latami satysfakcji z obcowania kupionym przedmiotem.

      Podstawa satysfakcji to świadomość wyboru
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 9 lutego 2017

Wielokrotność


Fotografia to dziedzina sztuki rządząca się swoimi prawami. Te prawa przez lata ustalone zostały przez największych władaczy sprzętem zatrzymującym czas. Utarły sie więc pewne schematy, pewien ogólny wygląd konkretnej dziedziny fotografii. I tak np utarło się, że w krajobrazie cały kadr ma być ostry, portret to osoba na rozmytym tle, a macro to kwiatek lub owad.
Te schematy powielają się na zdjęciach w nieskończoność, bez końca. To wszystko prowadzi do pewnych konsekwencji takich, że wszystkie zdjęcia są takie same. Każdy portret wygląda tak samo, każdy krajobraz wygląda tak samo. Mamy pełną powtarzalność zdjęć. Nie różnią się praktycznie niczym. Ludzie przyzwyczaili się do pewnych schematów, nauczyli się ich i z nich nie rezygnują. Ciekawe tylko dlaczego: nie chcą, czy nie umieją?
Jeśli biorąc pod uwagę "nie chcą", może to być związane ze sposobem rozumowania ludzkiego umysłu. Nasz mózg od maleńkości ustawiony jest na powtarzalność. Widzimy coś i powtarzamy. Lubimy muzykę, którą już słyszeliśmy. Nawet nie musi być taka sama, wystarczy, że będzie zawierać podobną linię melodyczną jakiegoś instrumentu. Wystarczy się wsłuchać, choćby w perkusję. W danym rodzaju muzyki jest ona praktycznie taka sama. Różni się szczegółami, jakimiś samplami. Podobnie mamy w oczach - widzimy coś i uznajemy to już za piękne. Nauczyliśmy się, że portret musi mieć rozmazane tło. Przyzwyczailiśmy do tego nasze oczy. Podoba nam się to. To powtarzalność, schematyczność myślenia. Działamy tak czy tego chcemy czy nie. Kopiujemy więc to co się nam podoba, powtarzamy, tworzymy dokładnie to samo co już zostało stworzony, odkrywamy koło na nowo. I co najciekawsze - nawet o tym nie wiemy. Bo inna modelka, może nam bliska, więc zdjęcie staje się nam bliższe, a więc wyjątkowe. Innym też się spodoba, bo zawiera reguły i zasady tworzące fotografię.
W przypadku gdy nie umiemy tego zmienić, prawdopodobnie związane jest ze strachem. Przecież nie może być tak, że w portrecie będzie ostre tło, sesja ślubna będzie z udziałem szkieletów, a twarze na zdjęciach będą nieidentyfikowalne. Dla nas i dla innych fotografia traci wtedy sens. Nie potrafimy jej przydzielić do konkretnego rodzaju, więc nie potrafimy jej zaszuflatkować. A więc jest to fotografia inna. Nasze schematyczne myślenie każe nam bać się inności. Myślimy, że inność jest naszym wrogiem. A wroga należy się bać, bo wróg to ktoś kto może nam zrobić krzywdę. Bronimy sie więc rękami i nogami, aby nasze zdjęcia nie były "inne". Mają być takie same, a nasza podświadomość wmawia nam, że nie umiemy zrobić czegoś innego. Podświadomość innych działa podobnie, a więc inność jest ganiona, nieakceptowalna, nieprzyjemna.
W ten oto magiczny sposób przez nasze własne wewnętrzne ja weźmiemy aparat i stworzymy skopiowaną kopię kopii tego co już kiedyś zostało skopiowane. Podoba się nam, podoba się innym. Jedziemy na tym samym wózku i oglądamy codziennie te same zdjęcia, które już niejednokrotnie widzieliśmy. I tylko w środku wiemy, że są one ok, że są fajne, że są wyjątkowe... Szczególnie szczególne gdy są nasze.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

środa, 25 stycznia 2017

Słuszność racji

W obliczu pewnych faktów ze swojego życia i nieuchronnych losu zdarzeń postanowiłem podzielić się z Wami pewną rzecz, która gryzie mnie od jakiegoś czasu.

Jak wiecie należę do wielu grup związanych z fotografią. Wiecie również, że moje podejście do wielu rzeczy jest dość kontrowersyjne. Mam swoje poglądy w które wierzę. Od jakiegoś jednak czasu są one jednak powodem sporów i nieporozumień na tle mezaliansu. Kilka razy zostałem wyszydzony, zdarzały się osoby zgłaszające mnie do administratora o usunięcie mnie jako człowieka wprowadzającego zamęt w grupie. Na szczęście administratorzy okazali się mądrzejsi i nie podjęli takich działań. W końcu moje wypowiedzi są w pełni zgodne z regulaminami grupy (czasem mam wrażenie, że jako jedyny je czytam), tylko inne niż innych.



