poniedziałek, 20 lutego 2017

Sztuka wyboru

Będę trochę monotematyczny, ale mimo wszelkich apelów nie tylko z mojej strony pytania o sprzęt ciągle w znacznym stopniu sie pojawiają. Apelowałem o to ja, apelowali o to niektórzy forumowicze, apelowali o to również Ci którzy są zawodowcami. Bez powodzenia.
Otóż bardzo spora część wpisach na forach ciągle dotyczy tematu jaki aparat wybrać, która lustrzanka, jaki obiektyw, jaka lampa. Próbując jakoś wybrzebać się z tematu i szukając jakiś bardziej wartościowych wpisów siłą rzeczy zostałem zmuszony do czytania pytań. I co się okazało -> Jedni chcą lustrzanki, inni po prostu aparatu, a jeszcze inni akcesoriów. Z tego wszystkiego wyłania sie jeden prosty obraz - ludzie liczą że inni się znają i wybiorą za nich. Sprawa bardzo prosta i bardzo denerwująca. Wybór jednak sprzętu nie jest już taki prosty i taki oczywisty. Cały pic polega na tym, że mimo jednego wspólnego obrazka wszyscy jesteśmy różni. Nie ma dwóch identycznych osób.

Co polecamy? 
Oczywiście polecamy głównie lustrzanki, bo wydaje się nam że są najlepsze. Polecamy jasne obiektywy, bo jasny to lepszy. Polecamy extra lampy bo są lepsze od tych mniej extra. Polecamy, bo mamy i używamy. Znamy sprzęt, dobrze, się nam z nim współpracuje. Robiliśmy i robimy nim setkę zdjęć, być może uczyliśmy się na nich. Problem jest taki, że dla nas jest super, dla innego już nie musi. Co dla nas jest extra, dla innego nie musi. Nie znamy potrzeb osoby pytającej. Nam się wydaje extra wypasionym sprzętem  niemal doskonałym. Polecamy więc nie znając preferencji drugiej osoby.

O co pytamy?
Generalnie nie wiedząc na co odpowiadamy nie wiemy tez o co pytamy. Często nie wiemy nawet jaki rodzaj fotografii będziemy uprawiać. Mówimy, że będzie to np portret. Portret, bo wszyscy robią portrety. Ale wybierając pierwszy aparat do końca nie wiemy jaki dokładnie rodzaj fotografii nas wciągnie. Teraz podobają nam się portrety, bo przecież będziemy fotografować naszego synka, bo jest taki piękny i w ogóle. Uwiecznimy naszego dziadka póki jeszcze jest wśród nas. No i fajnie. Wiadomo, że to zrobi każdy. Co jednak gdy się okaże, że wciągnie nas fotografia podwodna? Okaże się, że nasz sprzęt się do tego nie nadaje. Będziemy wówczas zmieniać aparat? Co zatem z wyborem tego superaśnego modelu, który kupiliśmy? Okaże się kompletnie nieprzydatnym drogim urządzeniem. A przecież tak go bardzo polecali. Nagle okaże się, że przy -20 zamarza i odmawia współpracy. No ale jak to? Przecież polecali? Abo ornitologia będzie naszą małą słabością. I nasz sprzęt taki super nie podoła, bo zbliżenia na to nie pozwalają. Nie wiemy o co pytamy, ale pytamy, bo inni wiedzą lepiej co jest dla nas lepsze. Prawda jest taka, mówiąc najprostszym językiem:

1. Pytanie o sprzęt to pytanie, jaki rodzaj muzyki jest najfajniejszy.
2. Pytanie o markę, to równoznacznik pytania o to który zespół jest najlepszy.
3. Pytanie o model - to pytanie który album jest najfajniejszy.

Innymi słowy polecą nam np Disco zespołu E-rotic "The power of sex". Kupimy i nagle okazuje się, że tak super polecany krążek nie nadaje się do słuchania. Nasze uszy pieści gotycki metal i najlepiej Cradle of Filth "Midian".

