niedziela, 31 stycznia 2016

wszystko opiszę

Kiedy byłem jeszcze mały nie posiadałem ani komputera, ani telefonu (co w dzisiejszych czasach wydaje się nieprawdopodobne, że w ogóle można było żyć), za złe zachowanie dostawało się linijka po łapach od nauczyciela, a nie karteczkę do psychologa z podejrzeniem ADHD, pomyślałem sobie, że kiedyś wszystko zinterpretuje i opiszę. moje wypracowania i rozprawki na języku polskim były bardzo słabo oceniane i niezrozumiałe. Cóż, szkoła jest, była i będzie konesratywna i raczej nie jest mile widziane myślenie w niej.
W międzyczasie dochrapałem się komputera. Pentium 233, ale już MMX Pozwalał rozwinąć skrzydła w takich rzeczach jak Carmageddon czy Need For Speed 3. Niestety brak interentu, który na tamte czasy był czymś kompletnie nieznanym, nie pozwolił na szeroki dostęp do mediów i portalów. Wszystko wtedy raczkowało. Internetu nie było nawet w szkole.
Moje pisemne wylewy zaskutkowały jednym zdaniem za dużo, co z kolei skutkowało niezdaniem matury z polskiego. Były to czasy kiedy nie było żadnych kluczy, systemów i innych pierdół. Maturę sprawdzały nauczycielki ze szkoły. Tym oto sposobem mój styl pisania bardzo nie odpowiadał mojej pani od polskiego. Ja za to w oczekiwaniu zostałem zesłany do szkoły policealnej edukacji informatycznej. To miało na mnie dobry wpływ. Tam przeżyłem kilka niesamowitych chwil, poznałem wiele ludzi, przeżyłem swoją pierwszą wielką miłość i... poznałem smak internetu. W tym że tajemniczym czymś za pomocą łączy szkolnych i serwera novela zaprenumerowałem gazetę o dość dziwacznym tytule "no name". Nie trwało długo, jak zacząłem pisać artykuły do niej. Artykuły, które były dość wysoko oceniane. Dostawałem się niemal co miesiąc do grupy najlepszych i dwa razy nawet udało mi się byc najlepszym z najlepszych. 

Dzięki "NO NAME" zostałem w internecie zauważony przyez inną, dopiero powstająca gazetę. Zostałem zaproszony przez nich jako jeden z redaktorów. Niestety niedługo później gazeta zmieniła profil. Przestała publikować dowolne tematy i zajęła sie poważniejszymi rzeczami. Nazwy gazety nie zdradzę, bo obecnie mocno się rozwinęła i jest dosć znana w kraju.
Ja wróciłem do NO NAME, które niedługo później przestało istnieć.
Mój nieco wiotki język wówczas miał sporo przerwy. Internet się rozwinął. Powstały portale społecznościowe typu Nasza Klasa. W internecie powstawały twory zwane dzisiaj blogami. Ponieważ moją pasją po pisaniu stały się zdjęcia, trafiłem przez przypadek na Fotobloga. Tam już jednak tak dobrze mi nie szło z pisaniem. Kilkuletnia przerwa okazała się zaporą nie do przeskoczenia. Tak mniej/więcej zaczęła się, trwała i zakończyła się moja kariera pisarska. 


 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

poniedziałek, 25 stycznia 2016

maszyneria

Wyobrażacie sobie to zdjęcie przy użyciu filtru dramatycznego? Poniwaz jednak w moim aparacie takich bajerów nie ma (to bardziej zaawansowany sprzęt), więc nie byłem w stanie tego filtru zastosować. No cóż, rzeczywistość rzeczywistością, a zdjęcie zdjęciem. A biorąc pod uwagę, że jesteśmy przyzwczajeni zdjęciami prosto s fotoshopa, zamiast z aparatu, zakładam, że i tak na nikim nie zrobi to większego wrażenia. : 

Pozdrawiam. 

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

niedziela, 24 stycznia 2016

pomalowałem

Zabawa światłem. :) Z wykorzystaniem lampki za kilka zł można wygrzebać co nieco z mroku i uzyskać fajne efekty. Polecam zabawę. :) 

Kilka zdjęć z wykorzystaniem zwykłej lampki rowerowej za kilka zł.











Pozdrawiam. 

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 21 stycznia 2016

motocyklista widmo


No i przyszła pora na pewne zmianki i wymianki w sprzęcie audio. Wzmacniacz powoli się sypie i trzeba myśleć o kolejnym. Na szczęście używane z lat świetności technicsa nie są takie drogie obecnie i powoli się rozglądam za czymś nowym. Za swój dałem około 800zł. Teraz te same modele są już za 200zł. Zastanawiam się tylko, czy wobec tego iść dalej w sprzęt technicsa, czy nie lepiej zainwestować w inną lepszą markę. Ponoć wszystko jest lepsze niż technics. :) Osobiście tak nie uważam. Sony według mnie ma chyba najgorszy sprzęt, ale to subiektywna opinia. Cóz.

Następną rzeczą będzie pewne CD. Jak w każdym szanującym sie i wiekowym sprzęcie pada napęd wysuwania tacy. I jak to w każdym szanującym się wiekowym sprzęcie nie ma do niego części. A szkoda, bo to wyższa klasa Marantza. Tym razem, jeśli jednak pójdę w Technicsa to i CD będzie technicsa. A najlepszy model tego producenta kosztuje... no właśnie... 800zł, na co mnie nie stać. Trzeba będzie szukać czegoś tańszego.










No i trzecia rzecz - magnetofon. Ostatnio zaczął trochę zaciągać dźwięk (bo taśma idzie równo). W dodatku jedna kieszeń gubi czasem jeden kanał. Cholerka, to praktycznie cały sprzęt do wymiany. :) No ok, Tuner się trzyma. Kupiłem go za chyba 40zł i miał być jako przejściowy. A tu okazuje się, że ze wszystkich nie ma żadnej usterki. Cóż, może i Grundig byłby dobrą inwestycją. Ale weź tu teraz znajdź Grundiga w dobrej cenie i sprawnego.

