niedziela, 19 stycznia 2020

Egzamin


          I kolejny egzamin z fotografii mam za sobą. Trzeba teraz czekać na wyniki. Co ciekawe to jeden z tych egzaminów przy których się nawet specjalnie nie stresowałem. Cóż, ma to swoje uzasadnienie - po 1 wiedziałem już dokładnie jak taki egzamin wygląda i czego się mogę spodziewać, a po 2 spotkało się kilku znajomych, pogadało i to też w sumie pomogło.
         W sumie egzamin jak egzamin, ale bardziej do myślenia dały mi rozmowy przed i po. Bo tak w sumie to wspólnie doszliśmy do wniosku, że nasza edukacja zakończyła się dość... nagle. Ale po kolei... Oczywiście zaczęliśmy rok w bardzo dużej grupie, ale w trakcie sporo osób odpadło i została zaledwie garstka. Klasyka. Jednak te osoby, które zostały okazały się być niezwykle zgraną grupą. I ja nie mówię o tym, że współpracowaliśmy na zajęciach, ale grupa pretendowała do grupki takich dobrych znajomych. Utrzymywaliśmy kontakty również poza szkołą i w sumie zawsze w mniejszym czy większym stopniu mogliśmy na siebie liczyć. Pamiętam z resztą dwie prace grupowe - mieliśmy podzielić się na grupy i wykonać pracę. Długo jeszcze nie zapomnę tak idealnej współpracy mojej grupy. Dzisiaj stawiam ją za wzór cnót jeśli chodzi o pracę w grupach. I to zarówno w trakcie przygotowywania projektu, wstępnych rozmów, aż po końcowe wykonanie. Niezwykłe doświadczenie. W zasadzie dwa, bo do drugiego projektu również razem przystąpiliśmy. W trzecim już nam nie pozwolono powtarzać grup. Tak, ja wiem, że mówimy tu o zaledwie 3-ch osobach z całości rocznika. Możecie mi jednak wierzyć - bardzo podobnie działała cała grupa, choć wiadomo że pewne niefajne sytuacje w większych grupach są nieuniknione. Ogólnie całość jednak ogólnie działała bardzo dobrze.
          Na początku 2019roku zakończyliśmy swoją edukację. I wraz z ostatnimi minutami nauki grupa się po prostu rozpadła. Owszem, mam kilku znajomych ze szkoły i jakiś tam mniejszy czy większy kontakt się utrzymuje, ale chyba spodziewałem się jakiejś większej zwięzłości w grupie. Tym razem wszystko jak stało tak zdechło w jednej chwili. Może miałem trochę za duże oczekiwania co do grupy, a może doświadczenie życiowe kazało mi w to wierzyć? Nie wiem. Aczkolwiek znam grupy, które kilka lat po zakończeniu wspólnej pracy czy nauki ciągle się trzymają i mają się na prawdę dobrze. Nawet jeśli całość znajomości kończy się na cotygodniowym spotkaniu a to na mieście, a to u kogoś. I do czegoś takiego pretendowała grupa z CKU.
          Czy żałuję? Tak. Dzień egzaminu pokazał mi, że nie tylko ja. Szkoda tylko, że to wszystko umarło nim powstało. Ale czasem i tak się zdarza. Cóż zrobić - samo życie.
         Sam wróciłem do Jędrzeja. Grupa się ciągle trzyma (opisywałem ją już wcześniej tutaj). Tyle lat ogólnej współpracy pozwoliło nam się trochę poznać. Owszem, na przestrzeni lat sporo osób się pozmieniało. I nie jest to już ta sama grupa, którą pamiętam z lat 2016-2017. Mimo to ostatnio  grupa pokazała, że ciągle potrafi współpracować mimo rotacji jej członków. Cóż, dobry nauczyciel to taki, który potrafi zgrać grupę mimo wszelkich przeciwności. Tu pełen szacunek dla prowadzącego. Wracając jednak do tematu -
          Cóż zrobić - jest jak jest a nie jak powinno być. I to się ciągle powtarza. A mi jedynie co pozostało to czekać na wyniki egzaminu i zwyczajnie żyć dalej.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

