wtorek, 25 czerwca 2019

Ogólnotematyczna fotografia

          Fotografia to dziedzina sztuki i jest to niezaprzeczalny fakt. Można ją postawić obok muzyki, malarstwa, rzeźby itd. I z tego wszystkiego jest chyba najmłodsza. Przy tym jednak bardzo, ale to bardzo rozległa jako dziedzina. Pierwszym wprowadzonym podziałem był rozłam na fotografię analogową i cyfrową. Każda z nich rządzi się swoimi prawami, każda charakteryzuje się czymś innym i każda jest unikalna.
          To jednak nie wystarczyło. W wyniku rozwoju zaczęto ją dzielić dalej. I tak mamy teraz bardzo dużo jej typów podzielonych według różnych kryteriów:
  • Fotografowany obiekt
  • Miejsce wykonania fotografii
  • Cel wykonania fotografii
           Dalszy podział to już poezja i tu można dzielić w nieskończoność. wyróżnić można jednak kilka podstwowych typów. Podzielę je ze wzgledu na przyjęte kryteria:

  • Fotografowany obiekt - czyli to co fotografujemy. 
Wyróżniamy tutaj:
  1. Portret
  2. Fotografię okolicznościową
  3. Krajobraz
  4. Makro
  5. Przyroda
  6. Reportaż
  7. Street
  8. fotografia prasowa
  9. Fotografia naukowa
  10. Fotografia lotnicza
  11. Astrofotografia
  12. Dokumentalna
  13. Fotografia mody 
  14. Fotografia sporotowa
  • Miejsce wykonania fotografii - czyli to gdzie robimy zdjęcie
 Mamy tutaj:
  1. Fotografię studyjną
  2. Plener
  3. Fotografię wewnątrz budynków/miejsc
  • Cel wykonania fotografii - czyli to, dlaczego ją zrobiliśmy:
I tutaj wyróżniamy
  1.  Fotografię użytkową
  2. Fotografię artystyczną
  3. Fotografię komercyjną


          Dużo tego? Być może. Ale to nie koniec, bo każdy z tych typów można ze sobą dowolnie mieszać i miksować. A znalezienie swojej ulubionej zajmuje niemało czasu. Szczególnie na początku może to sprawiać problem. Tym bardziej, że każdy typ wymaga nieco innego podejścia, innego spojrzenia, innego sprzętu i innej filozofii. I gdy szukamy swojej drogi wszystko jest łatwe i proste. Uczymy się, więc żaden rodzaj nie jest nam bliski i szukamy siebie wszędzie. Problemem może być tutaj sprzęt, bo to co nada się do fotografii macro nie znajdzie zastosowania w astrofotografii, a to czym fotografujemy portrety okaże się nie poradzić sobie w sporcie. Idziemy więc w koszta i kupujemy coraz to nowe zabawki polecane nam na milionach forów w necie.
          A potem nagle trafiamy na to, co dla nas jest super, coś w czym się znajdujemy, co nam się podoba i co lubimy fotografować najbardziej. I... tu zaczynają się jaja. Zaczynamy rozwijać się w tym temacie, drążyć, douczać szczegółów, ćwiczyć... ogólnie rozwijać się coraz bardziej i coraz szerzej i mocniej drążąc. W końcu wyrabiamy własny styl najczęściej niepowtarzalny, wyróżniający nas z tłumu. Problem zaczyna się jednak dopiero wtedy, gdy z takich czy innych powodów przyjdzie nam zrobić coś innego. Załóżmy, że przychodzi do ciebie wujek Staszek i mówi:
" Józiu, ty umiesz robić zdjęcia, a ja chce się hajtnąć ze Staszkową. We no aparat i zrobisz nam kilka zdjęć".
           Genialnie - myślisz. Zgadzasz się, bierzesz aparat i idziesz. I nagle klapa. Masz same obiektywy macro, Twój aparat ostrzy z prędkością wędrujących kontynentów, a Ty nie masz bladego pojęcia jak zrobić Staszkom zdjęcia. Kurcze, klapa. Na szczęście cośtam pamiętasz i dziamiesz z czasów kiedy zaczynałeś. Cośtam poczytałeś, cośtam pocykałeś. Ogarniasz jakoś temat.
           Tylko... no właśnie. Ogarniasz i to tyle. Okazuje się, że nie jesteś jakiś wybitny w tym swoim fotografowaniu. Tylko jak i dlaczego i co się stało? Przecież wszyscy lubią Twoje zdjęcia biedronek, a te są takie jakieś nijakie.
          Mamy więc do wyboru 3 opcje:
  1. Zamknąć się w sobie, sprzedać aparat, oddać komputer i wyprowadzić się szopy wgłębi lasu zostając do końca życia pustelnikiem
  2. Ogarnąć się trochę i po pierwszej porażce podkształcić trochę swój warsztat umysłowy i zaplecze sprzętowe, bo zaraz kolej wujka Mirka na żeniaczkę i wypadałoby zrobić mu nieco lepsze zdjęcia.
  3. Olać to i dalej rozwijać swoje zdolności fotografii biedronek
I choć każda opcja ma swoje dobre i złe strony, a konkretny wybór zależy już od nas, to jednak złotego środka nie ma.

