sobota, 15 kwietnia 2017

Warto pomagać -> Cosina w moim domu...




 Taki oto obiektyw wpadł ostatnio w moje łapki. Dostałem go od kumpla w zamian za pomoc i... zakochałem sie od pierwszego podłączenia. To model Cosina MC 28mm f2,8 Macro PK-A z bagnetem Pentax. Obiektyw bardzo ładnie i mięciutko rysuje, co mi się osobiście podoba. Jest ostrzejszy od mojego heliosa 44-2. Pierwsze wrażenia to:
1 - bardzo solidne wykonanie
2 - dbałość o szczegóły
3 - nieco kanciasty z wyglądu
4 - nie ma szans aby wypadł z ręki, trzyma sie jak ptasie guano przedniej soczewki.

Jest ciężkawy, ale aż tak jak helios. Za to na pewno cieższy od nowych pentaxowych, prawdopodobnie plastikowych. Stan mojego egzemplarza jest idealny. 0 rys, pierścienie działają z dość przyjemnym oporem, nie ma pleśni, a całość działa doskonale.
Bardzo przypadł mi do gustu tylni dekielek. Nie wciska sie go z użyciem lekkiej siły, jak w przypadku innych dekielków pentaxa. Ten działa podobnie jak bagnet - nakłada się go i przekręca aż do oporu i się trzyma. Powiem, że solidniejsze to niż inne dekielki które mam, bo chociaż nie spadnie podczas transportu, jak to często miało miejsce w przypadku standardowych wyrobów pentaxowych.


Mój model to PK-A, czyli można sterować przysłoną zarówno z poziomu body, jak i pierścieniem na obiektywie. Przełączanie nastepuje po dojechaniu pierścieniem do F22, wciśnięciu małego guziczka i dokręceniu do pozycji A w której pierścień sie blokuje. A na body dostajemy informacje o wartości przysłony. Tu jest sprawa prosta. Gorzej nieco sterować przysłoną z pierścienia. Kręcimy pierścieniem i nic się nie zmienia. Dopiero w momencie robienia zdjęcia przysłona jest domykana do odpowiedniej wartości. Skutkuje to tym, że w trakcie ustawiania ekspozycji nie mamy podglądu światłomierza, a aparat nie jest w stanie dobrać odpowiednich parametrów. Zdjęcie więc robimy na czuja nie mając żadnych informacji na temat prześwietlenia, czy niedoświetlenia. Trochę niefajnie, ale można z powodzeniem sterować przysłoną z poziomu body, więc to żaden problem. O tyle, że odpada jedno sterowanie.




Zaskoczeniem było dla jednak to jak aparat współpracuje z obiektywem. Nie wiem w sumie czemu, ale zdjecia z niego wychodzą bardzo plastyczne i bardzo ładnie doświetlone. Kiedy z innych obiektywów wydawało się dosyć ciemne, tak tutaj wygląda to jakby światłomierz pokazywał +2/3 na podziałce. Miło zaskoczony jest. O dziwo nie prześwietla nawet w jasnych punktach, więc ekspozycja jest jak najbardziej dobrze dobrana.

Poniżej dodaje jeszcze kilka sampli na poszczególnych wartościach przysłony, jakby ktoś był zainteresowany (całość, centrum, róg kadru):

F2,8 t1/40s ISO100











F3,5 t=1/30s ISO100




f4,5 t1/25 ISO200




f5,6 t=1/10 ISO100




f8 t=1/30 ISO400







f11 t=1/8 Iso400


 

f22 t=1/5 ISO1000







Wszystkie zdjęcia były robione w RAW, wywołane za pomocą Darktable.
Zastosowane korekty ->
1. Odszumianie
2. Prostowanie
3. ustawienie identycznych jasności.

