poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Dobre zdjęcie

Bardzo często na różnych forach i stronkach możemy spotkać bardzo dobre zdjęcia. W jednej jednak grupie (fotokursy.tv prowadzonej przez Pawła Syriusa) kilkukrotnie spotkałem się z pytaniem "co to jest dobre zdjęcie". Gdy próbowałem odpowiedzieć na to pytanie zwyczajnie poległem. No bo co to tak na prawdę jest dobre zdjęcie? Czy w ogóle istnieje taki termina, jak "dobre zdjęcie"? Czy zatem zdjęcie, które podoba się kilkuset osobom jest dobre, czy też może lepsze zdjęcie jest to, które podoba się 5-u osobom? A może najlepsze to właśnie te, któryh nikt nie docenia?
Długo myślałem nad tematem. Analizowałem "dobrą produkcję" przez pryzmat obrazu (zdjęcia, filmu) i dźwięku (muzyka, śpiew). Ponieważ jednak jednoznacznych wniosków nie byłem w stanie wyciągnąć, zostałem przez własny rozumek zmuszony do napisania tekstu.
Cała sprawa kończy się na jednym - "dobra produkcja" to indywidualne podejście. Nie ma czegoś takiego jak "dobre zdjęcie". To samo zdjęcie będzie się podobać połowie ziemskiej populacji, ale druga uzna je za bardziew. Niejednokrotnie oceniając czyjeś fotograficzne wizje twierdziłem, że zdjęcie jest do bani. Oczywiście szybko zostałem ustawiony do pionu przez armię bojowników o dobrą ocenę zdjęcia. Czy mieli oni rację mocno krytykując moje słowa? Czy miałem rację twierdząc, że zdjęcie jest słabe? Tutaj, mimo iż byłem sam przeciwko całej wierze, jesteśmy w impasie. Ani ja nie miałem racji, ani oni. Również cała racja była po mojej i po ich stronie.
Przeglądając kolekcję zdjęć na moim dysku, pochodzących z rożnych źródeł i od różnych twórców przy wtórze kręcącej się czarnej płyty pozwoliło mi trochę indywidualnie popatrzeć na tą kwestię. Obecnie moja kolekcja bardzo dobrych zdjęć liczy około 30 obrazków. Znam te zdjęcia na pamięć. I... chyba właśnie w słowie pamięć jest dla mnie cała esencja dobrego zdjęcia. Co z tego, że zdjęcie jest doskonałe technicznie, bardzo dobrze pokazuje to co widział autor, ma genialne kolory i świetną plastykę, jest po prostu fotograficznym majstersztykiem, jak 3 zdjęcia później nie będziemy o nim pamiętali? A na następny dzień nawet nie będziemy świadomi jego istnienia. Zdjęcie zginęło, przepadło, nie istnieje. Jakby go nie było. Dla mnie taka fotografia nie należy już do miana "dobrych". Ale gdy tydzień później przypomnę sobie że widziałem takie całkiem fajne zdjęcie, a moja głowa znowu zapragnie je zobaczyć? Wówczas mogę powiedzieć "widziałem bardzo dobre zdjęcie". Oczywiście to jest sprawa indywidualna. Co dla mnie nie będzie godne uwagi i pamięci ktoś inny zdjęcie zapamięta i uzna za genialne. Pojęcie więc "dobrego zdjęcia" to bardzo indywidualna sprawa. Nie ma więc znaczenia ilość polubień. Nie określimy przychylnymi komentarzami, czy wygranymi konkursami jakości zdjęcia. Dla mnie może być niewarte zapamiętania, choć 3/4 ludzkich głów stwierdzi, że jest doskonałe. To bardzo indywidualna sprawa. I chyba robiąc zdjęcia i pokazując je światu należy liczyć się z tym że pośród ogólnej aprobaty znajdą się i tacy, którzy uznają to za nic wartego uwagi.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 25 sierpnia 2016

Dobry fotograf

Zastanawialiście się kiedyś kto to jest "dobry fotograf"? Pan Stanisław z przedmieścia może byś lepszy w fotografii robiąc zdjęcia obornikiem, niż zawodowy fotograf ze swoją najdroższą lustrzanką. Od czego to zależy? Dlaczego pan Stasio jest lepszy niż zawodowiec?




