poniedziałek, 4 lipca 2016

fotograficzny powrót do początku


Będąc w Łasku w przypływie nudów wyszedłem sobie na ogród. Wyszedłem i postanowiłem. Słoneczko ładnie świeciło było dosyć bezwietrznie (a przynajmniej momentami), za bardzo nie było co z aparatem zrobić. No, ale jak juz się go wzięło, to aby chociaż nie na darmo postanowiłem dociążyć go kilkoma zdjęciami. Ale co tu cykać, jak iść się nigdzie nie chce, a podwórko obcykałem już ze 100 razy. I nagle wpadłem na genialny pomysł - kwiatki, bratki, muszki i listki!!! Tak, postanowiłem zabawić się w to co blondynki lubią najbardziej. Cóż, kiedyś innych zdjęć się nie robiło. Teraz już się z tego wyrosło, zaczęło to nudzić. Ale cóż, jak nie ma co to chociaż to... A oto mała fotogrelacja ze świata minimakro mojego ogrodu.


Zaczęło się niebanalnie od  znalezienia czegoś. Szukać długo nie musiałem, bo dla mnie wszystkie kwiatki są takie same i różnią się kolorem. A więc rozkwit. 


Tych żółtych u nas na ogrodzie pełno. Choćby się bardzo chciało nie dałoby się ich nie cyknąć.

Co to jest? Tego nie wiem. Ale jak już jest, to trzeba to uwiecznić.

To też nie wiem co to jest. Ale liczy się mrówka.

Skoro jest żółte, może być też martwe. A co... pstryk!


A to chyba lubi każdy. Malinki...


To już nie takie makro, ale też kolorowe, więc też się sprzeda.

Jednak Faza się wkręciła. Poza kwiatkami na ogrodzie jest też dużo innych małych rzeczy. Np... to coś.

Drzewo też można jako fajny gradient wykorzystać. Dla tych co nie lubią prostoty jak znalazł.

Opryszczka w tym roku dorwie każdego. Nawet roślinkę.

Hm.. wspomnienia. A na ogrodzie i takie rzeczy są. Aż się łezka w oku kręci.

dla tych bardziej zorientowanych na prostotę.

makro, czy nie makro... w każdym bądź razie ciągle trawa.

... i liście. Liście i trawa. I tak wkoło.

Też gradient. Tylko razem w wersji na słit telefon.

Z przyrody nieożywionej takie cos.

I dla tych wolących coś innego.

Lampka w świetle dnia.

Krzyżyk misiowi...

Przegrzanie wakacyjne


Łaski dworzec. Budowla wybudowana za czasów wojny. Stoi po dziś dzień. Opuszczone barachło niemieckiego półświatka. A kiedyś tętniło życiem. :) Oj, aż szkoda czasem. Niejedne flaki się tu zjadło, nie jedno porobiło. Część młodości...

Od tyle z moich niedzielnych fotograficznych wojaży. Podoba się? Mam nadzieję, że nie wypadłem najgorzej.


Udostępnij:    Facebook Twitter Google+