środa, 24 lutego 2016

Informatyk przy pracy

- No, Jasiu. Pokaż panu jak się u nas zachowuje informatyk przy pracy. 

Tak można sparafrazować skecz kabaretu dudek. I jakże to pasuje do dzisiejszych realiów. Praca informatyka to dość wymagające zajęcie. Jednak na naszej głowie leży całe utrzymanie jednostki. Od nas nierzadko zależy praca innych. Wszak teraz firma bez komputera nie istnieje. Tak często bagatelizowany dział może mieć niemały wpływ na ogólną kondycje całej firmy. Gdy komputery stoją stoi cały zakład. I co z tego, że maszyny pracują, ludzie pracują jak w sumie cała dokumentacja stoi. No i ten często pomijany aspekt komfortu pracy użytkowników. Gdy komputer nie działa wiele osób może iść na urlop. Gdy praca wiąże się z komputerem wszystko musi być perfekcyjnie. I nawet gdy bezpośrednio od niego nie zależy to jednak dzisiejszy świat wymaga komputera. Bez niego nie działają lotniska, stoi produkcja, a szpitale przestają leczyć. Wszyscy bagatelizują komputer jako narzędzie pracy, ale obok podstawowych jest równie niezbędne. Wyobrażacie sobie pracę sekretarki bez komputera? Albo księgowej? Praca handlowca bez dostępu do komputera nie ma sensu. Praca lekarza to również dokumentacja medyczna. I tak, wszystkie te zawody kiedyś funkcjonowały bez informatyzacji. W dzisiejszych czasach jednak wydaje się to niemal niemożliwe. Niby np można wyleczyć człowieka bez komputera, ale gdy taki ktoś zachoruje drugi raz bez odpowiedniej dokumentacji medycznej kuracja może być śmiertelna. A dokumentacja medyczna to tysiące, a nawet setki gigabajtów danych biegnących przez kabelki w naszych domach i firmach. Setki danych i kilometry zimnych kabli pracują za nas aby nasza praca była efektywniejsza i przyjemniejsza. Gdy cokolwiek zawiedzie każdy niemal zawód i każda niemal firma stoi. A każda minuta postoju to pieniądze. I to nierzadko nie małe. Tak, pośrednio jestesmy odpowiedzialni za funkcjonowanie całej jednostki i istniejemy w każdej dziedzinie przemysłu. 



Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

niedziela, 21 lutego 2016

rowerek

Autko odmówiło posłuszeństwa niemal całkowicie. Gaz nie działa, zatankować się nie da. Jutro mechanik. Ale my się nie poddajemy. Zaczynamy (trochę wymuszenie) sezon rowerowy. Jutro moja pierwsza trasa. Rowerki przygotowane, czas w drogę... 











 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 18 lutego 2016

obraza n15


Wczoraj przed pracą sobie troche pofociłem. kilka fajnych zdjęć się zrobiło. W tym... to powyżej. Prawdopodobnie to zdjęcie mocno obraziło almerkę. Chyba nie miała ochoty na zdjęcia czy coś.
Po odpaleniu autka po pracy wszystko było oki do momentau aż... nie przełączyłem auta na gaz. No i się zaczęło. Brak mocy, obroty około 150-200 na biegu jałowym, ogólna niechęć do jazdy. Po przełączeniu na benzyne wszystko było oki. Pomyślałem - "kurde, czyżbym jakiś zły gaz nalał"? W końcu bardzo rzadko tankuje gaz tam gdzie tankowałem, więc może niezbyt odpowiadało autkowi. Jak gaz zaczął się kończyć, to się zaczęła seria różnych dziwnych rzeczy. A co, mówię - jak będę jechać po małżonke do pracy zatankuje na stałej stacji. Zatankowałem. Bez zmian.
Przy okazji zauważyłem że... autko bardzo mocno kopci białym dymem na benzynie. Czy tak było? Tego nie wiem, bo raczej na benzynie nie jeżdżę. Tak czy siak autko oczekuje na mechanika, a mechanik oczekuje na zastrzyk gotówki.

Po przeczytaniu kilku forów pierwsze koncepcje są:
- uszczelka pod głowicą
- uszczelka pod pokrywą zaworów

- nieszczelność w układzie chłodzenia
i najgorsze
- zużycie rozrządu. 



Przynajmniej dwie z tego wyjaśniaja obie usterki - kopcenie i brak mocy na gazie: a mianowicie - uszczelki. 

Jeśli to tylko uszczelka pod pokrywa to koszt relatywnie mały.
Jeśli uszelka pod głowica poniżej 500zł nie zejdziemy.
jeśli jakaś nieszczelnośc w układzie chłodzenia koszt nieznany.
Ale jeśli rozrząd - 1000 z portfela ucieknąć może. Choć to i tak tanio. Kiedyś rozrząd do almery kosztował około 1500zł. teraz spadł do 480zł. Ale koszt robocizny to około 500zł. Na szczęście na roarząd to nie wygląda, bo problem z mocą jest na gazie a z kopceniem na benzynie. :) Pojedziemy zobaczymy.





Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

środa, 17 lutego 2016

głupia zbrodnia na sobie

Taki obrazek zobaczyłem dzisiaj w swoich snach i postanowiłem go sfotografować. Trochę dziwny sen, ale nic sie nie wydarzyło. Nie pamiętam jak się skończył. Tak czy siak nie był to koszmar. Kiedyś taki byłem. Zabijałem w sobie wszystko co się dało. Teraz wiem, że była to tylko głupia zbrodnia na sobie, ale wtedy był to mój sposób na przetrwanie. Cóż, czasem jeszcze do tego wracam. Doświadczenie nauczyło mnie jak zabić w sobie uczucia. Teraz ograniczam się do ich usypiania. Po to, aby nie trzeba było ich uczyć się od nowa. Wystarczy je po prostu obudzić, lub poczekać jak obudzą się same. Mam nadzieję, że już nie będę musiał zabijać siebie, aby przeżyć. Tamte czasy minęły bezpowrotnie. Nie mam zamiaru tam wracać. Żyję na świecie zaledwie 8-9 lat. Dużo sie jeszcze musze nauczyć, dużo juz umiem. Tego się trzymam. 

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 16 lutego 2016

w cieniu

Kilka lat słuchałem rapu, metalu gotyckiego, porządnego rocka. Później muzyka stała się drugim i trzecim planem.
Potem poznałem smak fotografii. Cykałem zdjęcia łądnych kilka latek, aż w końcu sprzedałem aparat.

Później wsiadłem na rower i zacząłem jeździć od kilku do kilkuset km dziennie. Aż w końcu rowerek stał się środkiem transportu i w efekcie po zdobyciu prawka rowerek wylądował w piwnicy.

Obecnie słucham hip hopu znowu. W głośnikach od czasu do czasu zawida Kazik lub podczas podróży do pracy w słuchawkach kawał ciężkiego metalu.

W przypływu emocji i chęci powstania tego bloga zakupiłem aparat. Potem aparat sprzedałęm i miałem kasę na drugi. Obecnie z paaratem się nie rozstaje.

Rowerek jeszcze w piwnicy, ale już mi się za nim tęskni. W ubiegłym roku z przyjemnością na nim jeździłem, a dwa lata temu nie wyobrażałem sobie życia bez roweru. 




Czy wszyscy tak macie? Najpierw jest coś co pokochacie, aby z bardzo różnych powodów tą pasję zostawić. Tylko po to, aby po kilku latach powrócić do niej i pokochać ją jeszcze bardziej?
Dziwne to nasze życie, prawda? Pozostawiamy coś, a to nas nie chce zostawić i ciągle za nami chodzi. 

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

piątek, 12 lutego 2016

rockstar

Wierzysz w świat, który Cię otacza? A jeśli to tylko złudne wrażenie? Co jeśli usiądziesz na siodełku rowera i zobaczysz świat zupełnie inaczej? I nagle okaże się, że świat poznajesz na nowo. Widzisz to czego wcześniej nie widziałeś. Patrzysz na coś co wcześniej nie istniało. Po jakimś czasie zaczynasz rozróżniać oba światy i widzisz podobieństwa. Co wcześniej nienormalne staje się normalne. I dochodzisz do wniosku że może warto byłoby to uwiecznisz. Kupujesz więc aparat... patrzysz przez wizjer i widzisz tam jeszcze inne życie. Zaczynasz świadomie wykorzystywać swój sprzęt, który w pewnym momencie przestaje Ci wystarczać. Chwytasz więc parę zł i kupujesz swój aparat dla bardziej świadomych. Co robisz? Uczysz się, bawisz, kombinujesz. I okazuje się że w wizjerze swojego sprzętu możesz być kim chcesz. Możesz zobaczyć siebie jako prezesa dużej firmy, możesz być kucharzem lub kierowcą rajdowym. Ale możesz też zostać gitarzystą rokowym nie posiadając nawet gitary, być mordercą gdy brzydzisz się przemocą, albo ukazać świat paranormalny - być uchem, wcielić się w śmierć, zostać Bogiem. Możesz mieć nadprzyrodzone moce i być flashem gordonem. Śmigasz sobie po mieście z nadzwyczajną prędkością pędzącego pocisku. Albo pokazać innym swoje urojenia i symulować rozdwojenie jaźni, albo człowieka bez głowy. a jak nie wiesz kim jesteś i kim możesz być tworzysz własne postacie. Gdy masz aparat w ręki, masz w ręku nadzwyczajną moc i nieposkromiona energię. Tylko od Ciebie jak ją wykorzystasz i co z nią zrobisz. Najważniejsze, aby to co widzisz w wizjerze nigdy nie znalazło się w świecie realnym. Inaczej patrzenie okiem obiektywu straci sens i świat który tam widzisz będzie światem w którym żyjesz. A to lepiej aby sie nigdy nie wydarzyło. W końcu to tylko Twoja wyobraźnia i tam możesz być kim lub czym tylko chcesz. w życiu masz być sobą. 

