piątek, 11 listopada 2016

Senny koszmar

   Dziś odwiedzasz swojego wójka. Na początku chwali Ci się nowym samochodem. To bentley z roku 64. Dziś święto smoka. Będzie tu zaraz cała rodzina. W międzyczasie oglądacie nowy nabytek, a ciotka przygoowuje obiad. Rodzina powoli się schodzi.
Gdy są juz wszyscy zasiadanie do obieadu przy wielkim stole w pokoju gościnnym willi wujka. Jest was ze 100 osób. Dałbyś uciąć głowę, że pierwszy raz na oczy widzisz tych ludzi. Widzisz swoją żonę, swoje dziecko i wujka. Więcej osób nie znasz.
Przygotowania do święta trwają. Święto polega na tym, że codziennie o tej porze roku przechodzi tędy wielki smok i jeśli zajrzy do domu znaczy, że trzeba dać mu usmażone mięso i smok idzie dalej. Nikt się nie boi, przecież co roku się udawało. Siedzicie, jedzie, rozmawiacie i... czekacie. Śmiehy, rozmowy, stukot stućców o talerze.
Z oddali dochodzi głośny tupot. Jest coraz głośniejszy, coraz bliższy. Talerze zaczynają drgać. Po chwili hałas jest nie do wytrzymania, a w domu nie sposób ustać na nogach.
Nagle! Cisza... trzęsienie ustaje, światła wszystkie gasną. Jest cisza, słychać jedynie szum wiatru. Rodzina w oczekiwaniu, nikt nie odważy się nawet pisnąć. Patrzcie z podnieceniem i niecierpliwością czy smok zajrzy czy nie. Słychać jedynie jazgot i w oknie pojawia się wielkie oko. Ciotka wstaje, chce podać mięso.  Ty stoisz przy drzwiach od wielkiego pokoju i przyglądasz się całej sytuacji z boku. Jeden ruch, ręka na klamkę i z wielkim hukiem i szybkością petardy oko spogląda na ciebie. W sercu strach, w oczach przerażenie. Zamierasz. Smok delkikatnie unosi głowę i z wydaje z siebie wielki ryk!! Robi się ciemno. Patrzysz jak cał rodzina zrywa się z krzeseł. Łapiesz córkę, łapiesz żonę i z przerażeniem wybiegacie z pokoju. Rodzina za wami. Biegniecie długimi korytarzami. Ciemnymi. Nie ma prądu, jest czarno. Co chwilę słyszysz za sobą wpadających i panikujących ludzi. Wpadacie w kilka osób do któregokolwiek pokoju i czekacie. Dom zaczyna się trząść. za oknem słychać wielki ryk, bestia wpadła w szał.
Nie myślisz, chwytasz żone i córkę za rękę i biegniecie gdziekolwiek. Wpadacie w jakieś dziwne pomieszczenie bez okien. Zamykacie drzwi i czekacie. Z oddali słychać przerażający krzyk mordowanych ludzi i huk burzonego domu. Siedzicie w koncie i czekacie przytuleni i przerażeni.
Huk ustaje, krzyki ustają. Jest ciemno, prawie nic nie widać. Sychać tylko poruszającego się wokół domu potwora.
Dostrzegasz w oddali drzwi. Każesz żonie i córce czkać. Podchodzisz powoli, otwierasz. W oddali malutkie okno przez które wpada trochę światła. Zdezelowane, zapomniane pomieszczenie. Pierwsza myśl - zawołać rodzinę. CZujesz, że tu będziecie bezpieczni. I zanim cokolwiek z siebie wydobędziesz w przeciwnym roku dostrzegasz krzesło. Na krześle siedzi wilki niedźwiedź. Trzyma w rękach martwego człowieka bez głowy.  Patrzysz chwilę i ten widok zamurowuje. Czujesz dotknięcie, podskakujesz. To żona. Spojrzała na niedźwiedzia. O jedynie wyjęknęła "O boże...". Po chwili pokazuje w kiedunku zwierzęcia i mówi "PATRZ!!". Huk bestii jest przerażający i jedynie na co cię stać to "widzę"...
- NIE!! - krzyczy kobieta - PATRZ!! Piwnica!!
Faktycznie, krzesło stoi na czymś w rodzaju włazu. Niewiele myśląc idziesz w kiedunku włazu. Odpychasz marte zwierzę, bezgłowy człowiek opada bezwadnie. Jeden kopniak i i otwierasz właz. Prowadzi donikąd. Po prostu w dół. W czerń. Żona już za tobą z dzieckiem. Bezmyślnie wchodzicie do środka.
To piwnica, cemna, czarna i malutka. Tak maluta, że z trudem mieścicie się w środu. Czkacie.
Z góry słychać różne odgłosy... czekacie. Nagle... olbrzymi huk, przytulacie się mocno...
W tym momencie otwierasz oczy, jest ranek. Sen się skończył. Leżysz ze śpiącą jeszcze żoną w łóżku. Światło z dworu przedziera się nieśmiało przez opuszczone żaluzje. Patrzysz na zegarek. Czas zacząć kolejny dzień...
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+