To jeden z komentarzy, który nijako zmusił mnie do napisania tego postu. Chodziło konkretnie o to, że poleciłem dziewczynie kompakt, zamiast lustrzanki. Pod moim komentarzem pojawiło się bardzo dużo wszelkiego rodzaju miłych i niemiłych słówek związanych z moją osobą (a jakże), zamiast z tematem. Jakoże nie uważam aby wyzywanie mnie było w ogóle na miejscu zagadnąłem lekko studząc zapały innych na temat mojej osoby. Oczywiście zostałem nijako zapytany (jeśli tak można nazwać słowa które padły) dlaczego uważam, że kompakt jest lepszy. Wypowiedziałem się. W tym momencie dyskusja umarłą, wiele osób odłączyło się od dalszych sprzeczek. Dostałem tylko wszystko mówiący komentarz: "a ja nigdy nie potrzebowałam macro". Definitywny koniec rozmowy nastąpił w momencie gdy odpowiedziałem prosto "Ty nie, a ktoś inny??". Nie odezwał się już nikt.

Był jeszcze drugi ktosik, kto próbował mi udowodnić jakim to jestem debilem bo polecam kompakt. Oczywiście poproszony o takie zdjęcie, które zreflektuje jako tako chociaż użycie lustrzanki wysłał mi zdjęcie dziewczyny. Po prostu portret. Oczywiście portret jaki da się zrobić każdym aparatem. Nie chodziło o ocenę zdjęcia, tylko możliwości aparatów. W odpowiedzi dostał ode mnie zdjęcie muchy, zrobienie x lat temu moim fuji S9600 (kompakt).




Uznałem, że to najlepiej pokarze różnicę i zasadność i możliwości kompaktów. Ruchomy, bardzo płochliwy obiekt wymagający od aparatu bardzo dobrego macro i AF trzymającego ostrość. W dodatku nie gotowego do strzału. Szybki AF, bardzo dobre makro... Coś czego lustrzanka z kitem (bo o takich zestawach mówimy) nie podoła. Tzn, podoła, ale jak się dokupi pierścienie z przeniesieniem elektroniki, albo specjalny obiektyw. No właśnie - ale nie o to chodzi. Chodziło o lustrzankę bez dodatków, bez specjalnych obiektywów. Zestaw sklepowy (body + 18-55mm). W tym momencie mój rozmówca zrezygnował z rozmowy.

Te dwa przypadki (choć nie jedyne, ale chyba najbardziej zapadły mi w pamięć) postawiły mnie przed pewnym faktem, jakim jest psychika tłumu. Wszyscy wierzą, że lustrzanka jest zawsze i wszędzie do wszystkiego najlepsza. Bo tak się przyjęło. Poniważ moje zdanie różni się od mas co do wyboru pierwszego aparatu (nie mówimy o ludziach którzy wiedzą czego chcą, mają sprecyzowane potrzeby, tylko mówimy o tych, którzy szukają pierwszego swojego aparatu, na którym zapewne zamierzają się uczyć i nie wiedzą jaki rodzaj fotografii będzie ich interesował) ludzie nie szczędzą w obelgach. Mam swoje zdanie, inni mają swoje. Ja nie twierdze, że są debilami, czemu więc moje zdanie jest powodem do takich twierdzeń? Nie obrażam, nie wrzucam ludziom, nie wytykam palcem. Polecam coś innego niż wszyscy.
Wiecie co jest w ty wszystkim najlepsze? Jeszcze nikt nigdy nie odpowiedział mi na pytanie "dlaczego lustrzanka jest lepsza". Nikt nigdy nie przedstawił swoich argumentów na potwierdzenie swoich słów o wyższości typu aparatów który polecają. Prawdopodobnie 15% po prostu tego nie robi, bo nie i już, a 85% nawet nie wie dlaczego poleca. Poleca, bo tak, bo inni to robią i już. A ja jak mantrę powtarzam, jak wybrać aparat i jak mantrę na pierwszy sprzęt polecam kompakt. I czekam cały czas, aż ktoś w końcu mi wyjaśni dlaczego podstawowa lustrzanka z podstawowym obiektywem w rękach kompletnego laika jest lepsza. I mam dziwne wrażenie, że będę jeszcze długo czekać. Tylko bardzo proszę - skoro nie macie argumentów na potwierdzenie swoich słów, nie obrażajcie tych którzy polecają coś innego niż wy, bo to źle świadczy o Was a nie o tym którego obrażacie.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+