sobota, 29 października 2016

Subiektywnie o świetle


Jesień już przemija, zima powoli nadchodzi. Deszcz z nieba spada niemal codziennie, a ludziom doskwiera awitaminoza. Ja jednak, zgodnie z własnymi założeniami ruszam porządnie z fotografią dalej. Tym razem pełniej i więcej i mocniej. Kolejne kursy, kolejne wyzwania, kolejne zdjęcia. Już ostatni weekend spokoju, a potem zaczynam wyszukiwanie wyzwań i konkursów. Po wstępnym przejrzeniu kilku wyzwań nasunęła mi sie myśl dotycząca obiektywów i światłosiły. Otóż zauważyłem jakiś pociąg do coraz to jaśniejszych obiektywów. I nie ważne, że jedna cyferka powoduje 3-4krotny wzrost ceny. I tak się zastanawiałem, czy na pewno warto...
Z moich doświadczeń wynika, że to temat rzeka. Otóż jasny obiektyw nie zawsze i nie każdemu jest potrzebny. Osobiście bardzo rzadko używam pełnego otworu przysłony, chyba że jej ustawienie pozostawiam automatyce, lub mam w tym specjalny cel. Posiadam w sprzęcie kilka obiektywów o kilku jasnościach. Najjaśniejszy ma otwór f1,8.
W jakich sytuacjach może się nam jasny obiekty przydać.
1. kiedy chcemy uzyskać lepsze rozmycie tła. Lepsze, tzn większe. Można ten problem jednak ominąć - użyć dłuższej ogniskowej, lub odsunąć fotografowany obiekt dalej od tła. Czy więc warto za to dopłacać?
2. Kiedy fotografujemy w cięższych warunkach oświetleniowych. Cięższych, tzn w ciemnych. Jak bardzo jednak pozwala nam fotografować obiektyw f2.0 w porównaniu do f2,8? I tu się też należy zastanowić - jeśli np mamy użyteczne wyższe ISO (np 1600) to co z jaśniejszym obiektywem? Na ile 4-krotnie wyższa cena przełoży się na zyski ze światła? Albo gdy np fotografujemy statyczne obiekty? co wtedy? Czy na pewno 4-krotna cena będzie warta więcej niż dobry statyw ? i te pół sekundy naświetlania mniej?
Po zapytaniu na kilku forach nie uzyskałem odpowiedzi na temat tego do czego tak na prawdę jeszcze się nam przydaje taki obiektyw. No owszem, niby daje większe możliwości, to prawda. Ale czy będziemy je wykorzystywać?
Czy zatem w ogóle warto tak pędzić za literkami? Czy na pewno jest nam to potrzebne do tego stopnia, że nie możemy bez tego fotografować? Tą odpowiedź pozostawiam już pod osobistą ocenę każdego. Dla mnie bardziej się liczy ogniskowa, niż jasność. I osobiście uważam, że 80% osobom bardziej się to przyda niż jaśniejszy obiekty. Może, gdy jesteśmy zawodowcem, kiedy jasny obiektyw ma przełożenie na zarobki... może wówczas warto kupić, ale dla amatora? Jak uważacie? Czy warto wydać kilkukrotnie więcej za niższą cyferkę po f? Czy potrzebowalibyście takiego obiektywu i do czego byście go używali?

ps. Lustrzankę mam od niedawna. Więc niby nie mam prawa się wypowiadać. Może i racja. Ale to moje luźne przemyślenia po dotychczasowych doświadczeniach. Dlatego jestem ciekaw ile mam racji i na ile się mylę. Liczę na Wasze komentarze.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