niedziela, 22 grudnia 2019

Sigma 50mm f2,8 Macro


          Chciałbym przedstawić swojego nieoczekiwanego króla obiektywów - Sigmę 50mm f2,8. Obiektyw był ściągany gdzieś z Ukrainy i szedł do mnie baaardzo długo, ale to głównie dlatego, że ponad tydzień przeleżał w urzędzie celnym zanim panowie w mundurach zdecydowali się wysłać mi pismo, że mają zakładnika i jak nie zapłacę im okupu, który szumnie nazywają cłem, to mi go nie oddadzą. Okup wynosił 200zł, a sam obiektyw kosztował około 600zł. Co i tak w ogólnym rozrachunku wyszło mnie na plus. Już w drodze z poczty po odebraniu pudełka (tak wziąłem aparat i od razu go podłączyłem) i wykonaniu kilku zdjęć okazał się być zdecydowanie lepszy niż wszystko co miałem w domu. A 50mm kilka mam: Helios 44-2 (ok, ja wiem, że to 58mm, ale zaliczam go również do 50mm), Pentax DA 50mm f1,8, Pentax A 50mm f1,7 oraz Rikenon 50mm f2,0. W zasadzie może konkurować w swojej zajebistości  z Pentax A 50mm f1,7. Ma nad nim jednak kilka przewag - po 1 to obiektyw macro ze skalą 1:1 )tego Pentax nie potrafi), po 2 jest w pełni automatyczny (tego pentax też nie potrafi). Obecnie jedyne nad czym myślę to sprzedaż wszystkich pięćdziesiątek (poza Sigmą) i zakup Pentax F/FA 50mm f1,7. Ale do rzeczy:

1. Budowa

         To wersja EX i jak każda EX Sigmy wykonany jest z bardzo ładnego matowego lekko szorstkiego plastiku. Serię EX w ogóle uważam za jedne z najpiękniejszych obiektywów ever. Choć komponuje się trochę słabo z błyszczącymi plastikami obecnych body to jednak wizualnie jest to klasa sama w sobie i stawiając go obok innych maszyn optycznych wyróżnia się. Szczerze to nie jestem nawet przekonany, czy to nie jest farbowany metal, a nie plastik, ale tego nie wiem.
          Sigma jest dość dużym obiektywem, przynajmniej w porównaniu do standardów Pentax. W maksymalnym skróceniu ma 67mm, czyli jest przynajmniej dwukrotnie większy od innych 50mm Pentaxa i jego długość raczej jest bliższa Pentax DAL 18-55. W torbie nie zajmuje dużo miejsca, ale jednak naleśnik to to nie jest.
          W maxymalnej długości jest zwiększa się blisko dwukrotnie. No cóż, jakoś trzeba go odsunąć od matrycy, aby uzyskać maxymalne powiększenie.
          Zdecydowanie jednak sam tubus jest metalowy. Ciężko więc o jego uszkodzenie, jeśli korzystamy z obiektywu zgodnie z jego przeznaczeniem. Aczkolwiek mam wrażenie, że pod tym względem może konkurować z opisywanym wcześniej Pentax FA 28-80 f3,5-4,7.
          Lakierem sigma zdecydowanie przebija inne obiektywy. Po 1 nie palcuje się - można go macać, przytulać i ściskać i nie będzie śladu tłustych plami. Poza tym wykonane oznaczenia to klasa sama w sobie. Mam wrażenie, że nawet papier ścierny ich nie zniszczy, ale próbować nie będę. :D


