niedziela, 17 listopada 2019

rozterki promatora

          Niedawno naszła mnie taka mała myśl. No bo tak -> z jednej strony mam trochę sprzętu, którego używam, klika zbędnych bajerów i dwa aparaty. W sumie w tym wszystkim znajduje się w dwóch rodzajach fotografii:
1) detali w rozumieniu kryształów, linii i ogólnej wizualnej prostoty, które każdy może znaleźć na mieście
2) wizualnej - czyli ukazania normalnych rzeczy inaczej niż je zazwyczaj postrzegamy.
          I o ile wszystko jest łatwe i proste to jednak każda z tych rodzajów jest zupełnie inna.Pierwsza to prosta - po prostu wystarczy wziąć aparat i zrobić zdjęcie. Druga jest bardziej skomplikowana - wymaga odpowiedniego ustawienia przedmiotu, skonstruowania odpowiedniego klucza oświetleniowego, użycia odpowiedniego obiektywu, zastosowania odpowiedniego kadru, dobranie parametrów, ustawienia sceny itd. I osobiście uważam, że w obu tych rodzajach sprawdzam się. Nie jestem geniuszem w żadnej z nich, ale nikt mi nie odbierze, że potrafię to robić i dobrze się w tym czuje i znajduję. Zastanawiam się tylko, co mi wychodzi lepiej. W sumie nie wiem, czy jest sens zadawać sobie takie pytanie. W obu rozwijam się równo, choć nie robię ich równolegle. Czasem skupiam się na detalach miasta, a czasem na wyszukanych wizualnie zdjęciach.
          Problem pojawia się w obu przypadkach z różnych powodów. Gdy mówimy o mieście, zazwyczaj problemem są miejsca, a konkretnie fakt, że na codzień bywam zawsze w tych samych (google wie!!) i nie są one nieograniczoną kopalnią pomysłów. Fakt, że pomysły tworzy samo miast i w niemalże każdym miejscu dobrych zdjęć można zrobić przynajmniej kilkanaście. Ale to nadal kilkanaście i koniec.
          Kiedy natomiast lecę serią drugiej fotografii w pewnym momencie po prostu kończą się pomysły - zarówno w obiekcie głównym, w kluczu oświetleniowym i w końcu z pomysłem na uchwycenie przedmiotu.
          Jeśli skończą się pomysły na jeden, zawsze pozostaje drugi. A gdy na oba nie ma pomysłów biorę się wówczas za coś, czego nie potrafię - portrety i zdjęcia zwierząt (konkretnie dwóch: mojej córki i syna też mojego). Portrety pomińmy, bo choć lubię je robić, nie czuję się w nich dobry i w sumie to uważam fotografię portretową za najnudniejszą, jaką ludzkość mogła wymyślić.
          Wracając do filizofowania - czasem nachodzi mnie rozkminia, czy lepiej wychodzi mi wyszukiwanie zdjęć na mieście, czy tworzenie ich samemu. I w sumie gdy tworzę nowe światy zwykłych przedmiotów, czuję, że to jest to co w fotografii lubię najbardziej. Ale gdy chodzę po mieście wygrzebując z codzienności coś fajnego, również jestem przekonany, że to jest to. Dziwne to uczucie... 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

sobota, 9 listopada 2019

zoom kontra stałka


          W internecie krąży wiele opowieści na temat obu typów obiektywów. Niestety wiele z nich to bajki biorące swoje korzenie gdzieś w dalekiej przeszłości. A oto kilka z nich:

1) Stałki są lepsze niż zoomy
Z jednej strony tak, ale tylko jeśli porównujemy obiektywy tej samej klasy. Niestety w ogólnej liczbie obiektywów od najtańszych do najdroższych mamy miliardy modeli obu typów. W efekcie dochodzi do sytuacji, gdy porównujemy tańsze stałki do drogich zoomów. I tu zaczynają się jaja. Optycznie zoomy są dużo bardziej skomplikowane w budowie a przez to wszelkie wady jest dużo ciężej skorygować. Na nasze nieszczęście w przypadku tańszych obiektywów producenci nawet w stałkach aż takiej wielkiej roli nie przywiązywali do korekcji wad optycznych. Dochodzimy więc do momentu, kiedy tańsza stałka jest gorsza jakościowo i optycznie od drogich zoomów. Niedawne testy dowodzę również, że przy przysłonach powyżej f8 obiektywy są praktycznie nie do rozróżnienia.
Swoją drogą aż tak bym się nie spinał. Nie ma takiej możliwości, aby rozpoznać jakim typem szkła było robione zdjęcie.