Pokażę wam to na podstawie 3-ch typów fotograficznych ludzików.
Osobiście uważam co następuje:

Amator Ania
Ania jest amatorką. Uczy się w gimnazjum. Swoją drogę fotograficzną zaczęła od zakupu smartfona. Robiła swoje dzióbki i dzióbki koleżanek. Aż doszła do wniosku, że jej dzióbki są słabe i trzeba jej lepszego urządzenia, aby dzióbki były profesjonalne. Jej rodzice znają dzióbki swojej córki i uważają że są słodkie i takie ah i oh. I nawet powiesili sobie jej dzióbek na ścianie. Ponieważ Ania powiedziała rodzicom o swojej pasji, a rodzice znają słodkość dzióbka córki, cała rodzina się zrzuca i nasza bohaterka pod choinkę dostaje wypasiony aparat. Od tej pory Ania jest zachwycona swoich selfiowym dzióbkiem, a jej koleżanki są zachwycone swoimi dziubkami wykonanymi przez Anie. Ania więc chodzi po mieście i cyka sobie selfie na lewo i prawo. Ania jest zachwycona, rodzice są zachwyceni oraz koleżanki są zachwycone. Problem jest tylko 1 - nikt poza tym.

 Zaawansowany Stasio
Pan Stasio owszem więcej majątku ma w kurzych odchodach niż w swoim sprzęcie. Cóż, nie każdy musi być bogaty. Nie każdy musi mieć bardzo drogi zestaw aby robić dobre zdjęcia. Pan Stasio zna tę zależność. Jednak fotografia się interesuje i pewnego dnia doszedł do wniosku, że chciałby umieć robić zdjęcia. Uzbierał więc kwotę sprzedając kurze odchody i poszedł na kurs oraz do szkoły. Poznał podstawowe zasady panujące w świecie fotografii, nauczył się do perfekcji je wykorzystywać i nauczył się je łamać. Jego zdjęcia zaczęły wyglądać tak jakby sobie tego życzył. Zaczął więc szukać własnych ścieżek. Starał się pokazywać świat swoimi oczami. Jego zdjęcia zaczęły robić się wyjątkowe, wybijały sie z tłumu. Stasio zaczął mieć grono swoich odbiorców, kompletnie sobie obcych ludzi których łączy jedno - zdjęcia pana Stasia. Pan Stasio też tych osób prawie nie zna. W świecie pana Stasia nie jest jednak kolorowo. Jego zdjęcia podobają się nielicznym. Stasiowi bardzo ciężko znaleźć jeszcze kogoś komu by sie zdjęcia podobały. Pan Stasio sie jednak nie poddaje. Uczy się, rozwija, nie przejmuje opiniami zazdrosnych. Pan Stasio w wolnym czasie gdzieś między rozrzucaniem gnoju, a sprzedażą kurzych jajek znajduje chwilkę czasu na fotografię. Do swojego, wartego 20 zł aparatu dokupił sobie latarkę i lampę błyskową. Teraz jego sprzęt jest warty 70zł. Pan Stasio uczy się korzystać ze światła błyskowego i po pewnym czasie już nawet ono nie jest w stanie go zaskoczyć. Grupka wielbicieli podbudowuje pana Stasia, który w ogóle nie przejmuje się jękiem wydawanym przez kolektyw sceptyków.

Profesjonalny Heniek

Pan Heniek jest zawodowcem. Jest uznawany za elitę w świecie fotografii. Pan Henio ma swoje profesjonalne studio, drogi sprzęt, bardzo dużą wiedzę i sporo stałych i nowych klientów. Pan Henio zaczynał jak Stasio. Nauczył się fotografii profesjonalnie. Jednak Henio bardzo przejmował się opiniami innych. Wstawiał swoje zdjęcia do internetu, pytał o opinię i stosował się do tego co mówią ludzie. Przez zdjęcia zdobywał setki pozytywnych opinii, tysiące polubień i zachwytów. Aż w końcu założył własną firmę, zajął się fotografią dzieci i nowożeńców. Jednak pan Henio nigdy, ale to przenigdy nie zrobił swojego i tylko swojego zdjęcia. Pan Henio zawsze robił zdjęcia pod publikę. Dlatego zaczął przez ogół być uważany za geniusza. Jako zawodowiec tak się nauczył patrzeć oczami innych, że stracił indywidualizm, własne spojrzenie i własne pomysły. Ale nie stracił popularności, klientów i pieniędzy. To Pan Henio zrobi Ci dokładnie takie zdjęcie jakie Ty chcesz. Ludzie chętnie korzystają z usług pana Henia. Jego zdjęcia są perfekcyjne uznane za jedne z najlepszych. Niektórzy inni fotografowie kłaniają mu sie w pas. Pan Henio zdobywa nagrody, rozwija swój zakład i swoją wiedzę. Pan Henio jest mistrzem.