2. Obsługa

          No tutaj też się nie ma do czego przyczepić. Minęło jednak zaledwie 12 lat od jego premiery, więc to nie jest jakaś bardzo stara konstrukcja. Jeśli obiektyw nie jest katowany to każdy będzie działał dobrze po tylu latach. Ciekawe jak to będzie pracować za 20-30lat. Nie zapowiada się, abym miał go sprzedać kiedykolwiek, jednak nie wiem co się stanie dzisiaj wieczorem a co dopiero za 20 lat. Póki co jednak narzekać nie można. Wszystko działa bardzo przyjemnie, z odpowiednimi oporami i bardzo precyzyjnie. To obiektyw klasy wyższej porównywalny z dzisiejszymi Sigmami serii ART (z resztą to chyba ta sama seria, tylko nazwa z EX zmieniła się na ART). Nowej sigmy nie używałem, ale jedynie co to mogli oni coś poprawić, bo raczej wątpię, aby obniżyli jakość. Może kiedyś kupię sobie sigmę 18-35 1,8 ART. Póki co mnie na nią nie stać i mogę jedynie myśleć o serii EX a to i tak po długim czasie zbieractwa i ciułactwa. Zastanawia mnie jedynie jeszcze porównanie serii EX z pentaxami serii Limited. Wracając do tematu - pod względem obsługi to klasa sama w sobie.
          Jest jedna jedyna rzecz do której mogę się przyczepić - obiektyw ma przełącznik Limit/Full. Full to jego pełny zakres, natomiast limit to blokada obiektywu albo w trybie macro, albo w trybie normalnym. I o ile AF w trybie limit działa bardzo dobrze, celnie i szybko o tyle w trybie full... no cóż - tu jest bardzo różnie. Obiektyw zanim złapie ostrość potrafi 2-3 razy przejść cały zakres i dopiero wówczas złapie prawidłowo ostrość. Przejście z jednego końca na drugi trwa tyle co budowa 17km autostrady - wieki, a po całym procesie (z bogiem jeszcze jak jest to raz) i tak nie mamy pewności, że ostrość znajdzie. I to niezależnie od tego czy fotografujemy macro, czy oświetlenie jest dobre oraz czy fotografowany obiekt jest wystarczająco kontrastowy. AF potrafi przejść kilkukrotnie cały zakres i znaleźć lub też nie ostrość. Wówczas jedynie co pozostaje to ustawienie ostrości ręczne, blokada na Limit i ustawienie AF ponownie, lub jeśli mamy pewność po prostu ustawienie ręczne. Bywa to trochę denerwujące. Jeszcze gdyby była pewność, że po przejściu z końca do końca i spowrotem w końcu ta ostrość się znajdzie, to oki, ale bywa że czekamy cały długi proces jeżdżenia obiektywu tylko po to, aby w końcu silnik się zatrzymał w losowo wybranym miejscu i całość trzeba powtarzać od początku. A bywa, że i kilkukrotne wykorzystanie AF na to samo miejsce zakończy się niepowodzeniem. Wówczas pozostaje przełączenie się na ostrość manualną i w ten sposób ustawienie ostrości. To jednak jedyna niedogodność sprawiająca problemy jedynie gdy obiektyw ustawiony jest na pełny zakres. Na szczęście nie jest to jakieś bardzo częste i

