niedziela, 6 listopada 2016

Im więcej ciebie tym mniej

Kiedy jakiś czas temu zaczynałem przygodę z fotografią nie wiedziałem nic. Zdjęcia robiłem i na tym sie moja widza kończyła. W pewnym momencie przestało mi to wystarczać i moja głowę zaczęły ogarniać rzeczy techniczne fotografii:
- Co to jest to M? I w ogóle dlaczego ja mam tło, a inni nie? I w ogóle co to za kropki na zdjęciach? Jak inni robią, że ich zdjęcia sa fajne, a moje to takie cyki?
Oczywiście, jak każdy szanujący się Janusz fotografii winę zganiałem na sprzęt. No bo przecież co ja mogę z takim olympusem? Stare to to i w ogóle. Pomyślałem o zmianie sprzęty na wymarzonego Fuji S9600. Olympus poszedł w świat, a ja za zarobione w ten sposób pieniądze zaopatrzyłem się w to co zawsze chciałem.
- O tak - pomyślałem - teraz moje zdjęcia będą super.
Nie pomyliłem się. Zdjęcia były bardzo fajne, ale nie za sprawą sprzętu. Sam sprzęt szybko ukazał mi smutną prawdę - braki w wiedzy.  kompaktem więc w ręku i z pustką w głowie uwieczniałem rzeczywistość. Jednocześnie zgłębiałem tajemną wiedzą czasu naświetlania i tego co chłopaki lubią najbardziej - otworów i ich wielkości. Zależności mieczy czasem, a wielkością otworów a także czułością spowodowały, że zacząłem bawić się, eksperymentować. W ten magiczny sposób powstały pierwsze świadome zdjęcia.
W pewnym momencie doszedłem do pewnej perfekcji w posługiwaniu się zależnościami czasowo-otworowymi. Gdy do tego wszem i wobec zaczytywałem się idealnością surowości tworów szybko musiałem nauczyć się też doprowadzania ich w stan produkcji i w końcu wywołania. Gdy już ogarnąłem i to wszystko stało się jasne - czas, czułość i otwór to fazy tworzenia. Potem surowica i długa produkcja. A niedługo później twór gotowy. Moje zdjęcia w końcu zaczęły się podobać. Zacząłem dostawać pierwsze pochwały za fajne zdjęcia. Odnalazłem swoją drogę i tworząc kompaktem kolejne obrazki dumnie szedłem w świat.
To wprowadziło mnie w pewien błąd i pewien moment zablokowania. Uznałem, że to mi wystarczy i niczego już więcej nie potrzebuję. W końcu ludzie zauważyli, że moje zdjęcia różnią się od zdjęć innych. Moje podejście do fotografii było zupełnie inne niż  większości. I tu zabłysła mi w głowie lampeczka
- TAK! Trzeba to wykorzystać. Pokazać ludziom, że można inaczej.
Postanowiłem otworzyć biznes. Nic jednak na łapu-capu robić nie chciałem, aby nie wpaść w pułapkę. Ruszyła maszyna, zapisy na kolejne kursy, rozpoczęcie szkoły, nauka pełną parą. Szybko przekonałem się, że choć wiele umiałem, tak na prawdę nie umiem nic. Zacząłem wysokie loty z skrzydłami zlepionymi ziemianką. Jeśli nie wzmocnię tego, nie zacznę szlifować tego co już wiem i nie zacznę się uczyć spadnę i nie osiągnę nic.
Kursy i szkoła udowodniły tą smutną prawdę. Teraz, kiedy wiem, że niewiele umiem, a samo oko i podstawowe umiejętności to dużo za mało ruszyłem. Mój plan zakłada 2 lata nauki i rozpoczęcie czegoś na własną rękę. Minęły już 2 miesiące. Zostało 22. Zegar tyka. A ja z każdym kolejnym kursem, z każdą nową wiedzą dowiaduję się, że umiem coraz mniej, choć w głowie przybywa wiadomości. Dziwne to uczucie - jak umiałem mało, wydawało się, że umiem wszystko. Ale im więcej się uczę i im więcej poznaje tym mój cel zamiast  się zbliżać oddala się coraz bardziej. I mimo iż jestem krok do przodu, cel oddala się o 2 kroki.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+