niedziela, 6 sierpnia 2017

Moje zaplecze


niedawno zostałem zapytany od swój sprzęt. Czym fotografuję, jak robie zdjęcia, co posiadam... W związku z tym faktem postanowiłem się ową wiedzą ze wszystkimi podzielić.
Mój "zakład pracy" jest dość mocno rozbudowany. Posiadam kilka aparatów, kilka lamp błyskowych, kilka obiektywów i trochę innych akcesoriów. Wszystkiego opisywać nie będę, ale te ważniejsze i częściej używane chętnie.

1. Aparaty
Obecnie posiadam dwa aparaty, których używam na codzień. Celowo pomijam Fuji S9600, Zenita E i Zorkę 6, bo te na razie nie są używane.
Pierwszym i najważniejszym towarzyszem moich codziennych podróży jest Fuji X30. Aparat z którym praktycznie się nie rozstaje. Zawsze naładowany, zawsze gotowy do pracy. niesamowita maszynka z olbrzymimi możliwościami. Mały, poręczny, lekki. Moja prawa ręka, rejestrator moich dni. Nigdy jeszcze nie zawiódł. Bez niego czuje sie jak Gimbaza bez smartfona i facebooka.
Drugim, nieco poważniejszym narzędziem jest Pentax K-50. Ambitne plany z nim związane były, ale zostały porzucone. Teraz jest elementem mojego hobby. Współpraca z nim to czysta przyjemność. To nie wszechobecny nikon, awaryjny Canon, czy bezduszne Sony. To analogowa mechanika w cyfrowym korpusie. I to czuć, że tym zadęcia robi się trochę inaczej, trochę bardziej po staremu. miałem w ręku wiele aparatów, nie jednym zdjęcia robiłem. Każdemu z nich daleko do tego maluszka. Jestem niemal pewny, że jeżeli skończy się jego żywot kolejnym aparatem również będzie Pentax. W swerze marzeń jest K-P oraz K-1. I na razie tam pozostaną. :) Obecnego nie zamienię, choćby mnie było na nie stać. :)

2. Obiektywy
No tu jest o czym pisać.
- Pentax SMC DA 50mm f1,8 - Bardzo przyjemne szkło. Kupiłem go jeszcze zanim w kupiłem body. Nie żałuję. To był dobry zakup. w porównaniu z bliźniaczymi systemami to przepaść. Budżetowy obiektyw o jakości szkieł ze średniej półki innych producentów. Standardowa 50mm Canona czy Nikona w rankingach nie ma do niego startu.
- Pentax WR DAL 18-55 f3,5-5,6 - po prostu uszczelniany kit. Nic rewelacyjnego. Ale czasem się przydaje. Szybki, celny z przyjemnym obrazkiem. Ponoć oczko wyżej od konkurencji. Cóż, Pentax nigdy nie był drogi i zazwyczaj podobne szkło zawsze kosztowało 1/3 ceny w porównaniu do innych. Nie wiem, nie wypowiadam się. Mi się podoba. Jest to przydatne.
- Pentax WR DAL 50-200 f4-5,6 - podobnie jak wyżej tylko nieco inny zakres ogniskowych. Po prostu kit.