Do tego wszystkiego dojdzie gramofon. Marzeniem był i przez jakiś czas jeszcze będzie. Ale w końcu i on trafi w moje kolekcje. Małżonka mnie co prawda z domu wyrzuci, bo nie ma gdzie płyt trzymać, ale ja się tym nie przejmuje. Będzie gramofon to i miejsce się znajdzie. Myślę nad starym danielem unitry. Trochę nie będzie pasował do reszty zestawu, ale bardzo podoba mi się to, co można z tego gramofonu uzyskać. Oczywiście dobra wkładka to podstawa, ale dobra wkładka to koszt parę razy większy od samego gramofonu. Choć jak pamiętam ze starego sprzętu ojca - dźwięk z niego nawet na standardowej wkładce był świetny. 



Tak więc trochę trzeba będzie pozmieniać w domku w sprzęcie audio. Powymieniać to wszystko na sprawne. Ciągle jednak rozterki w którą firmę pójść. Bo jak już wzmacniacz (a on będzie pierwszy) kupię konkretnej firmy to i reszta pójdzie za nim. 


Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

środa, 20 stycznia 2016

reporterka

Czasem chodząc ulicami uwieczniam na zdjęciach to co może niedługo przeminąć. Mam więc sporo kamienic i sporo ulic. Zdjęcia mało zachwycające i nie ma się czym w sumie chwalić. Od takie zwykłe pstryknięcie tu i pstryknięcie tam. Jeszcze trochę w tym temacie muszę się nauczyć, ale wszystko przede mną. Znam już parę ogólnych zasad natomiast wprowadzenie w życie niektórych po prostu graniczy z cudem. Weźmy najprostszą sprawę na której znają sie wszyscy nawet ci którzy uważają, że ich telefon robi fenomenalne zdjęcia. Mam na myśli zoom. Jak wszyscy wiemy budynki należy fotografować z możliwie daleka z wykorzystaniem takiej wspaniałej funkcjonalności. Oddalamy się więc na bezpieczną odległość. Ustawiamy dość sporą ogniskową i cofamy się tak daleko aby cały budynek znalazł się w kadrze. Ok. I tu zaczynają się jaja. O ile gdzieś na polu jest to realne o tyle w mieście może być problem. A więc znaleźliśmy sobie obiekt. Niech to będzie kamienica, a co... Znając taką prostą zasadę, jak fotografowanie z daleka budynków staramy się ją zastosować. Cofamy się możliwie daleko, ustawiamy kadr i wszystkie parametry (albo po prostu lecimy na automacie, choć ktoś kto zna zasadę fotografii miejskiej raczej nie rzadko korzysta z automatu, a jeśli już to z automatyki programowej, czyli programu P). I nagle okazuje się, że przejeżdżające auto psuje nam kadr. Gdzieś w dole się znalasł goguś który nam po prostu zniszczył fotkę. A więc drugi strzał i to samo. Ok. Wyciągasz oko z wizjera, patrzysz, a tam na skrzyżowaniu ulic zielone i auta po prostu jadą. A droga w połowie odległości między tobą, a obiektem. Czekasz... czekasz... czekasz... i w końcu udaje się wstrzelić w moment, kiedy na zdjęciu nie będzie autka. Spust, podgląd i... cholera, co tam robi ta wstrętna baba? Ok, trzeba przepuścić. Zanim babsztyl odejdzie nam z ujęcia znowu zapala się zielone dla aut. I znowu czekanie. Czkeasz... czekasz... czerwone. Bah zdjęcie... kurde, a to co? Wyciągasz oko z aparatu... Psia krew, drzewo paskudne kilka metrów od ciebie łapie się na zdjęciu. Ok. Odsuwasz aparat, w bok. Robisz zdjęcie... cholera - znak drogowy... Ja pierdziu. Po kilku próbach walki ze słupami, stojakami i innymi rezygnujesz. Podchodzisz bliżej walisz fotkę, aby mieć święty spokój. I nie ważne, że tym razem zdjęcie do niczego, ale swój budynek masz. Zawsze możesz powiedzieć, że taki to a taki tam to  a tam stał. Co bardziej wytrwali obchodzą budynek wkoło jeśli się da i znajdują czasem dogodne miejsce. Tylko wówczas zazwyczaj się kończy na jednym czy dwóch budynkach w ciągu dnia. Jest to więc dobre, jak upatrzysz sobie już obiekt, znajdziesz te dwie-trzy godziny za dnia i możesz się pobawić. Podczas spaceru, lub po pracy zwyczajnie nie ma na to czasu. 
Takim to sposobem i nerwami dochrapałem się zdjęcia na górze. Sporo elementów na zdjęciu się załapało i trzeba było tak wykadrować, aby te najbardziej przeszkadzające usunąć ze zdjęcia. a kiedy już to zrobiłem w kadr wpadł słupek na dole. Skupiłem się jednak na ujęciu placu przed kamienicą i czekaniu aż jakiś ludzik wejdzie w odpowiednie miejsce na kadrze. Bez ludzika zdjęcie wyglądało po prostu kiepsko. A i tak oglądając potem zdjęcie zauważyłem, że w tle jeszcze znajdują się niepożądane pojazdy mechaniczne z którymi już niestety nic nie mogłem zrobić. 

 w oczy wpadł mi jeszcze taki budynek. Ujęty nieco od strony bocznej, lekko zasłonięty przez inne budynki i mural. Ale w tym świetle ładnie się prezentował. No niestety jak udało się złapać sam budynek z pominięciem samochodów w kadr wpakowało się kilka ludzików w tym jeden ze sankami. No i dodatkowo ktoś posadził drzewko zasłaniające fotografowany obiekt. Ponieważ statywu ze sobą nie noszę, a żeby pozbyć się trochę ludzików musiałem jakoś ustawić i ustabilizować aparat. A więc czas naświetlania 1/2 sekundy rozmył ludzi na tyle, aby nie przeszkadzali na zdjęciu (choć jako postacie z innego świata wyglądają rewelacyjnie). Znak drogowy za to wymusił takie a nie inne trzymanie aparatu. No i dostaliśmy to co widzimy - duchy na zdjęciu, drzewo na budynku i lekko przekrzywiony kadr (ja nie wiem, czy tak trudno jest postawić znak prosto?). Budynek udało się wyeksponować z reszty i ustawić go jako główny element. Co z tego skoro za dużo elementów jest przeszkadzających (drzewo) lub odwracających uwagę (duchy). Któregoś pięknego dnia jednak postanowiłem - znajdę sobie taki obiekt wokół którego będę chodził nawet 4 godziny, ale zrobię mu zdjęcie takie jakie chce. To jednak zabawa na ciepłe dni. 

