piątek, 23 września 2016

inność przeca jest twoim wrogiem

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z fotografią nie wiedziałem jaką ścieżką pójdę. Chciałem sie nauczyć fotografować wszystko i we wszystkim być genialny. Cykałem więc kwiatki, koniki, ludziki, drzewka i autka. Nie miałem wyznaczonego celu. Pewnym przełomowym okresem okazała się śmierć mojej babci. Śmierć ta zawitała również na moim zdjęciu. I to był strzał w 10. Spodobała mi się ta droga tajemnicy, zagadek, niedopowiedzeń. Słyszałem, że zdjęcie aby było dobre musi opowiadać pewną historię. W swoich zdjęciach jednak nie to chciałem ukazać. Moje zdjęcia nie miały nic opowiadać, za to dawać do myślenia. Ta nieco wyjątkowa droga fotograficznej "kariery" okazała się dość trudna. Trafiłem do świetnej bardzo zgranej grupy pasjonatów. Stałem się członkiem kilku grup fotograficznych. Mogłem się pochwalić tym co pokazywałem. To okazało się jednak dość przytłaczające. Pod moimi zdjęciami nie było komentarzy. Jakieś polubienia zdobywałem rzadko. To wpędziło mnie w półapkę którą przewrotnie nazywam Ijak, od pytania które często pojawia się pod zdjęciami. Znacie tą historię - wstawiacie zdjęcie, podpisujecie "I jak?" i czekacie aż ktoś was pochwali lub wytknie pewne błędy.

Droga Ijaka okazała się równie obfita w komentarze co zdjęcia którymi się chwaliłem. Null... 0, czyli nic. Wydawało mi się to dziwne, gdy pod zdjęciami innych widniało sporo komentarzy z fotograficznymi radami, czy krytyką. Moje świeciły pustkami.

Gdy zacząłem dochodzić dlaczego tak jest znalazłem odpowiedź. Ludzka psychika okazała się bardzo ukierunkowana i zaślepiona klapkami jak końskie oczka. Widziały tylko to co na wprost, a niczego poza tym. Ludzie potrafią doradzić w sprawach standardowych zdjęć, natomiast nie znajdują odpowiedzieć na coś co wychodzi poza schemat. Dlatego można znaleźć dużo komentarzy, porad, hejtu i krytyki pod wszelkiego rodzaju portretami, krajobrazami czy makro. Czyli pod standardem fotograficznej drogi. Natomiast nikt nie potrafi odpowiedzieć na zdjęcie wybijające się ponad schemat. Jeśli na zdjęciu nie ma człowieka, kwiatka, czy jakiegoś widoku ludzie przestają sobie z tym radzić. Nie potrafią ogarnąć czegoś nietypowego. Gdyby wszyscy robili zdjęcia anface z kompozycją centralną byłoby świetnie. Gdyby tylko ktoś poza ten nawias wyszedł i ustawił postać z boku ludzie by zgłupieli. Prawdopodobnie posypałyby się zaraz komentarze, że dana postać powinna być w środku, a nie z boku. Bo to jest proste. Łatwo określić, że to jest portret. I ludzie każdy portret chcą wsadzić w sztywne ramy. Mielibyśmy teraz same portrety centralne z postacią anface i jedyne co by się zmieniało to ludzie na zdjęciu. Z resztą swoją drogą w przypadku portretów zazwyczaj tak jest. Zmienia się tło, zmienia się model/modelka. A zdjęcia są niemal wszystkie identyczne.

Gdy jednak popatrzymy na zdjęcie którego nie da się zamknąć w żadnym znanym i standardowym kanonie zdjęć już nie potrafimy o zdjęciu powiedzieć nic. Nie określimy co jest na zdjęciu dobrze, a to jest źle. Zdjęcie jest i koniec. Łatwo określimy błędy konkretnych zdjęć. Gdy jednak już zdjęcie nas zmusi do pomyślenia i zaprzestania myślenia schematycznego - odłączamy się. Dla ludzi wszystko jest albo czarne, albo białe. Sprowadzamy portrety do jednego wzoru, makro do jednego wzoru i krajobraz do jednego schematu. Nie potrafimy jednak zastosować żadnego wzoru do zdjęć nietypowych. I to nas gubi. Jedność, standard, schemat. Nie lubimy różnorodności, boimy się zmian, odcinamy się od inności. Chcemy być identyczni, dokładnie tacy sami. Ryzykujemy własny indywidualizm, własną wizję na rzecz tych dobrze znanych. Bo wiemy, że wówczas będziemy się podobać, będziemy akceptowani i przyjmowani. Będziemy wśród "przyjaciół".
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+