środa, 30 września 2015

Przyłożył mi dzisiaj los pistolet do skroni

Powitać po kilkuk dniach nieobecności

Co by nie powiedzieć, to "czarny jak asfalt tydzień". Zaczęło się niebanalnie. Aktualizacja i... na tym koniec. Komputer multimedialny padł. Oczywiście, że nie chciało się tego robić. Następnego dnia uruchomienie systemu ze starego karnela, instalacja i automatyczna konfiguracja nowego i... wszystko wróciło do normy.
Prawie, bo jeszcze tego samego dnia uruchomiłem swój sprzęt. Lenowo 2010X kupiony za kupę kasy rok temu. Oczywiście zero reakcji wyświetlacza. Podłączam do TV tam normalny obraz. Odłączam TV i oprócz mrugania diody dysku nie widać i nie słychać nic. Kurde blasz, matryca padła. I już wiedziałem co się święci. Niewiele się pomyliłem.

Dzień później wykupne w pracy. Dostałem od przełożonego komputer w pracy. Całkiem fajny sprzęcik. porównywalny do tego z Łagiewnik. Podłączam, uruchamiam. Bingo, śmiga. Ładna niebieska plansza po czym kilka napisów DOS o możliwościach uruchomienia systemu. Potem wszystko zgasło i... już sie nie uruchomiło. KURWA!! W 3 osoby i zero reakcji. Co jest!!  No i idź teraz do kierownika i powiedz że to złom. Co miałem zrobić, poszedłem.
- Dobrze, zamówimy drugi - powiedział mało szczęśliwy.
Ok. Nie jest źle. Czekam na nowy sprzęcik.
Wczoraj przyszło parę zł na konto. Odłożone pieniążki na nowe opony, odłożone na wymianę oleju. Telefon do mechanika. i wczoraj autko odstawione. Dzisiaj dzwoni:

- Panie, masz pan wózek wahacza do wymiany. Przypomina ser szwajcarski. Jak pan nie zmienisz odpadnie panu koło, wyrwie całe zawieszenie, rozwalisz pan miskę i silni a sam zginiesz rozbity na drzewie.
- Wytrzyma mi to miesiąc?

- O panie... może pan zgubić koło z zawieszeniem jak będziesz pan ode mnie wracał, a możesz pan pojeździć na tym rok zanim coś się stanie.
- Panie, ja mam dziecko. Ile?
- popytam o części. Oddzwonie.

Po godzinie:
- Sanki używane, bo nowych nie ma. W stanie niemal idelanym to 300zł. Przesyłka około 20zł. Ale to nie jest daleko. Wyślę chłopaka, to za transport będzie 50zł. Około 60km w jedną stronę, ale będzie od razu. Do tego koszt montażu 300zł. Wie pan, to do rozebrania całe zawieszenie i montaż. To cały dzień roboty. To oczywiście jak nic nie wypadnie. Oczywiście potem trzeba będzie zrobić zbieżność, to 30zł. W sumie 680zł będzie.
KURWA!! Skąd? Zadzowniłem w kilka miejsc i dostałem część trochę taniej. Tylko nie wiadomo w jakim stanie. Gościu pyta
- A to N15 jest?
- Tak - odpowiadam.
- Koniec lat 90 tych? 
- tak. 1998 rok produkcji.
- Zgniło pewnie? - dopytuje.
- Dokładnie - uraczyłem odpowiedzią. 
- no to chyba zaczął się czas na te roczniki. Jest pan 4. Jutro 3 wychodzą. 
- ile? - pytam.
- 200 do 250 zł. Zobaczę jaki stan jest.
- Ok. Kiedy da Pan odpowiedź.
- Zadzwonię jutro koło 9:00. Może być?
- Dobrze, czekam na telefon.
KURWA!! 700zł za kawałek szyny. Szybko wyszło, że nowa to koszt niewiele większy, ale... niedostępne. Są tylko używki. A w dobrym stanie znaleźć, to graniczy z cudem.
- Wytrzyma jeszcze miesiąc? - zapytuje swojego mechanika.
- Zgubisz pan koło albo podczas powrotu ode mnie, a może wytrzyma jeszcze rok. Wygląda jak ser szwajcarski - więcej dziur niż elementu.
- Ok. Na razie bez kasy. Mogę jakoś tym jeździć?
- raczej nie, a jeśli już to bardzo ostrożnie po dziurach i bardzo powoli na zakrętach. Jak strzeli to koszty będą 5-krotnie takie. 
"KURWA!! Co jest?" Zapytuje sam siebie, jak dres lizusa pytającego o godzinę.
 I mam cholerną dzieję, że ten tydzień bardzo szybko się skończy. Niestety kalendarz weryfikuje moje nadzieje - jest środa.