3. Optyka

           Ja pierdziele, weź mnie panie trzymaj... No normalnie petarda. To w jaki sposób to szkło maluje to poezja. Ostrość taka, że tnie oczy. Przezajekurwabisty bokeh. Helios się przy tym chowa. Mięciutki, okrągły, taki... wow. Jest to coś niesamowitego. Do tej pory spotykałem się z obiektywami, które albo były mega ostre (kosztem również dość ostrego bokeh), albo z bardzo ładnym bokeh (kosztem ostrości). A tutaj mamy obraz taki, że wow - ostry gdzie trzeba i z przepięknym bokeh. W tym właśnie dorównuje Pentax A 50mm f1,7 - też jest mega ostry z przyjemnym bokeh. Sigma jednak ten bokeh ma takie... bliski ideałowi. Prawie to co można zrobić zrobić za pomocą rozmycia Gaussa w jakimś programie graficznym. No serio, to co to szkło potrafi to poezja.
          Również zastosowane powłoki są mega. fotografowanie pod światło nie daje żadnych efektów w postaci flar, czy znacznego spadku kontrastu. Po prostu jest bardzo dobrze.
          Na uwagę zasługuje również przysłona, którą można domknąć aż do f32. Być może w obiektywach macro jest to standard, ale nie w każdym, a na f32 ostro jest wszędzie. Jest spora różnica między f22 a f32 i to widać. Co prawda taka mała dziura wymaga bardzo dużo światła, a nierzadko i znacznego podbicia ISO, ale jest jak najbardziej używalne. Wyższa z jaką się spotkałem to f64 również w obiektywie macro, ale u mnie takiego nie ma.

4. Podsumowane

          Od samego początku, odkąd ten obiektyw wpadł mi w ręce stał sie nieodłącznym towarzyszem. Zastąpił najczęściej obecnie używanego Soligor 35-70, który raczej nie schodził z body. Teraz niemalże na stałe jest zamontowana Sigma. Dożo lepszy obraz, przyjemniejszy dla oka i większe macro dają uniwersalny obiektyw do każdego zastosowania - od fotografii kwiatków i motylków, przez portrety aż do krajobrazu. Obiektyw jest dość drogi, a do Pentaxa prawie nieosiągalny w Polsce. Warto jednak na niego zapolować. Nie zawiedziecie się. Dostaniecie bardzo dobry obiektyw z bardzo dobrym obrazem kryjący pełną klatkę. Obecnie nie widzę dla niego jakiejś alternatywy. Co prawda jest jeszcze Pentax o takich samych parametrach, ale jego ceny to jakaś porażka. Obiektyw w sumie bezkonkurencyjny - niedrogi, w miarę nowy z bardzo dobrym obrazem. 
Osobiście, kupiłbym go jeszcze raz... a potem jeszcze raz... na razie nie znalazłem nic lepszego.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

niedziela, 17 listopada 2019

rozterki promatora

          Niedawno naszła mnie taka mała myśl. No bo tak -> z jednej strony mam trochę sprzętu, którego używam, klika zbędnych bajerów i dwa aparaty. W sumie w tym wszystkim znajduje się w dwóch rodzajach fotografii:
1) detali w rozumieniu kryształów, linii i ogólnej wizualnej prostoty, które każdy może znaleźć na mieście
2) wizualnej - czyli ukazania normalnych rzeczy inaczej niż je zazwyczaj postrzegamy.
          I o ile wszystko jest łatwe i proste to jednak każda z tych rodzajów jest zupełnie inna.Pierwsza to prosta - po prostu wystarczy wziąć aparat i zrobić zdjęcie. Druga jest bardziej skomplikowana - wymaga odpowiedniego ustawienia przedmiotu, skonstruowania odpowiedniego klucza oświetleniowego, użycia odpowiedniego obiektywu, zastosowania odpowiedniego kadru, dobranie parametrów, ustawienia sceny itd. I osobiście uważam, że w obu tych rodzajach sprawdzam się. Nie jestem geniuszem w żadnej z nich, ale nikt mi nie odbierze, że potrafię to robić i dobrze się w tym czuje i znajduję. Zastanawiam się tylko, co mi wychodzi lepiej. W sumie nie wiem, czy jest sens zadawać sobie takie pytanie. W obu rozwijam się równo, choć nie robię ich równolegle. Czasem skupiam się na detalach miasta, a czasem na wyszukanych wizualnie zdjęciach.
          Problem pojawia się w obu przypadkach z różnych powodów. Gdy mówimy o mieście, zazwyczaj problemem są miejsca, a konkretnie fakt, że na codzień bywam zawsze w tych samych (google wie!!) i nie są one nieograniczoną kopalnią pomysłów. Fakt, że pomysły tworzy samo miast i w niemalże każdym miejscu dobrych zdjęć można zrobić przynajmniej kilkanaście. Ale to nadal kilkanaście i koniec.
          Kiedy natomiast lecę serią drugiej fotografii w pewnym momencie po prostu kończą się pomysły - zarówno w obiekcie głównym, w kluczu oświetleniowym i w końcu z pomysłem na uchwycenie przedmiotu.
          Jeśli skończą się pomysły na jeden, zawsze pozostaje drugi. A gdy na oba nie ma pomysłów biorę się wówczas za coś, czego nie potrafię - portrety i zdjęcia zwierząt (konkretnie dwóch: mojej córki i syna też mojego). Portrety pomińmy, bo choć lubię je robić, nie czuję się w nich dobry i w sumie to uważam fotografię portretową za najnudniejszą, jaką ludzkość mogła wymyślić.
          Wracając do filizofowania - czasem nachodzi mnie rozkminia, czy lepiej wychodzi mi wyszukiwanie zdjęć na mieście, czy tworzenie ich samemu. I w sumie gdy tworzę nowe światy zwykłych przedmiotów, czuję, że to jest to co w fotografii lubię najbardziej. Ale gdy chodzę po mieście wygrzebując z codzienności coś fajnego, również jestem przekonany, że to jest to. Dziwne to uczucie... 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

