czwartek, 22 października 2015

Fotomalowanie


Jakoś tak kilka lat temu zaczęła się moja przygoda z fotografią. Miałem wtedy aparat Trust i pracowałem w gazetkach Echo Miasta. Aparat był niesamowity. Patryca 0,3MPX, nie posiadał wyświetlacza, nie miał zoomu programów tematycznych... nie dało się nawet ustawić lampy błyskowej. Wizjer pokazywał to co chciał, a nie to co wychodziło na zdjęciu. W aparacie nie było karty pamięci i dało sie zrobić max 60zdjęć. Byłem z tym aparatem na wakacjach, robiłem zdjęcia w domku i w plenerze. Sporo fotek zrobiłem w pracy... Zdjęcia przypominały raczej bohomaz i trzeba było sie przyjżeć, aby zobaczyć co na nich jest. :)




Potem zmieniłem pracę i za pierwszą wypłatę wpadł mi w ręcej taki oto aparacik. To Fuji Finepix S5600. Bardzo fajny sprzęt. Zrobiłem nim parędziesiąt tysięcy zdjęć. Dzięki niemu poznałem swoją małżonkę, to z niem w ręku przeżyłem kilka niezapomnianych chwil. A i możliwości sprzętu były niesamowite. Jak na tamte czasy to wyższej klasy aparat. Kosztował mnie trochę więcej niż wynosiła moja ówczesna wypłata. Dokupiłem do niego zestaw akcesoriów i praktycznie się z nim nie rozstawałem. Wyjechałem z nim do Anglii, gdzie na jednej z wystaw znalazłem moje marzenie aż po dzień dzisiejszy. To Fuji Finepix S9600. Aparat po dzień dzisiejszy uważany na za najlepsze dzieło Fuji.

Przyszedł niestety taki moment, że musiałem się rozstać z moim Fuji. Sprzedałem go. Z zamiarem zakupu S9600. Już trochę tańszego, bo w zasadzie starszej daty. Nowy niedostępny. Niestety losy potoczyły się tak, że długo nie miałem żadnego sprzętu. Zdjęcia zaniechałem. Aż do momentu jak w moje łapki wpadł Nikon L29, a po awarii L31.

 Zacząłem robić trochę zdjęć znowu. Od taki aparacik dla idiotów. Fajne głupstewko do noszenia ze sobą.
Nadeszły na nasz związek nieco gorsze czasy. Półtora roku właściwie kryzysu z przebłyskami lepszych chwil. Kupno mieszkania, zmiana auta... pomogło. Zaczęło dziać sie lepiej. Doszliśmy z małżonką do tego, aby założyć tego bloga. Strzał w 10, choć założenie było inne. Miał to być blog typowo rowerowy, pokazujący nasze podróże, z poradami rowerowymi, testami sprzętu... Kupiliśmy dla mnie aparat. Olympus E-520

I przyznaje... nie jest to moja bajka. Obecnie idzie na sprzedaż. A za zarobioną kasę ustawiłem się na Fuji Finepix S9600. W sumie już się nie mogę doczekać sprzedaży Olympusa i zakupu nowej zabawki. :) Jest spora szansa, że znowu wrócę do fotografii, czego sobie, wam i swojej małżonce życzę... No może małżonce mniej, bo jak wypadnę na miasto to kilka godzin będę poza domkiem. Wczoraj z Nikonem wracałem z pracy półtorej godzinki, bo pomyślałem, że wysiądę 2 przystanki wcześniej i zrobię kilka zdjęć. No i z 30 minut od pracy do domku zrobiło się ponad półtorej. :) 


Udostępnij:    Facebook Twitter Google+