A jak ja na to patrzę? Jestem maxymalnie zdenerwowany. Nie denerwować mnie, bo jestem gotowy powyżynać wszystkich. Normalnie mam ochotę spić się niemal do nieprzytomności, po czym wziąć siekierę, wyjść na miasto i świrować. A co ja robię? Siedzi i słucham muzyki. Ale nie Kazika, nie Liroyowej Apokalipy, nie NAS, nie Dezertera. Siedzę i słucham najnowszego albumu wydanego na kasecie najnowszego albumu OSTR. 


KURWA!! CO JEST??!!??
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

środa, 16 września 2015

C.D. być może N.

No i powoli sobie życie do przodu płynie. Praca jak praca, robić trzeba. Przynajmniej się człowiek nie nudzi. Codziennie coś do zrobienia jest. I to kilka rzeczy. Jak w poprzedniej pracy w miarę spokój,tak tu ciągła bieganina. Ze skrajności w skrajność. :)
Przytyłem. Piesa krew, przytyłem. Ostatnie dwa tygodnie nie ćwiczyłem w ogóle. Jadłem co w zasięgu wzroku i języka było. I dopiero dzisiaj nie dopinam się na tą dziurkę w pasku co zawsze. Znowu zacznę ćwiczyć. Nie mogę odpuścić. Mam upatrzony swój ideał ciała do którego zamierzam dążyć. Najgorsze jest jednak to że znowu trzeba sie za to zabrać, a ponoć "pierwszy raz jest najtrudniejszy". Ale nie mogę się poddać. Czuje wyrzuty sumienia z zaniedbania.
Osłabłem, co też jest wynikiem ćwiczeń braku. Dobrze, że chociaż na rowerku trochę jeżdżę. To taki mały substytut ćwiczeń jest. Niestety to nie doprowadzi mnie do tego co bym chciał. I mimo iż rower kocham najbardziej to jednak bez innych treningów się nie obejdzie. Teraz tylko znaleźć jakąś modyfikację i do przodu. :) Trzymajcie kciuki. Bardzo mocno...


Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

sobota, 12 września 2015

Początek...


Minęło parę lat i o to stanęliśmy na rocznicy. Aż ciężko pomyśleć że 8 lat. Aż ciężko sobie wyobrazić, że wcześniej nic nie było. Życie zaczęło sie 8 lat temu. I jak to w życiu - raz słońce raz deszcz. Przynajmniej kolorowo. Taka miłość, w sam raz, akurat.

No i ciągłe zmiany i zmiany. W poniedziałek do nowej pracy. Trochę strachu jest, ale i dobrze. Ludzie muszą się bać. Muszą, bo to część naszego życia. Bez strachu "ludzie zrobili by z miasta je...y małpi gaj". Więc bójmy się i panujmy nad strachem. Zmiany są dobre, mimo strachu przed nimi. Oby tylko sie ułożyło. Ten rok pokazuje, że to początek reszty naszego życia.


Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

poniedziałek, 7 września 2015

Patykiem na glebie rysowana gruba kreska. Nie wolno jej przekroczyć; JA TU MIESZKAM!!