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 11 lutego 2016

święty...

Widzieliście mnie już jako ducha.
Występowałem już też jako śmierć
Miałem rozdwojenie jaźni.
Generalnie występowałem zazwyczaj jako czarny charakter swoich zdjęć. Postanowiłem trochę oczyścić swój wizerunek. Przedstawiam siebie, jako świętego.

Jak zwykle moja ulubiona zabawa czasem naświetlania. Magia? Nie, stary Olympus C760. 15sekund, przesłona f5 i iso 100. Czego więcej trzeba. Pokrędo trybów ustawione na manual potrafi wycisnąć z aparatu bardzo wiele. W końcu fotografia to zabawa, kombinowanie, wyciąganie z życia to czego nie ma. Fotografia to pokazanie świata inaczej, zobaczenie go takim jakiego nigdy wcześniej go nie widzieliśmy. Fotografia to magia...

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 9 lutego 2016

opuszczony szpital

Magia czasu naświetlania. :) w starym, opuszczonym szpitalu możemy zobaczyć duchy. Chodzą, obserwują, otaczają nas ze wszystkich stron. nie widzimy ich, ale możemy je sfotografować. W niektórych miejscach na prawdę straszy....


 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

piątek, 5 lutego 2016

z perspektywy innej

Polubiłem takie klimaty. Najlepsze zdjęcia to te, które pokazują to, czego nie ma. I to juz od momentu wciśnięcia spustu migawki. Ustawiasz aparat, znajdujesz obiekt i... w tym momencie już trzeba mieć wizje wyglądu Twojego zdjęcia. Nie należy się przy tym oszukiwać, że zdjęcie wyjdzie od pierwszego wciśnięcia. Czasem to kombinowanie. Trzeba zrobić czasem 5, a czasem 15 zdjęć jedngo obiektu. Musisz mieć świadomość, że inaczej zdjęcie wyjdzie przy przesłonie 3.0, a inaczej przy 8.0. co innego osiągniesz ustawiając czas 1/2s a coś innego ujrzysz przy 6s. Z zaskoczenia dla niektórych powiem, że nawet wartość ISO ma znaczenie. Otóż, czasem widzimy nasze zdjęcie trochę inaczej. Wówczas ustawiamy ISO 800 lub 1600 i czekamy na efekt. Lekko rozmazanie ma swoje plusy. Szumy przy wysokich wartościach ISO też można ładnie wykorzystać. I o ile obiekty statyczne to nie problem, gorzej, gdy nie mamy czasu na to aby ustawiać wszystkie parametry. Sytuacja w pewnych miejscach diametralnie potrafi się zmienić w ciągu kilku sekund. Musimy to wyłapać, a przy okazji osiągnąć to, czego chcemy. To najtrudniejsze.
Gdy chcemy sfotografować coś co i tak się nie rusza, lub zwyczajnie nam nie ucieknie możemy kombinować, możemy się bawić. Ustawić trochę inną ekspozycję, zrobić zdjęcie z nieco innego ujęcia, ustawić jakiś efekt koloru. Czasem wystarczy przesunąć się dwa kroki w lewo lub w tył, ukucnąć, lekko przechylić głowę, aby ujrzeć coś zupełnie innego. To zabawa. Ale z efektu musimy być zadowoleni, bo potem, oglądając takie zdjęcie możemy powiedzieć
"Tak, to moje dzieło"
W innym przypadku zdjęcie wyląduje na dysku i o ile zdecydujemy się nie traktować nim śmietnika, to i tak po paru dniach zostanie zapomniane i nigdy do niego nie wrócimy. Gdy jednak z naszego pstrykania wynajdziemy to, czego chcieliśmy osiągnąć jest szansa że, nasze zdjęcie nawet za rok będziemy pamiętać. Ja mam kilka takich fotek, a Wy? 


 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

środa, 3 lutego 2016

czwartek na pączkowo

Ponieważ mamy dzisiaj tłusty czwartek, to wszyscy i wszędzie będą wstawiać pączki. Jedni swoje, inni opychającą się ciotkę, a co niektórzy popiszą się zdolnościami pisarskimi i ściągną z wyszukiwarki google. Moja wersja jest taka jak na zdjęciu. Wszystkiego smacznego i wszystkiego tyjącego. 

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 2 lutego 2016