2) Stałki są mniejsze
Nie prawda. Stałoogniskowe obiektywy potrafią być na prawdę duże w porównaniu do niektórych zoomów. Moja stałka 50mm f2,8 Sigmy jest zdecydowanie większa niż np pentax 28-70 f4,0. Pallas Magenta 135mm f2,8 w porównaniu do Soligora 70-150 f3,5 też jest większy. Zależy więc co do czego porównujemy do czego.

3) Stałką zrobisz to samo co zoomem
Tak, ten mit zoomu nożnego. Nie dajcie się na to nabrać: NIE ISTNIEJE COŚ TAKIEGO JAK ZOOM NOŻNY!! Wiele osób twierdzi, że przecież można podejść do obiektu, albo oddalić się od niego. Serio! Po pierwsze spróbujcie to zrobić na na zatłoczonej ulicy. Macie do dyspozycji 2-3 kroki w każdym kierunku, czyli tyle na ile pozwala wam chodnik. Potem z jednej strony trafiacie na jezdnię, z drugiej ogrodzenie. I cała magia stałek znika.
Druga rzecz - spróbujcie zrobić zdjęcie np na 28mm, potem ustawicie obiektyw na 50mm. A teraz przestawcie znowu na 28mm i spróbujcie zrobić takie zdjęcie jak zrobiliście przy 50mm. Nie da się, po prostu się nie da. Zmienia się wszystko - od perspektywy, po wielkości obiektów na zdjęciu. Zmienia się wszystko. Zoom optyczny to po prostu crop. Zoom nożny zmienia dosłownie całe zdjęcie. Pomijając fakt, że czasem ze względu na miejsce stałka po prostu się nie sprawdza. Owszem, zaraz odezwą się głosy, że przecież można wziąć drugą stałkę, założyć i zrobić zdjęcie. Można, tylko po co? Po 1 działając w ten sposób mamy do dyspozycji konkretne wartości ogniskowych (28-35-50-85-100 itd). A co gdy zdjęcie będzie idealne np na ogniskowej 92mm? Będziecie przycinać na komputerze? Kosztem jakości? To gdzie sens używania w takich przypadkach stalki, skoro podobno lepszy obiektyw niszczymy zoomem cyfrowym?
Inna rzecz, że punkt 2 traci rację bytu. W końcu jeden zoom zawsze będzie mniejszy i lżejszy niż pokrycie tego samego zakresu kilkoma stalkami.
No i w końcu - po co się męczyć tym żonglowaniem obiektywami, skoro można to szybko i z identycznym efektem zrobić zoomem?

Podsumowując -  nie mówię, że stałki są złe. Sam często ich używam. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że nie zawsze stałka jest dobrym rozwiązaniem. A wśród opowieści i ubóstwiania stałek narosło tak wiele mitów... Przytoczyłem tu 3 najczęściej wypowiadane w internetach mity. Pamiętajcie - nie dajcie się nabrać. Korzystajcie z zoomów i stałek, ale nie dajcie się oszukać, że zoomy to zło i tylko stałki się liczą i są najlepsze. Nie są. Używajcie z głową i jednych i drugich i pmiętajcie, że jedne nie będą nigdy zamiennikiem drugiego.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 29 października 2019

Mir 1b 37mm f2,8

          O i kolejny rusek w mojej kolekcji. Obok Jupitera 37A i Heliosa 44-2 to również nieco mniej znany wynalazek naszych wschodnich sąsiadów. W odróżnieniu jednak od do bólu poprawnego Jupitera szkło jest... nieco dziwne, o czym później. OD Heliosa wyróżnia go za to kontrola jakości. To dość ciekawe szkło, więc zapraszam do czytania.

1. Budowa

 Podobnie jak wszystkie sowiecke maszyny to jest też zbudowane chyba z części po czołgach. Ciężki i metalowy kawał maszyny z ciężkimi i szklanymi soczewkami. Mimo iż wygląd wskazuje na coś innego to wszystko to metal. Nie ma tu żadnych gum, a wypustki zapobiegające ślizganiu się po nim palców to wytłoczenia w metalowych pierścieniach, których jest aż 3.
          Mimo swojej niezniszczalności ten obiektyw niestety bardzo łatwo porysować. Mój ma pełno skaz, rys i zadrapań. Możesz więc po nim przejechać terenówką, ale lepiej nie trzymać go z kluczami w jednej kieszeni.
          W obudowie nie ma żadnych śróbek, ani niczego co by wskazywało, że łatwo go rozłożyć. Wyjątkiem są dwa wcięcia w elemencie trzymającym górną soczewkę. I nie wiem, czy ruskie zrobili to specjalnie, czy wyszło przypadkowo, ale okazuje się, że to dość istotny element całej konstrukcji o czym dokładnie będę się rozwodzić w rozdziale o optyce.

