piątek, 29 kwietnia 2016

bufff...

No i buff. nie wytrzymałem. Po kilku warsztatach i kilkuset zdjęć w końcu musiałem się wyżyć trochę artystycznie. Przy pomocy dwuch aparatów, trzech lampek rowerowych. drewna i butelki od coca-coli wyszło coś takiego.
Dwa tygodnie nerwówki w pracy, zlansowania całkowitego mózgogłowia, wyżyłem się za całe zło i stworzyłem dzieło. Takie które część zrozumie, część wykpi. Ale nie o to chodzi, aby się podobało wszystkim. Dusza coś stworzyła, została nakarmiona, odżyła... Na jak długo? Tego się nie dowiem. Być może za kilka dni rzuci mnie znowu w jakieś miejsce w przestrzeni i czasie, który zbiegnie się w jedno małe "klik" spustu migawki. I to będzie ta chwila, ten ułamek kiedy coś wyskoczy ze środka i człowiek sobie uświadomi - tak to był mój czas, moja sekunda we wszechczasie wieczności. Ten moment, kiedy spite codziennością własne "ja" będzie w sekundzie tylko sobą, tylko dla siebie. 





Udostępnij:    Facebook Twitter Google+