Po kliknięciu na każde zdjęcie można zobaczyć je w pełnym rozmiarze.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

niedziela, 9 kwietnia 2017

Płytne rozterki

Kto by pomyślał, że w dzisiejszych czasach tak ciężko o niektóre rzeczy. Jak wiecie, jestem aktywnym pasjonatem nośników fizycznych. uwielbiam obcowanie z płytami winylowymi, jeszcze bardziej kocham kasety magnetofonowe, a płyty CD po stokroć bardziej lubię niż mp3.  Ponieważ w piątek zostałem poproszony wykonanie zdjęć ze święta szkoły postanowiłem podarować je szkole na płytach CD. ku temu przejrzałem mój zerowy zasób czystych płyt CD i DVD po czym wpakowałem sie w auto (bo żona rowerem nie pozwoliła pojechać) celem odwiedzenia kilku marketów (póki nie ma zakazu handlu w niedzielę) i zakupie kilku płyt DVD. No to co - uruchomić maszynę spalająca paliwo i trująca powietrze i kierować się na najbliższy market (w końcu na sklep w tym kraju liczyć nie można). Kilkanaście minut jazdy i już pod marketem. Pędem na półeczki z RTV i komputerami. a tam.... no właśnie... niemiłe zaskoczenie. Płyt brak. Kurcze, ale jak to? Sprzedawcy, których znaleźć ciężej niż samego Chrystusa we własnej osobie, zgodnym niemal anielskim chórem twierdzili że płyty są na pewno. Znalazła się nawet pani, która otworzyła szeroko oczy, że w ogóle istnieje coś takiego jak puste płyty CD. Sprzedawcy swoje, a rzeczywistość swoje. Pora odwiedzić drugi market.
A tam - oczywiście że są płyty CD i DVD... jedna jedyna firma płyt CD i jedna jedyna DVD. Płyty sprzedawane osobno w opakowaniach papierowych, albo po 10 sztuk w opakowaniu plastikowym. Kurde... czyżby na pewno? No ale są. Nie ma żadnego producenta wyższej jakości płyt. Tylko standardy. Cena? Masakra 1zł/szt. No cóż, przecież to juz prawi vintage, więc musi kosztować. Płyty są, zdjęcia nagrane. zakupiłem trochę więcej na przyszłość. W tym tempie za pół roku nie będzie szans na czystą płytę. No, chyba że w muzeum.

Czy na prawdę tak ciężko jest obecnie o nośnik fizyczny? Wiadomo, że to już nie jest najnowszy krzyk mody i jak ktoś z tego korzysta zamiast z mp3 na pewno jest brudny i ma wszy. Obiegowa opinia dotarła i do sieci tych największych sklepów widać. Kiedy nie ma problemu z kupieniem płyt winylowych (nawet w biedronce są), czy kaset magnetofonowych tan nosnik cyfrowy zostaje wycofywany z rynku. Niedługo chcąc przekazać komuś coś będę musiał kupować pen-drive. Tylko... no właśnie... nie kalkuluje mi się to za bardzo.  A szkoda. Bo jednak nośnik fizyczny w postaci płyty ze zdjęciami czy muzyką jest jednak zdecydowanie przyjemniejszy niż pen-drive czy (o zgrozo) poczta e-mail.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 23 marca 2017

Życiowe zmiany

Kiedy rozbolała mnie głowa pomyślałem, "e. to zwykły bardzo mocny ból głowy". Kiedy jednak mijał tydzień, a głowa ciągle bolała doszedłem do wniosku, że to już poważne schorzenie neurologiczne". Z silnym bólem zaraz po pracu popędziłem do lekarza, który dał mi skierowanie do szpitala. Pomyślałem, że zrobią mi tomografię i wyjdę. Byłem w błędzie. Ze szpitala mnie już nie wypuszczono. Diagnoza - krwiak podpajęczynówkowy. Pełno krwii w głowie nie wyglądało dobrze, a diagnoza zabrzmiała jeszcze gorzej. No to już wiedziałem, że szansę na dalsze życie niewielkie. Albo szpitala nie opuszczę, albo wyjdę z stamtąd jako warzywo. Kolejne badania na szczęście wykluczyły krwiaka, a mój ból głowy nie okazał się groźny ani dla zdrowia, ani dla życia. Niestety o tym dowiedziałem się kilka dni później, a w tym czasie musiałem żyć ze świadomością że cieszę się ostatnimi godzinami bycia zdrowym. Te chwile dały mi jednak kilka spraw do przemyślenia. A poniżej przedstawię kilka najważniejszych z nich.