          Podsumowując: Fotografia to dziedzina sztuki i bardzo dobrze, że jest tak rozległa i podzielona. Nie można fotografii rozpatrywać pod jednym kątem. Nie każdy kto specjalizuje się w jednym typie fotografii będzie również dobry w innym. Zazwyczaj ogarniamy kilka rodzai i to jest też super. Ale może zamiast na siłę starać sie robić coś, co nas w żaden sposób nie kręci, po prostu rozwijać się w tym co najbardziej lubimy i co sprawia nam najwięcej radości? I tak jak perkusista nigdy nie zagra dobrze na fletni pana, tak portrecista nigdy nie będzie dobry w astrofotografii. Miejmy to na uwadze, że czasem lepiej być świetnym w jednym kosztem czegoś innego. Ale aby być w tym czymś świetnym musimy zignorować coś innego. Kochasz fotografować ptaszki? Ok. Kup sobie obiektyw od 135mm wzwyż, czytaj o ptakach, ucz się takiej fotografii, podglądaj ornitologów i wyszukaj najlepsze zdjęcia ptaków w necie. Ćwicz fotografowanie ptaków, bo tylko tak będziesz dobry w fotografii ptaków. Olej muszki, kwiatuszki i gwiazdeczki. Zostaw to innych. Nawet jeśli fatalnie będziesz robić pejzaże to co z tego - jesteś genialny w fotografii ptaków. To im poświęcaj najwięcej czasu w swojej pasji. Nie idź za trendami i radami, że najważniejszy jest portret, bo jeśli ktoś nie umie robić zdjęć ludziom nie może nazywać się fotografem. Nie! Jesteś nim, ale Twoją dziedziną są ptaki i koniec. To nie jest tak, że jeśli muzyk nie potrafi grać na gitarze, to nie może nazywać się muzykiem. Jest wirtuozem harmonijki ustnej i tu go żaden muzyk nie zaskoczy. Tak jak ciebie nie zaskoczy żaden portrecista fotografią orła bielika.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

niedziela, 16 czerwca 2019

Zlecenia


         

          Jadąc autem, zasypiając wieczorkiem, czy oglądając wieczorne filmy z małżonką popadałem czasem w rozkminę:

I w sumie jedynie do czego dosszedłem do tego, że to jest bardzo dziwne pytanie. A najdziwniejsze w nim jest to, że nie ma odpowiedzi na nie.