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 19 stycznia 2016

nionowo-podporowo

Wczoraj zostałem wysłany do lekarza w celu zbadania i przekonsultowania ewentualnej amputacji kręgosłupa. To rzecz, którą bym w pizdu z wyrzucił i to bez większego żalu. Zamiast tego zostałem skierowany na rezonans, akupunkturę i cholera wie co jeszcze. A ponieważ próbowałem już wszystkiego i to wszystko pomagało tylko na chwilę, więc pozostaje zostać kilka razy nakłutym, poszczuty magnesem i... cholera wie co jeszcze.
Przy okazyjnie w drodze praca-lekarz miałem tę chwilkę na przechadzkę po mieście. W niesprzyjających warunkach mrozu, pochmurnego nieba i zamarzniętych rąk powstało kilka całkiem przyjemnych zdjęć. Zostałem nawet zaczepiany przez ludzi z pytaniem: "co ja tam widzę?", "Czego tam szukam?" oraz "Co pan robisz?". W sumie całkiem miłe. Nie były to jakieś nachalne pytania, przy okazji kilka osób poprosiło mnie o pokazanie zdjęć fotografowanego przed momentem obiektu. O dziwo... nawet się podobało, a z jedną panią wszedłem nawet w dłuższą dyskusję na temat fotografo-cykania. :) Powiem szczerze - całkiem przyjemny spacerek. :) Mimo odmrożeń, kataru po pas, bolących pleców i ogólnego poczucia mrozu było całkiem fajnie na zdjeciach. Niestety niedługo po wyjściu z pracy, zrobieniu kilku zdjęć olimpusik zaczął mi walić czerwoną bateryjką po oczach. U lekarza chwilkę poleżał, ogrzał się, a w drodze powrotnej po około 10-15 zdjęciach widok na ekraniku znikł, aparat zaczął przeraźliwie pikać, mrugać wielką baterią, po czym zamilkł, a po paru sekundach schował obiektyw i odmówiła współpracy. W sumie nie szkodzi aż tak bardzo, bo i tak podjechał juz mój autobus, ale ta świadomość, że do domku już nie będę wstanie zrobić ani jednego zdjęcia nie dawała mi spokoju. Oczywiście, jak to w takich chwilach bywa - zobaczyłem podczas jazdy 100tyś obiektów które mogłyby fajnie wyglądać na zdjęciach. Oczywiście obiekty te mijam przynajmniej 2 razy dziennie i jak mam aparat to ich nie widzę, ale to nie szkodzi. :) Rozładowana bateria jest najlepszą inspiracją.

Pozdrawiam.

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

sobota, 16 stycznia 2016

Zima

Wczoraj spadł śnieg. W końcu taki jaki powinien być na święta. Teraz już powinien topnieć, ale... lepiej późno niż wcale. Dało to sporo możliwości wykonania kilku zdjęć.
Ponieważ nastał weekend, rano wstaliśmy, napiliśmy się kawy i wyruszyliśmy w pełną przygód podróż. O dziwno, autka nie trzeba było skrobać, ale już odśnieżenia wymagało. Po wykonaniu zadania, zapakowaliśmy sie do środa i ruszyliśmy. Najpierw po dziadka i z stamtąd do Łasku. Po drodze jeszcze zahaczyliśmy o pocztę, gdzie wpadła mi w łapki dość małych rozmiarów paczka. Po drodze było jako tako, co prawda za Dobroniem była taka breja na drodze, że nie odważyłem się jechać więcej niż 60km/h, ale dojechaliśmy. Na miejscu napiliśmy się kawy, zostałem oddelegowany przez mamę do kilku zadań telewizyjnych i po ich wykonaniu zabrałem aparat i wyruszyłem na zdjęcia. Sesyjka wyszła bardzo przyzwoicie. Kilka całkiem nawet fajnych. Przy okazji spotkałem podróżniczka małego po ogrodzie. :) Ponieważ dał się sfotografować, nie uciekał i nie kazał sobie za to płacić ciężkich pieniędzy więc wstawiam jego wizerunek. Bardzo przyjemne coś spacerujące po podwórku. :)
W Łasku nie zapomniałem o swojej paczuszce. Odpakowałem, a tam... okular Jamesa Bonda - filtr szary regulowany. :) Niestety nie było warunków (temperatura i dość gruba warstwa śniegu), ani potrzeby skorzystania z nowego nabytku. Możliwościami pochwalę sie innym razem. :)
Droga powrotna była bardziej obfita w doświadczenia. Ponieważ temperatura spadła poniżej 0st pana Celsjusza breja do Dobronia  zmieniła się w lodowisko. No 40-50km/h... więcej się bałem. Trwało to dosyć długo w dodatku we wrzasku dziecka. Jestem wykończony i spełniony fotograficznie. :) 


A poniżej zdjęcie ośnieżonego ogródka... 


Pozdrawiam. :) I do następnego wpisu. Może po kolejnej sesyjce... 

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 14 stycznia 2016

codzienność pstrykacza

Wpadł mi dziś w oko taki oto kadr. :) na dole poziomo, a na górze pionowo. :) I do tego wszystkiego na dole przypłacone betonem, a na górze ozdobione niebem. :) Codzienna niecodzienność. :) Podoba się takie ujęcie? Wyszło prawie tak jak to sobie wyobrażałem.