piątek, 21 października 2016

Nie nabytek

Mój nowy nabytek w końcu do mnie dotarł. 2 miesiące czekania i w końcu zrezygnowałem i zamówiłem gdzieś indziej. Na następny dzień przyszedł sms - "zamówienie oczekuje w sklepie". W godzinach pracy. Masakrą było te kilka godzin. Tuż po niej szybko w autobus i po kasę do domku. I... telefon.
- Panie, przyjeżdżaj pan!!! Autko gotowe!! Jak zegareczek działa!!
Jak się dowiedziałem na miejscu niejeden by chciał, aby jego auto tak pracowało. Ale moja głowa była zajęta tym co leżało 12 km dalej. Godzina 15:30... korki! Liczyłem przemieszczanie w centymetrach, a w głowie kompletna rzeźnia. W końcu dotarłem i odebrałem co miałem odebrać.
Na tym się jednak nie skończyło. Auto i kolejne centymetry do celu. Kolejny sms wywołał uśmiech na twarzy i kolejne wiadomości wysyłane z głowy do elementów odpowiedzialnych za stres i podniecenie. Sklep w którym złożyłem zamówienie napisał mi kolejny sms, że zamówienie czeka na odebranie. Kurde, co jest? Czekałem 3 tygodnie, rano dostałem sms, że realizacja zamówienia może sie przedłużyć, a tu kolejne zamówienie? No nic. Jadę. Wpadłem do sklepu i jest!! No cóż, odebrałem tylko część zamówienia. Na drugi aparat nie było mnie stać, ale na dodatki jak najbardziej miałem odebrane.
Ok, jest... w autku. Razem ze mną. Ciężka była myśl, że poruszam się właśnie całym naszym kredytem w banku. Dziwne to uczucie, na prawdę dziwne. No cóż, siedząc w Cytrynie uruchomiłem silnik (mmm... pięknie chodzi, to prawda), światła, gaz i... czerwone światło ze sznurkiem samochodów. Grrr... na szczęście do domku niedaleko i podróż minęła w miarę szybko.

W domku? Oczywiście rozpakować co się dostało, a w zasadzie kupiło. Fantastyczne urządzenie. Nawet instdukcja obsługi w formie papierowej zamiast w PDF jak to zwykle dodają teraz. 340stron lektury. Oczywiście to zadanie wykonałem w pracy i zanim zabrałem się za robienie zdjęć trzeba było przeczytać. Jak się szybko okazało w zasadzie 3/4 rzeczy odkryłem już poprzedniego dnia bawiąc się sprzętem. Ale za to 1/4 pozostała tajemnicą. Niestety 1/4 której prawdopodobnie nigdy nie wykorzystam, ale co tam... Jestem Polakiem i instrukcja obsługi powinna być mi tworem obcym i bezwartościowym. Jednak doświadczenie nauką - do aparatu i niektórych innych maszyn należy ją przeczytać.

Wcześniej po długich bojach z myślami i wypytaniami na forum wybór padł ostatecznie na Pentaxa.

1. Głównym powodem takiego wyboru było krycie wizjera. 100%!! Takie coś tylko w Erze i w profesjonalnych aparatach. Kiedy większość deklaruje na poziomie 94-96% ja mam pokrycie 100%. Oj, pamiętam że w Olympusie bardzie mnie to wkurzało, że na zdjęciu jest więcej niż bym sobie życzył. Tu ten problem znika. Wizjer optyczny, ale krycie takie samo jak w starym S9600 - PEŁNE!! Ha!! Ludzie ze swoimi 2-cyfrowymi Canonami i drogimi Nikonami mogą mi skoczyć.

2. Uszczelniana obudowa. Temperatury pracy od -10 stopni. Normalnie sprzętowa rzeźnia. I to w aparacie kosztującym niecałe 2tyś zł. Pentaxa mogę być pod wodą i zakopywać w piachu jak trzeba będzie. A najważniejsze - będę mógł robić zdjęcia w deszczu bez żadnych osłon, ochrony i innych rzeczy. S9600 nie zawiódł w deszczu, ale już Olympus potrafił się wysypać przy -7stopniach. Teraz mam i wodoodporny i mrozoodporny sprzęt w jednym.

3. Zasilanie bateriami AA!!! Gdzie na świecie produkują jeszcze takie aparaty? Poza małpkami już chyba nie ma. Kiedy inni dokupują kolejne akumulatory do swoich maszyn, ja mogę fotografować wydając 3zł na baterie w kiosku. Z resztą mam akumulatorki, bo S9600 na nich pracował. Więc kupując aparat mam od razu 3zestawy baterii (2 od S9600 i jeden wraz z aparatem). No po prostu piękna sprawa.

4. Współpraca ze wszystkimi obiektywami. Wszystkimi! Nawet nie trzeba specjalnych przejściówek z  analogowych szkieł Pentaxa. Po prostu zakładasz i idziesz cykać. A szkła te są tanie jak barszcz. Koszt 100mm ze światłem 2,8 i funkcją makro to 100zł. TYLKO ! I bez potrzeby kupowania adapterów i innych rzeczy. Przy okazji mam manulany obiektyw M42 z którym Pentax współpracuje bez problemu. Olympus miał problemy z ostrością. Nikon nie ostrzy na nieskończoność (chyba, że sie kupi specjalną soczewkę), Canon? No z nim ponoć bywa różnie jeśli chodzi o współprace z manulanymi obiektywami. Sony? Porażki pomijam milczeniem.