obudziłem się rano, jak co dzień. Na dworze upał - 11 stopni. Deszczyk kapie, wiatr drzewa przewraca. Kilka standardowych codziennych czynności i w końcu mozna zasiąść, włączyć muzykę i pogrążyć się w zadumie. Dziś na tło poszła płyta Kazika. 12 Groszy. :) Heh, nie słuchana ze 100lat i kupiona jako pierwsza płyta w jaką kiedykolwiek miałem. Zacząłem napawać się tym dniem.
"12 Groszy" pozwoliło się trochę oderwać od rzeczywistości. Powspominałem trochę stare dobre czasy kiedy człowiek był młody i głupi. jego jedynym zmartwieniem było jak wyrwać się z lekcji i co zrobić aby nauczycielka nie zapytała o nieodrobioną pracę domową.
"Mój Los" uświadomił mnie jednak, że tamte czasy tak na prawdę ukształtowały mnie takiego jakim jestem. W końcu człowiek to jedynie zbiór osobistych przeżyć swojego własnego osobistego losu. "nie ma kasy na kiełbasy", "mój los to moje zatracenie", "patykiem na glebie rysowana gruba kreska. Nie wolno jej przekroczyć; JA TU MIESZKAM!!" czy "Z przetrąconym karkiem w brudnym wyrze leżę, nie chce myśleć o niczym, w nic nie wierzę", "Koryto puste już, lecz jeszcze można lizać", "szarówa w oknie buja się, niewiele trzeba by sie w samym sobie dać żywcem zagrzebać"... heh, ten gościu miał kiedyś pomysły. Aż trudno uwierzyć że w latach nastoletnich to własnie ta płyta kształtowała moje spojrzenie na świat. i aż trudno uwierzyć że moja psychik została zapisana na kasetach NAS. :) Ale to sobie włączę innym razem. Dzisiaj króluje Kazik.
"W obliczu końca" doprowadziła mnie do stanu głębokiego wqrwienia na wszystko. Przecież wiadomo jak jest. Raz jest lepiej, a raz gorzej. Ale cholerka, jak można nie wiedzieć jak jest teraz? "Są chwile kiedy wiesz wszystko, co tracisz a co zyskasz". No niestety nie teraz. Teraz nie wiem nic. Pozostaje tylko "żyj życiem jakbyś miał już nazajutrz ze śmiercią twarzą w twarz stanąć". Heh... to błąd tak żyć. Człowiek szybko odzwyczaja się od problemów i kiedy nic nie było nie do przeskoczenia, teraz nawet najmniejszy problem potrafi urosnąć do rangi przeszkody. Dobrze jednak, że jeszcze sobie radzę z problemami. Ale jak coś wiem. Teraz nie wiem nic. Nawet nie do końca wiem czy tak na prawdę stojący przed nami problem jest problemem. Stan niewiedzy jest błogosławieństwem, ale bywa też piekłem.
"Sztos" "Podaj mi dłoń, podaj mi rękę". Te słowa mówią chyba wszystko. Nie ważne w końcu jak i co. Ważne że razem. Mam nadzieję że nikt sie od nikogo nie odwróci i gdy spadniemy na dno wspólnymi siłami sięgniemy nieba.
"spowiedź święta" i moja wyobraźnia zeszła na ziemię. "To przesrana jak ściana w ścianę, jak kapela je...a nie powiększana". K...a, a jak z ego nie wyjdziemy. utopimy się we własnych wyborach w własnym świecie niespełnionych marzeń, niespełnionych ambicji i braku pieniędzy? W końcu bieda to główny powód kłótni, rozwodów i rozpadu wszystkiego.
" O. kuchwa" " Tyle myśli po głowie sie tłucze. Może w życiu się jeszcze czegoś nauczę. Czego nie zobaczę, tego nie pojmę. Dni gniewne czy dni spokojne"... Może... "są różne odcienie szarości - od czerni do białości".
"Przesłuchiwałem całą noc" lekko mnie przytępiła.
"Inwazja waranów" szybko zweryfikowała moją dzisiejszą codzienność. Szybko uświadomiłem sobie że w sumie znaleźliśmy się w kropce. Sytuacja bez wyjścia  i co by nie zrobił będzie źle. Wybór między sodomą a Gomorą. Co by nie wybrać będzie źle. W prawo czekają z mieczami, w lewo z wycelowanymi karabinami. Albo rzeczywistość wykończy żonę, a to odbije się na całym domu, na mnie i dziecku. Albo rzeczywistość sprowadzi do parteru szybko całą rodzinę.
"Nie mam nogi" bardzo mnie pocieszyła. :) To wredne i bardzo mroczno-czarne, ale na prawdę mnie pocieszyło. "hej hej hej inni maja jeszcze gorzej". Chwila euforii przypłacona słowami "nie da ukryć sie że są tacy którym jest lepiej".


Kazik to jednak Kazik. Często dobry na każdą możliwą sytuację. Losy wypycha mnie w miasto. Trzeba przerwać tę chwilkę bądź co bądź bardzo przyjemną. No cóż, wychodzimy z 12 groszy i lecimy w miasto.

