piątek, 27 maja 2016

postprodukcja

Biorąc jeszcze całkiem niedawno swój aparat w rękę do fotografii podchodziłem w sposób dość laicki. Brałem aparat i po prostu cykałem zdjęcia. W zasadzie wszystko co się nadarzyło. Z 400 zrobionych zdjęć zostawało 50 które byłem gotowy pozostawić. Z 50 może 10 które mogłem pokazać światu. Kolejne etapy fotograficznego świata uznałem za sztuczne i niemoralne. Moje zdjęcia więc były gotowym obrazkiem pobranym przez matryce, przetworzonym przez zimne kable, bezduszne luty i oprogramowanie aparatu. W takiej postaci zapisywane zdjęcie w formacie JPG lądowało na dysku komputera i w efekcie w świadomości umysłów widzów. Aż do pewnego czasu... 
Moje podejście do postropudkcji zmieniło jedno zdanie:
"zrobienie zdjęcia czarno-białego to też postprodukcja".
Zdanie wypowiedziała jedna osoba, którą po dziś dzień uważam za fotograficznego mędrca. Tym kimś był Paweł Syrius z fotokursy.tv. Sporo swojej wiedzy pobrałem z jego wypowiedzi, nauki i filmów. I to doprowadziło mnie do jednego konkretnego wniosku -> gościu ma racje. W końcu nie ma możliwości zobaczenia na żywo niczego co jest czarno-białe. Widzieliście kiedykolwiek czarno-białe ulice? Czy kiedykolwiek widzieliście swoją rodzinę w sepii? Ja nigdy. Takie zdjęcia to już spora integracja w rzeczywistość. Czy aby na pewno?
Postanowiłem to sprawdzić. Zainstalowałem program do obróbki. Początkowo coś prostego. Digikam przez pewien czas był moim głównym programem do obróbki. Zdjęcia nadal szły w jpg, a ja wpływałem i tak już na przerobione zdjęcie. Początki nie były więc proste. Zdjęcia wychodziły za bardzo kontrastowe, mocno przesycone, miejscami wręcz kompletnie zniszczone. Co niektóre traciły na jakości tyle, że generalnie nie nadawały się do niczego. No cóż, początki rzadko są dobre. Ale nie poprzestałem i poszedłem dalej. Zainstalowałem coś poważniejszego. Gimp nigdy nie przypadł mi do gustu. Po dziś dzień nie jest moim ulubionym programem do grafiki. RAWtherapee... tak, przez jakiś czas go używałem. Jednak to program do obsługi RAW. Mój aparat (przynajmniej fuji) posiada RAW. To obraz prosto z matrycy - pominięcie całego oprogramowania aparatu. Pierwsze zdjęcia były ciężkie w zrobieniu. Po 1 - nie podobały mi się. Były jakieś takie bez wyrazu, a moje pojmowanie postprodukcji było dość nikłe. Zdjęcia nadal robiłem w JGP, a RAW używałem tylko gdy doszedłem do wniosku, że jest dobry dzień na samobiczowanie.  Ponieważ jednak RAWtherapee okazał się programem zbyt ciężkim poszedłem za radą fotokursowiczów i na moim komputerze zawitał DarkTable. Okazał się to strzał w 10. Nie dokońca jednak moja współpraca wychodziła mi na dobre. Na starcie, będąc cały czas w głównym formacie JPG, nadal robiłem podstawowe błędy, dodając za dużo czegoś, lub eleminując inne rzeczy. Aż w końcu powiedziałem sobie "DOŚĆ". Zacząłem czytać, słuchać, oglądać i pomyślałem "A co mi tam, spróbuje choć raz a dobrze". Format zapisu w aparacie zmieniłem na stałe na RAW i w mojej głowie zawitały dywagacje "uda sie, albo się nie uda". Na szczęście pierwsze zdjęcia RAW były mało istotne. Robiłem zdjęcie kasety na forum grupy na FB. po otworzeniu zdjęcia w DarkTable doznałem szoku. Całe zdjęcie było jedną wielka mozajką punkcików, kreseczek i błędów.Przeszperanie forów, kilka porad z FB i rozwiązaniem okazała się aktualizacja bibliotek. Stare nie rozpoznawały budowy matrycy, która w fuji jest dość specyficzna.po uporaniu się z programem. Zacząłem swoją przygodę z RAW. to obecnie mój główny format. Spowalnia trochę aparat, kartę zapełnia po prostu w kilka minut, ale muszę potwierdzić plotki -> "jest 1000 razy lepszy niż jpg". To coś jak format wav w muzyce cyfrowej. Czysty, niezmieniony obraz. Obraz, na który sam mogę wpłynąć na jego finalny odbiór. Robie więc dokładnie co mój aparat do jpg, jednak robię to ja sam a nie aparat za mnie. Wszystko ustawiam ręcznie, począwszy od balansu bieli, a na korekcji obiektywu kończąc. Czy to fajna zabawa? Na pewno ciężka, ale ostatecznie warta tego.
Dziś używam formatu RAW, bawie się zrobionymi zdjęciami, ustawiam pod siebie. Jednak ciągle muszę się dużo uczyć. Ciągle robię podstawowe błędy. Ciągle potrafię przegiąć z jakimś parametrem. Ciągle bywa, że więcej psuje niż poprawiam. Teraz jednak mam świadomość że każde zdjęcie jest moje i tylko moje, a nie symbiozą mojego oka i elektroniki aparatu. Czy warto? Uważam że tak, choć jest to czasochłonne i bardzo absorbujące. Trzeba mieć na to czas, trzeba skupienia, zaanagażowania. Efekt finalny jednak jest niesamowity?
Czy nadal uważam to za ingerencję w rzeczywistość? Tak, ale jak sobie przypomnę zdanie "zrobienie zdjęcia czarno-białego to też postprodukcja" uważam, że to trochę błędne myślenie. obecnie odbieram to raczej jako poprawę niedoskonałości błędów aparatu oraz nadanie zdjęciu osobistego charakteru.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+