No i kilka obiektywów manualnych.
- Jupiter 37A 135mm f3,5 - jedno z najlepiej rysujących soczewek w całym moim zestawie. Ciężki zlepek szkła i metalu. Stara ruska technologia, którą rosjanie podczas wojny pewnie używali do mordowania cywilów. Cóż, ciężar i jakość wykonania sprawia, że można pomylić to z pałką lub kamieniem. Gwarantuje, że można wybić tym cała wioskę, a obiektywowi nic nie będzie. Czasem mam wrażenie, że ruskie swoje obiektywy testowali jeżdżąc po nich czołgami.
- Porst 35mm f2,8 - metal i szkło o nieco bardziej cywilizowanych parametrach niż Jupiter. Ciężki, ale bez przesady. Muchę można ubić, ale mam wrażenie, że rzucenie tym w sąsiadkę zniszczy raczej obiektyw. Bardzo ostre, przyjemne szkiełko, doskonale radzące sobie z praca pod światło. Jakościowo nie odbiega od Pentaxa DA 50mm.
- Helios 44-2 - obiektyw na którym uczyłem się pracy z ręcznymi obiektywami. mięciutki, ale bardzo przyjemny obrazek. w połączeniu z niskim kontrastem i pięknym rozmyciem tła jest idealny jako szkło portretowe.  Cóż, prawdziwy pasjonat bez Heliosa to jak fun muzyki bez zestawu stereo, albo kino-maniak bez telewizora. To po prostu podstawowe szkło które trzeba mieć. Oczywiście wersji Heliosa jest kilka i nie ważne która mamy. Mi się trafiła 44-2.
- Cosina Pentax A MC 28mm f2,8 - równie przyjemne szkiełko co Porst. jest takie trochę pomiędzy porstem a Heliosem. Nie bardzo ostry, ale i nie bardzo miękki. Kontrast na przyzwoitym poziome i miła, choć nie rewelacyjna, praca pod słońce. Moja wersja posiada sterowanie przysłoną z poziomu body aparatu i ma bagnet pentaxa. Można nim na prawdę przyjemnie się pobawić, choć zniekształcenia są dość wysokie, to jednak akceptowalne.
- Industrial 50mm f3,5 - ze względu na mocowanie M39 nadaje się tylko do macro. ale jest w tym niezastąpiony. z pierścieniami pośrednimi potrafi bardzo dużo. Małe, srebrne szkiełko zrobione z metalu. Przez swoją wielkość daje możliwość operowania nawet w ciasnych miejscach. Duże obiektywy są dość niewygodne w macro. Tego obiektywu jednak to nie dotyczy.

w planach jest jeszcze zakup Takumar SMC Pentax-A 50mm f1,4 (legenda w fotografii, póki co niedroga) lub coś na zastępstwo Heliosa Takumar SMC 55mm f1,8. Tanie, świetne jakościowo szkło.
no i coś z dłuższego tele powyżej 300mm. Jest kilka fajnych obiektywów lustrzanych 500mm f8. Również na przyszłość do przemyślenia.

3. Lampy błyskowe
- Yangnuo 560 III - w pełni manualna lampa o dużych możliwościach. Praktycznie najczęściej używana przeze mnie lampa. Pozwala na ogromną kontrolę nad światłem.
- Hannimex 325AZ - stara lampa kupiona za 50zł. Potrzebowałem drugą to mam. W zasadzie prosta lampa z dość dobrą regulacją. Niestety ze względu na napięcie wyjściowe wyzwalana tylko zdalnie. Ale często z nią pracuję. W połączeniu z YN można ładnie kreować światło.
- Metz 36AF-S - w pełni automatyczna lampa współpracująca z P-TTL. Czasem automat się przydaje. Nie ma żadnej możliwości pracy manualnej, ale nie po to była kupowana. jako automat daje sobie radę.

4. Inne
Pomniejsze rzeczy typu wyzwalacze radiowe, stół bezcieniowy oraz modyfikatory światła:
- strumienica
- Dyfuzor
- Dyfuzor kulowy
- Blenda srebrno-biała duża
- Blenda/odbłyśnik srebrno-biała macro
- 2 parasolki ze statywami do pracy z lampami reporterskimi


Soczewki:
- Zestaw soczewek macro 1X 2X 4X 10X
- Zestaw filtrów Cokina
- Filtr polaryzacyjny regulowany
- Filtr szary regulowany

Do tego wszystkiego zasilanie zbudowane na Eneloop.


5. Podsumowanie
No i jest czym pracować. :) Zestaw mocno rozbudowany, a przy tym nie kosztuje majątku. Choć pewnie jakby przeliczyć wyszłoby że śpimy na forsie. Jednak (pomijając aparaty i obiektywy kitowe) żadna z tych rzeczy nie kosztowała więcej niż 200zł (poza Pentax DA 50mm f1,8 która była nieco droższa), a niektóre albo miałem, albo znalazłem, albo dostałem.  Tak czy siak używam praktycznie wszystkiego na bieżąco. Niektóre rzadziej, niektóre częściej, ale jednak wszystkiego. Głównie pracuje z obiektywami manualnymi bez lamp, oraz z Fuji x30. Sprzęt jednak daje pole do popisu. I jak przyjdzie coś sfotografować, urzeczywistnić swoją wizję, wiem, że mam wszystko, mi to umożliwi. :) No, może brakuje czegoś ostrego w okolicy 50mm, ale jak wspomniałem, plany są.