Moja mini mieszkanka mieszkania dostała dzisiaj kolejną pochwałę w szkole. :) Wczoraj pochwała, dzisiaj pochwała. :) Zasłużyła na niespodziankę. Jeśli jutro wezmę jakąś dziewczynkę ze świetlicy i dowiem się, że znowu dostała pochwałę, to będę szukał dalej córki, bo to na pewno nie ta. :) A tych sobowtórów ostatnio tyle produkują, że głowa mała. :) 


 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 12 stycznia 2016

nowości i dodatki.


Wczoraj dotarły do nas dary. Jeszcze nie wszystkie wykorzystałem, ale część jest. Z rana nawiedził nas listonosz i wpadły w nasze łapki kolejne dary od allegro. :)

A więc od początku. Najpierw dotarły do nas dwie paczki a w nich:
1. Filtr UV
No tutaj nie ma co pokazywać. :) Filtr jak filtr i zdjęcia te same będę. Swoją droga musze kupić jeszcze dwa - jeden na drugi obiektyw i jeden na stary obiektyw Heliosa
2. Adapter M42.
Wspaniała to maszyna. Ile to super zdjęć można tym zrobić. Pobawiłem się dzisiaj tym trochę. Jako że wstałem z handrą, niechęcią i apatią do całego świata postanowiłem wyżyć się manualnie na aparacie małżonki. Ale ciiiiicho, nie mówcie jej. :)

pausa
I korzystając z pausy powiem, że kocham Cię małżonko najmocniej na świecie. Jesteś najlepsza
pausa end

Tak czy siak M42 to moja chyba ulubiona zabawka. :) Jak ten obiektyw rysuje to po prostu bajka. :) Poza zdjęciem na samej górze, kilka zdjęć z z obiektywu oraz ochów i achów.





Obiektyw ma jednak jedną wadę - jst całkowicie manualny i zanim wyjdzie jedno zdjęcie zrobi się 12 nieudanych. Parametry ustawia się na oko - ostrość, przesłona, czas naświetlania, czy ISO. Tutaj nie żadnej automatyki. Wszystko na czuja. :) A z moimi oczami z ostrością są szalone jazdy. Ale warto, jak się człowiek uprze, to na prawdę kilka świetnych zdjęć można zrobić. 
Obiektyw jednak przez swoje ograniczenia kompletnie nie nadaje się do używania go na co dzień. Jednak do zdjęć portretowych jest niezastąpiony. :) Portrety laleczki mówią same za siebie. Pięknie rozmyte tło i wyeksponowanie głównego obiektu sprawia, że do portretów nic lepszego nie ma. Ludzie tutaj mieli rację, twierdząc, że stare heliosy są 1000X lepsze od nowych obiektywów nawet tych stricte portretowych. Mogę z czystym sumieniem polecić. :) W tym momencie żaden aparat nie może się równać z takim obiektywem. :)


Ok, koniec podniety. Wraz z listami dostałem awizo, a tam 3 paczuszki do odbioru. Jako że listonosze nie mogą nosić nic poza listami, a na awizo były 3 trochę grubsze listy, to musiałem sam po nie iść. Ah Ci ludzie, sami sobie dołki kopiom. Poszedłem a tam kolejne niespodziewanki ->
 

3.Pierścienie pośrednie.
Fajna sprawa, dla kogoś, kto ma zamiar  bawić się makro. Jeszcze ich nie rozgryzłem i ciężko mi się wypowiedzieć, ale z Heliosem współpracują świetnie. Natomiast nie mogę dojść do tego, jak dogadać obiektywy kitowe z tymi pierścieniami.


4. 3-kolorwy dyfuzor.
Fajnie działa, jeszcze nie zdążyłem dobrze rozkminić, bo zrobiłem zaledwie 3 zdjęcia z nimi. Twarzyczki nie są przepalone ostrym światłem lampy błyskowej, tylko delikatnie rozmyte. Wada jest taka, że nie przylegają one do lampy. W momencie błysku fotograf dostaje odbitym od dyfuzora światłem lampy błyskowej. A to potrafi na chwilę zapomnieć o wizji. 
5. Dekielek.
Nic ciekawgo. Po prostu dekielek ze sznureczkiem do oliego. :) 


Po tych zabawkach wieczorkiem zapukała jeszcze raz poczta. Tym razem dotarł
6. pierśień odwrotnego mocowania.
Fajna sprawa, ale trzeba zdjęcie potem wykadrować, bo do dyskozycji mamy malutki wycinek, a reszta to czarne tło. Ale można tym policzyć ilość oczu muchy. 
Kojarzycie? To malutkie coś jest na prawdę malutkie. Ma może kilka milimetrów wysokości. Udało mi się jeszcze zrobić literkę napisaną drobnym druczkiem. Zabawa dla wielbiciela na prawdę dużego przybliżenia. Można oglądać normalnie strukturę papieru. Na zdjęciu akurat najmniejsze możliwe powiększenie na tym zestawie. 
7. Wężyk spustowy.
Fajna sprawa jeśli pracujemy ze statywem i nie chcemy poruszyć aparat podczas wciskania spustu migawki. Wada jest jedna - wężyk posiada możliwość blokady autofocusa, czyli wciśnięcie spustu migawki do połowy. Niestety w odróżnieniu od standardowego spustu nie ma tego podwójnego skoku i trzeba to mocno na wyczucie zrobić. Ale na pewno się przyda. :) 


A dzisiaj dostałem jeszcze jeden prezent
8. Adapter odwrotnego mocowania
Czyli mam możliwość przypięcia obiektywu tyłem o przodu. I to chyba będzie najlepsza zabawka żony. Można na prawdę dużo fajnych rzeczy tym zrobić. Ostrzy się co prawda zoomem, ale da się i skala odwzorowania jest po prostu gigantyczna. Podobna jak w przypadku połączenie obiektywów przodem do siebie, ale nie ma tego, że całe zdjęcie to malutkie kółko w środku kadru. Jak trzeba będzie zrobić zbliżenie bzykających się owadów, to zobaczymy nawet minę samiczki jak przeżywa, a także będziemy mogli zrobić ich kopulujące genitalia, jak ktoś będzie chciał. Tylko ja tego oglądać nie chce. 

