sobota, 26 listopada 2016

Naukowa dysputa

Na wielu forach i poradnikach fotograficznych trwają ostatnio dysputy na temat nauki fotografii. Konkretnie, czy potrzeba nam poradników, kursów, szkół czy też wystarczy dobre oko, aby być dobrym fotografem. Postanowiłem zająć swoje stanowisko w tej sprawie i chciałbym je tutaj wszystkim przestawić.


Talent

Gdy mamy talent do fotografii, muzyki, filmu, tańca, czy czegokolwiek wszyscy w koło zaczynają to zauważać. Na początku są to najbliżsi, czyli rodzina. Twoje zdjęcia, muzyka, czy podrygi zaczynają się podobać. Jak wszyscy lubimy jak sie nas chwali, więc zaczynamy w to wchodzić bardziej i głębiej i mocniej. Aż dochodzimy do momentu, że nasz talent zaczynamy pokazywać dalej w świecie. Doprowadza to do tego, że z jednej strony mamy rodzinę czy znajomych którzy mówią "jest super" oraz zbiór obcych ludzi, którym to nie odpowiada. Zostajemy lekko rozdarci między tych co cię chwalą, a tych którzy uważają cię za dno totalne. Co zatem powinniśmy z talentem zrobić? A no zacząć go rozwijać przez naukę.

Samouk
Jak zwykle na początku zastanawiamy się skąd takie skrajne emocje na nasz temat. Mamy też wewnętrzne dylematy czy kontynuować to czy porzucić i w końcu iść z córką do cyrku, aby choć trochę utożsamić się z czerwono-nosymi klaunami. W tym jednak momencie z pomocą przychodzi nam medium internetu. Zaczynamy oglądać filmy na yt dotyczące naszej "sztuki", jak jesteśmy mniej leniwi również zaczynamy czytać na ten temat dużo i wprowadzać to w życie. Gdy natomiast jesteśmy bezmyślnymi leniwcami zadajemy 100 bardziej i mniej potrzebnych pytań na "forumach" mając nadzieję, że sami wiedzy szukać nie będziemy a ludzie nas wyręczą. Więc walczymy na swój sposób o podwyższanie poziomu swojej wiedzy i umiejętności. Widzimy jak babeczka na YT wystawia tyłek i zaczyna nim falować. No cóż, skoro ona to potrafi, to my też. Czy jednak falujący tyłek sprawi że będziemy lepszymi tancerzami? Głęboko chcemy wierzyć, że tak jest. Tyłek to jednak nie wszystko. Z przerażeniem odkrywamy, że składamy się nie tylko z niego. Gdy już umiemy wykorzystać nasz odbyt jako galaretę przychodzi czas na nogi. Włączamy więc babeczkę z nogami i ćwiczymy. I tak, aż nauczymi sie operować każdą istotną w tańcu częścią ciała.
W fotografii jest podobnie. Najpierw patrzymy na zdjęcia nocne i nasze wewnętrzne łał każe nam zgłębić temat. A więc lecimy w środku nocy na miasto, kiedy inni smacznie śpią i zaczynamy opanowywać to (właśnie dowiedzieliśmy się co to jest czas naświetlania i jak się go używa). Dalej dochodzimy do wniosku, że podoba nam się rozmyte tło. Przecież to takie super, jak portret ma bokeh. Zgłębiamy więc wiedzę bokehu i z zaskoczeniem dowiadujemy się, że dziury ma nie tylko nasz małżonka, ale również aparat, a konkretnie obiektyw. No dobrze, ale przecież te zdjęcia są jeszcze czyste i w ogóle gładziutki, jak nasz kot gdy niechcący potraktowaliśmy go palnikiem gazowym. Doczytujemy więc dalej i okazuje się, że nie tylko nasze dziecko potrafi być czułe, ale nasz aparat też. I tu odkrywamy również, tzw trójkąt ekspozycji.