Nadal nie przepadam za zdjęciami portretowymi, bo nie i już. Po prostu zdjęcia ludzi są sztuczne. I nie robię tego zbyt dobrze. Reportaż to również głównie zdjęcia dwunożnych urządzeń biologicznych. A jednak w komuniach jest coś co bardzo lubię. Podoba mi się to. Lubię fotografować na różnych imprezach. Sprawia mi to niesamowitą przyjemność. I choć nie zawsze coś wychodzi, czasem coś się "schrzeni", ale i to daje taki smaczek. Taka fotografia ma swój urok. Fajnie jest się pobawić, zdjęciami, poeksperymentować i na końcu zastanawiać się "czy wyszło"?
          Ostatnio np zostałem poproszony przez znajomą o zrobienie jej wieczorka panieńskiego, a ten zaplanowany był m.in. w kręgielni. Super sprawa... ehe... Jak tam wszedłem od razu wiedziałem, że to nie będzie proste. I dokładnie takie było - nieproste. Słabe oświetlenie, impreza odbywała się gdzies w jakimś kącie po ścianą, a miejsca na poruszanie się tyle co w ciężarówce ze zwierzętami. Spojrzałem na swój sprzęt - 3 obiektywy, jakaś chińska lampka i... to wszystko. Wykonałem kilka fociszy próbnych i jeszczem bardziej popadł w otępienie. Aby choćby ustawić lampe nie ma miejsca - pozostało focić ze stopki z aparatu. Sprawy nie ułatiwał fakt dwóch ekstremalnie szerokich obiektywów (8mm i 10-20mm) oraz jednego szerokiego (19-35mm). Funtastycznie. Ale musiałem zrobić te zdjęcia. Najwyżej, pomyślałem, wezmę po prostu fuji i nim będę cykać. Można więc powiedzieć, że 28-105 też miałem przy sobie. No i co - do dzieła. 19-35 okazał się trochę za ciasny na jakieś szersze ujęcia. Pozostało korzystać z Sigmy 10-20. Ale nie... pomyślałem, że troszkę zaszleje. Skoro i tak mam przekichane, to chociaż po całości. Założyłem Samyanga 8mm fisheye i z takim orężem stanąłem do walki z panującymi warunkami. I co? I wyszło. Pisa krew, wyszło. Prawie całą zabawę sfotografowałem Samyangiem 8mm. Prawie, bo zdjęcia grupowe ogarniałem już sigmą, lub ewentualnie Tokiną 19-35. Samyang nadał specyficzny klimat. Na fotografiach zrobiło się dość przestronnie. Pozwoliło to całości odetchnąć, ogarnąć w nieco kosmiczny sposób przestrzeń. W końcu fisheye dość mocno zniekształca świat. Ale znajoma będzie miała super pamiątkę. Inną niż inni. Czy jej się spodoba, czy nie? Tego nie wiem, ale ja jestem mega dumny z tych zdjęć. Właśnie przez zastosowanie nietypowego do takich zastosowań sprzętu. te przerysowania, zagięcia linii prostych i mocne otwarcie ciasnoty... jak dla mnie ekstra.
         Innym wyzwaniem były zdjęcia komunijne dziewczynki, które w całości prawie ogarnąłem obiektywami manualnymi. A bo co? Bo tak... Fakt faktem, że z 700zdjęć oddałem trochę ponad 100 bo reszta zwyczajnie była nieostra. Poza tym niezwykle ciężkie warunki, bo na sali ciemno, a na zewnątrz nawalało słońce i trzeba było mocno kombinować, aby coś z tego wyszło. W dodatku miejsce, choć dawało pole do popisu, niezbyt odpowiadało moim wizjom. Ale dałem rade. Udało się i to ogarnąć.
         Takich zadań możnaby jeszcze kilka przytoczyć. Ale po co? I choć było ich trochę, nadal nie wiem


ja to tak lubię??



Może po prostu lubię biegać od miejsca do miejsca, kombinować, łapać chwilę, wymyślać, a także zwyczajnie ogarniać dzieci... kurdesz, jak do brzmi. Te małe ufoludki stworzone tylko po to, aby denerwować ludzi... egh... A lubię z nimi pracować. Na zdjęciach są bardzo naturalne, nie udają, bawią się... a Ty biegasz za nimi z wywalonym językiem i robisz im zdjęcia. Dzieci są kiepskie w pozowaniu, zwyczajnie tego nie umieją i nie spotkałem jeszcze takiej fotografii w której dziecko byłoby uchwycone normalnie podczas pozowania. Nie. To wszystko jest takie... sztuczne, nienaturalne u nich. Dzieci to ruchliwe maszyny z mięśni i ścięgien.A podczas pozowania ruchliwe nie są. I to jest u nich mega sprzeczne z ich naturą. I ja nie mówię, że takie zdjęcia są złe, czy źle zrobione, czy cos - dla mnie są po prostu nienaturalne. Nigdy nie oddają dziecka takim jakie jest.
        U dorosłych jest wręcz odwrotnie. Słabo wychodzą w swoim naturalnym środowisku. Rozglądają się za aparatem, czy ktoś im zdjęć nie robi, starają się zawsze wypaść dobrze i dość często są spięci. Za to dobrze pozują, dobrze się ustawiają i ogarniają trochę ten świat. Nie próbują na siłę czegoś robić, udawać kogoś kim nie są. Oddają się pod władze fotografa, poddają jego sugestiom i są cierpliwi. Nie kombinują - po prostu robią to o co się ich prosi. A przy okazji ich miny, gesty czy wizerunek jest taki jak w rzeczywistości.
        
        W sumie nie robiłem jeszcze jednej rzeczy - takiego osławionego sławą ślubu. I chciałbym kiedyś spróbować. Jak w przypadku zdjęć komunijnych to również nie jest jakaś magiczna księga zaklęć pokoleń czarnoksiężników, którą trzeba znać, aby to ogarnąć. Nie. Idziesz - robisz swoje - wracasz do domku. Nie wymaga również nie wiadomo jakiego sprzętu. Skoro komunię da się ogarnąć dwoma kitami i chińską lampką, to ślub również. I osobiście bardzo chciałbym tego spróbować, choćby np po to, aby zobaczyć czym się tak na prawdę różni od chrztów, czy komunii. To trochę inna tragedia, trochę inna praca i trochę inne wymagania.
         To trochę dziwne, ale chciałbym również spróbować zdjęć na pogrzebie. Ponoć staje się to dosyć modne. A to również kompletnie inna od pozostałych "impreza". Ale tak zwyczajnie, po ludzku chętnie bym czegoś takiego spróbował.
      