2. Obsługa

          Jak na szkło manualne wszystko pracuje bardzie lekko, delikatnie olejowo i niezwykle przyjemnie.
          Zaczynając od góry obiektyw posiada pierścień preselekcji przysłony z przedziałką wartości przysłony. Przysłonę możemy ustawić z dokładnością do 1EV. Pokrętło działa bardzo lekko z wyraźnie wyczuwalnymi skokami. Rzekłbym, że nawet trochę za lekko i łato niechcąco zmienić ustawioną wartość.
          Nieco niżej znajduje się ustawienie przysłony. Pierścień jest jakby połączony z pierścieniem do ustawiania ostrości. Jest jednak od niego nieco mniejszy (w sensie promienia) więc ciężko go pomylić. Podczas ustawiania przysłony nie jest trudno przypadkowo przestawić również ostrość. Sprawy nie ułatwia fakt, że oba działają bardzo lekko. Nie mamy jednak możliwości odczytu przysłony. Podobnie jak w Helios podziałka namalowana jest na pierścieniu preselekcji i na najwyższej wartości (f16) przysłona jest w pełni otwarta, a na wartości f2,8 maxymalnie domknięta. Inżynierowie chyba za duży nacisk położyli na preselekcję wartości przysłon.
          Tuż poniżej znajdziemy ostatni pierścień do ustawiania ostrości. W tym miejscu obiektyw jest nieco grubszy, więc łato go wyczuć. W ruskich wabrykach wpadli na to, że podziałka odległości niektórym może się przydać i ją zrobili, ale  chyba nieco na siłę, bo wartości są ustawione... w dolnej części pierścienia. Ja nie wiem - czy tam pracują na pałę i nikt tego nie kontroluje, czy co? Mam wrażenie, że w rosyjskich fabrykach nie ma nikogo kto choćby z zainteresowania był fotografem. Serio - aby odczytać ustawioną odległość trzeba zdjąć aparat z korpusu. Pomijając jednak ten tragiczny błąd inżynierów samą ostrość nastawia się bardzo precyzyjnie.przestawienie wymaga dość długiego kręcenia, bo od końca do końca jest sporo kręcenia. Nie zmienia to jednak faktu, że ostrzenie jest dopiero od 0,7m... czyli mega daleko. Nie wiemy więc w jakiej odległości znajduje sie obiekt, ale ostrość na nim ustawimy bez problemu i bardzo precyzyjnie.
          Coś co jest jeszcze przemyślane to faktura. Na każdym pierścieniu jest ona inna i jest wyraźnie wyczuwalna pod palcami. Na pierścieniu preselekcji mamy pionowe prążki, na pierścieniu przysłony gęsto ułożone i przylegające do siebie kwadraty, a na ostrości luźno ułożone i bardziej "szpiczaste" kwadraty. Sprawia to, że nawet bez patrzenia i przy złapaniu losowo wybranego pierścienia doskonale czuć co nim możemy regulować.

3. Optyka


          No tutaj już chyba ktoś puścił wodze fantazji. To co tu zrobili inżynierowie sprawia, że nie mamy do czynienia z jednym obiektywem, ale... z trzema. Zacznijmy jednak od omówienia rzeczy podstawowych:
          Powłoki są i nie są takie tragiczne. Fakt, że nie ma co ich porównywać do nowych obiektywów, ale tragedii jak w helios 44-2 nie ma. Bliżej mu do Jupitera, więc daje się okiełznać nawet w pracy pod światło.
          Przysłona też jest. 9-listkowy zasłaniacz światła jest okrągły i daje okrągły bokeh. Fajnie? Fajnie, ale nie to jest najbardziej satysfakcojnujące.
           Pamiętacie, jak pisałem o dwóch wcięciach w pierścieniu trzymającym przednią soczewkę? Daje on nam możliwość uzyskać trzy maszyny:
1) przy fabrycznym ustawieniu przedniej soczewki dostajemy bardzo ostry klasyczny obiektyw  do robienia standardowych fotek.
2) Możemy też odwrócić przednią soczewkę i zyskujemy niesamowity, efektowny obiektyw. Obrazek staje sie lekko mydlane, a sama ostrość jest tylko w centrum. Im bliżej brzegów tym sama ostrość bardzo wyraźnie spada, obraz staje się nieczytelny, zamazany, pozbawiony kontrastu bokeh pojawiający się niezależnie od odległości elementów od obiektywu. Przy czym to rozmazanie jest lekko zakrzywione i skręcone. Bajer... tego nie widziałem dotychczas w żadnym innym szkle.
3) Trzecia możliwość to zdjęcie w ogóle soczewki. Zyskujemy wówczas ostrość z bardzo fajnym bokehem obiektyw macro o bardzo dużym przybliżeniu. Nie jesetm w stanie powiedzieć ile, ale z pewnością większe niż 1:1. Niestety niezwykle ciężko ustawić ostrość w takim ustawieniu. Da się, ale trzeba się trochę napocić. Głębia ostrości jest niezwykle mała nawet po domknięciu przysłony niewiele zyskujemy. No i niestety nie ma możliwości rególacji tego przybliżenia, ale jak ktoś potrzebuje zrobić np małe kolczyki, to spokojnie to się nada.
Ciekawe, prawda?