Świadomość wyboru podstawą zadowolenia
Nauczmy sie naszych wyborów dokonywać świadomie. To my wiemy co dla nas najlepsze. Nie wujek Zbyszek, czy Adam z grupy. Poszukajmy, popatrzmy. Nie wybierajmy na podstawie polecenia, bo to największa pułapka na jaką możemy się natknąć. Nikon d5300 może się okazać dla nas kompletnie nieintuicyjnym drogim bublem w domu. Być może dla nas będzie dużo lepszy Canon d1300. Lepiej będzie nam leżeć w dłoni, jego funkcje, czy dostępne obiektywy będą dla nas bardziej przydatne niż cokolwiek do nikona. A może ani jeden ani drugi nie spełni naszych oczekiwań i super rozwiązaniem będzie uszczelnione body np Pentaxa k-50? Albo też lustrzanka w ogóle okaże się do niczego gdy będziemy ją chcieli nosić i nasze oczekiwania spełni mały wytrzymały kompakt? Uczmy się, czytajmy, sami oceniajmy, sami siebie pytajmy o wybór. To co okazało sie w świecie najlepszym wyborem i w ogóle gwiazdą roku dla nas może być kompletnie nieużywalne. Jeśli chcemy być zadowoleni z tego co mamy nie kupujmy na ślepo na podstawie polecenia, czy opinii. Najlepszym zakupem dla nas (czy to aparat, telewizor, telefon, komputer, plecak, samochód czy zwykła bułka w sklepie) będzie to co wybraliśmy sami. Bez niczyjej pomocy, niczyjej rady. W końcu nie będziemy jeść namiętnie chałki której nie cierpimy, bo inni mówią że jest pyszna. Podobnie nie będziemy czerpać satysfakcji ze złego wyboru sprzętu bo ktoś powiedział, że jest extra.  Ja wiem, że to jest ciężka sztuka - umieć dobrze kupić. Ale prawdziwym arcydziełem jest umieć dobrze wybrać. A my nie przywykliśmy do ciężkości i wierzymy, że inni doskonale wiedzą co dla nas najlepsze. Ale chwila zadania sobie trudu będzie procentowała latami satysfakcji z obcowania kupionym przedmiotem.

      Podstawa satysfakcji to świadomość wyboru
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 9 lutego 2017

Wielokrotność


Fotografia to dziedzina sztuki rządząca się swoimi prawami. Te prawa przez lata ustalone zostały przez największych władaczy sprzętem zatrzymującym czas. Utarły sie więc pewne schematy, pewien ogólny wygląd konkretnej dziedziny fotografii. I tak np utarło się, że w krajobrazie cały kadr ma być ostry, portret to osoba na rozmytym tle, a macro to kwiatek lub owad.
Te schematy powielają się na zdjęciach w nieskończoność, bez końca. To wszystko prowadzi do pewnych konsekwencji takich, że wszystkie zdjęcia są takie same. Każdy portret wygląda tak samo, każdy krajobraz wygląda tak samo. Mamy pełną powtarzalność zdjęć. Nie różnią się praktycznie niczym. Ludzie przyzwyczaili się do pewnych schematów, nauczyli się ich i z nich nie rezygnują. Ciekawe tylko dlaczego: nie chcą, czy nie umieją?
Jeśli biorąc pod uwagę "nie chcą", może to być związane ze sposobem rozumowania ludzkiego umysłu. Nasz mózg od maleńkości ustawiony jest na powtarzalność. Widzimy coś i powtarzamy. Lubimy muzykę, którą już słyszeliśmy. Nawet nie musi być taka sama, wystarczy, że będzie zawierać podobną linię melodyczną jakiegoś instrumentu. Wystarczy się wsłuchać, choćby w perkusję. W danym rodzaju muzyki jest ona praktycznie taka sama. Różni się szczegółami, jakimiś samplami. Podobnie mamy w oczach - widzimy coś i uznajemy to już za piękne. Nauczyliśmy się, że portret musi mieć rozmazane tło. Przyzwyczailiśmy do tego nasze oczy. Podoba nam się to. To powtarzalność, schematyczność myślenia. Działamy tak czy tego chcemy czy nie. Kopiujemy więc to co się nam podoba, powtarzamy, tworzymy dokładnie to samo co już zostało stworzony, odkrywamy koło na nowo. I co najciekawsze - nawet o tym nie wiemy. Bo inna modelka, może nam bliska, więc zdjęcie staje się nam bliższe, a więc wyjątkowe. Innym też się spodoba, bo zawiera reguły i zasady tworzące fotografię.
W przypadku gdy nie umiemy tego zmienić, prawdopodobnie związane jest ze strachem. Przecież nie może być tak, że w portrecie będzie ostre tło, sesja ślubna będzie z udziałem szkieletów, a twarze na zdjęciach będą nieidentyfikowalne. Dla nas i dla innych fotografia traci wtedy sens. Nie potrafimy jej przydzielić do konkretnego rodzaju, więc nie potrafimy jej zaszuflatkować. A więc jest to fotografia inna. Nasze schematyczne myślenie każe nam bać się inności. Myślimy, że inność jest naszym wrogiem. A wroga należy się bać, bo wróg to ktoś kto może nam zrobić krzywdę. Bronimy sie więc rękami i nogami, aby nasze zdjęcia nie były "inne". Mają być takie same, a nasza podświadomość wmawia nam, że nie umiemy zrobić czegoś innego. Podświadomość innych działa podobnie, a więc inność jest ganiona, nieakceptowalna, nieprzyjemna.
W ten oto magiczny sposób przez nasze własne wewnętrzne ja weźmiemy aparat i stworzymy skopiowaną kopię kopii tego co już kiedyś zostało skopiowane. Podoba się nam, podoba się innym. Jedziemy na tym samym wózku i oglądamy codziennie te same zdjęcia, które już niejednokrotnie widzieliśmy. I tylko w środku wiemy, że są one ok, że są fajne, że są wyjątkowe... Szczególnie szczególne gdy są nasze.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