A jaki jest Wasz zestaw? na czym pracujecie? Co macie? Bez czego byście nie mogli stracić?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 13 lipca 2017

Projekt 365


Powracam do projektu 365. Od 1 sierpnia ruszam. Zdjęcia będę publikowac na tookapic oraz G+. Aby nie popaść w nudę postanowiłem postawić sobie wyzwania. Zacznę od pierwszego wyzwania, które nazwałem "30-tka na ręcznym". Wyzwanie będzie polegało na tym, że przez miesiąc codziennie będę robić zdjęcia tylko i wyłącznie przy użyciu ustawień manualnych, a więc sam ustawię trójkąt ekspozycji, ale również własnoręcznie ustawiać będę ostrość. Automatykę aparaty wyłączę. W głowie mam jeszcze kilka zaplanowanych wyzwań. Nie obstawiłem jeszcze wszystkich miesiecy, czy tygodni. Jeśli ktoś ma jakieś fajne pomysły na wyzwania to jestem otwarty na propozycje.

A może ktoś chce się przyłączyć i razem pociągniemy projekt 365, lub chętny dołączyć do wyzwania? W grupie zawsze raźniej. :)

Trzymajcie kciuki. Tym razem musi się udać.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

poniedziałek, 10 lipca 2017

Hyundai Atos Prime



Dzisiaj trochę z innej beczki. Nie będzie o fotografii. Chiałem Wam przedstawić swoje rodzinne wozidełko. Tzn, może to być o fotografii, bo czasem wożę nim aparat. Skoro na grupie foto-giełda można sprzedać nawet działke budowlaną, więc możemy założyć że to również wpis o fotografii.

A więc Hyundai atos. Tak się dziwnie złożyło, że w poprzednie wakacje nasza almerka wyzionęła rozrusznik. Autko pochłonęło dużo pieniążków. Przejechało dużo czasu, a jeszcze więcej stało u mechanika. Ale gdy przestało odpalać, powiedzieliśmy DOŚĆ! i sprzedaliśmy. W niedługim czasie dowiedziałem się, że podczas jazdy strzelił rozrząd i auto u nowego właściciela poszło na śmietnik. Nie z mojej winy, bo nic o tym nie wiedziałem. Po prostu właściciel  nowy zadzwonił i pochwalił się tą rewelacją.
Wakacje przetrwaliśmy bez autka. I o ile wycieczki do Łasku, czy po Łodzi nie stanowiły problemu, o tyle wyjazd na działkę był mordęgą. Zawsze pełno toreb, obładowani tłukliśmy się prawie 2 godziny tramwajami z kilkoma przesiadkami. Czasy bez autka wspominam miło, ale wszystko co dobre szybko zrekompensowały weekendowe wypady na działkę, kiedy człowiekowi się żyć odechciewało podczas podróży.
Autko kupiliśmy. Wzięliśmy w banku duży kredyt i zaczęliśmy szukać. Jak każdy sprzęt tak i ten bardzo precyzyjnie wybrałem. Atko miało być małe, mało palić i być... no po prostu fajne. między Skodą Fabią, Oplem Corsa, a kilkoma innymi małymi modelami od czasu do czasu trafił się też Hyundai atos.
Inne autka odpadły dosyć szybko, a za namową znajomego pozostał tylko Hyundai Atos i Opel Corsa. Cóż było robić. Ustaliliśmy plan i z człowiekiem obeznanym w autach wyruszyliśmy na obejrzenie kilku autek na terenie województwa. Pierwszym był atosik. Gdzieniegdzie ogniska rdzy, autko lekko kopciło i brało olej a także miało kilka mniejszych usterek. Właściciel okazał się jednak człowiekiem bardzo rzetelnym i uczciwym. O wszystkich wadach autka powiedział, jak i o wszystkim co zostało zrobione (potwierdzone w stacji diagnostycznej). I to było wow.
Po 1. Autko żółte, a więc takie jakie córka sobie wymarzyła, a teraz na była jej kolej wyboru koloru. (taka umowa rodzinna. następne autko, o ile będzie, będzie moja kolej wyboru koloru. Dalej żony. A dalej dziecka... itd).
Po 2. Uczciwy sprzedawca. A takich z latarką w galaktyce szukać.
Po 3. Cena. No i zostawało jeszcze raz tyle na ewentualne naprawy i biurokrację.
Po 4. Miał to co nie mają inne autka (w większości) - otwierany dach. Na początku był strach, że będzie przemakać, ale obawy szybko rozwiał pierwszy deszcz. No... kolor i dach wyróżniały go na drodze. A ja lubię autka wyróżniające się.
Po 5. Znajomy bardzo polecał, a w oczach widziałem, że chyba trochę nawet zazdrości.
Po 6. Nie trzeba było wyjeżdżać w świat. Autko stało w centrum mojego miasta. Do domku więc 15 minutek i byłem.
Po 7. Spalanie deklarowane przez sprzedawce - około 7 litrów. Kłamał. Po mieście spala 6 litrów. Wtedy tego jednak nie wiedziałem. 7 litrów to też nie było źle.
Po 8. Dosć rozbudowana wersja autka - ABS, Wspomaganie kierownicy, mocniejszy silnik, elektryczne szyby i dach, poduszki powietrzne, halogeny, ... no tego próżno szukać w innych atosach.