4. Podsumowanie

          Pamiętam, że bardzo kiedyś chciałem mieć ten obiektyw mimo nienajlepszych opinii o nim. W efekcie tak odkładałem i odkładałem zakup. Aż w końcu trafił się niewielki przypływ gotówki i na pałę kupiłem najtańszy znaleziony przeze mnie egzemplarz. Dałem za niego 80zł gdzieś na forum z Facebook. Poczekałem i przyszedł. Lekko poobijany ale technicznie i optycznie bez zarzutu. I jak się okazało zrobiłem jeden duży błąd - kupiłem go za późno. Serio. Obiektyw jest zabiesty. Używam go głównie w fabrycznej konfiguracji, ale na prawdę nie ujmuje niczym innym. Wręcz bym powiedział, że jest to jeden z lepszych obiektywów dostępnych na rynku z mocowaniem m42. Osobiście uważam, że jest lepszy od Heliosa, któ©ego tak wszyscy kochają. Jest mega ostry, ma mega naturalny odzwierciedlenie świata i przyjemny bokeh. W dodatku może pełnić funkcję 3-ch obiektywów. Za największą wadę uważam w nim w zasadzie tylko odległość ostrzenia, wynoszącą 0,7metra. To dużo, bardzo dużo. Ale jest to niejeden z obiektywów, z którym można zaszaleć.
          Czy polecam? Jeśli lubimy starsze obiektywy, to gorąco polecam. Natomiast nie polecam do kogoś kto fotagrafuje głównie obiekty ruchome. Serio, złapać tym ostrość na czymś takim graniczy z códem, głównie przez bardzo, bardzo dłuuugi ruch pierścienia. Wolę raczej coś wypośrodkowanego, aby ruch nie był mega bardzo duży i dało się obsłużyć bez odrywania ręki od pierścienia, a w dodatku był choć trochę precyzyjny. Ten jest mega precyzyjny i nie zdarzyło mi się nim spudłować jakoś często, ale samo ostrzenie trwa zbyt długo. A gdy do tego dołożymy jeszcze fakt, że łatwo przestawić nie ten pierścień co trzeba, to już w ogóle... Co prawda sam fotografowałem niz swoje dzieci, ale głównie jak siedziały w jednym miejscu. Niestety nie udało mi się ogarnąć ich jak się ruszały... nawet trochę.
          Jeśli więc zastanawiacie sie czy go brać, to nie myślcie zbyt długo. Jak każde rosyjskie m42 i cena tego idzie w górę i obecnie oscyluje w granicach 200zł. A myślę, że to nie koniec wzrostu cen. Poza tym, pewnie gdy go już kupicie, będziecie pluć sobie w brodę, że tak późno to zrobiliście.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 15 października 2019

subtelna różnica między kobietą i mężczyzną

Temat wałkowany już wielokrotnie, niestety bezskutecznie. Wiele blogerów i fotografów o tym nawija, wielu nawet odpowiada na pytania, a te i tak padają. Tym razem chciałbym się skupić jednak na różnicach w najpopularniejszym pytaniu na dosłownie kazdym forum fotograficznym. A różnice wynikają głównie... z płci.
          Przyglądałem się ostatnio internetom i różnica wbrew pozorom jest spora, choć niezauważalna. Ilość zadawanych pytań zadawanych przez kobiety i mężczyzn jest prawie taka sama. Różnice są bardzo subtelne, można więc założyć, że tyle samo kobiet co i mężczyzn zadaje pytanie "co kupić". Największa różnica wynika jednak z czasu ich zadawania. I tak:

