wtorek, 7 czerwca 2016

Nowy sprzęt - pierwsze wrażenia

Moja nowa zabawka. Zakupiony za 1500zł element świata fotograficznego. Wybierając aparat (a trwało to z dobre 3 miesiące) w efekcie postanowiłem mojego starego, wysłużonego Olympusa zastąpić nowym modelem Olympus XZ-2. Jednak znalazłem jeszcze nowe model Panasonica LX7 i przerzuciłem się. Zanim jednak dotarłem do sklepu aparatu już nie było. Ale za to był Fuji X30. I jak mam być szczery - cieszę się, że nie kupiłem używanego Olympusa, czy też zabrakło LX7 w magazynach. Za to zostały ostatni X30. 

 Mimo niepochlebnych opinii skusiłem się. Niepochlebne były, bo faktycznie to ten sam model co poprzdnik, z niewielkimi usprawnieniami (wizjer elektroniczny i uchylany LCD). X20 był bardzo cennym sprzętem i bardzo dobrym. Ten, przez zaledwie drobne zmiany, został zjedzony. 

 Ja jednak porównania nie miałem. A do 13-letniego staruszka nie ma tu co porównywać. Mogę za to porównać do Olympusa SH50, będącego we władaniu mojej szanownej małżonki. I o ile jej olympus jest raczej aparatem dla amatorów z pewnym artystycznym zacięciem, o tyle ten fuji wydaje się być wymagającym urządzeniem. A ja teki  lubię.

 Moją uwagę przykuło pokrętło korekty ekspozycji, które zawsze mi się podobało. Nigdy jednak nie miałem. W swoim ukochanym Fuji S9600 mogę ekspozycję regulować za pomocą pokrętła, jednak dedykowanego nie ma. Tu jest. :) 

 Bardzo pozytywnie jest też rozwiązany zoom. Manualny pierścień  na obiektyw służący również do włączania aparatu. Przyjemnie w użyciu, choć wymaga przyzwyczajenia. Zazwyczaj jest to przycisk lub przełącznik. Tu 2 w 1 - zoom i power. 

Sam obiektyw też bardzo nie wystaje, choć przeszkadza trochę podczas noszenia. No cóż - widziały gay co brały. Aparat mogę mieć zawsze przy sobie, ale nie jestem w stanie go ukryć przed światem. W dodatku aparat jest zbudowany z megnezu, a więc wagowo raczej... go czuć. Czy to źle? Mi nie przeszkadza. :) Wagowo odrobinę cięższy o Olympusa, gabarytowo większy. Jednak ciągle kompaktowy. Choć z porównaniu z innymi kompaktami (sony RX100 czy Olympus ZX-2) to jednak kawał sprzętu. Ponieważ jednak Olympus Camedia był większy w moim przypadku na wymiary na +. 



I tu ciekawe zaskoczenie podczas obsługi. Nie mamy dedykowanego przycisku programowalnego. Ale za to możemy zaprogramować aż 6 przycisków, jak np przycisk do filmów, czy przyciski kierunkowe.

Ogólnie z aparatu na dzień dzisiejszy jestem zadowolony i pozytywnie zaskoczony jak technika poszła na przód. I choć funkcjonalność nawet poniżej mojego starego Fuji S9600, to jednak bardzo pozytywny sprzęt. Przyjemny w obsłudze, a pokrycie materiałem gumo-podobnym sprawia, że również bardzo przyjemny w dotyku. Wizjer jest świetny (porównując do S9600), choć będąc w sklepie w łapki wpadł mi panasonic w którym wizjer można dowolnie ustawiać i bardzo mi się ten patent spodobał. 
Jasny obiektyw i duża matryca bardzo fajnie sprawdzają się w codziennym użyciu. Można uzyskać bez większych problemów małą głębie ostrości (w starym fuji czy Olympusie trzeba było się nastarać).
Moja współpraca z X30 zapowiada się bardzo miło. Odkąd pamiętam miałem fuji i chyba już przy tej marce zostanę. Jedyną odskocznią był Olympus Camedia. Czasem zastanawiam się, dlaczego fuji jest tak mało popularny i raczej ogólnie nie zbiera pozytywnych opinii (poza niektórymi modelami). W odróżnieniu od Canona, czy nikona uznawany za słaby sprzęt. I chyba to jest tak jak z BMW - aby mieć trzeba po prostu tą markę lubić. :)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+