środa, 15 czerwca 2016

Panuje nad otoczeniem

Budzisz się rano, wstajesz po nocy. Wkoło szum, wiruje w głowie. Siadasz na chwilę, rękami przytrzymujesz ciężką głowę. Przecierasz zmęczone oczy. Wstajesz i robisz jeden krok. Do pokonania pokój i łazienka. Wchodzisz, zamykasz drzwi, siadasz. Wczorajszy dzień dał popalić. Zaczyna się nowy. Wychodzisz z domu. Wkoło zaspani, nieobecni ludzie. Przystanek o parę chwil. Podjeżdża siedemdziesiątka. Wsiadasz. Każdy w swoją stronę i w jednym autobusie. Wszyscy bujają się w rytm dziur w drogach. Autobus staje, ludzie wsiadają, autobus jedzie dalej. Stoją wkoło ciebie niepewnie, noga przy nodze. Tłok niemiłosierny. Przedzierasz się przez obcych ludzi. Wszyscy patrzą na Ciebie jak na złodzieja. Twój przystanek tuż tuż. Drzwi się otwierają, wysiadasz. Szum, hałas, gwar, ruch... Twoja głowa wariuje. Rozglądasz się w koło. Wszystkie budynki wyglądają znajomo. Wszyscy jeżdżą toyotami i mercedesami, a twoim silnikiem są trampki. Wchodzisz niepewnie da pobliską barierkę. Rozglądasz się. Stąd świat wygląda inaczej. Ludzie jakby niżsi inni. Jesteś panem tego tłumu. Bierzesz łyk powietrza i nagle zdajesz sobie sprawę, że jesteś tacy jak inni. Nie masz nic. Nikt Cię nie widzi, nikt nie słucha, nikt nie patrzy. I zdajesz sobie sprawę że jesteś nikim. Jesteś mały. Miasto Ci wychowuje, miasto resocjalizuje. Tak jak tych wszystkich ludzi wkoło. Nie chcesz go widzieć, nie chcesz go słyszeć. 
Znowu na ulicy, znowu wśród pędzących ludzi. Biznesmeni zagonieni, klasa robotnicza do pracy, starsze baby do kościoła. Ci ludzie żyją, i ci ludzie umierają. I nie wiesz tylko po co oni wszyscy tak bardzo się starają. A Ty? Gdzie Ty idziesz. Pracy nie ma. Z Bogiem rozmawiałeś nie raz i wiesz, że go nie ma. Zostawił nas. Z daleka maluje się górujący nad innymi blok. To Twój cel. Docierasz, wchodzisz. Jeszcze tylko zapluta winda, dwa piętra schodami i wychodzisz na dach. Teraz przed Twoimi oczami rozpościera się całe miasto. Siadasz na brzegu, obserwujesz jego pulsujący ruch. Te samochody, Ci ludzie, to życie Twojego miasta. Miasta, które tak bardzo kochasz i tak bardzo nienawidzisz. Chciałbyś rzucić na to wszystko jedną wielką bombę i patrzeć jak się pali. Spoglądać na uciekające samochody, słyszeć krzyk przerażonych ludzi, czuć smród palonych ciał. Ale wiesz, że to nie możliwe. Nie jesteś w stanie zatrzymać tego pulsu. Na Twoim miejscu powinien być ktoś inny. Ktoś kto panuje nad otoczeniem, ktoś kto ma przewagę. To nie Ty, ale ten ktoś był zawsze Twoim najskrytszym marzeniem. 
Siedzisz jeszcze chwile. Słońce chowa się za morzem z betonu. Wstajesz. Pora wracać do domu. Godzina pokazuje, że to już koniec dzisiejszego dnia. Jutro trzeba zacząć żyć od nowa... 

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+