Teraz czekam jeszcze na filtr szary i to chyba już wszystko. Jak znajdzie się ciekawy obiekt,  w którym będę mógł go wykorzystać, to i zdjęciem się pochwalę. :)


Pozdrawiam. 
 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

niedziela, 10 stycznia 2016

między dżumą a cholerą

Czytam i czytam i wciąż nie wierzę. Na pytanie 
- Yyyy, co wybrać, ziom? 
jedną i właściwa odpowiedzią wydaje się 
- Lustrzankę.
- Yyy, ale ja jestem początkującym?
- Lustrzankę
- Ale ja będę robić zdjęcia cioci i swoim pryszczatym synom.
- Lustrzankę
- Ale...?
- LUSTRZANKĘ!!!

kurcze, gdzie bym nie spojrzał wszędzie mówią lustrzankę, a jedne co przemawia za kompaktem to wielkość. Pozwólcie że się z tym nie zgodzę i przedstawię własny punkt widzenia.

Otóż, osobiście uważam, że tak na prawdę lustrzenke potrzebują ludzie, którzy zamierzają robić zdjęcia zawodowo. Pomyślimy od podstaw

1) Po co kowalskiemu lustrzanka?

Wiele mówi, że jakość obrazków, szybkość aparatu, możliwości i możliwość rozbudowy to zalety lustrzanki. Zalety, które... kowalskiemu są zbędne. Jakości nie można lustrzance odebrać, ale jeśli kupimy dobry kompakt, z dobrym obiektywem, dużą matrycą to zdjęcia będą porównywalne do tych z lustrzanki. A dobry kompakt z dobym obiektywem i matrycą zdecydowanie lepsze będzie zdjęcia z siebie wypuszczał niż tania lustrzanka.
Co do szybkości... no tak, a co Kowalski będzie fotografował? Zawody sportowe? Szybko uciekające kury? Odrzutowce? Raczej nie. Kowalski zrobi zdjęcie swojego psa, swojego obiadu i grubej córce. A do tego szybkości mu nie potrzeba.
Możliwości? A no możliwości. Lustrzanka ma tryb automatyczny i tego trybu kowalski będzie używać. I pokredła trybów pracy nie zmieni, bo się bedzie bał że coś zepsuje. A jak wiemy, lustrzanki nie nadają się do robienia zdjęć w tym trybie. 

Możliwości rozbudowy? No są. Niezaprzeczalnie. Ale kowalski tego nie zrobi. Będzie używać kitowego obiektywu i koniec. Weźmy pod uwagę, że zakup takiego aparatu to dopiero pcozątek wydatków. Aby lustrzanka spełniała swoją funkcję trzeba wydać kolejne 4-5 tysięcy na kolejne obiektywy dodatki i pierdółki. Kupując kompakt nawet za 2tyś na tym wydatki się kończą.

2) po co bardziej doświadczonemu lustrzanka?
Bo ma tryb manualny i możliwości rozbudowy. Ok, ale bardziej zaawansowany kompakt też ma tryb manualny. A co do rozbudowy, to raczej wątpie, aby ktoś kto zajmuje się fotografią hobbystycznie bawił się w kupowanie drogich obiektywów, które to właśnie dają prawdziwego kopa lustrzance. Wszelki inne dodatki spokojnie możemy dodać do kompaktu. Pierścienie, lampy, osłonki, dyfuzory... to wszystko możemy dokupić do kompaktu. Poza tym kompakt już na starcie ma dużo większe możliwości niż lustrzanka. Nawet zakres ogniskowych. Dobry kompakt z dobrą optyką ostrzy już od 1 cm, ma dużą skalę odwzorowania. A na drugim końcu osiąga nierzadko nawet 600mm. Aby lustrzanka miała takie możliwości, to patrząc na najtańsze opcje:

Body -                   1500zł.
Obiektyw makro -         1800zł.
Obiektyw zoom 28-70 -    zazwyczaj dostajemy z lustrzanką
Obiektyw 70 - 300mm  -   2,5tyś
Obiektyw 200-600mm -     około 5tyś
----------------------------------------
W sumie                  10800zł.

Dobry kompakt to wydatek rzędu 2tyś zł. I takie same możliwości ogniskowania.

No i pozostaje jeszcze jasność obiektywów. dobry kompakt oferuje jasność w zakresie f2,8 - f11 (czasem już od f1,8). Kitowy obiektyw do lustrzanki posiada zakres od f4 - f11 (czasem można znaleźć f3,5 - f22). 

Innymi słowy lustrzanka potrzebna jest raczej zawodowcom, którym potrzebny jest szybki aparat (w fotografii reportażowej wręcz wymagany), bo taki chodzi po mieście i cyka konkretne sytuacje, które zazwyczaj się bardzo szybko zmieniają. Poza tym aparat u takiego człowieka zarabia na siebie. Taki człowiek nie kupuje obiektywu makro, bo jest mu on kompletnie zbędny (chyba, że fotografuje serce rozkrojonego karalucha). Taki człowiek potrzebuje przede wszystkim jasnego obiektywu. Najlepiej f1,8 a nawet mniej i szybkiego focusa. A to już wydatek rzędy 4tyś zł. Jeśli dodamy do tego jeszcze dużego zooma robi nam się na prawdę niezła sumka. Ale dla człowieka zarabiającego aparatem ma to sens. Musi mieć aparat dostosowany do każdej sytuacji i mieć możliwość rozbudowy i poszerzania tych możliwości. Normalnemu człowiekowi (czy to będzie mechanik, górnik, czy księgowy) lustrzanka nie jest potrzebna. 