środa, 25 stycznia 2017

Słuszność racji

W obliczu pewnych faktów ze swojego życia i nieuchronnych losu zdarzeń postanowiłem podzielić się z Wami pewną rzecz, która gryzie mnie od jakiegoś czasu.

Jak wiecie należę do wielu grup związanych z fotografią. Wiecie również, że moje podejście do wielu rzeczy jest dość kontrowersyjne. Mam swoje poglądy w które wierzę. Od jakiegoś jednak czasu są one jednak powodem sporów i nieporozumień na tle mezaliansu. Kilka razy zostałem wyszydzony, zdarzały się osoby zgłaszające mnie do administratora o usunięcie mnie jako człowieka wprowadzającego zamęt w grupie. Na szczęście administratorzy okazali się mądrzejsi i nie podjęli takich działań. W końcu moje wypowiedzi są w pełni zgodne z regulaminami grupy (czasem mam wrażenie, że jako jedyny je czytam), tylko inne niż innych.



To jeden z komentarzy, który nijako zmusił mnie do napisania tego postu. Chodziło konkretnie o to, że poleciłem dziewczynie kompakt, zamiast lustrzanki. Pod moim komentarzem pojawiło się bardzo dużo wszelkiego rodzaju miłych i niemiłych słówek związanych z moją osobą (a jakże), zamiast z tematem. Jakoże nie uważam aby wyzywanie mnie było w ogóle na miejscu zagadnąłem lekko studząc zapały innych na temat mojej osoby. Oczywiście zostałem nijako zapytany (jeśli tak można nazwać słowa które padły) dlaczego uważam, że kompakt jest lepszy. Wypowiedziałem się. W tym momencie dyskusja umarłą, wiele osób odłączyło się od dalszych sprzeczek. Dostałem tylko wszystko mówiący komentarz: "a ja nigdy nie potrzebowałam macro". Definitywny koniec rozmowy nastąpił w momencie gdy odpowiedziałem prosto "Ty nie, a ktoś inny??". Nie odezwał się już nikt.

Był jeszcze drugi ktosik, kto próbował mi udowodnić jakim to jestem debilem bo polecam kompakt. Oczywiście poproszony o takie zdjęcie, które zreflektuje jako tako chociaż użycie lustrzanki wysłał mi zdjęcie dziewczyny. Po prostu portret. Oczywiście portret jaki da się zrobić każdym aparatem. Nie chodziło o ocenę zdjęcia, tylko możliwości aparatów. W odpowiedzi dostał ode mnie zdjęcie muchy, zrobienie x lat temu moim fuji S9600 (kompakt).




Uznałem, że to najlepiej pokarze różnicę i zasadność i możliwości kompaktów. Ruchomy, bardzo płochliwy obiekt wymagający od aparatu bardzo dobrego macro i AF trzymającego ostrość. W dodatku nie gotowego do strzału. Szybki AF, bardzo dobre makro... Coś czego lustrzanka z kitem (bo o takich zestawach mówimy) nie podoła. Tzn, podoła, ale jak się dokupi pierścienie z przeniesieniem elektroniki, albo specjalny obiektyw. No właśnie - ale nie o to chodzi. Chodziło o lustrzankę bez dodatków, bez specjalnych obiektywów. Zestaw sklepowy (body + 18-55mm). W tym momencie mój rozmówca zrezygnował z rozmowy.