sobota, 9 listopada 2019

zoom kontra stałka


          W internecie krąży wiele opowieści na temat obu typów obiektywów. Niestety wiele z nich to bajki biorące swoje korzenie gdzieś w dalekiej przeszłości. A oto kilka z nich:

1) Stałki są lepsze niż zoomy
Z jednej strony tak, ale tylko jeśli porównujemy obiektywy tej samej klasy. Niestety w ogólnej liczbie obiektywów od najtańszych do najdroższych mamy miliardy modeli obu typów. W efekcie dochodzi do sytuacji, gdy porównujemy tańsze stałki do drogich zoomów. I tu zaczynają się jaja. Optycznie zoomy są dużo bardziej skomplikowane w budowie a przez to wszelkie wady jest dużo ciężej skorygować. Na nasze nieszczęście w przypadku tańszych obiektywów producenci nawet w stałkach aż takiej wielkiej roli nie przywiązywali do korekcji wad optycznych. Dochodzimy więc do momentu, kiedy tańsza stałka jest gorsza jakościowo i optycznie od drogich zoomów. Niedawne testy dowodzę również, że przy przysłonach powyżej f8 obiektywy są praktycznie nie do rozróżnienia.
Swoją drogą aż tak bym się nie spinał. Nie ma takiej możliwości, aby rozpoznać jakim typem szkła było robione zdjęcie.

2) Stałki są mniejsze
Nie prawda. Stałoogniskowe obiektywy potrafią być na prawdę duże w porównaniu do niektórych zoomów. Moja stałka 50mm f2,8 Sigmy jest zdecydowanie większa niż np pentax 28-70 f4,0. Pallas Magenta 135mm f2,8 w porównaniu do Soligora 70-150 f3,5 też jest większy. Zależy więc co do czego porównujemy do czego.