1. Rodzina
To ona była ze mną w najgorszych chwilach i ona była ze mnę, gdy byłem już spokojny. Teściowa pomogła z przyjęciem na neurochirurgię. Żona też nie odpuściła. Pierwszego dnia telefony nie chciały mnie zostawić. Dzwoniła mama, dziadki, bracia... Jej, jak pomyślę o dawce stresu jaką musiała przeżyć moja żona... na szczęście nie musiała być sama. Przygarnęła ją teściowa moja. Za co serdeczne podziękowania. Teraz wiem, że co by się nie działo rodzina będzie przy mnie. A ja wiem, że jest ona po tysiąckroć cenniejsza niż ktokolwiek lub cokolwiek innego.
Muszę też przywrócić dobre stosunki z braćmi i zacząć z nimi spędzać więcej czasu. Do tej pory zawsze myślałem, że to oni trochę olewają mnie. Okazało się jednak, że spora część winy leży po mojej stronie. Trzeba będzie te stosunki naprawić... a to będzie sporo na początku wymagać.

2. Przyjaciele
I tu sporo zmian. Kiedy rodzina mnie nie opuszczała, ludzie na telefonach których najbardziej mi zależało nie zadzwonili ani razu. Mogłem wyjść z możliwościami ruchu pietruszki, albo nie wyjść w ogóle. Nie obchodziło ich to.
Za to odezwali się ludzie na których w ogóle nie liczyłem, że się odezwą. Odwiedziły mnie osoby o których do tej pory myślałem, że mój los jest im kompletnie obojętny. Zadzwonili ludzie, z którymi już dawno nie miałem kontaktu. To mi dało do myślenia. Czeka mnie teraz trochę pracy i przemyśleń. Będę musiał mocno przemyśleć niektóre przyjaźnie. Niektórzy zawiedli tylko ten jeden raz... ale jeden raz który mógł zmienić całe moje życie. A to bardzo ważny moment. I zawiedli o jeden raz za dużo. Przeanalizuję, przemyślę... wśród moich znajomych szykują się spore zmiany i niestety, ale muszę ten cios przyjąć na klatę.

3. Fotografia
Tu też zmiany. Z fotografią wiązałem swoją przyszłość. Miała być moją formą zarobku, utrzymania, spełnienia marzeń. Aby to spełnić żyłem w biegu. Kolejne kursy, dużo pieniędzy, stresu i pogoni. Odpuszczam. Muszę zwolnić, aby mnie to nie zabiło. Fotografia zostanie moją pasją. Będę się uczył i rozwijał. Tym razem jednak bez ciśnienia, na spokojnie. Potrzebuję więcej czasu dla rodziny. Jestem na bardzo wysokim poziomie jak na amatora i moje potrzeby. Dużo jeszcze nie umiem, ale się nauczę. Spokojnie, kroczek za kroczkiem będę zdobywać wiedzę. Teraz już dla siebie. Bez pędu, ciśnień, bez stresu. Myślę że to dobry krok

4. Praca
No niestety ale znalazłem bardzo fajną pracę, na bardzo dobrych warunkach. Nieszczęście w szczęściu, że po dwóch dniach od zatrudnienia wylądowałem w szpitalu i na miesięcznym zwolnieniu poszpitalnym. Mam nadzieję, że będę miał po co wracać. Jeśli tak postanowiłem się dużo bardziej niż do tej pory angażować w swój zawód. Nie uważam, aby dotychczas było źle, ale wiem że mogę lepiej. To moje postanowienie w swerze zawodowej. Jeśli wrócę i będę pracować i przedłużą mi okres próbny chciałbym i będę się starać tak, aby to była już moja ostatnia praca. Tak, aby żony nie narażać na stres i zapewnić jej spokojne życie.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 2 marca 2017