Te dwa przypadki (choć nie jedyne, ale chyba najbardziej zapadły mi w pamięć) postawiły mnie przed pewnym faktem, jakim jest psychika tłumu. Wszyscy wierzą, że lustrzanka jest zawsze i wszędzie do wszystkiego najlepsza. Bo tak się przyjęło. Poniważ moje zdanie różni się od mas co do wyboru pierwszego aparatu (nie mówimy o ludziach którzy wiedzą czego chcą, mają sprecyzowane potrzeby, tylko mówimy o tych, którzy szukają pierwszego swojego aparatu, na którym zapewne zamierzają się uczyć i nie wiedzą jaki rodzaj fotografii będzie ich interesował) ludzie nie szczędzą w obelgach. Mam swoje zdanie, inni mają swoje. Ja nie twierdze, że są debilami, czemu więc moje zdanie jest powodem do takich twierdzeń? Nie obrażam, nie wrzucam ludziom, nie wytykam palcem. Polecam coś innego niż wszyscy.
Wiecie co jest w ty wszystkim najlepsze? Jeszcze nikt nigdy nie odpowiedział mi na pytanie "dlaczego lustrzanka jest lepsza". Nikt nigdy nie przedstawił swoich argumentów na potwierdzenie swoich słów o wyższości typu aparatów który polecają. Prawdopodobnie 15% po prostu tego nie robi, bo nie i już, a 85% nawet nie wie dlaczego poleca. Poleca, bo tak, bo inni to robią i już. A ja jak mantrę powtarzam, jak wybrać aparat i jak mantrę na pierwszy sprzęt polecam kompakt. I czekam cały czas, aż ktoś w końcu mi wyjaśni dlaczego podstawowa lustrzanka z podstawowym obiektywem w rękach kompletnego laika jest lepsza. I mam dziwne wrażenie, że będę jeszcze długo czekać. Tylko bardzo proszę - skoro nie macie argumentów na potwierdzenie swoich słów, nie obrażajcie tych którzy polecają coś innego niż wy, bo to źle świadczy o Was a nie o tym którego obrażacie.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

