czwartek, 23 czerwca 2016

Relaks time

Uff... rozpoczął sie pewien czas relaksu. Człowiek wstaje rano ze świadomością, że czeka go podróż do pracy i 5 osmiogodzinówek na 12 piętrach budynku. Ale wizja ta nie jest tak przerażająca, jak fakt, że za oknem słońce świeci, do urlopu już tylko niecały miesiąc. Jazda rowerem pokonując 5km rano i kolejne 5 po południu wyluzuje człowieka jeszcze bardziej. W pracy trochę gonitwy, jak zawsze, jednak podejście do tego wyścigu na luzie.
A w domku? Jak to w domku. Tam na szczęście tez ogólny spokój. Poszerzanie zakładu foto, poszerzanie kolekcji płyt i kaset. Zawsze znajdzie się czas na choćby jedno zdjęcie. Takie oderwanie się chwilowe, zrealizowanie wyobraźni. Lampa błyskowa zakupiona, teraz tylko pomysły na jej wykorzystanie, a jest ich trochę. Nauka obsługi światła błyskowego i kreatywne wykorzystanie to tylko formalność. Niestety na razie tylko nauka. Pomysły są, ale wykorzystanie praktyczne to inna bajka.

I kolejny problem z głowy. Samochód odmówił posłuszeństwa już chyba na amen. zaplanowana podróż do Łasku nieudana. Samochód stracił głos i nie zamierza nawet go odzyska. W dodatku wyzionął spod maski kupę dymu. Stoi i czeka. Za niedługo urlop, więc się go człowiek pozbędzie. Może i dobrze. Będzie i z tym spokój. To może oznaczać tylko jedno - zwiększona podróż rowerem i zaprzyjaźnienie się z mpk i pkp na dłużej. I dobrze. Wolę być wożony niż samemu wozić. Pewnie zatęsknię jeszcze prowadzeniem samochodu, ale to nawet nie problem. Ćwiczenie silnej woli się przyda. Choć i pojęczeć trochę pojęczę czasem. Teraz tylko trzeba porządnie wyremontować rowerki i osprzęt do nich. Do tej pory człowiek się tak nie spinał. Jak rowerek zaniemógł było autko. Jak i tego nie będzie rowerki muszą być perfekt. Ale i z tym na spokojnie. Dwa z czterech są perfekt. Pozostałe dwa też na chodzie, choć wymagają dopieszczenia. Pozostała jeszcze przyczepka do remontu. Straciła wiatr w kołach i nie zamierza się zapowietrzyć znowu. No i te koła... przeprowadzki dały sie we znaki ich kształtom. 
Poszerza się systematycznie moja kolekcja muzyki. Bardzo mnie to cieszy. Cała dyskografia Piersi już skompletowana. Został jeszcze jeden nieformalny album, który przez większość serwisów nie jest uznawany za element tej dyskografii. Ale i on wpadnie w moje  ręce. Teraz jednak powoli zbieram kolekcję Sash. W obecnych czasach magnetofon kasetowy to powoli rarytasik. Jednak nośniki z muzyką to koszt kilku zł. To pozwala trochę rozwijać kolekcję bez specjalnej szkody dla budżetu. Wysokiej klasy magnetofon również nie pozostawia wiele do życzenia. Pozwala słuchać muzyki bez szkody dla jakości dźwięku. No niestety i on wymaga konserwacji już. Wszystko przede mną. 
Kolekcja sprzętu audio też się zacznie niebawem rozrastać. Samochód zostawił po sobie pewien zapas gotówki. Będzie go można wykorzystać kreatywnie na zakup gramofonu. A potem już tylko powiększać zbiór płyt winylowych. Niestety te nie grzeszą ekonomią. Potrafią kosztować ponad 10X tyle co ich odpowiedniki na płytach CD. Co za tym idzie i czasem ponad 200zł za album który można mieć za 20zł w formie cyfrowej. Na szczęście nie wszystkie. I tu zdarzają się rarytasy za kilka zł. No niestety dość spora kolekcja płyt została wydana przez mojego brata w świat i w zasadzie jest już nie do odzyskania, za co pół rodziny wiesza na nim psy łącznie ze mną i moją mamą. A ojciec pewnie się w grobie przewraca, biorąc pod uwagę, że prosił, aby te płyty nie opuszczały rodziny. Eh... 
Zaczynam kolejną szkołę. Tym razem kolejny kierunek studiów. Boję się tego trochę. Na studiach już byłem i powinienem wiedzieć jak tam jest. Pewien strach czy na pewno sobie poradzę jednak jest. Wymagania jakie czasami są stawiane studentowi potrafią przerazić. Cóż jednak zrobić, trzeba to przeżyć. Na szczęście tu też bez ciśnienia. Nastawiam się, że ta nauka ma być pewną przyjemnością a nie jakimś chorym przymusem. Może więc i tu będzie bez jakiś ciśnień. 

Więc na razie relaks. Gdzie się nie obejrzę jest ok. Czyżby cisza przed burzą? Mam nadzieję, że nie.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+