Po zakupie i powrocie do domku... no córka nie chciała wysiąść. No ten dach i kolor... w dodatku tylne siedzenia wysoko, więc wszystko widziała. Była zachwycona. Żona też szczęśliwa. :) Autko świetnie się prowadził. jeździ się nim z pełną satysfakcją.

A teraz z rzeczy mniej przyjemnych. Zakup autka to był dopiero początek. Nastepne wydatki to naprawa.
1. Zrobienie silnika. Brał olej, więc wymagał remontu. Mechanik jednak poszedł po rozum do głowy i zamiast remontować po prostu wymienił w silniku wszystko. Zostawił tylko stary blok silnika. Bebechy są nowiutkie. Dotarcie, rególacje, wymiany płynów ustrojowych... autko pracuje jak zegareczek.
2. W niedługim czasie okazało się, że strzeliły przeguby. Wraz z przegubami wymienione zawieszenie przednie, wahacz, drążki kierownicze. Ustawiona zbieżność, skosy... autko zaczęło prowadzić się samo.
3. Skończyły się klocki hamulcowe. Ponieważ przy hamowaniu zaczął lekko szarpać, poszły od razu też tarcze hamulcowe. To drugie i tak było w planach. Juz poprzedni właściciel mówił, że tarcze pewnie wkrótce będą do wymiany. Już dawał na przetoczenie, ale okazało się mało skuteczne.
4. Tu ciekawa sprawa. Wnętrze tłumika pokazało, że autko jest faktycznie nie z tej planety, a jego przeszłość jest tak samo tajemnicza, jak narodziny Ponurego Żniwiarza. Ponieważ coś zaczęło hałasować podczas jazdy oddałem szybko do mechanika. Ten rozebrał tłumik i zawiadomił "Panie, tam tylko ufoludka brakowało". No faktycznie. W Środku były różnej maści i wielkości kolorowe kulki, pluszowy miś, kawałki oringów, zawieszki od kluczy. Mechanik sam prosił, czy może zatrzymać te rzeczy, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział. Auta zawierały czasem ciała obce w mechanice, ale nigdy takie rzeczy. Zostawiłem mu.
5. W niedługim czasie chyba będzie wymiana świec i/lub przewodów wysokiego napięcia. Autko lekko szarpie przy przyspieszaniu podczas rozgrzewania silnika. Jak już się rozgrzeje, to jest ok. no, ale takie uroki każdego autka (a w każdym musiałem to zrobić). Świece czasem trzeba wymienić. :D

I to wszystko. W autko wpakowane kupę kasy, ale warto było. Na przyszły rok kolejny duży wydatek szykujemy - blacharka. Już nam wycenili na około 2tyś zł. Na przyszły rok trzeba będzie sie za to wziąć. Szkoda, autka, a widzę, że niektóre ogniska się rozrastają. Na szczęście podłoga w stanie doskonałym. Już zakonserwowana. więc przynajmniej tyle. Zostaje do reperacji buda. A tu jest co robić.