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 3 września 2015

Piramida brzydoty

No i wyszło co nieco. Trochę zmian jak opisałem w poprzednim poście. Kinga zadowolona z nowej szkoły. Szybko się zaadoptowała i dzisiaj kolejny dzień do szkoły. To na razie pozytywny element zmian.
Z drugiej strony mamy nowy oddział małżonki. Wczoraj pierwszy dzień i okazuje się że nie jest tak różowo. Żona nie jest zadowolona z nowej (bądź co bądź) pracy. Po cichu liczę jednak, że nie zrobi nic głupiego i nie zostaniemy na lodzie. Jednak jak się ma męczyć to też kicha. Mam jednak nadzieję, że zaadoptuje się na nowym oddziale i będzie dobrze. Może to tylko okres przejściowy jest taki stresujący dla niej? A może faktycznie jest tam tak nieciekawie jak mówi? Tego nie wiem. Staram się być po środku, ale jest to ciężkie nie znając tak na prawde pracy tam. Wierzę jednak, że małżonka sobie poradzi i przez jakiś czas chociaż spróbuje zauważyć pozytywy całej sytuacji, pozytywy pracy z nowymi osobami i zaadoptuje się. Trzymam za to mocno kciuki. Jeśli jednak nie, to przyjdzie czas na rozstanie się z CRO. Mocno jej kibicuje, wierzę w nią. I jakąkolwiek by decyzji nie podjęła stanę za nią i będę ją wspierać.
No i mamy trochę lewej i trochę prawej strony zmian. Teraz przyszła pora na mój test. Czy nowa praca poprowadzi mnie ścieżką mojego dziecka i będzie zajefajnie w nowym miejscu, czy też trafię na drogę małżonki i tuż po zmianie pracy będę ze stresem szukał kolejnej. Czas pokaże i szybko zweryfikuje jaka jest prawda.
Licze jednak, że bez względu na to co zrobi żona i bez względu na to co będzie ze mną wyjdziemy szybko na prostą. Tego sobie, małżonce i przede wszystkim Kindze całym sercem życzę.


Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

środa, 2 września 2015

Czas wielkich przemian.

Czas wielkich przemian

No i doszliśmy do momentu w którym to nastały same zmiany. Rok 2015 rozpoczął się niepozornie, ale już się zaczynało. Przedłużenie umowy na prace wystarczyło, aby zaczęła się seria zdarzeń. na listę zmian nie wystarczyłoby  tu miejsca. A wszystko zaczęło się od... piwka z kolegą. Rzucone hasło i... no właśnie - na start 4 miesiące starania się i w końcu dostaliśmy. Pierwsza zmiana to zmiana samochodu. Za grube pieniądze zakupione autko i kolejne grube pieniądze włożone, aby doprowadzić go do stanu używalności. Ale mamy. Jest nasze. Jest czerwone.
A zaraz potem mieszkanie. Kupione i przeprowadzka. Zaliczone. To pociągnęło za sobą kolejne zdarzenia -

Zmiana mebli na swoje. Wyprawa do ikei i wybrane. Zakupione, własną krwawią przywiezione i złożone. Pomoc przyjaciół i mieszkanko umeblowane. Teraz usiąść i sie rozkoszować. To jednak dopiero podchmurek kolejnych zmian.
Przeprowadzka wiązała się oczywiście ze zmianą szkoły naszej pociechy (dzisiaj był jej pierwszy dzień. Na szczęście malutka szczęśliwa i zadowolona z nowej szkoły. Pierwsza klasa, a to jeszcze takie małe biegające. Dobrze R nie wypowiada, a już pierwsza klasa). Teraz nie trzeba dziecia wozić, bo szkołę prawie z okna widać. :) I dobrze, nie trzeba specjalnie wcześniej wstawać.
A i u nas zmiany. Małżonkę przenieśli na inny oddział. Ponoć lepszy. Jutro pierwszy dzień. Stresuje się choć staram się po sobie nie pokazywać. Trzymam mocno kciuki aby było sympatycznie.
U mnie nie lepiej. Zmiana pracy. Z deka podniecony, mocno zdenerwowany czekam na swój pierwszy (w sumie sądny) dzień. Wszystko się okaże niedługo czy było warto. Przebrnąć tylko 3-msc okres próbny i nerwy opadną. Znowu trzeba poznawać ludzi, wyrobić sobie kontakty, rozpoznać teren. Oby było warto. Na razie pozostaje  mieć nadzieje i nic więcej nie pozostało. :)
W końcu wymieniłem rower na górski. Długo jeździłem na meridzie. Cross to świetny rower, ale obecnie nieprzydatny. Po paru tysiącach km w końcu nadarzyła się okazja by zamienić rowerek. Nie bez żalu, ale trafiła w dobre ręce. Przygoda zaczyna się z Kross. :) Może będzie równie piękna. :) Zapowiada się nieźle.
W końcu z hodowania masy zaczęliśmy robić rzeźbę. Zdrowsze odżywianie, soki owocowe, sporo wysiłku, dużo treningu, bardzo dużo ruchu. Niedługo okaże się czy to wszystko ma sens. Efekty już widać. Mocno pracuje na efekt finalny. Oby niedługo. :)

Dużo by jeszcze wymieniać zmian. Mam nadzieję, że wszystkie one prowadzą do lepszego. Dużo jeszcze może się wydarzyć. W końcu rok się jeszcze nie skończył. :) 

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+