środa, 20 stycznia 2016

reporterka

Czasem chodząc ulicami uwieczniam na zdjęciach to co może niedługo przeminąć. Mam więc sporo kamienic i sporo ulic. Zdjęcia mało zachwycające i nie ma się czym w sumie chwalić. Od takie zwykłe pstryknięcie tu i pstryknięcie tam. Jeszcze trochę w tym temacie muszę się nauczyć, ale wszystko przede mną. Znam już parę ogólnych zasad natomiast wprowadzenie w życie niektórych po prostu graniczy z cudem. Weźmy najprostszą sprawę na której znają sie wszyscy nawet ci którzy uważają, że ich telefon robi fenomenalne zdjęcia. Mam na myśli zoom. Jak wszyscy wiemy budynki należy fotografować z możliwie daleka z wykorzystaniem takiej wspaniałej funkcjonalności. Oddalamy się więc na bezpieczną odległość. Ustawiamy dość sporą ogniskową i cofamy się tak daleko aby cały budynek znalazł się w kadrze. Ok. I tu zaczynają się jaja. O ile gdzieś na polu jest to realne o tyle w mieście może być problem. A więc znaleźliśmy sobie obiekt. Niech to będzie kamienica, a co... Znając taką prostą zasadę, jak fotografowanie z daleka budynków staramy się ją zastosować. Cofamy się możliwie daleko, ustawiamy kadr i wszystkie parametry (albo po prostu lecimy na automacie, choć ktoś kto zna zasadę fotografii miejskiej raczej nie rzadko korzysta z automatu, a jeśli już to z automatyki programowej, czyli programu P). I nagle okazuje się, że przejeżdżające auto psuje nam kadr. Gdzieś w dole się znalasł goguś który nam po prostu zniszczył fotkę. A więc drugi strzał i to samo. Ok. Wyciągasz oko z wizjera, patrzysz, a tam na skrzyżowaniu ulic zielone i auta po prostu jadą. A droga w połowie odległości między tobą, a obiektem. Czekasz... czekasz... czekasz... i w końcu udaje się wstrzelić w moment, kiedy na zdjęciu nie będzie autka. Spust, podgląd i... cholera, co tam robi ta wstrętna baba? Ok, trzeba przepuścić. Zanim babsztyl odejdzie nam z ujęcia znowu zapala się zielone dla aut. I znowu czekanie. Czkeasz... czekasz... czerwone. Bah zdjęcie... kurde, a to co? Wyciągasz oko z aparatu... Psia krew, drzewo paskudne kilka metrów od ciebie łapie się na zdjęciu. Ok. Odsuwasz aparat, w bok. Robisz zdjęcie... cholera - znak drogowy... Ja pierdziu. Po kilku próbach walki ze słupami, stojakami i innymi rezygnujesz. Podchodzisz bliżej walisz fotkę, aby mieć święty spokój. I nie ważne, że tym razem zdjęcie do niczego, ale swój budynek masz. Zawsze możesz powiedzieć, że taki to a taki tam to  a tam stał. Co bardziej wytrwali obchodzą budynek wkoło jeśli się da i znajdują czasem dogodne miejsce. Tylko wówczas zazwyczaj się kończy na jednym czy dwóch budynkach w ciągu dnia. Jest to więc dobre, jak upatrzysz sobie już obiekt, znajdziesz te dwie-trzy godziny za dnia i możesz się pobawić. Podczas spaceru, lub po pracy zwyczajnie nie ma na to czasu. 
Takim to sposobem i nerwami dochrapałem się zdjęcia na górze. Sporo elementów na zdjęciu się załapało i trzeba było tak wykadrować, aby te najbardziej przeszkadzające usunąć ze zdjęcia. a kiedy już to zrobiłem w kadr wpadł słupek na dole. Skupiłem się jednak na ujęciu placu przed kamienicą i czekaniu aż jakiś ludzik wejdzie w odpowiednie miejsce na kadrze. Bez ludzika zdjęcie wyglądało po prostu kiepsko. A i tak oglądając potem zdjęcie zauważyłem, że w tle jeszcze znajdują się niepożądane pojazdy mechaniczne z którymi już niestety nic nie mogłem zrobić. 

 w oczy wpadł mi jeszcze taki budynek. Ujęty nieco od strony bocznej, lekko zasłonięty przez inne budynki i mural. Ale w tym świetle ładnie się prezentował. No niestety jak udało się złapać sam budynek z pominięciem samochodów w kadr wpakowało się kilka ludzików w tym jeden ze sankami. No i dodatkowo ktoś posadził drzewko zasłaniające fotografowany obiekt. Ponieważ statywu ze sobą nie noszę, a żeby pozbyć się trochę ludzików musiałem jakoś ustawić i ustabilizować aparat. A więc czas naświetlania 1/2 sekundy rozmył ludzi na tyle, aby nie przeszkadzali na zdjęciu (choć jako postacie z innego świata wyglądają rewelacyjnie). Znak drogowy za to wymusił takie a nie inne trzymanie aparatu. No i dostaliśmy to co widzimy - duchy na zdjęciu, drzewo na budynku i lekko przekrzywiony kadr (ja nie wiem, czy tak trudno jest postawić znak prosto?). Budynek udało się wyeksponować z reszty i ustawić go jako główny element. Co z tego skoro za dużo elementów jest przeszkadzających (drzewo) lub odwracających uwagę (duchy). Któregoś pięknego dnia jednak postanowiłem - znajdę sobie taki obiekt wokół którego będę chodził nawet 4 godziny, ale zrobię mu zdjęcie takie jakie chce. To jednak zabawa na ciepłe dni. 

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+