niedziela, 17 lipca 2016

Poza rozumieniem


Nigdy nie rozumiałem, jak można nie mieć pasji, niczym się nie interesować i mieć wszystko tam gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Ja mam... w sumie jakby tak dobrze policzyć to niemal 3: 
1. Rower - jako pożywka dla ciała, pewien rozwój fizyczny, wyrzucenia całej złości.
2. Fotografia jako pożywka dla duszy. To ten element który nie znaczy kompletnie nic, jeśli nic nie tworzy.
3. Muzyka - pożywka w końcu dla człowieka. Element wystroju każdego życia, który jest jednym z najważniejszym obiektem tworzącym całość. Elementem, bez którego życie wydaje się nudne i szare.

Ale to gdy w pewnym momencie zabraknie nam któregoś z nich? Co, gdy stracimy zapał i ochotę do codziennego pokonywania kilometrów? Gdy nagle okaże się, że wstając rano w sennym amoku spoglądając przez okno zauważymy tylko, że to nie pora na rower? Słońce przecież ładne, niebo się przeciera... a my zamiast kasku i rowerowego stroju pakujemy się w codzienne dżinsy i z pewną dezaprobatą wyruszamy na przystanek i udajemy się do pracy. Do pracy z której tęskno patrząc na błękitne niebo, uśmiechniętych ludzi i wesoło pomykających przez miasto rowerzystów zaczynamy żałować, że rano nie wybraliśmy się rowerem. A mimo to, wstając następnego dnia znowu pakujemy się w dżinsy....
 

Co gdy pewnego razu zauważymy, że nasz laptop zaczyna świecić pustkami? Zaglądamy w katalog obrazy, czerwiec i widzimy tam 25 podkatalogów z kolejnymi datami miesiąca. Potem, zaglądamy do lipca, a tam zaledwie dwa foldery, z których każdy zawiera 4 zdjęcia. Z pewną dozą nieśmiałości spoglądamy na datownik, a tu już 17 dzień miesiąca... 17! I w ciągu 17 dni zrobiliśmy zaledwie 4 zdjęcia!! Pierwsza myśl, że nasz datownik kłamie. Ale nie, dzisiejszy program TV również pokazuje 17 lipiec. Co jest? Aparat przecież codziennie przy sobie, a zdjęć wcale? Ale to nam nie przeszkadza następnego dnia wyruszyć w miasto z aparatem na szyi tylko po to, aby wrócić do domu z niczym.

I jak będzie wyglądać nasze życie, gdy okaże się, że pewnego dnia włączając swoją ulubioną poniekąd muzykę już na samym początku zorientujemy się, że doskonale znamy już koniec taśmy. Jeszcze zanim przejdzie taśma rozbiegowa, już wiemy jak będzie wyglądać ostatni dźwięk drugiej strony kasety. Z nudów układamy płytę na talerzu, ustawiamy ramię i wciskamy przycisk. I jeszcze zanim igła wejdzie na pierwszą ścieżkę już wiemy jaki będzie następny utwór. Radio to jedne wielkie nudy. Przerywane reklamami nudne teksty prezenterów z kilkoma piosenkami na krzyż. Zaglądasz w CD, a tam... znane melodie, które brzmią w głowie jeszcze zanim taca odtwarzacza się otworzy. Zaglądasz do portfela. Wala się 10 zł. Z nadzieją udajesz się do sklepu z kasetami... przeglądasz kolejne albumy na starych nośnikach i... wychodzisz ze sklepu z pustymi rękami, ale za to z dziesięcioma zł.


Czy pomyśleliście kiedyś, jak będzie wyglądało wasze życie, gdy okaże się, że zapał do którejkolwiek z pasji nagle zniknął? Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak... po prostu nie ma. Chcecie to robić, ale zapału brak. I co wtedy? Co wtedy robicie?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+