Mężczyźni

          Tu pytania zadają głównie niedoświadczeni fotoamatorzy. Nie mają praktycznie żadnego doświadczenia w fotografowaniu. Po prostu widzieli kilka fajnych zdjęć na facebook i też by tak chcieli. No i co? I trzeba wybrać sprzęt.
          Niektórzy z mężczyzn najpierw szukają, wybierają systeem i aparat który im pasuje i albo skupiają się na tych kilku wybranych przez siebie modelach, albo nawet nie podadzą swoich propozycji tylko z grubiej rury walą. O ile pytanie o konkretny model jest ok (choć to naciągana prawda), o tyle "oszukiwanie", że nic nie wybraliśmy i inni mają nam doradzić, jest zwykłym kłamstwem. Dlaczego? A no dlatego, że nierzadko dane techniczne niewiele nam mówią o samym aparacie. To suche cyferki, które po 1 nowicjuszowi nic nie powiedzą, a po 2 nie mówią nic, jak się takim aparatem fotografuje, jak z jakością zdjęć i takimi aspektami typowo użytkowymi.
          W drugim przypadku to już cięższy kaliber i pytanie na tyle durne, że nawet daje świadectwo osobie, które je zadaje.
           Są jeszcze tacy, którzy nawet nie pofatygują się sprawdzić co jest na rynku, nie wpiszą nawet w google "co kupić", nie zechcą nawet przejżeć allegoro co producenci oferują i co jest obecnie do kupienia. Od razu zapisują się na jakieś wielotysięczne forum, nad którym już nikt nie panuje (tzn administrator jest, ale to raczej widmo, niż osoba zaangażowana w grupę) i zamiast przejrzeć najpierw forum od razu pytają "Yyyy... jestem początkujący. Co kupić na pierwszy aparat". Niektórzy, aby nie wyjść na barbarzyńców dodają jeszcze "jesteście super grupą, więc liczę, że mi pomożecie". Oczywiście ludzie odpowiadają. W tak licznej grupie członków zawsze znajdzie się jakaś "dobra duszyczka", która wyręczy lenia patentowanego i wybierze za niego.
          Dalsza kariera toczy się już indywidualnie - jedni zadali pytanie i więcej ich na grupie nie widziano, a inni zaczynają się powoli pojawiać i uczestniczyć w społeczności. A to swoimi zdjęciami, albo kolejnymi nie bardziej ogarniętymi pytaniami: "Jesteś ekstra. Kupiłem swój aparat marki xxx model xxx, który mi doradziliście. Jest super, genialny, boski, fantastyczny i najlepszy pod słońcem. Tylko nie mam do niego obiektywu. Grupo kochana - jaki obiektyw dokupić do niego na start?". Oczywiście każdy widzi bezsensowność wypowiedzi, ale i tu znajdzie się dobra duszyczka, która wyręczy lenia habilitowanego i odpowie na pytanie. Dalej sa pytania o kolejne akcesoria do aparatu oczywiście z zaznaczeniem, jaka to grupa jest w staniała i jak świetnie doradza. Po serii pytań o sprzęt dochodzą pytania o oprogramowanie, albo o jakieś poradniki fotograficzne, a osoby bardziej ogarnięte o kursy lub szkoły. Na różnym etapie pytań te osoby znikają, inni wytrwale do końca dopytują. Nierzadko potem wchodzą w praktykę i sami zaczynają doradzać innym bez kompletnego pojęcia o tym o czym mówią, ale skoro taki aparat kupili, to musi być super. Nierzadko w grupie pojawiają się też pierwsze zdjęcia takie osoby. I zazwyczaj w miarę rozwoju pytań jest coraz mniej, aż do momentu, w którym zanikają w ogóle. A człowiek staje się w jakiś sposób zaawansowaną biologiczną częścią łączącą aparat z podłożem.

Kobiety

          Ich kariera fotograficzna w większości przebiega nieco inaczej. Taka osoba również zaczyna od zobaczenia jakiegoś zdjęcia i myśli sobe "Yyyyy też bym tak chciała". Ale potem drogi się rozbiegają. Kobieta szuka, czyta, ogląda, albo dostaje pierwszy aparat od rodziców.
          Gdy już pierwszy aparat ma zaczyna poznawać tajniki fotografii, głównie podstawy, trójkąt ekspozycji, ogniskowe, oznaczenia na sprzęcie, dokupuje sobie lampę błyskową. Zaczyna ogarniać, że to błyska a nie świeci. Potem zachwycona zdjęciami najbliższa rodzina życzy sobie kilku fotek , pojawiają się pierwsze zlecenia (od znajomych rodziny, albo od znajomych znajomych).
          Po jednak pierwszym zleceniu drogi mężczyzny i kobiety splatają się na forum internetowym. Gdy kobieta już umie w miarę robić zdjęcia, ogarnia to wszystko zaczyna się pasmo nieszczęść i porażek. Kobieta zauważa, że to co ma zamontowane na aparacie przestaje jej wystarczać. I się zaczyna: "Grupo, robię zdjęcia ślubne. Jaki obiektyw będzie najlepszy?". I tak serio się zastanawiam - jak... jak można robić zdjęcia nie mając kompletnie pojęcia o niczym, a już zarabiać na fotografii? Ja nie mówię, że jest to niemożliwe, ale co najmniej zaskakujące. Miałem koleżankę, która robiła zdjęcia dzieci - znajomych, rodziny, nieznajomych i swoich... Dziewczyna nie ogarniała nawet co to jest balans bieli i na jaki ma ustawić. Pytała się wszem i wobec o to i o inne podstawowe aspekty zdjęcia. Ba, nawet pytała o sprzęt który powinna posiadać aby takie zdjęcia robić. I takich jak ona dziewczyn jest w internecie pełno. Robią zlecenia, zdjęcia okolicznościowe i inne szmery bajery a nie ogarniają podstaw. Wstyd. Generalnie nie poszedłbym do fotografki, czy fotografa, który nie ma zielonego pojęcia co robi. Takie osoby robią sobie antyreklamę, bo wychodzi że robią zdjęcia, ale nie mają bladego pojęcia jak to robią.