3) Stałką zrobisz to samo co zoomem
Tak, ten mit zoomu nożnego. Nie dajcie się na to nabrać: NIE ISTNIEJE COŚ TAKIEGO JAK ZOOM NOŻNY!! Wiele osób twierdzi, że przecież można podejść do obiektu, albo oddalić się od niego. Serio! Po pierwsze spróbujcie to zrobić na na zatłoczonej ulicy. Macie do dyspozycji 2-3 kroki w każdym kierunku, czyli tyle na ile pozwala wam chodnik. Potem z jednej strony trafiacie na jezdnię, z drugiej ogrodzenie. I cała magia stałek znika.
Druga rzecz - spróbujcie zrobić zdjęcie np na 28mm, potem ustawicie obiektyw na 50mm. A teraz przestawcie znowu na 28mm i spróbujcie zrobić takie zdjęcie jak zrobiliście przy 50mm. Nie da się, po prostu się nie da. Zmienia się wszystko - od perspektywy, po wielkości obiektów na zdjęciu. Zmienia się wszystko. Zoom optyczny to po prostu crop. Zoom nożny zmienia dosłownie całe zdjęcie. Pomijając fakt, że czasem ze względu na miejsce stałka po prostu się nie sprawdza. Owszem, zaraz odezwą się głosy, że przecież można wziąć drugą stałkę, założyć i zrobić zdjęcie. Można, tylko po co? Po 1 działając w ten sposób mamy do dyspozycji konkretne wartości ogniskowych (28-35-50-85-100 itd). A co gdy zdjęcie będzie idealne np na ogniskowej 92mm? Będziecie przycinać na komputerze? Kosztem jakości? To gdzie sens używania w takich przypadkach stalki, skoro podobno lepszy obiektyw niszczymy zoomem cyfrowym?
Inna rzecz, że punkt 2 traci rację bytu. W końcu jeden zoom zawsze będzie mniejszy i lżejszy niż pokrycie tego samego zakresu kilkoma stalkami.
No i w końcu - po co się męczyć tym żonglowaniem obiektywami, skoro można to szybko i z identycznym efektem zrobić zoomem?

Podsumowując -  nie mówię, że stałki są złe. Sam często ich używam. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że nie zawsze stałka jest dobrym rozwiązaniem. A wśród opowieści i ubóstwiania stałek narosło tak wiele mitów... Przytoczyłem tu 3 najczęściej wypowiadane w internetach mity. Pamiętajcie - nie dajcie się nabrać. Korzystajcie z zoomów i stałek, ale nie dajcie się oszukać, że zoomy to zło i tylko stałki się liczą i są najlepsze. Nie są. Używajcie z głową i jednych i drugich i pmiętajcie, że jedne nie będą nigdy zamiennikiem drugiego.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 29 października 2019

Mir 1b 37mm f2,8

          O i kolejny rusek w mojej kolekcji. Obok Jupitera 37A i Heliosa 44-2 to również nieco mniej znany wynalazek naszych wschodnich sąsiadów. W odróżnieniu jednak od do bólu poprawnego Jupitera szkło jest... nieco dziwne, o czym później. OD Heliosa wyróżnia go za to kontrola jakości. To dość ciekawe szkło, więc zapraszam do czytania.

1. Budowa

 Podobnie jak wszystkie sowiecke maszyny to jest też zbudowane chyba z części po czołgach. Ciężki i metalowy kawał maszyny z ciężkimi i szklanymi soczewkami. Mimo iż wygląd wskazuje na coś innego to wszystko to metal. Nie ma tu żadnych gum, a wypustki zapobiegające ślizganiu się po nim palców to wytłoczenia w metalowych pierścieniach, których jest aż 3.
          Mimo swojej niezniszczalności ten obiektyw niestety bardzo łatwo porysować. Mój ma pełno skaz, rys i zadrapań. Możesz więc po nim przejechać terenówką, ale lepiej nie trzymać go z kluczami w jednej kieszeni.
          W obudowie nie ma żadnych śróbek, ani niczego co by wskazywało, że łatwo go rozłożyć. Wyjątkiem są dwa wcięcia w elemencie trzymającym górną soczewkę. I nie wiem, czy ruskie zrobili to specjalnie, czy wyszło przypadkowo, ale okazuje się, że to dość istotny element całej konstrukcji o czym dokładnie będę się rozwodzić w rozdziale o optyce.