        Kto wie - może obok imprez typowo dziecięcych spodobają mi się również imprezy typowo dorosłe... Choć nadal nie wiem
No nic - idę popaść w rozkminę. Może na cos wpadnę...
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

poniedziałek, 27 maja 2019

Pentx FA 28-70 f4

Pamiętacie Pentaxa 28-80 f3,5-4,7? Przecudowna maszyna stworzona do przekazywania obrazu i... spełniała swoje zadanie doskonale wiele, wiele lat. Nic nie jest jednak wieczne. W bebechach zmatowiał klej łaczący dwie soczewki i... przyszło pożegnać się z obiektywem. Teoretycznie nie miało to wpływu na zdjęcia, ale ostrość już nieco spadła, na granicach jasnych i ciemnych elementów pojawiły się duszki, praca pod światło okazuje się porażką... Generalnie stracił pozycję lidera, choć na sam dół nie spadł. No niestety trzeba było szukać innego, sprawnego egzemplarza, co graniczyło z cudem. Znaleźć egzemplarz bez tej wady za w miarę rozsądną cenę okazała się niewykonalna. Sam obiektyw jest bardzo ciężko dostępny. w większości królują wersje ze światłem 3,5-5,6 a to już jednak inna konstrukcja i nie za bardzo mi pasował. Cóż. Na początku kupiłem 35-80 za kilka zł na szybko, co by szybko pokryć ogromną w końcu dziurę w ogniskowych. Niedługo potem dostałem w bardzo dobrej cenie 28-70 ze stałym światłem f4. I obiektyw okazał się genialny. Ciemniejszy brat sprzedawanego po dziś dzień 28-70 ze światłem f2,8. Zapraszam zatem do recenzji.

1. Budowa

Jak czytaliście o Pentax FA 28-80 to nie będzie dla Was zaskoczeniem, jak powiem, że ten jest pod względem budowy identyczny. Mam wrażenie, że cała seria zoomów FA zeszła z jednego rzutu taśmy. Te same wady, te same zalety co tamten. Delikatny luz na tubusie, szorstko pracujące pierścienie, a pierścień przysłony wraz z mechaniką to chyba wyciągnięty z tamtego. W sumie to nawet nie wiem czym się oba obiektywy różnią pod względem budowy. ja nie wiem, czy ludzie od pentaxa w tamtym okresie byli aż tak leniwi, aby stworzy jeden wzór obiektywu i jedną mechanikę? Bo jedyne co różni wszystkie obiektywy serii FA (przynajmniej te które mam i z którymi miałem przyjemność obcować) to ich wielkość. Ten jest chyba o połowę mniejszy i połowę lżejszy od 28-80. I to chyba tyle różnic między nimi. Tak 28-70 jest malutki, zgrabniutki i leciutki. 28-80 to wielka, ciężka kobyła. No, nie przesadzajmy 28-70 ma daleko do obecnych kitów 18-55 i jest od nich cięższy i zdecydowanie lepiej zbudowany. Nie zmienia to jednak faktu identyczności z innymi obiektywami serii FA. Ciekawy jestem jak pracują stałoogniskowe szkła. Chyba lubię serię FA.... tak, zdecydowanie lubię. Więc może i dobrze, że wszystkie są takie sam... A może w tym jest właśnie metoda, aby użytkownik kupując nowy obiektyw nie odczuwał aż tak dramatycznej różnicy? Nie wiem. Fakt pozostaje jednak faktem, że nie musiałem się do niego długo przyzwyczajać, podobnie jak nie musiałem się go długo uczyć. Przesiadka z 28-80 praktycznie bezbolesna.

2. Obsługa

 No i co ja mam Wam napisać? Generalnie mógłbym zrobić kopiuj-wklej z petanxa 28-80. Wyjęta żywcem z jakiejś fabryki gdzieś na świecie mechanika została wpakowana do jednego jak i drugiego obiektywu. Obudowy są niemal identyczne. Obsługa więc praktycznie identyczna. No, może z racji wielkości w tym pierścień ogniskowej jest nieco mniejszy i nie ma tej toporności z racji wagi. Od wsjo. Oczywiście zoom jest tylko manualny i nie matu silnika, więc i wszelkie przyciski, przełączniki i pokrędełka też tu nie uraczymy.. Ok, pokrędełka są takie same jak tam.  No i na tym zakończę dział o obsłudze. Nie ma co się rozpisywać, skoro wszystko już wiecie po lekturze recenzji Pentaxa fa 28-80.

