sobota, 19 grudnia 2015

Zdjęcie 20 - aparat



Czas          ->  1s
Migawka       -> f3,7
Sprzęt        -> Fuji S9600

Kilka lat temu, kiedy w moim posiadaniu był jeszcze Fuji S 5600 marzyłem o jego następcy Fuji S9600. Kosztował wtedy więcej niż moja obecna pensja. Dzisiaj można kupić za grosze. Swojego kupiłem kilka miesięcy temu za 400zł, ale dostałem 3 karty pamięci, torbę, statyw, zestaw akumulatorków i ładowarkę. Aparat na dzisiejsze czasy może być uznany za słaby sprzęt. Ma matryce 10MPX, szumy widać już przy ISO 400, nie posiada stabilizacji i ma 2-calowy wyświetlacz. Dzisiejsze aparaty tej klasy posiadają 20MPX matryce, systemy redukcji szumów, stabilizację conajmniej mechaniczną i bajery o których ani się śniło w tamtych czasach. Tylko... no właśnie, co mi po takim aparacie? Mój nie ma systemów wspomagających prawie żadnych. Wykonanie nim zdjęcia jest tak ciężkie jak pocałowanie kury w usta. A jednak uwielbiam go. 
Przez swoje gabaryty jednak (a wielkością dorównuje lustrzankom z obiektywem przynajmniej 200mm) ciężko go nosić codziennie. Zaopatrzyłem się więc w nowy nabytek który jest na zdjęciu powyżej. To nikon. Aparat zwany przez ludzi idiot-aparat i... mają rację. Posiada w zasadzie same programy automatyczne. Zdjęcia robi fajne. Jak na sprzęt za 300zł ma 16MPX matrycę, stabilizację elektroniczną, gigantyczny wyświetlacz i kilka zabawkowych funkcji. Generalnie do robienia zdjęć u cioci na imieninach nie ma nic lepszego. 
Zrobiłem nim kilkaset zdjęć i... przestał mi wystarczać. Pożyczyłem więc od małżonki Olympusa C-760. Mały aparacik z 2004 roku. ale ma to, czego brakuje 90% współczesnych aparatów -> wszystko. Pełny tryb manualny, 10krotny zoom, makro jakiego brakuje nawet aparatom za 2tyś zł i świetnie zestrojone programy tematyczne, jak ktoś potrzebuje. W zasadzie automatyka nie ma sobie równych. A po co mi większa matryca jak 3,2MPX? To i tak rozdzielczość zdjęcia rzędy 2000 X 3000. Po co mi stabilizacja, jak przy słabym świetle każdy aparat trzeba ustabilizować. A przy dobrym stabilizacja jest zbędna. No i dużo można zrekompensować czasem naświetlania. O dziwo aparat pozwala na dość krótkie czasy migawki nawet przy słabym oświetleniu. Fenomen po prostu. Fuji potrzebuje jednak więcej śiatła, aby zdjęcie było odpowiednio naświetlone. Nikon podbija bardzo ISO. A ten po prostu skraca czas otwarcia migawki. No i coś po prostu niespotykanego - ręczne ustawianie fokusa. Kurcze, pokażcie mi mały aparat z tą funkcją... wszystkie mają albo autofocusa, albo ciągłego focusa... można sobie ewentualnie ustawić punkt pomiaru ostrości. A tutaj? Jak są jakieś problemy, po prostu przełączmy na tryb manualny i sami sobie ustawiamy ostrość. Eh, szkoda tylko że gabaryty ma niemałe, jest tragicznie wolny (uruchamianie aparatu trwa w nieskończoność i trzeba odczekać kilka sekund między kolejnymi zdjęciami). Małżonka miała racje - w tym sprzęcie można się zakochać.
Obecnie chce sprzedać swojego nikona i zakupić jakiś starszy aparacik dający trochę większe możliwości ingerencji w zdjęcie. Czekam, będzie kasa z nikona, może pod choinkę coś dostanę... ze 100 z wypłaty pani małżonka mi obiecała... parę zł się uzbiera, a ja wybiorę się na zakupy na allegro. :) Może uda się dorwać coś gabarytów nikona i chociaż w połowie funkcjonalność Olympusa. Kilka typów mam... chociaż nikt nie jest w stanie podpowiedzieć jaki aparacik wybrać. A szkoda, bo na małpkach praktycznie się nie znam za bardzo.


Udostępnij:    Facebook Twitter Google+