wtorek, 12 lipca 2016

La musica

Tak, proszę państwa, jestem melomanem. Odkąd pamiętam moim głównym zmysłem były uszy. Świat odbierałem dźwiękami. Dla mnienie było karoserii na kołach. Dla mnie auto to warkot silnika, szum opon i muzyka. Dom dla mnie to nie drzwi, okna i dach. To miejsce ciszy, miejsce w którym gra ulubiona muzyka. Czas to cykanie zegarka. Zawsze miałem wyczulone ucho na różne dźwięki. Odkąd zyskałem władzę nad moimi palcami grałem na pianinie. Chodziłem nawet do szkoły muzycznej. Tam nauczyłem się kreować swój własny świat, nazywać go, pokazywać i zmieniać.
Sytuacja w życiu się zmienia i moja muzyka też odeszła w nieznane, a ja wybrałem inną drogę życia. Jednak miłość do muzyki została. Słucham jej cały czas, a jak nie słucham to w głowie ciągle znane nuty, teksty, melodie. Ale nie te znane, te co wszyscy. Moja muzyka to dość specyficzny klimat. Uwielbiam w muzyce (jak i we wszystkim) to co nieznane, nie pokazane. Ponieważ urodziłem się na początku lat 80-tych nowości nie były mi obce. Łatwo było wynaleźć w muzyce coś nowego, innego, wyjątkowego. Przy okazji wychowałem się na kasetach magnetofonowych. Kto słyszał analogowy dźwięk ich nagrań pewnie zauważy, że to zupełnie inna muzyka niż znana nam dzisiaj. Pokolenie lat cyfrowych i nośników wirtualnych nie wie co to jest ta jakość. Dla nich to tylko perkusja i znane dobrze melodie wypuszczane na świat falami radiowymi. A to nie jest bliska mi muzyka. Uwielbiam analogowy świat dźwięku. To zupełnie inna jakość.

Moim marzeniem od zawsze był gramofon. Długo była to bardzo głęboka nisza. Dzisiaj jednak powoli wraca się to gramofonów. I bardzo dobrze. To ten efekt, którego brakuje każdemu innemu nośnikowi. Dynamika mocno przekraczająca możliwości kompaktów. O mp3 nawet nie wspomnę, bo to się nadaje co najwyżej na imprezy. Bas tak płynny i elastyczny jak w żadnym innym sprzęcie. To ciepło płynące z każdego centymetra przesuwającej się po płycie igły. No i ten widok. Kocham patrzeć na obracającą się płytę winylową, dużo radości widzę w kręcącej się taśmie. Mogę tego słuchać bez przerwy. 

KAsety magnetofonowe dały mi jeszcze jedną możliwość. Mimo swoich ograniczeń pozwala na kolekcjonowanie dyskografii. I tak udało mi się uzbierać całą dyskografię Piersi oraz Sasha. Teraz zbieram powoli Budkę suflera. Zamierzam zaopatrzyć się przynajmniej w kilka ich płyt winylowych. To potrafi kosztować, ale dla tych paru piosenek warto. Pewnie jeszcze znajdzie się coś co uzbieram. Może Yugopolis? Na pewno. Na razie czekam na dostawę płyt Linkin Park i kasety Tatu. Z niecierpliwością już zaglądam do skrzynki w oczekiwaniu na ich przybycie. :) 

ps. A tekst ten piszę przy rytmie starej kasety Republiki.

Polecam każdemu kto choć trochę wie co to jakość dźwięku, zaopatrzenie się w magnetofon kasetowy (obecnie można już całkiem zgrabny sprzęt kupić za 50zł) oraz gramofon. Gwarantuje, że zestaw audio dostanie drugie życie.


A Wy jakiej muzyki słuchacie? Jaki nośnik preferujecie? I dlaczego akurat taki?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+