3. Optyka

No i tu, jak w przypadku 28-80 pentax się popisał. Obiektyw jest po prostu geniuszem obrazka. Po prostu Mega giga ostry na 28mm i lekko zaledwie mydlany na 70mm. Ale nie tak mocno mydlany, aby uznać tą ogniskową za nieużywalną. Wręcz przeciwnie. Jest bardzo ostro, ale nie aż tak jak na 28mm.
Praca pod światło to pieprzony geniusz. Choćbym nie wiem jak się starał nie mogłem złapać żadnych flar, czy dramatycznego spadku kontrastu. Nie wiem, czy powłoki tworzył Kamil Wroński czy co? Ale to na prawdę trzeba być geniuszem, aby coś takiego opracować. Ciekawe, że w 28-80 było zdecydowanie gorzej z powłokami. Może nie tyle źle, co gorzej. Tam jak się człowiek wystarał to choćby załapał kawałek spadku kontrastu. A tu nic. 28-70 to raczej nie był obiektyw kitowy, a raczej coś z wyższej półki, byćmoże dlatego i powłoki duzo lepsze. Skoro nie zmienili mechaniki ani obudowy, to chociaż taka różnica między nimi była.
No i stałe światło - działa tak jak wszystkie obeiktywy ze stałym światłe. Wraz ze zmenijszaniem ogniskowej przysłona się domyka, aby utrzymać światłosiłę. Dlatego w pełni okragły otwór otrzymamy tylko przy 70mm. To absolutnie nie przeszkadza w niczym. Nawet wolę lekko heksagonalny bokeh niż okągły.
Z wad takich poważniejszych to ja nie wiem z czego te soczzewki są zbudowane, ale mój egzemplarz kurzy się jak cholera. Jedna niezbyt długa sesja w pomieszczeniu i przednią soczewkę trzeba czyścić, a podczas wykonywania zdjęć do tej recenzji musiałem regularnie czyścić soczewkę tylną. W kilka sekund osiadły na niej paprochy. To pierwszy taki przypadek, jak znam. Żaden inny aż tak nie kurzy się. Nie wiem, czy to wada mojego egzemplarza, czy ogólnie one tak mają. Nie jest to specjalnie denerwujące, pod warunkiem, że zbyt często nie zmieniamy obiektywu. Matryca bardzo chętnie przejmuje z niego papruchy i kilka zamontujemy go na korpusie i czyszczenie będzie wymagane. U siebie czyściłem matryce stosunkowo niedawno - około 2 miesiące temu - a już mam kilka paprochów na niej. I to nie dlatego, że ona się brudzi bo zmieniamy obiektywy, ale dlatego, że zacząłem używać tego. Zmieniałem obiektywy nie raz, ale póki nie zacząłem regularnie używać tego bebechy aparatu były czyste. A teraz, kurcze, muszę bawić się stempelkami na komputerze. Tyle syfu to jam miałem po rocznym nieczyszczeniu body, a nie po paru zmianach optyki.

4. Podsumowanie


Cóz mogę powiedzieć - obiektyw nieznacznie lepszy od 28-80, ale tylko nieznacznie. Jest po prostu genialny w każdym calu. Obiektyw jednak jest dość rzadko spotykany i nie jest tani. Ceny oscylują w granicach 300zł. W momencie pisania recenzji jest na allegro 1 sztuka za 290zł. Ceny więc rosną, a dostępność spada. Na ebay dostępnych jest kilka sztuk w przedziale od 280zł do 770zł. Jest też kilka tańszych, nawet do 100zł, ale ogłoszenia te zaczynają są od słowa "attention". Generalnie obiektyw godny polecenia nawet za dość niemałą obecnie cenę. Nie zawiedziecie się.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

poniedziałek, 13 maja 2019

Inspirejszyn

          I kolejny modny temat wszem i wobec. W sumie nie wiem, czemu tak pędzę za tą modą. Nie ma to jednak znaczenia dopóty dopóki temat jest ciekawy. A jest... ostatnio dużo się mówi o inspiracjach, skąd brać pomysły i gdzie szukać zdjęć, z których będziemy mogli czerpać to i owo. A ja postanowiłem nie mówić gdzie, ale od kogo.

