poniedziałek, 27 czerwca 2016

Czereśnie i liście

Czasem się zastanawiam jak bardzo ten świat jest skomplikowany. w ogóle to wszystko działa jakoś tak dziwnie. Różnorodność na ulicach jest ogromna. W internecie jeszcze większa. A jednak z tego tłumu da się coś wyłowić. 
Jakiś czas temu bardzo mocno interesowałem się muzyką. Każdą wolną chwilę spędzałem z nutami, syntezatorami i fletem. Potem dostałem komputer który służył mi za mikser kanałów, do wycinania lub dodawania kolejnych linii melodycznych do utworów. Moim marzeniem było wyciągać z muzyki więcej  więcej i pokazywać to ludziom. Któregoś dnia sie odważyłem na języku polskim pokazać swoją twórczość, a dobrym bodźcem był Pan Tadeusz. Od tego momentu zostałem licealnym "grajkiem". Prowadziłem wszystkie spotkania szkolne, tworzyłem od strony dźwiękowej wszystkie szkolne przedstawienia i byłem rozchwytywany przez radę pedagogiczną i niektórych uczniów do stworzenia czegoś dla nich. Byłem sam. Na 500 osób w szkole nie było drugiego.
Wszedłem w to dosyć mocno i na studiach zakupmlowałem się z kilkoma bardziej rozgarniętymi muzycznie osobami. Z kolega Tworzyliśmy sample, miksowaliśmy muzykę niekiedy dość znanych zespołów szczególnie hip-hopowych. A gdy kumpel wyjechał w świat najpierw ze znajomymi założyliśmy zespół z którym występowaliśmy na miejskich festynach. Potem zostałem "wchłonięty" przez inny aspirujący bardzo zespół, który jednak nigdy jakiejś większej popularności nie skończył.

Niestety moja przygoda skończyła się wraz z sesją. Nauka pochłaniała tyle czasu, że przestałem jeździć na próby. Zespół przyjął innego klawiszowca a w chwile później słuch w ogóle po nich zaginął. Moja kariera z dźwiękiem zakończyła się.

Jakiś czas temu zacząłem jeździć na rowerze. Zmusiła mnie do tego sytuacja ekonomiczna. Do pracy było daleko, a cotygodniowa (jak wtedy zarabiałm) wypłata nie starczała na codzienne dojazdy samochodem. Zacząłem ćwiczyć codziennie bez opamiętania jazdę na rowerem, aż po prostu wsiadłem i pojechałem do pracy. To był koniec samochodu. Wszystkie trasy zacząłem pokonywać rowerem. Zaledwie te krótki po kilka km, jak i te długie sięgające stu-paru. Gdy zmieniłem pracę trafiłem do środowiska ściśle rowerowego. Jeździliśmy wszyscy. Spotykaliśmy się po pracy i jeździliśmy po lasach łagiewnickich. W necie znalazłem potem grupę pasjonatów którzy co miesiąc spotykali sie i jeździli po województwie. Wpadłem w ten szał. Rower był moim głównym środkiem transportu. Jeździli wszyscy - ja, moim znajomi, ludzie kompletnie nieznani. Po drodze spotykało się setki osób dla których rower stał się nieodłącznym elementem życia.
Gdy przeprowadziłem się do Łodzi i do pracy miałem już zdecydowanie bliżej te rowerowe inspiracje jakby umarły. Znajomi z pracy zostawili swoje rowery i przesiedli się na samochody. Ja nie mając za bardzo z kim jeździć rower zaniedbałem. Jeżdżę po dziś dzień, ale to juz nie to samo co kiedyś. Nadal dużo osób jeździ, często jadąc do pracy spotykam starych rowerowych wyjadaczy. Krzykniemy sobie "CZeść" i rozjeżdżamy się w sobie tylko znanych kierunkach. Imion wielu osób już nie pamiętam, pewnie wiele osób nie pamięta mojego. Ale kiedyś tam zrobiliśmy razem kilka tras. Teraz pozna znajomą twarzą nie wiemy o sobie nic. Świat rowerowy się skończył, chociaż nadal jest częścią mojego życia.

