sobota, 16 stycznia 2016

Zima

Wczoraj spadł śnieg. W końcu taki jaki powinien być na święta. Teraz już powinien topnieć, ale... lepiej późno niż wcale. Dało to sporo możliwości wykonania kilku zdjęć.
Ponieważ nastał weekend, rano wstaliśmy, napiliśmy się kawy i wyruszyliśmy w pełną przygód podróż. O dziwno, autka nie trzeba było skrobać, ale już odśnieżenia wymagało. Po wykonaniu zadania, zapakowaliśmy sie do środa i ruszyliśmy. Najpierw po dziadka i z stamtąd do Łasku. Po drodze jeszcze zahaczyliśmy o pocztę, gdzie wpadła mi w łapki dość małych rozmiarów paczka. Po drodze było jako tako, co prawda za Dobroniem była taka breja na drodze, że nie odważyłem się jechać więcej niż 60km/h, ale dojechaliśmy. Na miejscu napiliśmy się kawy, zostałem oddelegowany przez mamę do kilku zadań telewizyjnych i po ich wykonaniu zabrałem aparat i wyruszyłem na zdjęcia. Sesyjka wyszła bardzo przyzwoicie. Kilka całkiem nawet fajnych. Przy okazji spotkałem podróżniczka małego po ogrodzie. :) Ponieważ dał się sfotografować, nie uciekał i nie kazał sobie za to płacić ciężkich pieniędzy więc wstawiam jego wizerunek. Bardzo przyjemne coś spacerujące po podwórku. :)
W Łasku nie zapomniałem o swojej paczuszce. Odpakowałem, a tam... okular Jamesa Bonda - filtr szary regulowany. :) Niestety nie było warunków (temperatura i dość gruba warstwa śniegu), ani potrzeby skorzystania z nowego nabytku. Możliwościami pochwalę sie innym razem. :)
Droga powrotna była bardziej obfita w doświadczenia. Ponieważ temperatura spadła poniżej 0st pana Celsjusza breja do Dobronia  zmieniła się w lodowisko. No 40-50km/h... więcej się bałem. Trwało to dosyć długo w dodatku we wrzasku dziecka. Jestem wykończony i spełniony fotograficznie. :) 


A poniżej zdjęcie ośnieżonego ogródka... 


Pozdrawiam. :) I do następnego wpisu. Może po kolejnej sesyjce... 

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+