Jednak jest to autko którym uwielbiam jeździć. Poprzednie takie miałem kilka lat temu i była to Toyota Starlet. Potem już były tylko autka. A teraz chyba kolejna perełka mi sie trafiła. Moja własna, osobista, bo jest wiele dużo lepszych i dużo wygodniejszych autek. Ale dające taką frajdę z jazdy... no mało takich. Mam nadzieję, że autko będzie z nami dłużej. Jest malutkie, a drugie dzidzi w drodze. Ale liczę, że się spokojnie pomieścimy. :).


Kilka zdjęć naszego Atosika: 





Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

poniedziałek, 26 czerwca 2017

3 gwiazdki


Oto moje trzy perełki w zestawie.

Jupiter 37A -> 135mm f3,5 M42
Cosina         -> 28mm f2,8 Pentax PK-A
Helios 44-2 -> 58mm f2.0 M42

Co je łączy -> to obiektywy manualne. Pierwszy był Helios wygrzebany i odkręcony od zenita dziadka. Jeden z najlepszych obiektywów jakie miałem.
W krótce dołaczyła do niego Cosina, która opisałem tutaj. A całkiem niedawno podczas spacerku z aparatem na śmietniku znalazłem Jupitera. Obiektywy w pełni sprawne, z pewnymi mankamentami. W helios poluzował się pierścień ostrzenia i jest trochę luźny, ale działa., Cosina w pełni sprawna i bez wad. W Jupiterze przysłona nie działa zupłnie płynnie. Czuć pod palcami jakby piasek. Ale działa.

Wszystkie to niesamowite obiektywy. uczę się ciągle korzystania z nich i idzie mi coraz lepiej. Ostatnio zrobiłem nimi całe przyjęcie w Łasku. I w porównaniu z tym co próbowałem zrobić na komunii w rodzinie to przepaść. Tam jeszcze dokładnie niezbyt wiedziałem co i jak, ale ostro próbowałem. No i sporo zdjeć okazało się nieostrych. Potem jeszcze kilka możliwości ćwiczeń i prób na kolejnych przyjęciach z coraz lepszym skutkiem. Do ostatniej imprezy dołączył Jupiter, ale tu już z ostrzeniem nie było żadnego problemu. Zdjęcia wyszły ostre.
Niestety, ale obiektywy trzeba dźwigać. O ile Cosina jest dość lekka i poręczna, o tyle Jupiter to ciężki kawał metalu. Helios jest tak po środku, ale i tak cięższy niż to co mam w zestawie z nowych obiektywów (kit 18-55, kit 50-200 i Pentax 50mm). Przy nowych widać tą rosyjską jakość. Nowe automatyczne, z toną elektroniki i bajerami to plastikowe zabawki przy rosyjskiej technologii ubiegłego wieku. Ciężki metal w połączeniu ze szkłem musi ważyć, ale nie ma się wrażenia, że to się rozpadnie w ręku. Nie skrzypi, sztywna konstrukcja daje sie czuć. Ma się wrażenie, że można nimi zabijać ludzi a i tak się ich nie uszkodzi.

Czy trudno jest ostrzyć manualnie? Nie. współpracują u mnie z body Pentaxa, wiec i potwierdzenie ostrości jest, a sam aparat nie robi żadnego problemu. Stabilizacja na nich działa, pomiar światła prawidłowy... Fakt jest faktem, że pentax zrobi zdjęcie nawet słoikiem. A tą rosyjską technologie traktuje jak własne. Problematyczna jest trochę przejściówka z mocowania Pentax na m42. W oryginale wymiana obiektywu skłądała się z ->
1. wykręcenie obecnego obiektywu m42
2. użycie klucza do wciśnięcia zapadki
3. użycie klucza do odkręcenia redukcji
4. Zakręcenia redukcji spowrotem na obiektywie
5. Schowanie klucza
6. zamocowanie drugiego obiektywu.
Zauważyłem jednak, że nawet jak zapadka nie zaczepia pierścienia na sztywno pierścień i tak się bardzo dobrze trzyma. Zdemontowałem więc blokadę i teraz obiektywy m42 montuje normalnie jak inne. Z tym tylko, że nie ma blokady, ale nie zdarzyło mi się, aby kiedykolwiek obiektyw mi spadł. pierścień trzyma się na tyle ciasno, że sterowanie przysłoną i ogniskowaniem nie stanowi problemu. Jedynie co to w helios dosyć ciężko działa preselekcja przysłony i trzeba przytrzymać obiektyw, aby podczas jej ustawiania się zwyczajnie nie wypiął. To jednak nie stanowi problemu o tyle, że korzystam z tej możliwości dość rzadko. Chyba, że potrzebuje ograniczyć przysłonę do zadanej wartości to wówczas dopiero trzeba użyć dwóch rąk do zmiany otworu.