2. Obsługa

          Jak na szkło manualne wszystko pracuje bardzie lekko, delikatnie olejowo i niezwykle przyjemnie.
          Zaczynając od góry obiektyw posiada pierścień preselekcji przysłony z przedziałką wartości przysłony. Przysłonę możemy ustawić z dokładnością do 1EV. Pokrętło działa bardzo lekko z wyraźnie wyczuwalnymi skokami. Rzekłbym, że nawet trochę za lekko i łato niechcąco zmienić ustawioną wartość.
          Nieco niżej znajduje się ustawienie przysłony. Pierścień jest jakby połączony z pierścieniem do ustawiania ostrości. Jest jednak od niego nieco mniejszy (w sensie promienia) więc ciężko go pomylić. Podczas ustawiania przysłony nie jest trudno przypadkowo przestawić również ostrość. Sprawy nie ułatwia fakt, że oba działają bardzo lekko. Nie mamy jednak możliwości odczytu przysłony. Podobnie jak w Helios podziałka namalowana jest na pierścieniu preselekcji i na najwyższej wartości (f16) przysłona jest w pełni otwarta, a na wartości f2,8 maxymalnie domknięta. Inżynierowie chyba za duży nacisk położyli na preselekcję wartości przysłon.
          Tuż poniżej znajdziemy ostatni pierścień do ustawiania ostrości. W tym miejscu obiektyw jest nieco grubszy, więc łato go wyczuć. W ruskich wabrykach wpadli na to, że podziałka odległości niektórym może się przydać i ją zrobili, ale  chyba nieco na siłę, bo wartości są ustawione... w dolnej części pierścienia. Ja nie wiem - czy tam pracują na pałę i nikt tego nie kontroluje, czy co? Mam wrażenie, że w rosyjskich fabrykach nie ma nikogo kto choćby z zainteresowania był fotografem. Serio - aby odczytać ustawioną odległość trzeba zdjąć aparat z korpusu. Pomijając jednak ten tragiczny błąd inżynierów samą ostrość nastawia się bardzo precyzyjnie.przestawienie wymaga dość długiego kręcenia, bo od końca do końca jest sporo kręcenia. Nie zmienia to jednak faktu, że ostrzenie jest dopiero od 0,7m... czyli mega daleko. Nie wiemy więc w jakiej odległości znajduje sie obiekt, ale ostrość na nim ustawimy bez problemu i bardzo precyzyjnie.
          Coś co jest jeszcze przemyślane to faktura. Na każdym pierścieniu jest ona inna i jest wyraźnie wyczuwalna pod palcami. Na pierścieniu preselekcji mamy pionowe prążki, na pierścieniu przysłony gęsto ułożone i przylegające do siebie kwadraty, a na ostrości luźno ułożone i bardziej "szpiczaste" kwadraty. Sprawia to, że nawet bez patrzenia i przy złapaniu losowo wybranego pierścienia doskonale czuć co nim możemy regulować.