niedziela, 22 stycznia 2017

Kocham robić zdjęcia - jestem na każdym


Dużo ostatnio ludzi robi zdjęcia. Bardzo dużo. Dostępność medium jakim jest fotografia jest tak ogromna, że praktycznie każdy ma aparat. Wystarczy go wziąć do ręki i robić zdjęcia. Niektórzy biorą aparat do ręku i mówią
- O tak!! Jestem artystą!!!!!! To mój lajf!!
Wśród nich wyłania się mocno jedna grupa - tzw selfiaczków.
     Dużo tych tzw fotografów twierdzących, że kocha robić zdjęcia robi je... sobie. Tzn ciążko nawet nazwać, że sami sobie zrobili. Wygląda to tak -
Czytamy wpisy, jak to dany autor kocha fotografię i jaki to jest super. Czy złe, czy dobre podejście to zweryfikuje świat. Problemem jest, gdy ktoś pisze
- Oto parę moich fotek!
I tu seria zdjęć. I wszystko pięknie i ładnie, gdyby nie to, że... pokazanych jest 30 zdjęć i z tych 30 zdjęć na wszystkich jest autor zdjęcia.
No i teraz co o czymś takim sądzić? Czy robił sobie zdjęcia samemu. co jest całkiem prawdopodobne gdyby nie fakt, że wszystkie są bardzo dobrze skadrowane i w dodatku zawsze trafione z ostrością. Albo robił mu te zdjęcia ktoś, co jest niemal pewne w 80%, tylko czy wtedy można powiedzieć "... moich fotek"? Ciężko mi uwierzyć, że ktoś sobie sam zdjęcia robił, bo sam nierzadko robię sobie sam zdjęcie. Jednak wiem ile takie zdjęcie wymaga. Ciężko zrobić serię zdjęć samemu sobie. Zazwyczaj jedno dobre zdjęcie to przynajmniej godzina pracy samym aparatem i ustawieniem. 80% zdjęć robionych samemu sobie nadaje się do kosza - ucięta głowa, błędy ostrości, błędne kadrowanie...
Nie za bardzo rozumiem ludzi, którzy twierdząc, że kochają robić zdjęcia robią je tylko sobie. To jedna z najcięższych zdjęć do zrobienia. Brak kontroli nad światłem, brak kontroli nad ustawieniem, brak kontroli nad kadrem, brak kontroli nad ekspozycją... zazwyczaj jest to siła przypadku. Dlatego zrobienie jednego zdjęcia to kupa czasu, kupa doświadczenia, kupa wyobraźni. Efekt widzimy dopiero gdy włączymy odtwarzanie zdjęć w naszym aparacie.
   Co zatem powinniśmy sądzić o takim "kochaniu fotografii"? Ktoś kłamie świadomie, czy jest to zwykła próba przekupstwa typu "popatrzcie na mnie!!".
Zakładając, że jednak ktoś taki uwielbia robić zdjęcia. Zakładając, że sesja 30 zdjęć jest z jego ręki i wykonywał ją kilka dni. Czemu więc wstawia tylko tzw samojebki? Czemu nie ma innych zdjęć? Czemu nie wstawi zdjęć z jakiejś imprezy rodzinnej, swojej grubej cioci, zapitego wujka, czy swojego pryszczatego syna. Jeśli już portrety to jest to co dana osoba uwielbia. 100% zdjęć to fotograf wypinający się, podskakujący, kucający, patrzący w lewo, patrzący do góry, stojący na kamieniu, stojący na trafie, stojący na chodniku, oparty o ścianę i oparty o drzewo.
Nie za bardzo rozumiem takiego czegoś. Albo kochamy robić zdjęcia i je robimy, albo kochamy pozować i aparat oddajemy komuś, a sami pozujemy. Można robić zdjęcia sobie samemu i się tym chwalić. Ale nie wszystkie zdjęcia. To jest zazwyczaj część zdjęć, bo inaczej się nie da. Ale nie wszystkie. A jeśli już kochamy jednak pozować nie mówmy "kocham robić zdjęcia. To moje życie". To nie jest prawda.
I może ja się czepiam, może przesadzam i być może nie powinienem się odzywać. Ale przez takie podejście ktoś kto robi sobie zdjęcia z dzióbkiem przedstawia się jako fotograf, a na swoim profilu w necie ma dopisek "Fotografy".
Opanujcie trochę emocje. Fotografia to nie autoportrety. To tylko element fotografii. Pochwalcie się innymi zdjęciami. Pozwólcie zweryfikować was jako fotografów. Oddawanie aparatu komuś, kto wam zrobi zdjęcie, nie czyni Was fotografami. Zamykanie się w jednym temacie tym bardziej nie zrobi Was fotografów. Tylko gdy następnym razem jednak znowu wstawicie zdjęcia swojej twarzy nie piszcie "kocham fotografię", bo lepiej zabrzemi "kocham siebie".
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 17 stycznia 2017

Kilka odpowiedzi


Ostatnio na grupach pojawiają się znowu różne dziwne pytania, które, wedłóg mnie, w ogóle nie powinny się pojawić. Staram się nie ignorować żadnego, szczególnie, gdy mam w tym pewne doświadczenie. Zazwyczaj zostaje za to mocno zbesztany, bo nie odpowiadam wprost, tylko każe ludziom pomyśleć i samemu rozwiązać problem, poszukać odpowiednich artykułów czy wybrać w końcu samemu. Ludziom to nie odpowiada. Ludzie zdecydowanie nie lubią myśleć, a zmuszanie ich kończy się wyzwiskami i wysyłaniem w podróż (w nieco ostrzejszych słowach) czy w końcu udaniem się do Belzebuba i jego diabelskiego świata nierzeczywistości. Postaram się tu rozwiązać kilka problemów. Nie spodziewam się tego raz na zawsze, ale może przynajmniej uda się zrobić tak, że kilka pytań autentycznie się nie pojawi. Oto kilka pytań:

1. Jaki aparat kupić?
Na początek odpowiedzi odeślę na moment do artykułu, który wpadł mi kiedyś w monitor:
http://fotoblogia.pl/10099,kurde-aparat-to-nie-tylko-dobry-obrazek-na-wysokim-iso
Przeczytane? No to w zasadzie wszystko powinno być jasne. Jednak jeśli nie jest, to odpowiem na pytanie:
Aparat powinien być przystosowany do człowieka. Generalnie pytanie o to jaki sprzęt wybrać ma tyle samo sensu co sprzedawanie kurom szminek, czy rybom cienia do powiek. Każdy z ns jest inny, każdy oczekuje od aparatu tego samego. To sprawa bardzo indywidualna, jak wybór bielizny, samochodu, czy płyty z muzyką. Nie można odpowiedzieć "weź ten, bo jest świetny"... dla odpowiadającego. Dla pytającego już nie musi być. Być może ergonomia nie będzie odpowiadająca, może okaże się, że ruchomy wyświetlacz jest niezbędny. A może ktoś woli wizjer elektroniczny, zamiast optycznego? No i w ogóle co to znaczy "najlepszy aparat"? Czy to ten, który największe używalne ISO? A może ten który ma jak najwięcej funkcji wywalonych na body? A może też ten który jest uszczelniony? Może zwyczajnie po prostu najtańszy? A może ten z gorącą stopką? Właśnie, na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Nie ma aparatów najlepszych i najgorszych, tak jak nie ma muzyki najlepszej i najgorszej. Nie można powiedzieć, że najlepszy jest aparat A, bo ma najwyższe używalne ISO. No dobrze, ale jeśli my nie przekraczamy w naszych zdjęciach ISO 200? Byż może dla nas ważniejsze są uszczelnienia, bo często fotografujemy w deszczu? Albo wolimy uniwersalność? Jak widać rozpiętość definicji "najlepszego sprzętu" jest ogromna. Wybierajmy więc aparat świadomie. Nie pytajmy, bo to brodzenie w błocie. Przeanalizujmy dokładnie czego potrzebujemy. Jeśli jesteśmy początkującymi i tego nie wiemy, zacznijmy od sprzętu uniwersalnego - np jakiegoś bardziej zaawansowanego kompaktu, który da nam możeliwość wykorzystania bardzo dużego spektrum ogniskowych, światła czy ISO. Oczywiście, że są pewne ograniczenia, ale właśnie taki sprzęt pozwoli nam określić dokładnie nasze oczekiwania od ostatecznej maszyny. Jeśli okaże się, że zacznie brakować nam czułości, następny kupimy z wyższą używalną czułością. Zobaczymy, jakich ogniskowych używamy najczęściej i po prostu kupimy aparat z wyższą czułością i obiektywem z zakresem używalnych przez nas ogniskowych. A gdy okaże się, że zazwyczaj korzystamy z przysłony f4 i wyższych wartości, nie wydamy majątku na jasny obiektyw, bo wystarczy nam tańszy pokrywający używany przez nas otwór. W dodatku zaobserwujemy, że potrzeba nam np uszczelnień oraz funkjcą wstępnego ustawiania ostrości, albo wręcz najważniejsza okaże się pełna zgodność i współpraca z obiektywami manualnymi, zazwyczaj kręcimy pierścieniami, niż zdajemy się na automat.

2. Jak w moim aparacie ustawić...

No właśnie? Jak? Wiele osób zamiast po prostu przeczytać instrukcję obsługi pyta. Ja wiem, że jesteśmy Polakami i "instrukcja obsługi" jest synonimem ograniczania naszej wolności. To papierowy odpowiednik znaków drogowych postawionych tylko po to, aby policja zarabiała na mandatach. Chyba jednak nie tędy droga. Jeśli nie wiesz, jak w swoim aparacie zmienić np MF na AF, to wiedz, że do aparatu jest dołączone więzienie  w postaci książeczki opisującej jak działa i jak obsługiwać posiadany przez nas sprzęt. To na prawdę nie gryzie. Niestety wiele osób woli zapytać niż, poszukać. Nie wiem czemu ludzie tak się boją dokumentów dołączonych do sprzętu. Ja wiem, że instrukcja nie jest rozwiązaniem wszystkich bolączek. Obecne aparaty są tak skomplikowane, że często nawet instrukcja nie opisuje dokładnie wszystkich funkcji. Wówczas można spróbować poszukać w google, a jeśli i tak nie rozwiązuje to naszego problemu - pytamy.  Myślę, że taka powinna być droga do zdobycia wiedzi i nie wolno zamienić, lub przeskoczyć pewnych rzeczy. Nie szukajmy podstawowych rzeczy w google, bo przycisk opisujący przełączanie między wyświetlaczem, a wizjerem jest opisane w instrukcji. Nie pytajmy, nie wyręczajmy się innymi. Ja wiem, że często nasz czas jest bardzo ważny i najważniejszy na świecie. Hitler też tak powtarzał. Ale szanujmy czas innych, szanujmy ludzi, ich czas ich miejsce. Nie wyręczajmy się nikim. Nie potrafimy znaleźć przełącznika wyświetlacza - jest, ale to gdzie jest znajdziesz w instrukcji obsługi.