Dlaczego więc uważam, że Stasio jest najlepszym fotografem z całej trójki a nie uwielbiana przez koleżanki Ania, czy zdobywający nagrody Heniek? Spieszę wyjaśnić:
Ania to selfiaczka. Nie chce sie rozwijać i iść do przodu. Dla niej wystarczające są jej zdjęcia. Mimo swojej amatorszczyzny nie chce tego zmienić. Jest dobrze jak jest. Jej dzóbek jest najważniejszy. Zostawiamy więc Anię z jej dzióbkiem i idziemy dalej.
Henio to profesjonalista. Jednak bez własnego stylu i wyrazu. Henio wie jak swoimi zdjęciami dogodzić innym. Więc jego zdjęcia się podobają mimo iż nie wyróżniają z tłumu innych profesjonalistów. Więc czemu Henio zdobywa nagrody? Może dlatego że bierze udział w konkursach. A dlaczego ma 3 razy więcej klientów niż pozostali? Bo po 1 - umie klientowi dogodzić i pokazać dokładnie to co klient chce zobaczyć. A po 2 - zna się na marketingu i wie co ludzie lubią i co chcą oglądać.
I mój ulubieniec Stasio. To człowiek prosty, niezamożny, ale z pasją. Stara się uczyć, poprawiać, brnąć do przodu. Bierze sobie do serca rady innych i stosuje się do nich. Jednak Stasio doskonale wie gdzie zrobił błąd i następnym razem stara się go unikać. Ale zdjęcia robi po swojemu. Woli wiedzieć jak poprawić coś co zepsuł, niż przejmować się krytyką. Wie, że jego zdjęcia nie każdemu się podobają. Zdaje sobie sprawę, że swoimi zdjęciami pokazuje swój świat, ale jednocześnie wszelkie niedociągnięcia stara się na bieżąco korygować. Ale pod siebie i pod swoje oko, a nie oko innych. Zdjęcia Stasia może nigdy nie będą tak popularne i lubiane jak zdjęcia Henia, ale Stasiowi nie chodzi o to aby zadowalać innych, ale pokazywać innym to co sam widzi. Jego zdjęcia są w sieci i wyróżniają się z tłumu pod wieloma względami. Inni jednak wolą zdjęcia Henia i tak to zostawimy....

A Ty kim jesteś? Anią,Stasiem czy Heniem?
Którym z nich chciałbyś/chciałabyś zostać w swojej pasji?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 23 sierpnia 2016

Krótko i na temat o wyzwaniu

Niedługo przymierzam się do stworzenia strony, czy grupy na Facebook lub G+ z wyzwaniami fotograficznymi. Pomysł na to podała mi pewna Magda o nazwisku Gawenda prowadząca bloga http://www.altruistka.pl/, której serdecznie za ten pomysł dziękuję. Jak tylko ogarnę kwestie techniczne to na pewno coś zrobię. Na razie zbieram chętnych, lubiących wyzwania. Zatem, jeśli ktoś chciałby w takich wyzwaniach uczestniczyć, to proszę dać mi znać w komentarzu. Jak się zbierze odpowiednia grupka ludzi to od przyszłego miesiąca ruszamy.


Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

środa, 17 sierpnia 2016

zwykle zwykłe

Dużo się mówi na temat tego, że będąc pasjonatem jakiejś dziedziny sztuki, chcąc się w niej kształcić i rozwijać należy jak najwięcej obserwować innych. Jeśli kochasz muzykę i grasz na jakimś instrumencie powinieneś słuchać jak grają inni. Jeśli twoim żywiołem jest taniec to powinieneś nie tylko dużo praktykować, ale i dużo na ten temat oglądać filmów w internecie i programów w TV. Patrzeć jak inni tańczą i analizować. Jeśli natomiast Twoją pasja jest fotografia twoim celem powinno być jak najwięcej grup i stron ze zdjęciami. Ale jest w tym pewna pułapka. I nie mówię o tym, że podświadomie stara się naśladować najlepszych. Pułapka jest pewna nuda. W pewnym momencie zauważamy że wśród najlepszych wieje nudą. Wśród tych bardziej ogarniętych wieje nudą. Wśród tych słabych też. Nagle okazuje się, że wszyscy robią to samo. Grają te same nuty, robią te same filmy, cykają te same zdjęcia. Wchodzisz na jakąś grupę pasjonatów i okazuje się, że wśród tysiąca zdjęć nie ma ani jednego wyróżniającego się. Powtarzające się kadry, te same motywy, ten sam wałkowany w kółko temat. I zaczyna się wydawać, że nie ma już nic nowego. A mamy kategorie różne:

1. Portret


To robią wszyscy. Od tych najlepszych mistrzów fotografii po tych którzy zachwycają się jakością zdjęć ze smartfonów. Na zdjęciach te same tła (zazwyczaj jakiś las, jezioro czy ulica), ładnie utworzony (o ile sprzęt pozwala) bokeh. Zmieniają się tylko ludzie. Nawet pozy te same (stoi, siedzi, kuca, leży....). W kółko wałkowany temat który po prostu wieje nudą. W portretach nie ma już nic na prawdę takiego Ah. Co niektórzy jeszcze idą w przebieranki, albo malują modela/modelkę. Ale poza strojem tak na prawdę nic się nie zmienia.
Mamy więc tych samych ludzi, te same sytuacje, te same miejsca. W sumie... 0 kreatywności.

2. Zwierzęta



I tutaj też nuda. Psy i koty to główny motyw. Albo leżą, albo biegają, albo się tempo patrzą w obiektyw. Dlaczego nikt nie zrobi przerażonej wiewiórki pożeranej przez psa? Dlaczego wszystkie zdjęcia to aportujące psy? Nie ma innych? Przecież one też mają swoje emocje. Ich życie nie jest monotonne. Tym czasem zdjęcia pokazują nam smutną prawdę - psy tylko aportują, a koty tylko leżą.


3. Dzieci



Zgodnie z zasada panująca na zdjęciach - dzieci albo się bawią, albo uśmiechają, albo śpią. Niestety one nic więcej nie robią. I tak do 10 roku życia. Smutne i bardzo nudne to dzieciństwo.

4. Krajobrazy

I tutaj też żadnych nowości. Zachodzące słońce, góry, morze... Okazuje się, że na naszej planecie praktycznie nie ma innych miejsca. Pewnie dlatego nas kosmici nie odwiedzają. Jak wejdą w nasz internet i przejrzą zdjęcia to jest to niezwykle nudna i przewidywalna planeta.

5. Makro



Temat rzeka i każdy je uwielbia. Kolorowe kwiatki i małe słodkie gryzące pszczółki. nawet w makroświecie nie ma nic nowego, nic ciekawego.

---------------------------------------------------------//\\-----------------------------------------------------------

Można by zapytać, co w takim razie fotografować? a no właśnie... Wśród tej wszechobecnej nudy jest i pewne światełko w tunelu. wsród tysiąca identycznych fotografii są perełki. Wyłapywałem fotografie, które były zupełnie inne, odbiegające od ogółu. Będące kompletnie inne. Widziałem wytwory obiektywów niektórych ludzi którzy nie wpisują się w pewne kanony fotografii. Mają swoją ścieżkę odmienną, nieco inną. I nawet jeśli te fotografię przedstawiają np człowieka, to są inne, ukazujące postać nieco inaczej. Bez pięknego bokehu, bez super światła, bez standardowej miny, czy w normalnej pozie. Znam ludzi bawiących się fotografią, umiejących stworzyć coś swojego, co nie będzie kopią kopii. Więc można.