1. Znani i lubiani

Tak, to grupa ludzi tworzona przez osoby znane w świecie fotografii i to niezależnie, czy są oni żywi czy też nie. Takie swoiste ikony fotografików podziwiani przez miliony. Głównie są to ludzie ulicy, tworzący swój świat na podstawie rzeczywistości danego miejsca i czasu. Dokumentują oni rzeczywistość a przez sposób jej przedstawienia stają się sławni i lubiani. To głównie oni wpłynęli na rozwój fotografii, bo nie można mówić, że świata. Fotograf nie jest to wpływania na otaczająca rzeczywistość, ale od jej uwieczniania. I tak, lubimy ich oglądać i klonować.
Inną starą jak świat i już mocno oklepaną dziedziną fotografii jest portret. I tu znowu wiele osób miało szansę zabłysnąć. Nic dziwnego. Ludzie to bardzo specyficzny klimat i dla niektórych bardzo ciekawy. Wystarczy spojrzeć na forach internetowych czym się ludzie inspirują, czyje prace lubią... trzasku prask i 90% pokaże zdjęcia portrecistów. I nie ma w tym nic nadzwyczajnego.w końcu ciągle lubimy klepać temat ludzi, więc skoro zdecydowana większość z nas lubi robić portrety, to powinna się w końcu interesować wielkimi portrecistami. I o ile wydaje mi się, że w przypadku fotografii ulicznej głównie lubimy kogoś z perspektywy głównie jednego, czasem 2-ch 3-ch zdjęć i de facto inspirujemy się tymi konkretnymi pracami, a nie całym przekrojem zdjęć autora, o tyle w przypadku portretów ciężko skupić się na jednym zdjęciu i tak, tu już zainteresowania są dużo szersze niż jakieś konkretne obrazy. Czasem jest to jedna seria zdjęć, czasem jeden projekt, a czasem cała twórczość. W sumie nawet ja, kompletnie nie lubiący i nie rozumiejący zdjęć portretowych mam swojego ulubionego autora, a w zasadzie jedną jego serię. Mówię oczywiście o Krzysztofie Gierałtowskim i jego serii "portret bez twarzy" (http://www.gieraltowski.pl/strona/portret_bez_twarzy.html), który uważam za fenomen. Zrobić zdjęcie człowieka, pokazać jego emocje, jego osobowość nie pokazując jednocześnie twarzy.... no mistrzostwo. Sam od czasu do czasu zrobię takie zdjęcie. I o ile moje typowe portrety to dno, płacz i pożoga, o tyle portrety które zrobiłem z niewidoczną twarzą, lub widoczną tylko częściowo, potrafiły wywołać efekt "wow". Oczywiście dla kogoś kto na fotografii kompletnie się nie zna i dla niego portret to zdjęcie uśmiechniętego pryszczatego dzieciaka, nie powie o takich zdjęciach nic poza "nogi", "ręka", "dupa" itd. Dlatego to specyficzny rodzaj portretu skierowany do tych którzy wiedzą na co patrzą. Ale to już temat na inną dyskusję. Swoją drogą muszę zrobić "odcinek" o swoich ulubionych mistrzach fotografii. Nie ma ich dużo, ale są.
Co ciekawe, na tym zazwyczaj kończą się ci sławni i lubiani. Zamykamy się głównie na street i portret, jakby inne dziedziny fotografii nie istniały. Ludzi, którzy jednak tworzą coś więcej niż tylko to jest sporo. Sam uwielbiam jeszcze Joshua Hiffine (https://joshuahoffine.com/ - oglądasz na własne ryzyko!!) tworzący fotografię horroru, ale ten klimat i zdjęcia to po prostu mistrzostwo w swojej dziedzinie. O nim tez opowiem głębiej nieco później. Na prawdę warto... Oczywiście to nie fotografia dla ludzi o słabych nerwach. Można się nieźle najeść strachu. Koleś wyciąga z nas po prostu wszystko czego się boimy, oraz baliśmy jako dzieci. Potrafi zagrać na strachu jak nikt inny i robi to po mistrzowsku. Zam zakład pracy to mistrzostwo. Podziwiam, szanuję i zazdraszczam zarówno talentu jak i czasu oraz samozaparcia.
No i na koniec niemiecki minimalista Julian Shultze (https://www.julianschulze.com/work). To człowiek który chodzi sobie po mieście i wyciąga z niego niesamowite kształty, kolory, grę świateł i cieni itd. Dużo się po jego zdjęciach nauczyłem, sam się lubuje w takiej fotografii, choć wymaga to bardzo dużo chodzenia i szukania. A nie jest łatwo z całej szerokiej rzeczywistości wychwycić małe punkty rysujące obraz. To w sumie fotografia detali, ale bardzo specyficzna. Dla mnie po prostu super. Lubię takie zdjęcia, a Julian Shultze jest w tym dla mnie góru.