Obecnie generalnie obiektywy praktycznie nie opuszczają body. Mam wszystkie ogniskowe których potrzebuję. Można nimi robić zdjęcia sportowe, zdjęcia zwierząt, dzieci... generalnie każdy możliwy rodzaj fotografii. I co ważne - obiektywy są wymagające, a więc nie rozleniwiają. Trzeba pomyśleć i pokombinować jak zrobić zdjęcie. Nie wystarczy wycelować i nacisnąć spust, jak to ma miejsce w przypadku obiektywów automatycznych. Przed zdjęciem trzeba złapać ostrość, ustawić przysłonę... w przypadku zdjęć obiektów ruchomych trzeba myśleć w przód, przewidzieć, gdzie zaraz obiekt się znajdzie. Wymaga to też refleksu, bo zazwyczaj ma sie maksymalnie 10 sekund na ustawienie ostrości i przysłony, a potem jeszcze w odpowiednim momencie trzeba wcisnąć spust migawki. To zdecydowane utrudnienie, ale... do opanowania.

Obecnie praktycznie AF u mnie w aparatach jest wyłączony. Wszystko robię manualnie, co przy mojej wadzie wzroku wydaje się niemożliwe. A jednak daje radę. Co prawda ustawianie ostrości w przypadku obiektywów automatycznych potrafi przyprawić o zawrót głowy, o tyle w typowo manualnych oraz w moim kompakcie, to w zasadzie czysta przyjemność. Jednak prawdą jest, to co kiedyś usłyszałem -> obiektyw automatyczny nie jest przystosowany do ręcznej obsługi. Ma tą możliwość, ale jego naturalnym środowiskiem jest automatyka. Pierścienie nie mają oporu, nie czuć i nie widać tego wyostrzania, wszystko pracuje sztucznie i nieprecyzyjnie. Manual to zupełnie inna bajka. :) Dlatego byłem trochę zdziwiony, że w kompakcie tak sprawnie to idzie. Z tym że tutaj pierścień działa z oporem, normalnym poślizgiem, a do samego ostrzenia i tak wtrąca się automatyka, bo de facto sterujemy silnikiem AF, a nie bezpośrednio soczewkami. dlatego ustawienie ostrości nie stanowi większego problemu. 

Na koniec jeszcze widok z boku. W kolejności -> Cosina, Helios, Jupiter.

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 6 czerwca 2017

Było tak a jest inaczej

Po wystawie moja lepsza połowa stwierdziła, że żałuje, że porzuciłem trochę swój styl i przerzuciłem się na kształty i formy. Jest to faktycznie cość dziwna i pokręcona droga w mojej fotografii.