3. Jaki program do obróbki wybrać?
Ja wiem - większość powie Lightroom, czy Photoshop. Ale.. no właśnie, czy na pewno jest nam to potrzebne? Ja wiem, że to co my używamy jest zawsze najlepsze, a to że najwięcej osób używa jedynych słusznych programów, to takie też polecamy. Na nich się jednak świat nie kończy. To że Photoshop posiada jakieś funkcje, nie znaczy że one są nam potrzebne. A jeśli nie są, to po co za nie płacić? Nie lepiej zacząć od czegoś darmowego? Gimp czy RawTherapee. Gimp jest bardzo zbliżony funkcjonalnością do PS, a co do RawTherapee zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest zdecydowanie bardziej rozbudowany niż Lightroom. Ale być może i nawet takie zaawansowane programy nie są nam potrzebne. Wybierzmy więc łatwiejszy o obsłudze i darmowy program do obróbki i wywoływania RAW. Jeśli pracujemy na kontraście, i wyostrzamy kolor, LR nie jest nam niezbędny do życia. Zainstalujmy sobie np Darktable. Popracujmy na nim. Zorientujemy się czy jest dla nas wystarczający, czy poszukujemy czegoś więcej. Może potrzebne będą nam funkcje, których ten program nie ma. Wówczas poszukujemy oprogramowania, który to posiada. Niekoniecznie LR. Dopiero, gdy okaże się, że konkurencja darmowa nie posiada czegoś co ma LR, a potrzeba nam tej funkcji wówczas bierzmy program wiodący. Dobierajmy oprogramowanie jak aparat - do siebie. Szkoda kupować cały program jak potrzebujemy tylko funkcji kadrowania. To potrafi praktycznie każdy program. Funkcje korekty obiektywów ma praktycznie każdy bardziej rozbudowany. Do tego również nie potrzebujemy LR. Zmiana koloru, balans bieli, kontrast, kontrast miejscowy, odszumianie, wyostrzenie, winiety, BW, Sepia, kolor miejscowy, filtr połówkowy... to zaledwie kilka funkcji które są w darmowym oprogramowaniu również i nie potrzeba nam za to płacić. Za oprogramowanie płatne warto zapłacić, gdy jest w nich coś co jest nam potrzebne do pracy. I nie przejmujmy się opiniami, że dany program jest trudny, a PS jest bardziej intuicyjny. To nie jest prawdą. To nasze osobiste przyzwyczajenie. Mi się zdecydowanie lepiej pracuje na Gimp niż na PS, dlatego że Gimpa ogarnąłem, i dla mnie PS jest teraz zdecydowanie mniej intuicyjny i dużo ciężej zrobić mi cokolwiek na PS. Jeśli nie mamy wyrobionych jeszcze pewnych nawyków nie kierujmy się ergonomią.
Pamiętam taką opowieść, jak pewna kobitka od małego siedziała na Linux. Gdy posadzili ją przed Windowsem nie wiedziała najprostszych rzeczy. A ponoć to Windows jest prostszy w obsłudze. Jak widać niekoniecznie. To tylko nasze przyzwyczajenia każą nam tak myśleć. Jeśli przyzwyczajeń nie mamy wszystko jest dla nas i proste i łatwe jednocześnie. Jeśli przyzwyczaimy się do najtrudniejszego programu będziemy w nim śmigać, a ten uważany za najprostszy może być dla nas kompletnie nieobsługiwany. Pamiętajmy o tym wybierając program dla nas.

Jak myślicie, czy dobrze myślę? Nie staram się pomagać ludziom, ale nakierować na rozwiązanie. To powoduje najczęściej falę krytyki i obelg w moją stronę. Wydaje mi się jednak, że sami zawsze wiemy najlepiej. Rozwiązanie zazwyczaj jest na wyciągnięcie ręki. Musimy tylko po nie sięgnąć, a nie prosić innych aby otworzyli i przeszli za nas przez drzwi. Staram się pokazać te drzwi ludziom, ale nie zmierzam za nich przez nie przechodzić. Ludzie sami muszą to zrobić, aby wybrać najlepiej, aby najlepiej rozwiązać nasz problem. Szkoda, że tak mało osób to rozumie.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+