          Podsumowując - kariera fotograficzna mężczyzn zaczyna się od beznadziejnych pytań o beznadziejne rzeczy. Kariera kobiet na takich pytaniach... w zasadzie się kończy. I na prawdę nie wiem, które podejście jest lepsze - osoby, która nie zna sie na sprzęcie i pyta, czy osoba, która powinna się na tym znać  a nie ogarnia. Oba to zło konieczne, które musimy znosić. Osobiście jednak skłaniałbym się, że zdecydowanie gorzej, kiedy osoba w miarę zaawansowana nie ogarnia tego co robi. Amator mający pierwszy raz styczność z aparatem ma prawo się nie znać. Ale tego prawa nie ma osoba, która uważa, że potrafi.
          Sprzęt to podstawa w fotografii, taka sama jak cały ten magiczny trójką ekspozycji. Po prostu trzeba wiedzieć czego sie używa i jakie się ma potrzeby. Amator może tego nie wiedzieć, bo dopiero zaczyna. Ale osoba ukształtowana już w konkretnej fotografii, MUSI to wiedzieć. Wyobrażacie sobie rajdowca, który nie zna sie na motoryzacji? Nie wie jaką moc powinien posiadać silnik w jego samochodzie, albo dlaczego auto wada w poślizg? Ba, nawet nie wie jak zapanować nad autem, ale mu to po prostu wychodzi.
          Oczywiście generalizuję trochę w takim podziale między kobietami i mężczyznami. Zdarzają się kobiety, które dopiero zaczynają i zadają pytania, oraz mężczyźni, którzy zrobili już niejeden reportaż okolicznościowy w swoim życiu i nie wiedzą, czy lepszy będzie obiektyw 10mm czy 100mm. Podział wynikał z obserwacji, z której wynika, że powyżej przedstawiłem statystycznego mężczyznę i statystyczną kobietę. Nie wszyscy tacy są. Ba są nawet tacy, którzy nigdy w życiu nie zapytali "co kupić". Ja sam do wszystkiego doszedłem własnymi poszukiwaniami i godzinami spędzonymi na analizie sprzętu i wyborze tego najbardziej dla mnie odpowiedniego. I prawdopodobnie wielu podobnych mi odczuwa niemałą frustrację czytając kolejne pytanie od ludzi co nie ogarniają "co kupić". Prawdopodobnie w takich wielotysięcznych grupach w których regulamin nie zabrania zadawania takich pytań, nie ma już takich bardziej ogarniętych osób. Sam też wypisałem się z takich grup i forów. Zostałem w kilku tych bardziej zaawansowanych, w których nie ma durnych pytań, albo są to ilości szczątkowe. Szkota tylko (a może i dobrze), że raczej nie są to liczne społeczności.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