5. No i to Pentax? Wszyscy są zapatrzenie w Canona i Nikona. A to Pentax. Jeśli już jestem skazany na lustrzankę, to niech to będzie maszyna bardzo dobra i raczej mało popularna. I taką jest Pentax. Powiedzcie tak szczerze - kto, kupując lustrzankę, pomyślał o Pentaxie? 5 osób? 10 osób? A to daje nie więcej niż 5% ludzi. Pentax to kolejny przykład na to, że większość bardzo rzadko ma racje. Wiecie, że moje podejście do przedmiotów martwych raczej nie wpisuje sie w powszechnie znane kanony. Używam rzeczy uważanych powszechnie za niszowe. Na moim komputerze gości Linux, który uważam za pięciokrotnie lepszy od Windowsa. W moim pokoju stoi duża klockowana, z mozołem przez wiele lat składa wieża stereo, kisy inni podniecają się dźwiękiem smartfona. Do zdjęć używam aparatu fotograficznego i mam pełną świadomość jego obsługi. W czasach kiedy inni korzystają z elementów sedesa ze stacji kosmicznej umieszczonych w swoich telefonach. Jeżdżę żółtym Atosem, kiedy inni pragną 120metrowej limuzyny z 700-konnym silnikiem. Mam małe Fuji, kiedy inni biegają z Sony pod pachą. Mój najlepszy aparat to lustrzanka Pentax, kiedy inni prześcigaj się między Canon i Nikon.

Zakup Pentaxa dał mi to, czego brakowało mi przy Fuji - wysokie ISO. Przy ISO1600 mam dość ładny obrazek. Taki jak Przy S9600 na ISO400, a przy X30 na ISO800. Właśnie tego mi bardzo brakowało - wysokiego użytecznego ISO. To mnie zazwyczaj bardzo ograniczało.

Mam aparat od niedawna, ale uważam go za najlepszy zakup. Z wad (po tych kilku dniach) mogę wymienić dwie - brak uchylnego LCD i naświetlenie zdjęcia. Przy tych samych paramatrach i tych samym scenach i miejscach (np 2 zdjęcia w odstępie 10s) zdjęcia wychodzą różnie naświetlone. Bywa, że zrobię zdjęcie i jest prześwietlone. Za moment (nie zmieniając parametrów) zrobię kolejne takie same zdjęcie i już mam dobrze naświetlone. A kolejne identyczne wychodzi zbyt ciemne. Być może to kwestia wprawy i odkryję o co chodzi (od razu mówię, że to nie breaking). Za mało chyba znam sprzęt, aby wiedzieć jak co od niego konkretnie wydusić.

A Wy jakich aparatów używacie? Jesteście z nich zadowoleni? Dlaczego wybraliście akurat te urządzenia?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

niedziela, 16 października 2016

Mało czasu

(róża pobrana ze strony www.na-telefon.org)

Mało ostatnio czasu u mnie. Mało zdjęć się robi. Postanowienie jednak ciągle we mnie. Od czasu do czasu weźmie się udział w jakimś wyzwaniu fotograficznym. I tak to się plecie. Tylko dla siebie ostatnio zdjęć brak. Jest zlecenie, stoi sobie w torebce u mnie w domku. Uczy mnie ono dużo. Przede wszystkim ustawiania świateł i lamp. To dużo. Bardzo dużo.
Dodatkowo powoli ogarniam fotomontaż i Gimpa. Rzucenie na głęboką wodę pomaga. Jak widać po powyższym jeszcze dużo nauki przede mną, ale nie jest już tak źle jak było. Fajna zabawa nawet, choć w życiu codziennym raczej mi się nie przyda. Ale już zleceń jak najbardziej. Może od czasu do czasu coś się i we własnych zdjęciach zrobi. Choć osobiście chyba wolę dodawać/usuwać elementy już w etapie zapisu na kartę pamięci. Nie zawsze się tak niestety da i dlatego Gimp może być nieodzownym przyjacielem. Darktable to podstawa, ale niedługo i Gimpa opanuję. Szkoda tylko, że ten nie ogarnia RAW. Wówczas mógłbym się w ogóle na niego przesiąść. Niektóre efekty podobają mi się tam bardziej niż w darktable. Przyjemniej np działa tam kontrast niż w Darktable. Szumy również jakoś lepiej działają. No cóż, jednak ten brak obsługi RAW.
Aparat ciągle nie przychodzi. Status od tygodni niezmienny - "kompletowanie zamówienia". Zaczyna mnie to już irytować, ale jak wytrzymałem tyle czasu, to do środy wytrzymam. Jak się nic nie zmieni do środy aparat kupię gdzieś indziej. To jakaś parodia. No cóż, EuroRTVagd choć raz musiało zawieźć. Swoją drogą to ciekawe, że sprzedają sprzęt, którego nie posiadają. Masakierka. :) Coż... poczekam jeszcze parę dni i ani chwili dłużej. :)