Rodzi się zatem pytanie - jeśli zamierzamy się rozwijać kogo powinniśmy obserwować, kogo słuchać? Czy tego który pójdzie na pobliską polankę z aparatem i sfotografuje zachód słońca na tle gór za co dostanie 1500 lajków  polubień, czy kogoś, kto nie będzie fotografować zachodu słońca w górach tylko odwróci się i zrobi np bardzo mocno pomarańczowe budynki na tle błękitnego nieba i dostanie za to zdjęcie 3 lajki. Swoją drogą ze zgrozą patrzę ile lajków potrafią dostać zwykłe proste zdjęcia, a jak bardzo odrzucane przez ogół są te zdjęcia na prawdę wyjątkowe. To prowadzi również do jednego wniosku - ludzie są zwyczajnie nudni, a ich psychika działa dokładnie na tych samych ogólnie przyjętych zasadach. Najpiękniejsze więc będą uznawane zawsze te same zdjęcia, te same widoki i te same dźwięki, a z gigantycznym murem ludzkich niedoskonałości spotka się ktoś kto będzie choćby próbował się z tego wyłamać.


A wy w swoich pasjach wzorujecie się na innych, czy robicie to czego jeszcze nikt nigdy nie zrobił?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

piątek, 12 sierpnia 2016

widokownia

Gdy zaczynamy naszą przygodę z jakąś dziedziną sztuki na początku nie wiemy nic. Po prostu obcujemy z tym, bawimy się, uczymy. Nie mamy swojego stylu, nie wyrobiliśmy sobie naszej twórczości. Uczymy się i kopiujemy. Widzimy zdjęcie, widzimy obraz, słyszymy muzykę i staramy się naśladować. Niektórzy znajdują swój styl, inni giną w tłumie identycznych. No bo co nam po pięknym zdjęciu, które już raz kiedyś ktoś zrobił? Pochwalić się, że umiemy? To nie twórczość, to kopia.
Jedną z moich fotograficznych dróg jest fotografia budynków, miejsc, detali. W wielu miejscach można wynaleźć na prawdę fantastyczne rzeczy. Jeśli tylko umiemy je dostrzec, jesteśmy w stanie pokazać je światu naszymi oczami.


Okna... tak bardzo lubie okna. To nasze oczy na zewnątrz. To co daje nam poczucie czasu. Siedząc w naszych domach, czy na stanowisku naszej pracy to przez nie widzimy świat, który jest na zewnątrz. Życie dudniące na terenie wielkiego miasta, i spokojny czas w małej wiosce. To nasz kontakt i separacja ze światem.

Powtarzalność i regularność kryształów. Żyjąca maszyna stworzona ludzką ręką. Coś czego nie zauważymy w naturze. Występuje tylko i wyłącznie w maszynach i urządzeniach zbudowanych rękami ludzi na przedziale całego czasu ewolucji.


Charakterystyczne momenty, które łatwo stracić. To co zginie już nie powróci. Miejsca w których kiedyś tętniło życie, przez które przewijało się setki ludzi dzisiaj stoją opuszczone, puste, martwe. Walące się ściany, powybijane szyby... budynki do rozbiórki.

W środku nie lepiej niż na zewnątrz. Zdewastowane ściany, odpadające tynki, skrzypiące schody. Wyglądające jak miejsca stałego zamelowania diabła. Zamieszkałe jeszcze przez ludzi rozlatujące się budowle.


Zapomniane relikty życia nieistniejącego. Wśród nowoczesnych blokowisk i budynków ze szkła ciągle można wynaleźć komórki, które od czasów 1 wojny światowej nikt nie zdołał wyburzyć. Martwe, niszczejące miejsca w których nawet szczurów nie spotkamy.


Schody prowadzące na górę do kolejnych lokatorskich komórek. Wykorzystywane przez ludzi do wnoszenia swoich dóbr. Dzisiaj zaniedbane nie są w stanie utrzymać nawet dziecka.



Spustoszałe, zadziwiałe prowadzą jedynie w ciemność. Do mroku, w którym już nawet historii nie ma.