Sam z pół roku temu sprzedałem lustrzankę i zamieniłem ja na kompakt. Przez moment przeleciał mi przez myśl Sony NEX, ale jak sobie przemyślałem, to nie stać by mnie było na kolejne nowe obiektywy. Wybrałem więc kompakt z dobrym obiektywem i dużą matrycą. I zdecydowanie mam teraz bardzo duże możliwości, za które w lustrzance musiałbym zapłacić duuuużo. Fakt, faktem, że jakoś większej rozbudowy nie mogę zrobić. Mogę owszem dokupić jakieś akcesoria czy filtry. Ale obiektyw mi spokojnie wystarcza i daje na tyle szeroki zakres ogniskowych, że nawet kupując lustrzankę bym tego nie miał. 

Dlatego wydaje mi się, że lustrzanka dla kogoś kto się nie zajmuje fotografią to kompletnie zbędny wydatek. A biorąc pod uwagę, że zakup samego aparatu to dopiero początek wydatków, lustrzanka wydaje się być kompletnie bezsensownym pomysłem. Samą ocenę zostawiam wam. Choć mile wdziane komentarze jak Wy to widzicie i jakich aparatów używacie na codzień. 


Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

sobota, 9 stycznia 2016

Kompakt

Zauważyliście jedną ciekawą rzecz w poradnikach wszelkiego rodzaju? Nigdzie, ale to nigdzie nie ma żadnego poradnika jak robic zdjęcia aparatami kompaktowymi. w każdym filmiku na YT, albo jakiejś stronie wszyscy mają drogie lustrzanki z gigantycznymi obiektywami. Szukałem wczoraj jakiegoś takiego poradnika, jak robić fotki najzwyklejszym aparatem kompaktowym. I trafiem na filmiki typu "jak robić zdjęcia", "jaki aparat wybrać", czy chociażby "poradnik dla amatora". I w każdym filmiku który włączyłem jakiś koleś zaopatrzony był w lustrzankę z 5 obiektywami. Oczywiście powieść zaczynała się od słów np: "jak chcemy zrobić zdjęcie takie to a takie powinniśmy wybrać obiektyw taki to a taki". Kurcze, nawet w filmikach dla początkujących. Powiedzcie mi, który normalny człowiek zaczynający zabawę ze zdjęcia jest zaopatrzony w aparat ze zmiennymi kitami i dodatkowo wydał jeszcze parę tysiączków na dodatkowe obiektywy?
Ja posiadam kompakta, dosyć zaawansowanego. I większość chcąc się czegoś nauczyć (np fotografii portretowej) nie mam skąd tego zrobić, bo wszyscy wielcy znawcy każą mi kupić gigantyczną lustrzankę z 5 różnymi szkłami. Żaden natomiast nie wpadł na to, aby zrobić jakiś poradnik dla człowieka który w swojej kolekcji ma małpkę, albo jakiś aparat typu superzoom. Z filmików wnioskuje jedno - nie da się robić zdjęć, jak się nie ma drogiego aparatu z drogim osprzętem. Po prostu nie pozostaje nic innego jak wziąć kredyt na 100tyś, zakupić bardzo drogą lustrzankę z bardzo drogim osprzętem, aby robić zdjęcia swojemu kotu. Kot potem zdechnie, a ja zostaje z kredytem na następne 30 lat. No, ale nie da się. Po prostu się nie da. Do każdego zdjęcia trzeba mieć inny obiektyw i inny zestaw akcesoriów. Dlaczego nikt nie wpadnie na to, aby wziąć aparat za 800zł i na jego podstawie zrobić poradnik? Nie rozumiem tego, ale wygląda na to że mój warsztat nie nadaje się do robienia zdjęć wcale. Posiadam w końcu jedynie aparat za kilka stówek, statyw za 300zł i mały aparacik, który kupimy już za 100zł. No cóż, widać tym się nie da po prostu fotografować. 


 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

piątek, 8 stycznia 2016

wyrwane z kontekstu

Dzień wczorajszy zaczął się nieciekawie. Rozpoczęło się od zawrotów głowy, bólów brzucha i temu wszystkiemu podobnych rzeczy. Pojechałem do pracy i szybciej niż pojechałem wróciłem. Wizyta u lekarza, diagnoza i... tydzień zwolnienia. Długo? Może i długo. Ale bilans dnia wczorajszego to dwa zwrócone posiłki, dezorientacja i pomalowanie ubikacji na kolor brązowy. :)
Dzień dzisiejszy zaczął się nieciekawie. Rozpoczęło się od zawrotów głowy, bólów brzucha i temu podobnych rzeczy. Pojechałem.... Ahaha i tu Was zaskoczę -> nie jechałem nigdzie. I w sumie dobrze. Bo jakbym pojechał też bym pewnie jeszcze szybciej wrócił.


Zamówiliśmy w szkole córki obiady domowe. wyobrażacie to sobie? Panie kucharki w szkole serwują obiady nie tylko dzieciom w szkole, ale również ich rodzicom. Można sobie takie obiadki wykupić. Co oczywiście uczyniliśmy. Dzisiaj porcja pierwsza. :) A że dzieci dostają na prawdę świetne te obiady to skusiliśmy się. I  w sumie taka przyjemność nie jest droga. 150zł za dwa dania codziennie. A możecie wierzyć, że jeżeli będą to dania wielkości tej samej co dostają dzieci, to jedno danie na jedną osobę spokojnie wystarczy.


Wczorajszy dzień nie zakończył się na żołądkowych rewolucjach. Wczorajszy dzień dostarczył nam jeszcze dwóch rozrywek - wypłaty (dosyć spora przyszła) i rachunku za gaz no i tu juz było trochę gorzej. Oczywiście, że ze względów bezpieczeństwa i szybko upłynniającej się gotówki otworzyliśmy rachunek. A tam - aż 5 faktur. W tym jedna płatna do 18 stycznia. No cóż, zapłacić trzeba. Kwota niebagatelna, bo całe 0zł (słownie: zero). W sumie nie wiem jak my sobie finansowo poradzimy z takim obciążeniem. No cóż, będziemy głodować cały miesiąc. 