rozum krzyczy poczekaj, serce krzyczy nie zwlekaj

Kiedy moja stara miłość okazała się powoli psuć zmieniłem ją na lepszy model. Na początku nic nie wskazywało że coś z tego będzie. Kolejna zabawka w domu. Wynaleziona gdzieś w internecie spotkana w sieci marketów. Zabrałem do domku. Na początku okazała sie sprawnym modelem poprzedniej. Szybko jednak okazało sie że to coś więcej. Wybrana z milionów, wskazana przez serce. Nie wskazywało nic na to, że coś z tego będzie. I kiedy pozwoliła mi spojrzeć w siebie, szeptać do ucha szumem wiedziałem że to ta jedyna. Nie rozstawałem się z nią. Na rowerze, w drodze do pracy, do kolegi, zabierana na kursy, do lekarza, do mechanika, na piwko z kolegami. Okazała się nieodłącznym towarzyszem. Jest bezkonkurencyjna.

A gdyby tak każdy wybierał sercem, a nie rozumem? Jakby teraz nasz świat wyglądał? Gdybyśmy zamiast patrzeć na kolejne cyferki, zapomnieli o danych technicznych? Gdyby możliwości aparatu zeszły na drugi plan, wszelkie tabelki były najmniej ważne? Gdybyśmy wybrali to co nam serce podpowiadało, najważniejsze okazało sie obcowanie z bezduszną maszyną? Gdybyśmy nie patrząc na nic wybrali sprzęt tylko dla tego, że go chcemy to co byście wybrali?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

poniedziałek, 20 lutego 2017

Sztuka wyboru

Będę trochę monotematyczny, ale mimo wszelkich apelów nie tylko z mojej strony pytania o sprzęt ciągle w znacznym stopniu sie pojawiają. Apelowałem o to ja, apelowali o to niektórzy forumowicze, apelowali o to również Ci którzy są zawodowcami. Bez powodzenia.
Otóż bardzo spora część wpisach na forach ciągle dotyczy tematu jaki aparat wybrać, która lustrzanka, jaki obiektyw, jaka lampa. Próbując jakoś wybrzebać się z tematu i szukając jakiś bardziej wartościowych wpisów siłą rzeczy zostałem zmuszony do czytania pytań. I co się okazało -> Jedni chcą lustrzanki, inni po prostu aparatu, a jeszcze inni akcesoriów. Z tego wszystkiego wyłania sie jeden prosty obraz - ludzie liczą że inni się znają i wybiorą za nich. Sprawa bardzo prosta i bardzo denerwująca. Wybór jednak sprzętu nie jest już taki prosty i taki oczywisty. Cały pic polega na tym, że mimo jednego wspólnego obrazka wszyscy jesteśmy różni. Nie ma dwóch identycznych osób.

Co polecamy? 
Oczywiście polecamy głównie lustrzanki, bo wydaje się nam że są najlepsze. Polecamy jasne obiektywy, bo jasny to lepszy. Polecamy extra lampy bo są lepsze od tych mniej extra. Polecamy, bo mamy i używamy. Znamy sprzęt, dobrze, się nam z nim współpracuje. Robiliśmy i robimy nim setkę zdjęć, być może uczyliśmy się na nich. Problem jest taki, że dla nas jest super, dla innego już nie musi. Co dla nas jest extra, dla innego nie musi. Nie znamy potrzeb osoby pytającej. Nam się wydaje extra wypasionym sprzętem  niemal doskonałym. Polecamy więc nie znając preferencji drugiej osoby.