To jednak nie wystarczy, aby czynić większy haos. O ile trzęsąc tyłkiem nie wzbudzimy zachwytu a raczej litość, o tyle odpowiednie nim trzęsienie może przyprawić kobiety to potu między udami, a mężczyzn do zmiany kształtu spodni.
Jak się męskie spodnie mają do zdjęć? A no prosto - samo ustawienie parametrów to jeszcze nie wszystko. Mamy jeszcze coś takiego jak kompozycja. I to tak na prawdę za jej pomocą uzyskamy efekt łał.

Mamy opanowane podstawy. Co dalej?


Kursy

Dalsza droga rozwoju to już niestety kursy. Owszem, możemy opanować np lampy błyskowe, możemy efekty ruchu, czy zamrożenia sami. Ale sami nie będziemy do końca wiedzieli jak je wykorzystać. Zrobimy zdjęcie spadającej wody i wszyscy nam zaklaszczą. Aż znajdzie się człowiek jeden czy drugi który powie, że nasza spadająca woda to faktycznie zdjęcie... i tyle... tylko zdjęcie!! Wszystkim się podoba, a to przecież tylko zdjęcie. Zastanawiamy się jak z "tylko zdjęcie" zrobić majstersztyk. Na razie jesteśmy diamentem. Ale ten diament trzeba jeszcze oszlifować. I tu z pomocą przychodzą nam kursy. O ile nie mamy kogoś, kto by nasz talent i umiejętności podsumował i wyprostował,  musimy niestety często zainwestować w kogoś takiego. Zapisujemy się więc na kurs. Zaczynamy od tego co już wiemy - czyli od trzęsienia zadkiem. Tym zadkiem trzęsiemy umiejętnie przed jakimś gościem który trzęsie zadkiem profesjonalnie. I w toku nauki dowiadujemy się, że od tego trzęsienia robią nam się zmarszczki, a niedługo nasz tyłek będzie obwisły po same kolana. I nie tylko ta wiedza jest nam potrzebna. Potrzebna jest nam wiedza, aby tych zmarszczek i osobistości uniknąć. I ten, do którego poszliśmy nam to pokaże. W fotografii dowiemy się, że kompozycja to nie wszystko. JEst jeszcze pełno niepożądanych elementów na zdjęciu np, których nie powinno być. I dowiemy się, jak te elementy usunąć. Pokaże jak zmienia się nasze zdjęcie, gdy np śmietnik na czyimś portrecie będzie ustawiony inaczej. Albo pokaże nam zależności między proporcjami w fotografii. Uzmysłowi nam, jak postrzega świat nasz umysł. Dlaczego kółko w dużym kwadracie wydaje się nam dużo mniejsze niż to samo kółko w małym kwadracie. Coś do czego sami byśmy nie doszli choćbyśmy 10 lat siedzieli i myśleli. Dowiemy się o fotografii i obrazie wszystkiego. Przeanalizujemy każdy piksel i nauczymy się wykorzystywać każdą ciapkę na naszą korzyść.

Podsumowanie. 

Czy zatem nauka jest nam potrzebna? Niekoniecznie. Musimy wiedzieć, że talent to nie wszystko. Talent to tylko wykopany z ziemi diament.
Możemy uczyć się sami i jesteśmy w stanie opanować podstawy do perfekcji. W ten właśnie sposób ten diament czyścimy z brudu i resztek ziemi. Nasz diament to jednak nadal czysty, matowy kawałek kamienia.
Aby ten diament oszlifować i zrobić z niego małe, bardzo drogie błyszczące dzieło sztuki musimy nasz talent i obecną wiedzę nie dość, że musimy usystematyzować, ułożyć i z całą świadomością na naszych pracach pokazać, to jeszcze musimy je rozwinąć. I to do tego potrzebny będzie nam ktoś z dużo większym doświadczeniem. Znajomy profesjonalista, który zgodził się poświęcić nam swój czas, lub (jeśli kogoś takiego nie znamy) szkoła/kursy które nauczą nas wszystkiego.
Dopiero z takim diamentem możemy powiedzieć, że to nie tylko diament, to perfekcja w każdym calu, to droższy od złota kamień.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+