Teraz zainteresowałem się fotografią. Pamiętając jak kilka lat temu robiąc każde zdjęcie sprawiało to radość. Nawet najprostsze, najgłupsze zdjęcie dawało ten uśmiech na twarzy. Zapalnikiem do powrotu okazał się ten blog. Założyliśmy go z żoną i miał on być naszą relacją z wyjazdów udokumentowaną zdjęciami. Kupiliśmy aparat i... zaczęło się. Nowe początki były dość trudne. Miałem aparat z którym nie za bardzo się lubiliśmy. lustrzanka Olympusa nie okazała się tym co króliczki lubią najbardziej. w pamięci jednak miałem Fuji i postanowiłem zaryzykować. Odkąd pamiętam bardzo mocno marzyłem o S9600. Po sprzedaniu Olympusa w końcu mogłem sobie go kupić. To był strzał w 10. Po dziś dzień nie miałem lepszej maszyny w rękach. Po dziś dzień uważam, że nie stworzono drugiego takiego, który mógłby dorównać mu możliwościami. Moja fotograficzna przygoda ruszyła na nowo ze wzmożoną siłą. Obejrzałem setki godzin materiałów filmowych, poszedłem na kurs. Trafiłem w końcu na stronę Pawła syriusa, który po zorganizowaniu warsztatów w Zakopanem jeszcze bardziej rozbudził te zapędy. została założona grupa zamknięta osób związanych z foto kursami, na której to po dziś dzień spotykamy się wirtualnie pasjonatami migawek. Na Facebooku nagle znalazło się sporo osób lubiących fotografować. Mój ekran zaczęły zalewać setki fotografii zarówno tych amatorskich jak i w pełni profesjonalnych. W pracy dostrzeżono że potrafię i na kilkaset osób zostałem ja poproszony o zrobienie kilku zdjęć do identyfikatorów. Czuję się bardzo dobrze z aparatem w ręku i chcę się dalej w tym temacie rozwijać. I wszystko idzie w dobrym kierunku. Wkoło setki ludzi którzy to kochają, a ja nie czuje się specjalnie od nich odstający. No, może poza sprzętem, bo Ci bardziej świadomi cykacze mają nowe lustrzanki i jeszcze nowsze bezlusterkowce. Ja mam natomiast starego  kompakta. Jakościowo i umiejętnościowo nie czuje się jednak abym odstawał od reszty. Nie wszystko jeszcze umiem, wiele rzeczy sprawia mi ogromne problemy. Ale zamierzam się tego nauczyć. Wszystko przede mną.



Do czego zmierzam przedstawiając 3 pasje, które miały i mają ogromny wpływ na moje życie. Otóż zauważyłem, że gdy grałem, wkoło mnie było pełno ludzi z muzyką za pan brat. Nie za bardzo natomiast widziałem rowerzystów i fotografów. Potem, gdy muzyka poszła w odstawkę, a ja wpadłem w wir łańcuchów, kuł zębatych i dętek okazało się nagle, że też nie jestem osamotniony. Rowerzystów nagle zrobiło się wkoło setki. Zniknęli natomiast gdzieś muzycy, a fotografowie byli w zakładach i brali dużo pieniążków za jedno zdjęcie.  Teraz gdy siedzę w fotografii otaczam się ludźmi którzy nie tyle z tego żyją, co tym żyją. Rowerzystów jednak mniej, a muzykę to nie wiem czy ktoś jeszcze w dzisiejszym świecie tworzy. I trochę zastanawiające jest, że nagle znajduje się setka osób którzy łączą wspólne zainteresowania. I ciekawe, czy to ludzka psychika sama pcha nas w kręgi ludzi pasjonujących się tym samym, czy też dany świat jak nas zauważy to nas zwyczajnie wchłania bez pytania. Też tak macie? Jak coś zaczyna Was interesować, to nagle znajduje się 100 osób zainteresowanych tym samym? Podejrzewam, że jakbym był pasjonatem hula-hop wkoło byłoby ze 100 osób z kułkiem za pan brat. Teraz jednak nie widzę nikogo kto by to robił (pomijając moją żonę i dziecko). A gdybym nagle odnalazł radość w waleniu kilofem i rozwalaniu budynków prawdopodobnie spotkałbym na swojej drodze wielu ludzi sypiających z kilofami. I czy to pasja, ludzka psychika, czy świat organizuje nam takie spotkania? Tego nie wiem, ale jedno jest pewne - to bardzo nakręca i pcha do przodu. I zapewne póki będę patrzył na świat okularem obiektywu zawsze będę w kręgu ludzi patrzących na świat tak samo.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+