I te, które choć stare i zaniedbałe są ciągle żywe. Przechodzący ludzie, biegające dzieci, przechadzające się zwierzęta. Utrzymane w stanie normalnym. Dający się zamieszkać, nie straszący nicością i pustką korytarz kamienic naszych dzielnic.


A my jednak przechodzimy koło tych miejsc bez żadnej refleksji. Dla nas normalne, nic nie znaczące budynki. Widzimy je codziennie, od wielu lat tu są i jeszcze wiele lat będą. I nie zdajemy sobie sprawy, że to co kiedyś istniało, żyło, było dzisiaj jest historią... martwą historią.

A w którą stronę poszedł Wasz obiektyw? O czym myślicie robiąc swoje fotografie? 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 4 sierpnia 2016

Filtr UV... czy na pewno zbędny?

Do napisania tekstu podkusiło mnie pewne spostrzeżenie na jednym z blogów, że filt UV w fotografii cyfrowej jest zbędny (tutaj pozdrowienia dla Fotoblogia). Po przeczytaniu spojrzałem na swój aparat, na którym na stałe mam taki filtr zakręcone. I zacząłem sobie w głowie przypominać i układać te pięknie spędzone chwile z aparatem... Aparatem, którego dziś już pewnie bym nie miał, gdyby nie filtr UV. Ale po kolei...
Wiele osób używa dziś tego filtra w celach ochronnych. Większość jest z nich zadowolona, a niektórzy nawet nie wiedzą lub zapominają o jego obecności na swoich obiektywach. I wśród tej całej aprobaty coraz wyraźniej słyszy się jęki wydawane przez kolektyw sceptyków. A że to nie potrzebne, że kolejna soczewka, że przed niczym nie chroni.... że odbija światło, że przyciemnia, a jak ktoś w nas wjedzie samochodem, czy strzeli z karabinku snajperskiego to i tak filtr w niczym nie pomoże. Coś w tym jest, ale weźmy pod uwagę, że przy 140km/h pasy i poduszka powietrzna w aucie przy zetknięciu z betonową ścianą też niewiele pomogą. Więc może je zdemontujmy z samochodu?
No dobrze, w takich ekstremalnych sytuacjach jak wojna, czy psychodeliczny morderca z karabinem filtr może okazać się zbędny. Kula i tak go przebije, przeleci przez obiektyw i trafi nas w oko. A najgorsze jest to, że zniszczy obiektyw. W innych sytuacjach, czysto codziennych, filtr UV się sprawdza. Może mieć kilka zastosować (poza tym do czego został stworzony):

1. Ochrona  przed wodą.
Niby wszystko jasne - idziesz spokojnie ulicą, jest piękny majowy poranek. I nagle z pędem przejeżdża obok nas samochód który wpada w kałużę pozostawioną przez nocne opady. Albo podczas podmuchu wiatru spada na nas lawina woda... lub po porostu robimy zdjęcia w deszczu. W czym nam w takiej sytuacji pomoże filtr? A no chociażby w tym, że to on zmoknie a nie obiektyw. Poza tym kałuża na ulicy nie bez powodu nie ma certyfikatu przydatności do spożycia. Po ochlapaniu bierzemy szmatkę i czyścimy UV. Potem możemy iść robić zdjęcia dalej. No, a jeśli zostaną smugi? Cóż, z obiektywem niewiele zrobimy, a filtr zwyczajnie odkręcamy i idziemy dalej z odsłoniętym obiektywem. Potem w domku wsadzamy filtr pod wodę, porządnie go myjemy, wycieramy i zakręcamy na obiektyw.

2. Ochrona przed pyłem
Tu podobnie jak z wodą. Tylko w momencie gdy jest bardzo sucho, jesteśmy na wsi i zawieje nam wiatr cały aparat, siebie i wszystko co na sobie mamy w piachu. Zacna sytuacja. Szmatka, przecieramy filtr i idziemy dalej. Oczywiście wielu powie, że przecież obiektyw też można przetrzeć. Mają rację. Ale weźmy pod uwagę, że nie trzemy po obiektywie, tylko po filtrze. Piach to de facto setki czy tysiące małych kamyczków. Za ich pomoc można nawet zedrzeć lakier z czołgu. Po przetarciu obiektywu pewnie widocznych śladów nie będzie. Ale gdy przyjdzie nam wycierać obiektyw z piachu po raz setny może się okazać, że jest on już niezdatny do użycia.