O co pytamy?
Generalnie nie wiedząc na co odpowiadamy nie wiemy tez o co pytamy. Często nie wiemy nawet jaki rodzaj fotografii będziemy uprawiać. Mówimy, że będzie to np portret. Portret, bo wszyscy robią portrety. Ale wybierając pierwszy aparat do końca nie wiemy jaki dokładnie rodzaj fotografii nas wciągnie. Teraz podobają nam się portrety, bo przecież będziemy fotografować naszego synka, bo jest taki piękny i w ogóle. Uwiecznimy naszego dziadka póki jeszcze jest wśród nas. No i fajnie. Wiadomo, że to zrobi każdy. Co jednak gdy się okaże, że wciągnie nas fotografia podwodna? Okaże się, że nasz sprzęt się do tego nie nadaje. Będziemy wówczas zmieniać aparat? Co zatem z wyborem tego superaśnego modelu, który kupiliśmy? Okaże się kompletnie nieprzydatnym drogim urządzeniem. A przecież tak go bardzo polecali. Nagle okaże się, że przy -20 zamarza i odmawia współpracy. No ale jak to? Przecież polecali? Abo ornitologia będzie naszą małą słabością. I nasz sprzęt taki super nie podoła, bo zbliżenia na to nie pozwalają. Nie wiemy o co pytamy, ale pytamy, bo inni wiedzą lepiej co jest dla nas lepsze. Prawda jest taka, mówiąc najprostszym językiem:

1. Pytanie o sprzęt to pytanie, jaki rodzaj muzyki jest najfajniejszy.
2. Pytanie o markę, to równoznacznik pytania o to który zespół jest najlepszy.
3. Pytanie o model - to pytanie który album jest najfajniejszy.

Innymi słowy polecą nam np Disco zespołu E-rotic "The power of sex". Kupimy i nagle okazuje się, że tak super polecany krążek nie nadaje się do słuchania. Nasze uszy pieści gotycki metal i najlepiej Cradle of Filth "Midian".

Świadomość wyboru podstawą zadowolenia
Nauczmy sie naszych wyborów dokonywać świadomie. To my wiemy co dla nas najlepsze. Nie wujek Zbyszek, czy Adam z grupy. Poszukajmy, popatrzmy. Nie wybierajmy na podstawie polecenia, bo to największa pułapka na jaką możemy się natknąć. Nikon d5300 może się okazać dla nas kompletnie nieintuicyjnym drogim bublem w domu. Być może dla nas będzie dużo lepszy Canon d1300. Lepiej będzie nam leżeć w dłoni, jego funkcje, czy dostępne obiektywy będą dla nas bardziej przydatne niż cokolwiek do nikona. A może ani jeden ani drugi nie spełni naszych oczekiwań i super rozwiązaniem będzie uszczelnione body np Pentaxa k-50? Albo też lustrzanka w ogóle okaże się do niczego gdy będziemy ją chcieli nosić i nasze oczekiwania spełni mały wytrzymały kompakt? Uczmy się, czytajmy, sami oceniajmy, sami siebie pytajmy o wybór. To co okazało sie w świecie najlepszym wyborem i w ogóle gwiazdą roku dla nas może być kompletnie nieużywalne. Jeśli chcemy być zadowoleni z tego co mamy nie kupujmy na ślepo na podstawie polecenia, czy opinii. Najlepszym zakupem dla nas (czy to aparat, telewizor, telefon, komputer, plecak, samochód czy zwykła bułka w sklepie) będzie to co wybraliśmy sami. Bez niczyjej pomocy, niczyjej rady. W końcu nie będziemy jeść namiętnie chałki której nie cierpimy, bo inni mówią że jest pyszna. Podobnie nie będziemy czerpać satysfakcji ze złego wyboru sprzętu bo ktoś powiedział, że jest extra.  Ja wiem, że to jest ciężka sztuka - umieć dobrze kupić. Ale prawdziwym arcydziełem jest umieć dobrze wybrać. A my nie przywykliśmy do ciężkości i wierzymy, że inni doskonale wiedzą co dla nas najlepsze. Ale chwila zadania sobie trudu będzie procentowała latami satysfakcji z obcowania kupionym przedmiotem.

      Podstawa satysfakcji to świadomość wyboru
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+