niedziela, 3 stycznia 2016

fogo-bout

Kiedy kilka lat temu poznaliśmy parę osób na fotoblogu stworzyliśmy małą grupkę powstańców i uzbrojeni w aparaty ruszaliśmy na miasto. Spod naszych "karabinów" padło kilka na prawdę świetnych zdjęć, a my dogadywaliśmy się dość dobrze. Jednak po pewnym czasie osoba odpowiedzialna za grupę po prostu zrezygnowała i nasza partyzantka się rozpadła.
W międzyczasie wiele się wydarzyło. Ja swój aparat sprzedałem, żona swój rzuciła w kąt i się kurzył, urodziło nam się dziecko. Z grupy, organizator po prostu przepadł bez wieści, dwie osoby związały się ze sobą, jednak otworzyła chyba jakąś agencję i zajęła się fotografia chyba zawodowo... Pozmieniało się. Fotografia poszła w kąt i tylko o czasu do czasu wspominało się te polowania na zdjęcie.
Po kilku latach założyliśmy z żoną tego bloga. Miał to być nasz blog z naszymi wycieczkami rowerowymi. wszystko udokumentowane na obrazach i opisane. Zacny pomysł. Nauczony doświadczeniem wziąłem 600zł i kupiłem olympusa E-520 z dwoma kitami. Jednak okazało się, że nie jest to sprzęt dla mnie. Niezbyt lubiłem ten aparat. ale w międzyczasie zacząłem trochę bardziej wciągać sie w fotki. Zapadła decyzja - Olympusa sprzedaję. Wprowadziłem swój plan w życie, a aparat pozostający na dłuuugo w moich marzeniach mogłem w końcu kupić. Tak stałem się posiadaczem Fuji S9600.
Początki nie były zbyt obiecujące. Fotki wychodziły lekko mówiąc takie sobie. Kilka lat i człowiek zapomniał co to kompozycja, jak można wykorzystać szybkość migawki i po co mi przysłona w obiektywie. Poczytałem jednak, pooglądałem kilka filmików i potem było już łatwiej. Trafiłem w międzyczasie na stronkę pewnego człowieka, która mocno wyprostowała moje podstawowe błędy, kilka rzeczy sobie przypomniałem. Wziąłem nawet udział w konkursie, który wygrałem.
Na FB wstawiłem kilka swoich wypocin, którymi zainteresował się pewniej znajomy, z którym x-czasu temu spotykaliśmy się na jakiś wycieczkach rowerowych. Pod jego namową i zapałem małżonki powstała fejsbukowa grupa o nazwie "Łódzkie Fotomalowanie", która ma za cel organizację wycieczek zdjęciowych. Tym oto sposobem jedno takie spotkanie udało się... wczoraj.
Ponieważ zebrały się tylko 3 osoby (w tym ja i moja żona) grupka nie była zbyt wielka. Czas jednak spędzilismy bardzo miło, zrobilismy pełno zdjęć. Temperatura dosyć mocno poniżej 0st nie pozwoliła na zbyt długi spacer. W ciągu godziny zmarznięci, bez czucia w rękach i z poodmrażanymi nosami świetnie się bawiliśmy. Zakończyliśmy na gorącej herbacie w barze w Arturuwku. Szczęśliwi i spełnieni.
Grupa ciągle istnieje, dołączają do niej kolejni ludzie. Gdy temperatura trochę podskoczy znowu wynajdziemy jakieś fajne miejsce i w kilka osób wyruszymy polować na zdjęcia. :) 


Udostępnij:    Facebook Twitter Google+