środa, 9 października 2019

Kit to kit - hit czy mit

 Źródło: https://www.bhphotovideo.com

           Zaczynając nasze fotograficzne życie zaopatrujemy się zazwyczaj w jakąś lustrzankę (jakby innych aparatów nie było). Wraz z nią oczywiście dostajemy jakiś obiektyw. I o ile przy zamówieniu żesmy nic nie zmienili jest to tzw potocznie nazywany kit. Zazwyczaj jest to jeden obiektyw o ogniskowych 18-55 i/lub 50-200. Charakteryzują się one plastikowym wykonaniem, plastikowymi mechanizmami i plastikowymi soczewkami. Generalnie plastik zalany plastikiem i upakowany w plastik. Innym punktem charakterystycznym jest jego ciemność. Zazwyczaj zaczynają się od przysłony f3,5 do f5,6.
          Obiektywy te mają jedno podstawowe zadanie - mają być jak najbardziej uniwersalne. Takie obiektywy do wszystkiego i mają być tanie. Priorytetem nie jest w nim jakość wykonania, czy wysoka jakość optyczna, lub choćby większy otwór przysłony. I - co by nie powiedzieć - zadanie to spełniają doskonale.
          Z resztą jakby na to nie patrzeć prawie do każdego sprzętu dostajemy wyposażenie podstawowe nie grzeszące jakością. To co dostajemy to ma być baza do rozbudowy. Ale na tyle ma to być bazowe, aby było używalne. Producenci aparatów nie odstają w tej dziedzinie - dają wszystko co niezbędne do fotografowania, ale nadal jest to tylko podstawa - baza do rozbudowy. To tzw zestaw startowy - podstawowy obiektyw, podstawowa karta pamięci, a nierzadko również podstawowa bateria i podstawowy pasek. Mając  to wszystko jesteśmy w stanie zacząć robić zdjęcia już w momencie zakupu. I o to chodzi. Z czasem wymienimy sobie pasek, kupimy lepszą kartę pamięci, wymienimy optykę, czy zakupimy lepszą lampę błyskową. I to nie jest nienormalne. Tak jest z każdym sprzętem, który zakupujemy. Oczywiście - jak wspomniałem - o ile nie zmienimy czegoś w konfiguracji. Możemy przecież zamówić sobie samo body bez obiektywu, albo zamiast kita od razu zamówić u producenta inny systemowy sprzęt. Z resztą sami producenci zazwyczaj sprzedają kilka wersji wyposarzenia podstawowego:
1) Samo body z baterią
2) Body + Obiektyw 18-55 f3,5-5,6 + bateria
3) Body + Obiektyw 18-55 f3,-5,6 + bateria + pasek
4) Body + Obiektyw 18-55 f3,5-5,6 + 50-200 f4,0-5,6 + bateria
5) Body + Obiektyw 18-55 f3,5-5,6 + 50-200 f4,0-5,6 + bateria + Pasek
... a czasem także dorzucają kilka innych gadżetów jak karta pamięci czy akumulator (tak te nie zawsze są dodawane do nowego aparatu).

           Taki stan rzeczy to nie nowy wynalazek. Czasy, kiedy do aparatów dołączało się podstawowe obiektywy pamięta czasy pierwszych urządzeń. Kiedy aparaty były już sprzedawane masowo, zawsze dołączany do nich był obiektyw. Weźmy pod uwage pierwszego Zenita E. Sprzedawany był ze standardowym obiektywem Helios o ogniskowej 58mm i przysłonie f2,0 lub Industar o ogniskowej 50mm i przysłonie f3,5 a nieliczne z Mir o ogniskowej 37mm i przysłonie f2,8.
           W latach późniejszych weszły już aparaty automatyczne wyposarzone w elektronikę do sterowania aparatami. Wówczas jako kity dodawane były obiektywy zeminno-ogniskowe. I tak np do Pentaxa Z-20 standardowo producent dodawał obiektyw Pentax FA 28-80 f3,5-4,7/5,6 oraz Pentax FA 70-200 f4,0-5,6. Tak, to wszystko były obiektywy kitowe. Oczywiście z czasami nadejścia fotografii cyfrowej i upowszechnianiu się tego medium przekazu kity coraz bardziej traciły na jakości, stawały się coraz bardziej plastikowe (obecnie nawet mocowania potrafią takie być), jakościowo coraz gorsze... Aż dochodzimy do czasów obecnych.
          Dzisiaj trend się trochę zmienił. Oczywiście nadal mamy do czynienia z obiektywami podstawowymi, ale jednak jakość samych kitów jest nieco lepsza. Nadal sa to konstrukcje bardzo budżetowe, nadal plastikowe i nadal jakość obrazka jest przeciętna. Nie, nie zła - przeciętna. Obecnie obiektywy te są zoptymalizowane pod ostrość i w zasadzie tylko pod to. Jednak pod tym względem nie można im niczego zarzucić. Podobnie z resztą jak zastosowane powłoki spokojnie dają radę i tu mogą się kity również równać z droższymi konkurentami.
          Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że obiektywy kitowe to jedne z lepszych maszyn jeśli chodzi o współprace z korpusami oraz programami do obróbki obrazu. Dlaczego? Bo korekcja niedoskonałości tych obiektywów jest już na takim poziomie, że na prawdę nie ma nic do zarzucenia. W przypadku innych obiektywów bywa różnie. Owszem, systemowe z poziomu body również są korykowane dobrze, ale to dotyczy tylko fotografii w formacie jpeg. Gdy chcemy skorzystać z komputera no... tu już tak różowo nie jest. Owszem, można dograć sobie odpowiednie ustawienia i korekcje do programów, ale - no właśnie - często trzeba to robić ręcznie i z doświadczenia wiem, że nie zawsze ta korekcja jest idealna i nie zawsze się sprawdza. Z kitami tego problemu nigdy nie miałem. 
          Obecnie za najlepsze kity uważa się Pentaxa. Dlaczego? Nie wiem. fotografowałem również kita z innych systemów i pomijając bezlusterkowce dla mnie nieco przyjemniej wypada Canon. Oczywiście to subiektywna ocena, ale ten w canonie ma chociaż funkcje macro a sam obrazek jest bliższy temu co odbiera ludzkie oko. Oczywiście tam dochodzi jeszcze ostrość, rozdzielczość, powłoki i te sprawy, czyli sprawy czysto techniczne. I być może pod tym względem Pentax jest lepszy. Bardziej uniwersalny wydaje mi się jednak canon.
         
