niedziela, 20 listopada 2016

nauka to...


"Wpłynąłem na szerokiego bezkres oceanu..."
Kiedy kilka lat temu byłem studentem w grupie było nas około 25 osób. Człowiek (jak 90% z nas) zajmowało się nauką, piciem piwa, ucieczką z egzaminów i melanżami. Ktoś tam, gdzieś dorwał jakąś prace na szybko. to i przy okazji dorobił parę zł. Chodziło się do szkoły, włóczyło bez celu po mieście, wpadło do przypadkowych pokojów w akademikach, albo wbijało na jakiś melanż nie znając nawet ludzi. Życie się toczyło. Jadło się, piło się i podrywało studentki. Z całej grupy zaledwie jedna osoba miała swój dom i rodzinę. Może ze 2-3 osoby miały pracę stałą. Piękni, młodzi, myśleliśmy, że mamy najgorzej na świecie, bo musimy się uczyć. Ale jakoś to szło. Nie było problemu zgadać się z kimś aby wyskoczyć gdzieś na miasto. Na całą grupę były 4 samochody. Nikt ich wtedy nie potrzebował. Ciężko było uciekać na piwko z zajęć prowadząc auto.
Studia się, skończyły. Wszyscy obronili dyplom i porozłazili się po świecie. Został zaledwie słaby kontakt z niektórymi osobami z grupy.

Minęło parę lat, a ja znowu wylądowałem na studiach. Obecna grupa liczy 14 osób. z tego 1 (podkreślam JEDNA!!) nie ma pracy. I 2 (podkreślam DWIE!!) nie mają jeszcze rodzin. Wszyscy pracując, mają dzieci, rodziny i studiują. Nie ma czasu poza zajęciami się spotkać, nie ma w ogóle mowy aby mieć czas. Nawet nie możemy się zgadać, aby wykonać projekt który mamy zrobić. I tak siedząc sobie spokojnie, przysłuchując się  "The sins of the beloved" (swoją drogą polecam kapelę. Ciężka muzyka, warto posłuchać) zastanawiam się czy to wina czasów? Czy aż tak mocno się zmieniły, że trzeba pracować i zarabiać? Czy to wina mody? Może narzucenie przez społeczeństwo, że jak nie pracujesz to jesteś nikim? Mam 36 lat. Ze mna w grupie są dwie osoby w podobnym wieku. Reszta nie marzy jeszcze o skończeniu 25. Pracują wszyscy.

Kto kiedyś myślał o pracy, rodzinie? Kto się zastanawiał nad swoimi przyszłymi losami. Mieszkało się w ciepłym koncie u rodziców a jedynym problemem było to, czy wrócisz po imprezie w pozycji pionowej, czy poziomej.
Teraz? Kto myśli o zabawie? Kto myśli o włóczeniu się po parkach i ulicach bez celu? Kto myśli o spotkaniu się po zajęciach? Teraz mamy bardziej ludzkie, przyziemne problemy - jak się dorobić i jak wyżywić siebie i swoją rodzinę.

Egh... trochę szkoda. Czasy bardzo się zmieniły. Czy są lepsze, czy gorsze? Nie nam to oceniać. Ale, skoro takie sobie stworzyliśmy, to znaczy, że takie właśnie nam odpowiadają. Było białe, jest czarne. A może na odwrót? może za naszego życia, a może już nie... tak czy siak kiedyś się tego dowiemy.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+