3. Ochrona przed zarysowaniem.
Głupia sytuacja, gdy pchamy się z obiektywem tam gdzie nas nie chcą, czyli np w gałęzie. Gałąź szkła nie uszkodzi, ale już porysować może. W końcu gorilla glas mamy tylko w komórkach a nie w obiektywach. I fajnie by było gdyby jednak gałąź dokonała dzieła zniszczenia na filtrze, a nie na obiektywie.

4. Ochrona przed nieusuwalnym.
Idziemy w las, luźnym krokiem. Aparat w ręku gotowy do strzału, ustawiamy się, celujemy i... w tym momencie dostajemy strzała z żywicy, która akurat musiała teraz i tutaj kapnąć z drzewa. Powierzchnia kuli ziemskiej to około 510000000 km2, a to akurat musiało kapnąć tutaj. Zdarza się, sam miałem taki przypadek. No i co zrobimy? Szkło zapaćkane, ogólne wnerwienie, ze zdjęć kicha. Zwykłą szmatą tego nie usuniemy. Powrót do domu i porządne mycie obiektywu. W moim przypadku filtr się sprawdził - zapaćkało go, odkręciłem i poszedłem dalej w las. Po powrocie do domku obiektyw czyściutki, a filtr pod wodę i porządne pranie. Po tym zabiegu wszystko wróciło do normy. Prozaiczna i rzadka sytuacja, ale już gołębie w mieście nie są taką rzadkością, jak nisko latające żywice.

5. zdarzenia losowe
W moim przypadku zdarzeniem losowym był nisko przelatujący kamień, który wyskoczył gdzieś spod koła pędzącego samochodu. Bach w aparat i... no właśnie - gdyby nie filtr musiałbym wydać czterocyfrową składową cyfr na nowy sprzęt. A tak - poszedłem do sklepu i wydałem dwucyfrową liczbę na nowy filtr. Również rzadkie, ale skoro mi się zdarzyło, jaką masz pewność, że Tobie się to nie zdarzy?

6.W górach
Tu filtry działają tak jak zostały do tego stworzone. Likwidują nam promieniowanie niewidzialne z matrycy i dają efekt taki, że na górach nie ma mgły.

A co do kolejnej powierzchni odbijającej światło ->  To tak na poważnie? Tak zupełnie na serio? Obiektywy składają się z 11 takich powierzchni, a niektóre nawet więcej. Czy jedno szkło w tą czy w tą coś zmieni? No na pewno nie. To co odbije się w filtrze odbije się też na soczewkach obiektywu. Tak zupełnie serio serio. A jeśli ktoś się boi, to za 60zł można już kupić filtr z powłoką antyodblaskową.

Podsumowując - u mnie na obiektywie filtr jest stałym gościem. Po wypadkach które miałem wiem, że to niezastąpiony wynalazek. Owszem, mógłbym zakupić szkło służące do ochrony obiektywu (a są takie), ale czy warto wydawać parokrotnie więcej? W miejskich warunkach i przy normalnej fotografii raczej nie. Filtr UV zamontowany jako ochrona sprawdzi się w takich sytuacjach całkiem dobrze. Ze swojej strony polecam. Może być tak, że przez kilka lat będzie tylko 4-gramowym obciążeniem aparatu, ale jak już się przyda może okazać się niezastąpiony.




Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Sprzętowo

Kolejne elementy doszły do sprzętu foto.


Zaczęło się od lampy Yangnuo 560 III. Nie posiada TTL i jest w pełni manualnym sprzętem. Ale to ma nawet swoje zalety. Można się wiele pobawić, a bawiąc uczyć. Człowiek zaczyna rozumieć pewne zależności światła i cienia. W zasadzie bardzo mocny wynalazek. Nie przypominam sobie, abym choć raz musiał użyć jej pełnej mocy. No i ta prędkość... do pełnego naładowania około 2-ch sekund. Każda wartość poniżej praktycznie bez opóźnień. Zajefajna sprawa. Jeszcze nie zdążyłem jej wykorzystać do bardziej codziennych zdjęć, ale wszystko przede mną.