W związku z wypłatą należało oczywiście zapatrzeć się w kilka rzeczy. A ponieważ rezygnacja z tak fenomenlnej rzeczy jak ubezpieczenie PZU przyniosła do skarbonki trochę więcej do wypłaty, małżonka zgodziła się, aby to trochę więcej przeznaczyć na różne akcesoria związane z naszą aktualną sytuacją hobbystyczną. Tym oto sposobem staliśmy się posiadaczami: 

 To małe niepozorne kułeczko to adapter odwrotnego mocowania. Służy do zamontowania obiektywu w korpusie tyłem do przodu. Po co? a no po to, aby robić portrety różnym żyjątkom mieszkającym w trawie, lub fotografować martwe karaluchy. Świetna sprawa

 Dyfuzor. To taka nakładka na lampę błyskową. Kupiliśmy taki na wbudowaną, bo zewnętrznej ciągle się nie dorobiliśmy. Do czego to służy? A no do tego, aby światło z lampy błyskowej nie było takie ostre. Dzięki temu będzie dużo bardziej naturalne. W zestawie jest jest jeszcze dyfuzor niebieski (aby światło było bardziej zimne) oraz żółty (aby światło było bardziej ciepłe. Przyda się, oj przyda.


Pierścień reduktora M42. Służy do zamocowania starych obiektywów (np z analogowego Zenita) do nowoczesnych lustrzanek. Kosztował parę zł, ale to z tego powodu że wybrałem taki z potwierdzeniem ostrości i przekazywaniem wartości przesłony do elektroniki aparatu. Po co? A no po to, aby łatwiej można było ustawić odpowiednio taki obiektyw. W końcu w Zenitach próżno szukać autofocusa, czy programowo sterowanej migawki. Tam wszystko działa ręcznie. A czasem ustawić dobrze ostrość na czymś takim to prawdziwe wyzwanie.

 Pierścień odwrotnego mocowanie. Bardzo podobne urządzenie do Adapteru. Z tą małą różnicą, że jeden obiekty można zamontować przodem do drugiego. Ponoć równie fantastyczna sprawa, z tym że tu już można się nieźle pobawić, a skala odwzorowania robi ogromne wrażenie. 

Filtr szary regulowany. Kosmiczna maszyna wyglądająca jak okular Jamesa Bonda to tak na prawdę ciemne szkło wkręcane na obiektyw. Ma służyć do zmniejszenia ilości światła padającego na matryce. Po co? A no po to żeby wydłużyć czasy migawki. A po co to? A no po to aby uzyskać rozmazane obiekty również w dzień. Po co? A no po to, żeby było fajnie. Nie zadawajcie głupich pytań.



Decyzja dzisiaj (a w zasadzie wczoraj) zapadła. Zostaje przy Olimpusie Camedii C-760. To małe niepozorne coś na razie najlepiej spełnia moje wygórowane oczekiwania co do aparatu. Ma wady, bo ma. Jest duży... na tyle duży, że noszenie go w kieszeni nawet kurtki nie wchodzi w grę. Głównie przez dość mocno wystający obiektyw nawet w czasie gdy aparat jest wyłączony. No i jest wolny. Producent podaje czas uruchamiania około 4s, ale mi wychodzi dobre 9s. Ale faktycznie, po 4 sekundach wysuwa się obiektyw, a kolejne 5s trwa odczytywanie karty i uruchamianie wyświetlacza. W sumie 9s.
No i ta bateria. Stara oryginalna wystarczała na kilkanaście zdjęć. Kupiliśmy nową i max 100zdjęć wytrzymuje, a z lampą zdecydowanie mniej. Zapadła więc decyzja o kupnie jeszcze jednej, choć mocno myślę nad dwoma -> jedna w Ładowaniu, jedna w aparacie i jedna w torbie na zapas.
Ale i nowe nie są bez wad. Kupiłem sobie olympusa SH-50 i po jednym razie w plenerze oddałem bez większego żalu żonie. Aparat ma ogromne ograniczenia i aż za duże jak dla mnie. Zdjęcia wychodzą z niego świetne, ale jest dla mnie za prosty. Od takie ładne pstrykadełko. W nim nawet ustawienia manualne nie są w pełni manualne i aparat ingeruje w poczynania użytkownika. Bez sensu. Wybrałem kilka innych aparatów w celu ich kupna. Nieco bardziej zaawansowanego Olympusa XZ-1 który wraz z następcą uważany jest za jeden z najlepiej "robiących zdjęcia". Jeśli robi takie same jak SH-50 to się w pełni z tą opinią zgadzam. Obiektywy Zuiko w tych aparatach rysuja na prawdę pięknie. 

