wtorek, 16 lutego 2016

w cieniu

Kilka lat słuchałem rapu, metalu gotyckiego, porządnego rocka. Później muzyka stała się drugim i trzecim planem.
Potem poznałem smak fotografii. Cykałem zdjęcia łądnych kilka latek, aż w końcu sprzedałem aparat.

Później wsiadłem na rower i zacząłem jeździć od kilku do kilkuset km dziennie. Aż w końcu rowerek stał się środkiem transportu i w efekcie po zdobyciu prawka rowerek wylądował w piwnicy.

Obecnie słucham hip hopu znowu. W głośnikach od czasu do czasu zawida Kazik lub podczas podróży do pracy w słuchawkach kawał ciężkiego metalu.

W przypływu emocji i chęci powstania tego bloga zakupiłem aparat. Potem aparat sprzedałęm i miałem kasę na drugi. Obecnie z paaratem się nie rozstaje.

Rowerek jeszcze w piwnicy, ale już mi się za nim tęskni. W ubiegłym roku z przyjemnością na nim jeździłem, a dwa lata temu nie wyobrażałem sobie życia bez roweru. 




Czy wszyscy tak macie? Najpierw jest coś co pokochacie, aby z bardzo różnych powodów tą pasję zostawić. Tylko po to, aby po kilku latach powrócić do niej i pokochać ją jeszcze bardziej?
Dziwne to nasze życie, prawda? Pozostawiamy coś, a to nas nie chce zostawić i ciągle za nami chodzi. 

 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+