Kształty, formy, kreski i tego typu rzeczy pociągały mnie odkąd w zasadzie kilkanaście lat temu po raz pierwszy wziąłem aparat do ręki. Wtedy jednak lubiłem robić zdjęcia, ale niespecjalnie interesował mnie sam temat fotografii. Nie zgłębiałem wiedzy, nie uczyłem się. Po prostu miałem swój stary dobry aparat Pioneer i 36 klatek filmu do wycyckania. Mimo zauważania już wtedy takich detali, jako kompletny Janusz nie potrafiłem jednak swojej wizji przenieś na materiał światłoczuły. A więc cykałem to co obecnie każdy posiadacz ajfona i tak jak każdy posiadacz ajfona. Znajomych, wyjazdy... po prostu zdjęcia czysto pamiątkowe. Potem znalazłem w garażu rodziców stary aparat cyfrowy. 0,3 mpx brak wyświetlacza i pamięć aparatu na 64zdjęcia. I tu za bardzo nie mogłem poszaleć. Aparat miał przycisk on/off i spust migawki. Nie posiadał zoom i jedynie co dało się w nim zrobić to włączyć i wyłączyć datownik. Długo z nim biegałem, ale nadal moje wizje nie były dostępne dla oka obiektywu. A było ich sporo. Aż któregoś pięknego dnia poszedłem do pracy i dostałem wypłatę. Za nią kupiłem sobie wypasioną na tamte czasy maszynę - Fuji S5600. Była to wtedy nowość, jeden z najlepszych aparatów tamtych czasów. Kosztował majątek, ale już dawał możliwości zabawy. Zacząłem więc trochę rozwijać się w temacie foto. Poznałem ekspozycję, ogarnąłem rozkład kadru... Zafascynowały mnie możliwości fotografii. Ogarnęła mnie jej magia. Zacząłem robić wszystko. Porzuciłem fotografię ludzi, bo już wtedy wydawali mi się oni nudni. W końcu ludzi mam na co dzień i wszędzie wkoło. Są na ulicach, w domach, w pracy, w sklepach, na przystankach i w tramwajach. Po co miałem ich jeszcze przenosić w świat magii?? Wydawało mi się to bez sensu i do dzisiaj mi się takie wydaje. Ludzie są zwyczajnie nudni, a w magii nie ma miejsca na nudę. Fotografowałem więc wszystko inne. I to tak zaciekle odkrywałem kolejne możliwości obiektywu i aparatu że o kształcie zapomniałem.
Aż aparat sprzedałem i zająłem się rodziną i pracą. Mieliśmy wtedy jeden wspólny z małżonką aparat również kupiony za dużo pieniążków i używaliśmy go sporadycznie. Wystarczyło nam to. Do moemntu założenia tego bloga.

To był przełom. Na jego potrzeby kopiliśmy drugi aparat. Zacząłem wówczas chodzić po mieście, trochę zdjęć cykać, aż kupiłem moje bardzo dawne marzenie - Fuji S9600. Na nim to uczyłem się fotografii. Znowu odkrywałem magię. Aż nauczyłem się tyle, że udało mi się sfotografować śmierć. I to był moment, w którym doszedłem, że właśnie fotografia zjawisk nadprzyrodzonych jest dla mnie. Kombinowałem więc na różne sposoby. Potrafiłem wyczarować obrazki ze starego olympusa kamedii i zwykłej lampki rowerowej. Obrazki, których dzisiejszy amator fotografii nie byłby w stanie stworzyć bez tony sprzętu. Nauczyłem się kombinować. Fotografować duchy, zjawy, widma... Aż w pewnym momencie sfotografowałem już wszystko. I pomysły się skończyły.

Uczyłem sie już wtedy fotografii i zacząłem szukać nowej drogi. Poszukać weny. Trochę to trwało, aż moje oko znalazło to co zawsze widziało -> kształty i formy. Zazwyczaj detale otaczającej rzeczywistości ubrane w prostotę, pokazane tak jak ich zazwyczaj nie widzimy. To był strzał w 10. Umiałem już na tyle, że ww końcu udało mi się swoje wizje uchwycić na nieruchomych obrazkach. Fragmenty miasta, pomijane i niezauważone. Wyłapywałem i wyłapuje je. Mały fragment ogromnej całości. Idę tą drogą, brnę w nią coraz bardziej. Oko wyłapuje coraz więcej, coraz bardziej ciekawych fragmentów.

Czy jednak skończyłem z fotografią paranormalną? Nie. W moich zdjęciach nadal można ich fragmenty znaleźć. Do takiej fotografii czekam jednak na wenę i na kogoś kto mi pomoże. Taka fotografia wymaga cierpliwości i zaangażowania. Mam kilka pomysłów. To jednak kilka zdjęć wymagających osób trzecich. Po ich realizacji? No cóż... od kształtów i form nie odejdę, ale nadal będę szukać natchnienia z innych światów. :)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+