2. Amatorzy

W odróżnieniu od wielkich i znanych tutaj mamy cały przekrój fotografii. Często się inspiruję różnymi zdjęciami ludzi, którzy nigdy nie byli, nigdy nie będe i mają nawet małe szanse, aby zostać kimś w świecie fotografii (o agencji Magnum już nawet nie myśląc). Ale mimo to warto jednak i takich ludzi zwrócić uwagę. Dlaczego? A no właśnie przez różnorodność. To taki powiew świeżości w fotografii. Coś czego wśród największych próżno szukać. Na forach internetowych, czy portalach społecznościowych jest bardzo dużo takich osób i czasem z tego całego zgiełku zdjęć od kiepskich, przez przeciętne aż po świetne znajdzie się jedno takie, które spowoduje efekt "wow", nie pozwoli nam oderwać od siebie oczu i na koniec pozostanie w pamięci na długo. Zazwyczaj są to jakies pojedyncze kadry, ale warto. Sam pobieram sobie takie zdjęcia na dysk komputera i czasem do nich zaglądam. W ciągu kilku lat uzbierała sie tego garstka (około 50zdjęć), ale mimo to uważam, że warto i lepszej inspiracji z trudem szukać. Tym bardziej że nie ma tam nudy. Zawsze coś innego, zdjęcia kompletnie różne od siebie. Po prostu fenomen, jak się już na coś trafi.
Wśród tego można trafić na na prawdę wybitne jednostki, u których efekt wow, na jednym zdjęciu się nie kończy i wiele zdjęć jest po prostu genialne. Tak trafiłem np na Tomasza Uczaka, który jest po prostu geniuszem jeśli chodzi o zdjęcia streetowe, a styl jaki ma ciężko znaleźć wśród nawet tych największych. Jest jedyny w swoim rodzaju. Tym bardziej, że gościu jest na prawdę pasjonatem takich fotografii i jedną sytuację/moment/chwilę może wyczekiwać siedząc nawet kilka godzin w jednym miejscu. Po prostu wow.
Dalej mamy Tomasza Włodarczyka, który fotografuje swoje dzieci i rodzinę głównie. On jak czasem coś zrobi no to nie ma bata, musi być genialne. Warto zajrzeć, od czasu do czasu zrobi coś takiego, że po prostu wow.
John Wilhelm (https://500px.com/horazio) - ten luzik jest już trochę bardziej znany i ciężko powiedzieć, czy wstawić go jako amatora, czy jako znaną osobistość. Tym bardziej że od jakiegoś czasu można o nim poczytać na różnych stronach zajmujących się fotografią. Uznałem jednak, że to raczej wybitny amator. Zdjęcia swoich pociech pokazuje w sposób mocno przerysowany i zabawny. Zazdraszczam mu talentu i pomysłowości.
Niektórych tych ludzi można nawet normalnie poznać, pogadać z nimi, poznać warsztat od podstaw. Widać w nich pasję, widać zabawę. Oni po prostu bawią sie fotografią i czasem wychodzą z tego cuda. I niektórych po prostu warto "podglądać" na bieżąco. Nie robią oni galerii swoich zdjęć, nie reklamują się, nie starają się na aby zobaczył ich cały świat. Oni po prostu są... I czasem ktoś taki zrobi jedno zdjęcie i potem nawet do końca nie wiadomo kto je zrobił, a czasem zaskakują nas co chwilkę. I wówczas są nam znani... nam i tylko nam... ale i tak uważam, że nawet kilku obserwujących i podziwiających nasze zdjęcia to już spory sukces i w sumie niech tak zostanie. Bo skończy się to, gdy trafią do sekcji "znani i lubiani".
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

