wtorek, 29 grudnia 2015

Zdjęcie 29 - tryb

Swój pierwszy aparat znalazłem wśród sterty rzeczy w garażu. Nie posiadał karty pamięci, ani baterii. Wyświetlacza nie było a wizjer patrzył w lewo tak, że trzeba było się mocno napocić, aby uchwycić to co chcieliśmy sfotografować.
Potem był Fuji S5600 i moje zapatrzenie w nowość S9600, którego dzisiaj już mam. Aparat nie posiada stabilizacji, ma starą matryce CCD o rozdzielczości niecałe 10MPX, a jego maxymalny zoom to 10X (z ogniskową 300mm). Ostatnio ponieważ doszliśmy do wniosku z PM, że ona sobie kupiła laptopa, to teraz ja mogę sobie coś kupić do 1 tyś zł. Oczywiście ja to ja i pierwsze co to allegro i przeglądanie setek ofert z aparatami, co by zmienić mojego staruszka na coś nowszego. I trafiłem na nowy model S9600 oznaczony numerkiem S9800. Już byłym gotowy go kupić, gdyby nie kilka rzeczy które mi przeszkadzały. I zanim wybrałem inny model oświeciła mnie moja małżonka:


- Chopie, po co Ci drugi aparat?
Kurcze, faktycznie. Jakby tak pomyśleć... no niby stary, ok. na dzisiejsze standardy nie nadaje się nawet do tego aby zajmować miejsce w szafie. Ale kurcze, nie ma aparatu który byłby w stanie go zastąpić. A przynajmniej nie w tej cenie. Sprzęt który mogę nazwać godnym następcą S9600 kosztuje trochę ponad 2tyś. A ja się napaliłem na co? Na nowszą matrycę? Po co? W imię czego? Szumów? Jak mój sobie świetnie radzi do ISO 400, a ja rzadko używam nawet ISO 200. W imie większego zoomu, jak bardzo rzadko tego wykorzystuję? No ok, może być stabilizacja, ale jak sobie pomyśleć, to w ciemniejszych miejscach nie ma mowy o nieporuszonym zdjęciu z ręki. A w jasnych to i mój nie rozmazuje. I kupiłbym coś, co jest nowoczesne, 100X lepsze i 1000razy bardziej funkcjonalne. Ale potem pewnie bym płakał. Nie miałbym gorącej stopki (co prawda w obecnym aparacie używam jej niezwykle rzadko, jak nie w ogóle, ale planuje dokupić jakąś lampę). Nie miałbym gwintu i możliwości dołożenie filtrów. Bo producenci doszli do wniosku, że nie i już. Coś, że ponoć soczewki potrafią wyrwać obiektyw. Jak?? Jakim cudem? Na swój aparat potrafię założyć nawet 6 soczewek na raz i jeszcze tulipana i jakoś nie udało mi się wyrwać obiektywu.
No dobra, ale 1000zł dalej "mam". Pomyślałem, poczytałem i zamiast zmieniać aparat po prostu go rozbuduję. Nowa lampa, kilka soczewek, stołowy statyw, wężyk spustowy... to wszystko przyda sie bardziej niż nowy sprzęt. I jeszcze małżonka zyska to i do jej staruszka tez coś się dokupi. Może pierścien redukcyjny? Może pierścień odwrotnego mocowania? Może jakiś dekielek fajny... a może osłonkę przeciwsłoneczna na wyświetlacz? I sprzęcik będzie dużo bardziej funkcjonalny niż nowy aparat.
Swoją drogą mój kolega chce sobie kupić aparat. Lustrzankę... uparte stworzenie... Człowiek który robi zdjęcia u cioci na imieninach i ledwo radzi sobie ze swoim kompaktem. Czy na prawdę ludzie myślą, że lepszy sprzęt to będzie robić lepsze zdjęcia? Kurcze, prawdopodobnie przełącznik trybów wyląduje na auto i nigdy nie opuści tego miejsca. Ja nie wiem, kupowanie lustrzanki aby  fotografować w trybie automatycznym to jak kupowanie porsche, aby jeździć 40km/h po mieście. Już nawet nie chcę widzieć co będzie jak kupi i będzie jęczał, że jakaś beznadziejna ta lustrzanka i nie potrafi zrobić dobrego zdjęcia. No... czy ludzie na prawdę myślą, że będą robić lepsze zdjęcia im lepszy aparat będą mieli? A tymczasem lustrzanka kupiona w sklepie jest tylko z podstawowym wyposażeniem i najsłabszym obiektywem jaki jest w ofercie producenta. Kumpel chce robić zdjęcia w trudnych warunkach oświetleniowych. pytam się go grzecznie, czy ma 4tyś zł na jasny obiektyw? Co w zamian słyszę? Że można już jasny kupić od 80zł... kurcze, można, ale jasny to nie jest obiekty 1:3,5. Jasny do jest 1:1,8 najmniej. A nawet jeśli dostanie jakimś cudem taki, to będzie on ze starego zenita jakiegoś dziadka w pełni manualny. Bez silników wspomagających, bez wsparcia elektroniki... A tymczasem słyszę - A co to jest ISO? A do czego służy tulipan? A co to te cyferki na aparacie znaczą? ITD ITP. Oczywiście jak powiedziałem, że on sobie z lustrzanką nie poradzi, bo to są aparaty w pełni manualne i wszelkie tryby automatyczne są tylko formalnością, bo czymś klienta trzeba przyciągnąć i automatyka nie radzi sobie kompletnie z ustawianiem parametrów do danego kadru. W odpowiedzi usłyszałem "jak już będę miał, to się nauczę". Eh, no nic... denerwujące jest czasem to jak ludzie nie myślą, a potem jęki i stęki, że taki drogi sprzęt mają a takie do dupy zdjęcia robi. No cóż, nie mój problem, nie moje pieniądze, ale niestety moje uszy i będę wysłuchiwał potem jakie to te lustrzanki beznadziejne są. Pozostaje tylko uśmiechać się ostrożnie i powtarzać sobie w głowie "a nie mówiłem"... :) 



Udostępnij:    Facebook Twitter Google+