Drugi to canon z serii G lub S. G to seria dla profesjonalistów. Wymaga zabawy, korekcji, ustawień i interwencji użytkownika we wszystko co aparat wyprawia. Seria S to prostrze sprzęty i bardzo malutkie. Wręcz kompaktowe urządzenia niewiele większe od telefonu komórkowego. Ale mają bardzo jasne obiektywy i pełne ustawienia manualne. Zacne maszyny
No i wychwalany wszem i wobec Panasonic Lumix LX 5 lub 7. Ma niesamowitą automatykę radzącą sobie w każdych warunkach. Ponoć najlepsza w aparatach kompaktowych. Nie dziwie się. Jak popatrzyłem na testy i jak sobie radzi oprogramowanie w dowolnych warunkach to na prawdę robi wrażenie. Mimo iż jest to również maszyna dla profesjonalistów to jednak odnosze wrażenie, że by mnie bardzo rozleniwiała.
A dlaczego zostaje przy C-760? Jest tak samo wymagający jak Canon, robi zdjęcia równie doskonale co XZ-1 i ma perfekcyjnie zestrojone programy tematyczne i świetnie dopasowany program P który doskonale sobie radzi, a jak zawiedzie do wyboru są jeszcze 2 programy półautomatyczne, jeden w pełni mnualny i ew 4 ustawienia zaprogramowane. No i... hehe... to makro... Niby takie samo jak w SH-50, ale tu mamy makro niezależne od wybranego programu, a tam makro jest osobnym programem. No i tu mogę sobie dobrać efekty, czy dostroić kolory bez względu na program, a tam każdy kolor czy efekt to osobne ustawienia koła programów. Pamiętacie jeszcze to zdjęcie które wstawiłem na samym początku wpisu? Tak, zostało zrobione Camedią którą obecnie można kupić za 100zł z pełnym zestawem akcesoriów i kilkoma dodatkami. No i rodzi się od razu pytanie - skoro można aparatem za 100zł, po co kupować aparat za 800? Pewnie wielu pomyśli - a no bo to nowsze (no i co z tego? Nowsze nie znaczy lepsze), a no bo to ładniejsze zdjęcia robi (po 1 nie aparat robi, tylko fotograf, po drugie kompakty radzą sobie tylko do ISO 400 i to dosłownie każde dostępne na rynku. Dalej to już programowe odszumianie, a to można albo zrobić w programie graficznym, który dużo lepiej sobie zazwyczaj radzi w takich sprawach niż soft aparatu), a no bo większa matryca (a co za tym idzie większ szumy, poza tym w żadnym aparacie dla profesjonalistów matryce nie przekraczają 10MPX. Camedia ma 3,5MPX. Gwarantuje - różnicy w zdjęciach nie ma żadnej między poszczególnymi wielkościami matrycy, nawet na standardowym rozmiarze wydruku). Cóż... Camedia kosztowała jako nowa 2500zł w roku 2004. Aby teraz któryś dorównał jej możliwościami trzeba również dać około 2tyś. Może wtedy by i wymiana miała sens. Ale kogo na to stać?? 






Ps. A się rozpisałem...
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

środa, 6 stycznia 2016

pająk

taki tam szkielecik. :) Ale w kwestii makro nadal comedia rządzi. :) To akurat robione nowym olimpusem. Jednak staremu nie dorasta do karty nawet. Stara camedia jest duża, bardzo wolna i czasem niezwykle toporna, ale często nie do zastąpienia. Gdyby nie te wady na pewno nie zmieniałbym aparatu. No niestety - na razie nie mam wyjścia. Ale spodziewać się mogę, że drugiego takiego jak Olympus C760 mieć nie będę. 

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

Zakupy

dokonałem kilku zakupów i rozszerzenia swojego "zakładu fotograficznego". Rozszerzy to trochę możliwości. 
A oto i zakupy:

 Dekielek na obiektyw. :) Cóż, może za wiele on nie zmieni, ale na pewno będzie wygodniejszy. Obecnie w Olimpusie dekielki nie mają sznureczka i trzeba go trzymać i pilnować, aby nie zginął. A teraz spokojnie się zdejmie i on będzie sobie dindał przyczepiony do aparatu. 

 Filtr Polaryzacyjny - no i pozbędę się odblasków z wody, szyb i róznych odbijających powierzchni. A przy okazji wzmocni trochę intensywność kolorów. :) Świetna sprawa. Na prawdę polecam.

 Filtr UV. raczej w warunkach miejskich przydatny jedynie do ochrony obiektywu. Neutralnie biały i nie wpływa na zdjęcia. Bardziej przydaje się w górach w celu usunięcia mgły z dalszych partii gór. Ale różnicę widać dopiero na duuużej wysokości. Przy okazji kupiłem filtr płaski, aby nie przeszkadzało w szerokim kącie. Przydatna rzecz. 

Zestaw pierścieni pośrednich. Stosuje się w celu odsunięcia obiektywu od matrycy. A to z kolei stosuje się, aby uzyskać większą skalę odwzorowania. większa skala odwzorowania, to możliwość ostrzenia z bliższej odległości, a co za tym idzie większe makro. :) Takie zastępstwo obiektywu makro. :) Świetna sprawa. Szkoda tylko, że nie działa automatyka w obiektywie. Pierścienie nie przenoszą elektroniki
, a więc pozostaje ustawianie ręczne obiektywu. Da się? Da się. :) Niestety na takie z przeniesieniem elektroniki nie było mnie stać. kosztują wielokrotnie więcej niż standardowe pierścienie. Ale jak będę obrzydliwie bogaty, to kupię. A co....

Wężyk spustowy. Działa na pewno z moim aparatem. Czy  olimpusem też? Tego nie wiem. Fajna sprawa w przypadku robienia zdjęć ze statywu. Tak, aby nie trzeba było dotykać aparatu w celu wciśnięcia spustu migawki. No i jak już ustawimy aparat jak trzeba, wciśnięcie migawki nie przesunie nam aparatu. Kupiłem najprostszy, ale są też bardziej zaawansowane. Mozna nimi ustawić parametry aparatu (migakwe, przesłonę, ISO...), albo ustawić wywołanie migawki o odpowiedniej godzinie, lub cyklicznie co jakiś czas. W zasadzie mi raczej zbędne. Wystarczy najprostszy. Były jeszcze mechaniczne, ale nie pozwalały na blokadę ostrości, więc raczej nie dla mnie.

Niedługo szykują się kolejne zakupy. Kilka pierścieni oczekuje na zakupy, do tego dyfuzory i filtr szary. No i oczywiście aparacik... ciągle nie mogę się zdecydować, ale na polu boju zostało 3-ch graczy: Panasonic Lumix LX5 lub LX3 (czasem można trafić na LX5 w cenie LX3, a to świetna sprawa), Canon serii S (Można upolować S95 w dobrej cenie, znalazłem S100 i S200 też w realnych granicach cenowych). No i oczywiście perełka czyli Olympus ZX-1 (może się uda go kupić, jeśli mi wcześniej nie wykupią. W zasadzie to wszystkie te sprzęty to perełki w dobrych cenach. Pojedyncze sztuki. a jedna nawet nówka (ale nie powiem która, bo mi wykupicie). Może uda się któryś z nich kupić, jeśli nikt nie wykupi. Czas pokaże. Jak się nie uda, będzie przykro i trzeba będzie szukać dalej.



Udostępnij:    Facebook Twitter Google+