          Czy zatem obiektywy kitwe są na prawdę takie złe, jak twierdzi opinia publiczna? Wszystko zależy od kilku rzeczy - o jakich kitach mówimy, bo weźmy pod uwagę takiego heliosa 44 dodawanego do aparatów marki Zenit. Obecnie sa uważane za jedne z lepszych obiektywów dostępnych na rynku. Albo takie Super-Tacumar SMC 50mm f1,7. Ten dorównuje jakością niemal wyższym modelom sprzedawanym obecnie. Sam uważam, że Pentax 28-80 f3,5-4,7 to jeden z najlepszych obiektywów dostępnych na rynku. A to też kit. Jest mega ostry, jakość obrazu jest po prostu... wow. Do tego dołóżmy jeszcze Industara 50-2 sprzedawanego z Zorką i w początkach produkcji z Zenitami. Niewiele można mu zarzucić pod względem obrazowania. Takich kitów można by wymieniać jeszcze dużo - kiedyś dodawane od tak, aby coś było doczepione do korpusu, a dzisiaj mające status kultowych. Jakościowo jednak to już klasa wyższa.
          Drugi aspekt, który musimy wziąć pod uwagę przy ocenie kita to jego przydatność. Chodzi mi konkretnie o to dla kogo on ma być. Owszem, może profesjonaliści nie zainteresują się nimi i to nic dziwnego (choć uważam, że trochę niesłusznie) - taka specyfika pracy, gdzie jakość obrazu to podstawa. Jednak dla amatora, lub człowieka fotografującego w JPEG to na prawdę przydatne i dobrze narzędzia. Może i są lepsze, ale konia z rzędem tego kto odróżni obraz z nich od alternatyw (i nie mówię tu o alternatywie typu np sigma art 18-35 f1,8, ale o alternatywie takiej jak np sigma 17-50 f2,8 czy sigma 17-70 f2,8-4,0).
          Po trzecie - cena. No serio - tutaj nie ma alternatyw. Za kita zapłacimy około 500zł za nowy. Serio - jeśli nie śmierdzimy pieniędzmi to lepszej alternatywy od kita po prostu nie znajdziemy. Ja wiem, że zaraz będzie, że przecież jest np 50mm f1,8 czy 35mm f2,5... Ale nie - to nie jest żadna alternatywa. Po primo stałoogniskowe obiektywy nie nadają się do wszystkiego, po prostu nie są uniwersalne. I aby była jasność: ZOOM NOŻNY TO MIT! Nie ma, nigdy nie było i nigdy nie będzie czegoś takiego jak zoom nożny, ale to już temat na inną opowieść. W cenie więc do 3-cyfrowych sum mamy tylko kity. Tak często podawane alternatywy sigmy kosztują trzykrotnie więcej.
          Czy więc można powiedzieć, że kity są złe? Zdecydowanie nie. Nie są one dla każdego i tu się rozgrywa cała akcja. Osobiście uważam, że świetnie nadają się do ogólnej fotografii. Jakość obrazka jest całkiem niezła, a wszelkie niedoskonałości bardzo prosto korygowalne. Można ich spokojnie używać do zdjęć codziennych, okolicznościowych oraz raz na jakiś czasu również do jakiś zleceń. Sam z powodzeniem korzystam z kitowych maszyn dodawanych do aparatów z serii Pentax Z. Może przesadą byłoby napisać, że kity to bardzo dobre obiektywy, ale demonizowanie ich i sprowadzanie do roli drogiej zaślepki do aparatu to też zdecydowanie przesada. One są po postu zwyczajnie przeciętne. I to wszystko. Nie można od nich wymagać bardzo dużo, ale jeśli nie mamy jakiś wygórowanych oczekiwań to będą one bardzo przydatne. Nie demonizujmy więc ich, nie karzmy ich wyrzucać na rzecz alternatywnych rozwiązań, nie mówmy, że kity się do niczego nie nadają i że nie można nimi robić zdjęć. W ten sposób sami mijamy się z prawdą i wprowadzamy w błąd innych.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+