Zapisałem się na kursy fotografii. Aż na 2. Jeden długoterminowy, trwający 2 szkolne semestry, ale w pełni kompleksowy i niedrogi. No i drugi - jednorazowy, ale do firmy w której już przechodziłem kursy. Został mi ostatni. Wiem czego mogę się spodziewać i wiem, że czegoś tam się nauczę. Duuuużo pracy przede mną. Dużo zdjęć. Dużo nauki. I niestety dużo pieniędzy, bo kursy nie są tanie, a dla tych zaawansowanych to koszt większy niż moja pensja. Cóż, jeśli ma to potem procentować, a mam nadzieję, że tak będzie, to może i warto włożyć te pieniądze.



Grupa na FB z moimi wyzwaniami upada. Nikt jakoś nie chce brać w nich udziału. Administratorzy niewiele robią, grupa jest martwa. Szkoda. Liczyłem że będzie inaczej. Wiązałem jakąś nadzieję z tą grupą. Nie udało się. Kolejny dowód na to, że rozwala się wszystko za co się wezmę. Cóż, takie życie. W końcu kiedyś los się musi odwrócić. Pomysły są i to nawet ciekawe. Ludzie chyba jednak sądzą inaczej. :) A może to przez zmuszanie ich do myślenia? Cóż, zadania nie są łatwe. Druga grupa, którą założyłem i która upadła. Szkoda. Chyba jednak to nie dla mnie. Trzeciej nie założę.

No i co. To tyle u mnie. Jak się wygrzebię ze wszystkiego, znajdzie się trochę czasu wezmę się ostrzej za naukę. I tak dopóki nie ogarnę tego wszystkiego co chciałbym umieć. :) Potem już tylko działać. :)

Trzymajcie kciuki. Może w końcu kiedyś wszystko się uda. :)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

sobota, 8 października 2016

Postanowienia


I pomyśleć, że związałem się z tym już chyba na zawsze. Zakup nowej maszynki do chwytania obrazu było podpisaniem dożywotniej umowy ze zdjęciami.

Maszynka jeszcze nie przyszła, co prawda ale zakup już przypieczętowany. Kto by pomyślał, że kompletowanie 3-ch rzeczy może trwać nawet 28 dni roboczych? 28!! EuroRTVagd ma sporą fantazję. I tak na razie minęło 7 od zamówienia. A zamówienie wisi w czasoprzestrzeni Euorrtvagd-owskiej rzeczywistości. Na aparat więc czekam póki co wykorzystując swój kompakcik to granic wytrzymałości. :) Daje radę, bo jakby inaczej. :)