niedziela, 28 kwietnia 2019

ritratti

          Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak bardzo lubimy portrety? No właśnie, ja się zastanawiałem.
          W zasadzie odkąd istnieje fotografia to jej szaloną część stanowią właśnie portrety. Portrety pojedyncze, podwójne, wieloosobowe. To nieodłączna część zdjęć. To je lubimy najbardziej i pierwsze z czym kojarzy nam się fotografia to myślimy o zdjęciach ludzi. To trochę niesamowite, bo przecież portret to tylko jedna z nielicznych rodzajów fotografii. A jednak to on porywa nasze serce.Skąd taka fascynacja? A no chociażby tym, że "nic co ludzkie nie jest nam obce" i w zasadzie jesteśmy zaprogramowani tak, aby reagować na wszystko co ludzkie.
          Zauważyliście, że najbliższe są nam zazwyczaj rzeczy naturalnie ludzkie? Skóra, ruchy, twarz, skóra, dotyk, głos itd. To są elementy, które przyjmujemy jako jedyne naturalnie i (wbrew intuicji) wszystko co jest choć odrobinę podobne do człowieka lub czegoś z nim związanego wydaje nam się nie tyle zrozumiałe, ale po prostu ładne. Nasze mózgi nie dość, że reagują zupełnie inaczej na twarze czy głos innego człowieka, to jeszcze jest to jedyna rzecz, którą lubi i którą wychwytuje zupełnie intuicyjnie, nawet do końca tego nie analizując. I okazuje się, że ludzką twarz odbieramy zupełnie inaczej niż cokolwiek innego. Dla nas to jest naturalne, ale dla mózgu już nie. Np w przypadku kiedy patrzymy na psa, stół, aparat... cokolwiek aby mózg mógł to zrozumieć potrzebuje pewnej drogi: Poczynając od "rozebrania" obrazu na części składowe, przez mechanizm rozpoznawczy aż do świadomości tego na co patrzymy. W przypadku patrzenia na twarz w zasadzie ta droga jest krótsza. Patrzymy na twarz i nasze mózgi wiedzą od razu że to twarz - nie muszą rozbierać jej na poszczególne elementy, potem zastanawiać się na drodze pytań i odpowiedzi co to jest a potem dopiero zrozumieć co to jest. Nie. Wie to od razu. Tak jakby cały mechanizm rozpoznawczy był pominięty. To wymaga o wiele mniej wysiłku i energii. A jak wiemy nasze mózgi nie lubią się męczyć i o ile tylko mogą pracują w trybie niskiego poboru energii. Co za tym idzie im nad czymś się musi napracować mniej, tym bardziej odbiera to jako coś przyjemnego. I tak właśnie jest z ludzkimi twarzami. Oczywiście działa to w przypadku, kiedy twarz jest w normalnej orientacji, bo ta do góry nogami już taka mega fajna nie jest.
          Druga rzecz, kiedy bardziej nam się "podoba" zdjęcie portretu niż jakiegoś widoczku, czy broń boże czegoś co nie jest dla naszego otoczenia naturalne. Tutaj upust naszego "piękna" daje tzw Wyspa, która odpowiada za to co nam się podoba, a co nie. I tutaj dochodzimy znowu to rozpoznawania - nasze głowy zaprogramowane są tak, że nie dośc że działają ciągle w trybie małgo poboru energii to jeszcze podoba nam się to. Czymś takim jest człowiek i wszystko co jego. Działa to aż do tego stopnia, że twarze widzimy w bardzo różnych rzeczach, które twarzy nie mają. Tak więc jeśli kiedyś zobaczycie Jezusa w szczynach psa możecie być pewni, że jego tam nie ma, a to tylko wytwór naszej głowy.
          Tak silny mechanizm już na stałe w nas działający, wszelkie decyzyjne zależności dają nam niemal satysfakcję z patrzenia na innych ludzi, a to w prostej linii sprawia, że zdjęcia nie dość, że kojarzą nam się głównie z portretem, to jeszcze "lubi" zdjęcia portretowe.
          Swojego czasu myślałem, że to po prostu jakaś plaga. W końcu o ile nie każdy z nas pasjonuje się fotografią macro, czy fotografią produktową, o tyle każdy z nas raz na jakiś czas robi jakieś portrety. Zdecydowania większość z nas to portreciści. Każdy kto zajmuje się fotografią trochę bardziej niż amatorsko robi portrety. Nie wierzycie? Poszukajcie zakładu fotograficznego, który nie specjalizuje się w portretach. Znacie taki? Ja znam jeden - gdzieś w Ameryce są ludzie, którzy studio i wszystko wkoło mają zoptymalizowane pod fotografię produktową. Ale wycieczka do dowolnego fotografa z prośbą np o zdjęcia roweru, skończy się albo wyproszeniem, albo odmówieniem wykonania zadania, albo ceną z kosmosu. Ja nie mówię, że nie znajdziemy, bo są zakłady, które są w stanie to wykonać i pewnie przyjmą klienta z otwartymi rękami, ale ich głównym zakresem działalności jest nadal fotografia człowieka. I prawdopodobnie nawet jeśli już przyjmą ten rower to i tak zdjęcia zostaną wykonane raczej w konwencji portretu (tzn takiego portretu roweru, jakby to był żywy człowiek). Ciężko, o ile to w ogóle możliwe znaleźć zakład, którego główną działalnością jest coś innego niż człowiek. i mówię tu o zawodowcach, ludzi mających swoją działalność i serwująca usługi fotograficzne. Amator, który zaledwie dorabia sobie na fotografii to zupełnie inna bajka, bo ten łapie się wszystkiego. Ale zakłady pretendujące do poważnych firm niestety zazwyczaj opierają się na fotografii ludzi.
          Czy zatem właściwe jest nazywanie portretu pandemią? Mmm.. no nie, bo pandemia to atak jakiejś choroby. Portret to nie jest choroba ani nasza, ani dziedziny sztuki, jaką jest fotografia. To pewien rodzaj zawładnięcia fotografią. Coś jak zawładnięcie planety przez ludzi, ale nie można powiedzieć, że ludzkość to plaga. Owszem, stanowimy zdecydowanie najliczniejszą grupę "zwierząt" (żaden inny gatunek nie może pochwalić się liczbą 7mld osobników), ale tylko tyle. Zdominowaliśmy planetę, ale dominujemy również sztukę. Czy tego chcemy czy nie... Tak jesteśmy zaprogramowani.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+