3. Optyka


          No tutaj już chyba ktoś puścił wodze fantazji. To co tu zrobili inżynierowie sprawia, że nie mamy do czynienia z jednym obiektywem, ale... z trzema. Zacznijmy jednak od omówienia rzeczy podstawowych:
          Powłoki są i nie są takie tragiczne. Fakt, że nie ma co ich porównywać do nowych obiektywów, ale tragedii jak w helios 44-2 nie ma. Bliżej mu do Jupitera, więc daje się okiełznać nawet w pracy pod światło.
          Przysłona też jest. 9-listkowy zasłaniacz światła jest okrągły i daje okrągły bokeh. Fajnie? Fajnie, ale nie to jest najbardziej satysfakcojnujące.
           Pamiętacie, jak pisałem o dwóch wcięciach w pierścieniu trzymającym przednią soczewkę? Daje on nam możliwość uzyskać trzy maszyny:
1) przy fabrycznym ustawieniu przedniej soczewki dostajemy bardzo ostry klasyczny obiektyw  do robienia standardowych fotek.
2) Możemy też odwrócić przednią soczewkę i zyskujemy niesamowity, efektowny obiektyw. Obrazek staje sie lekko mydlane, a sama ostrość jest tylko w centrum. Im bliżej brzegów tym sama ostrość bardzo wyraźnie spada, obraz staje się nieczytelny, zamazany, pozbawiony kontrastu bokeh pojawiający się niezależnie od odległości elementów od obiektywu. Przy czym to rozmazanie jest lekko zakrzywione i skręcone. Bajer... tego nie widziałem dotychczas w żadnym innym szkle.
3) Trzecia możliwość to zdjęcie w ogóle soczewki. Zyskujemy wówczas ostrość z bardzo fajnym bokehem obiektyw macro o bardzo dużym przybliżeniu. Nie jesetm w stanie powiedzieć ile, ale z pewnością większe niż 1:1. Niestety niezwykle ciężko ustawić ostrość w takim ustawieniu. Da się, ale trzeba się trochę napocić. Głębia ostrości jest niezwykle mała nawet po domknięciu przysłony niewiele zyskujemy. No i niestety nie ma możliwości rególacji tego przybliżenia, ale jak ktoś potrzebuje zrobić np małe kolczyki, to spokojnie to się nada.
Ciekawe, prawda?

4. Podsumowanie

          Pamiętam, że bardzo kiedyś chciałem mieć ten obiektyw mimo nienajlepszych opinii o nim. W efekcie tak odkładałem i odkładałem zakup. Aż w końcu trafił się niewielki przypływ gotówki i na pałę kupiłem najtańszy znaleziony przeze mnie egzemplarz. Dałem za niego 80zł gdzieś na forum z Facebook. Poczekałem i przyszedł. Lekko poobijany ale technicznie i optycznie bez zarzutu. I jak się okazało zrobiłem jeden duży błąd - kupiłem go za późno. Serio. Obiektyw jest zabiesty. Używam go głównie w fabrycznej konfiguracji, ale na prawdę nie ujmuje niczym innym. Wręcz bym powiedział, że jest to jeden z lepszych obiektywów dostępnych na rynku z mocowaniem m42. Osobiście uważam, że jest lepszy od Heliosa, któ©ego tak wszyscy kochają. Jest mega ostry, ma mega naturalny odzwierciedlenie świata i przyjemny bokeh. W dodatku może pełnić funkcję 3-ch obiektywów. Za największą wadę uważam w nim w zasadzie tylko odległość ostrzenia, wynoszącą 0,7metra. To dużo, bardzo dużo. Ale jest to niejeden z obiektywów, z którym można zaszaleć.
          Czy polecam? Jeśli lubimy starsze obiektywy, to gorąco polecam. Natomiast nie polecam do kogoś kto fotagrafuje głównie obiekty ruchome. Serio, złapać tym ostrość na czymś takim graniczy z códem, głównie przez bardzo, bardzo dłuuugi ruch pierścienia. Wolę raczej coś wypośrodkowanego, aby ruch nie był mega bardzo duży i dało się obsłużyć bez odrywania ręki od pierścienia, a w dodatku był choć trochę precyzyjny. Ten jest mega precyzyjny i nie zdarzyło mi się nim spudłować jakoś często, ale samo ostrzenie trwa zbyt długo. A gdy do tego dołożymy jeszcze fakt, że łatwo przestawić nie ten pierścień co trzeba, to już w ogóle... Co prawda sam fotografowałem niz swoje dzieci, ale głównie jak siedziały w jednym miejscu. Niestety nie udało mi się ogarnąć ich jak się ruszały... nawet trochę.
          Jeśli więc zastanawiacie sie czy go brać, to nie myślcie zbyt długo. Jak każde rosyjskie m42 i cena tego idzie w górę i obecnie oscyluje w granicach 200zł. A myślę, że to nie koniec wzrostu cen. Poza tym, pewnie gdy go już kupicie, będziecie pluć sobie w brodę, że tak późno to zrobiliście.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+