Przy okazji zaopatruję się w różne rzeczy. Mam już stół bezcieniowy. Urządzenie 4-krotnie lepsze od jakiegokolwiek namiotu bezcieniowego. Wielkie toto i jak rozłożę to nikt i nic się już w pokoju nie mieści. Małżonka stwierdziła, że musimy wykupić mieszkanie obok, aby to wszystko pomieścić. Coś w tym jest, bo zaczyna mocno brakować miejsca, a rzeczy przestają być małe i poręczne.
Wcześniej już też miałem epizody z wykonywaniem różnych sesji fotograficznych. Jedne poszły lepiej, inne gorzej. Bywało różnie. Zaczynałem starym, wysłużonym już Fuji S9600, którego nadal uwielbiam. Niestety sprzęt powoli umiera i jakby mało było zgrzytów powoli przestawał mi wystarczać. Zaczęło mi brakować, moje wymagania zaczęły wychodzić mocno poza zakres jego możliwości. Ale ja nie o tym. Jego możliwości wystarczały na 90% wszystkich sesji. Niestety matryca CCD i oddanie koloru sprawiło, że musiałem kilka sesji oddać. Inne się przyjęły i trafiły gdzieś w świat. Teraz przede mną kolejna sesja. Myślałem, że już z nowym aparatem. Niestety 28 dni to ponad miesiąc, a co za tym idzie prawdopodobnie ostatnia sesja kompaktowymi maszynami. Następna będzie lustrzanką, a ja aby je wykonać musiałem od startu już zacząć rozbudowę i włożyć troszkę pieniążka w nową maszynę. Jeszcze zanim dotarła mam do niej redukcję, aby móc zamontować stare soczewki (na razie na obiektyw makro mnie nie stać, pierścienie z przeniesieniem automatyki to jakaś cenowa porażka i trzeba wykorzystać soczewki, które już mam). Od czasu do czasu i filtry mogą być niezastąpione. Filtr szary już nie raz mi uratował zdjęcia. Tani nie był, więc lepiej zaopatrzyć się w przejściówkę niż wyrzucać stary a kupować nowy. Do tego mocowanie M42, bo stare heliosy są nie do pobicia, a i jest sporo obiektywów M42 które można kupić za miskę kaszy. Jest i obiektyw 50mm z pełną automatyką, co by potem w razie czego nie kombinować z sesjami. Tak, brak czegoś takiego już raz kazało mi odmówić, bo mimo świetności kompaktów i ich uniwersalności, tak na prawdę w portretach sprawdzają się słabo i trzeba się nieźle nakombinować, aby wykonać nimi dobrą sesję portretową. Niestety na 85mm mnie na razie nie stać. A więc 50mm dołączyło, jak się dorobię to i obiektyw makro będzie i portretowe 85mm. Nie zapomniałem też o szerokiej 35mm, która też jest w planach na przyszłość.

Jakby tego było mało doszedłem do wniosku, że robię stanowczo za mało zdjęć. Bywają całe tygodnie, kiedy to aparatu w ręku nie mam. To źle, bardzo źle. Na nowy miesiąc będzie nowy aparat i już tak łatwo nie będzie. Zamierzam brać udział w różnych konkursach (nawet tych gdzie nie ma nic do wygrania, tak dla siebie). Wygram, czy nie? Jakoś niewiele mnie to teraz interesuje. To będą wyzwania. Apropo wyzwań - w nich też zamierzam brać udział. Swoją drogą zdjęcie z samego początku jest z wyzwania pewnego ludzika zwanego Wysoki Niski, który prowadzi kanał na YT "Zapytaj Fotografa". Daje on różne wyzwania i oto doszliśmy do wyzwania, z którego pochodzi zdjęcie z tego postu. Zamierzam też w końcu aktywniej uczestniczyć w stawianych przed nami zadaniem od Pawła Syriusa. wyzwania nie są łatwe i wymagają sporo wyobraźni i umiejętności, co mi akurat bardzo pasuje. Niby zazwyczaj jest około miesiąca na realizację, ale często bywa to bardzo mało czasu, co się wydaje niesamowite, aby trzeba było poświęcać nieraz miesiąc aby zrobić jedno zdjęcie.

Prowadzę grupę też na YT "Podejmij wyzwanie - fotografia", w której daje ludzikom konkretne zadanie, które wymaga trochę myślenia, wyobraźni i wiedzy. Na moim blogu jest podstrona z aktualnym zadaniem oraz wygranym w poprzednim zadaniu zdjęciem. I do tej grupy też zamierzam sie bardziej przyłożyć. Zadania wydają mi się dość ciekawe, więc będzie co robić. Sam je wymyślam, wraz z innymi administratorami. Świetna sprawa. Polecam i zachęcam.

Cóż, dużo pracy przede mną, moje dni będą płynęły na pracy, zdjęciach i rodzinie. Jeśli jednak zamierzam się związać z tym na dłużej, a zakup nowego aparatu to podpisanie wyroku, to muszę się porządnie przyłożyć. Praktyka czyni mistrza, a u mnie na razie praktyki mało i mistrz jest jeszcze maleńką kropeczką gdzieś daleko na horyzoncie.

To tak u mnie z tematu fotograficznego. A co u Was słychać w fotografii? Też macie jakieś postanowienia?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+