Do Lampy mam wyzwalacze radiowe. W końcu skończy się problem z ręcznym jej wyzwalaniem. Do tej pory ustawiało się aparat na dość długi czas naświetlania i lampę wyzwalało ręcznie. Teraz czas naświetlania mnie nie ogranicza, a lampa nie musi być w zasięgu ręki. Same plusy.
W drodze kolejna lampa. Yangnuo ma wbudowany odbiornik, więc i problemu z nią nie ma. Druga to stara lampa mająca jedno zadanie - błyskać. Światło pomocnicze. Przyda się do fotografii produktowej, a ostatnio mam co z tym robić.



Do lampy dyfuzor i softbox. Dają bardzo ładne światło. Fajnie się rozchodzi i nie tworzy ostrej gdy światła i cienia. W przypadku gdyby one nie pomogły jest jeszcze odbłyśnik i możliwość ustawienia lampy do góry. Daje niezłe możliwości prowadzenia światła.
Blenda - na razie używana przy fotografii produktu. Nie mam pomysłu na jej wykorzystanie w przypadku portretów. Bierze się to stąd, że generalnie użycie blendy w pełnym słońcu kończy się zamykaniem oczu przez fotografowane postacie. Sens taki jak żaden. Tu się pewnie też przyda raczej lampa bardziej.

A to na zdjęciu to takie moje małe studio foto to produktów. Musze jeszcze pomyśleć nad kilkoma rzeczami, ale wszystko przede mną. Po 1 muszę jakoś pomyśleć jad ustawianiem przedmiotów wyżej, bo na podłodze nie mogę uchwycić odpowiedniego konta do fotografii. Aparat jest ustawiony dużo powyżej obiektu. Na zdjeciu wymyślone na szybko (pudełka i ryza papieru). Po 2 - ustawienie obiektu. Generalnie postawienie na pion czegokolwiek jest niewykonalnym na razie "możliwościem".
Tła mam na razie 4 - białe, zielone, czerwone i pomarańczowe. O ile oczywiście koce można nazwać tłem, ale sprawdzają się. Nadają fajnej miękkości na zdjęciu. Możecie wierzyć lub nie, ale a takim tle wszystko wygląda ciekawiej. Koce nie mają twardej faktury, więc nie ma żadnych wzorków na zdjęciu. Nie są też to puste białe kartki, a więc i na zdjęciu tło nie jest pustą białą przestrzenią. Pod względem tła koce są u mnie na pierwszym miejscu. No i którym tłem fotograficznym się przykryjemy, jak nam będzie zimno? :)

Sprzęt rośnie w siłę. Żona powiedziała, że jak dalej będę zbierał to mnie zostawi dla starego dziada nawet. A dziecko uznało, że tak dalej być nie może i jak tylko skończy 18 lat zmieni nazwisko i wyprze sie ojca. :)


Oprócz sprzętu foto rośnie też kolekcja muzyki. Teraz powoli zbieram budkę suflera i big cyca. Piersi dyskografia już sobie leży grzecznie na półeczce i od czasu do czasu tatuś włączy sobie jakąś płytę/kasetę. Big Cyc i Budka Suflera zbierane głównie na płytach winylowych. Kolekcja się rozrasta, gramofon nie ma odpoczynku, a mi się morda śmieje. Obawiam się tylko, że kolekcja rozrośnie się do tego stopnia, że nie będzie gdzie tego trzymać. Płyty CD i Kasety już się nie mieszczą. A miejsce na płyty winylowe juz w połowie zajęte. No, ale dla pewnych rzeczy na prawdę warto.

W jednym koncie sprzęt fotograficzny. W zasadzie nie wcisnę tam już nawet dodatkowej baterii do wyzwalaczy. A tu w planach jeszcze kilka zakupów jest.
Po przeciwległej stronie pokoju za to rośnie muzyka. W górę, w dół, w bok i wszerz. Jest czego słuchać. Ostatnio MP3 u mnie czy YT praktycznie nie ma racji bytu w kwestii muzyki. Wszystko idzie z nośników fizycznych. Może i dobrze, ale pokaźny zestaw MP3 nie zajmował tyle miejsca...
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+