poniedziałek, 5 grudnia 2016

Jedna chwila, nic tu nie zostanie po nas

Całkiem niedawno rozmawiałem z żoną na temat, który mnie trochę zaintrygował. Otóż okazuje się, że 90% osób żyjących na świecie nie pozostawi po sobie w sumie... nic. No dobra, powiecie, a dzieci? Tez racja, dzieci, wdowę i kilka swetrów w szafie.
Kiedyś zastanawiałem się, jak wyglądałby świat, gdybym nigdy się nie urodził. Teraz zastanawiam się, co po sobie na świecie zostawię. I tu jest chyba cała esencja zdania: "jeśli dusza nic nie tworzy to jest nic nie warta". No bo... tak na prawdę nie zostawiając po sobie nic tak na prawdę w sumie nigdy nie istnieliśmy.
Zastanawiam się skąd się wzięły takie statystyki. Znam trochę ludzi, miałem do czynienia z wieloma przedstawicielami swojego gatunku. I mam dziwne wrażenie, że tylko i wyłącznie z lenistwa oraz z dążenia do "mieć nie być". Wszyscy chcą pieniądze, domy, "ciepłe wody osobno, zimne osoby, szczelne rurki kafelki, duperelki, kraniki, dywaniki". Tylko czy na prawdę to chcemy zostawić po sobie? Pieniądze? bogactwa? Boimy się myśleć o dalszych losach po naszej śmierci. Uważamy, że to co zdobędziemy teraz przyniesie spokój pozostałym naszym pokoleniom. Tylko czy aby na pewno nasze dzieci będą dosadnie żyć? Czy na pewno? Niby znamy nasze pociechy, ufamy im. wierzymy, że to co zdobędziemy nasze dzieci nie przepiją i nie rozdadzą po kolegach. Jesteśmy w stanie im aż do tego stopnia zaufać? A może to wszystko zdobywamy tylko dla siebie? Dla swojego poczucia bezpieczeństwa, dla swojego jestestwa? Czy to egoizm? Tak, ale co poradzić - mamy wszelkie prawo do tego, aby bronić siebie i swojej rodziny. A to bezpieczeństwo znajdujemy w bogactwach, które zdobyliśmy i zdobędziemy. A po śmierci? Nie zostawiamy w zasadzie nic, poza tymi swetrami w szafie.
A co z nami? Swetry się zniszczą, rodzina wrzuci do najciemniejszego miejsca w szafie, bo przecież nikt w tym nie będzie chodził, nikt tego nie będzie używał. Po kilku latach ktoś to znajdzie i wyrzuci lub przerobi na szmaty do podłogi nawet do końca nie pamiętając czyje to jest. Zabezpieczyliśmy swoją teraźniejszość, a nie przyszłość. W tym całym pędzie do dobrego życia teraz, zapominamy o naszym życiu po śmierci. Mamy pieniądze, domy, samochody, ale nie mamy kiedy żyć, kiedy zrobić coś, co po nas zostanie. Coś, dzięki czemu nawet nasze wnuki będą o nas pamiętać. Bądźmy szczerzy - nikt nie skojarzy nas z bogactwem, które zostawimy, nikt nie powie - ten samochód/dom/konto w banku zostawił nam pradziadek. Nasze wspomnienia zostają zamknięte w kilka betonową płytę. I tylko od czasu do czasu, gdy przypadkowo ktoś znajdzie naszą podobiznę na starych fotografiach zapyta: "a kto to był?".
I tu się wyraża wartość naszej duszy. Albo ktoś zapamięta, skojarzy nas z czymś, lub nie. Jeśli chcemy aby pamięć po nas została musimy robić coś, o czym zapominamy w pędzie teraźniejszości - o tworzeniu. Pracujemy i zarabiamy, ale nie tworzymy kompletnie nic. Gdy obecnie patrzę na stare zdjęcia, ludzi na nich tak na prawdę to dla mnie kompletnie obcy ludzie. Mama mówi
- To był mój pra pra dziadek z zoną. Dziadek mojego dziadka.
Mimo iż istniejemy dzięki tej twarzy na zdjęciu tak na prawdę to jest dla nas obcy człowiek. Ale gdy słysze od mamy:
- To jest Twój pra pra dziadek. Zrobił tą szafę - i pokazuje palcem na wielką szafę stojąca w pokoju - własnymi rękami. Sam wyheblował desko, pozbijał zamontował zawiasy i drzwi, dorobił półki.
Od razu widzimy tego człowieka jako kogoś ważnego. Mamy namacalny dowód jego istnienia. Możemy dotknąć coś co jest dziełem jego rąk. Widzimy nie tylko mebel jakich 100. Widzimy niepowtarzalne dzieło stworzone rękami kogoś z naszej rodziny. Ta szafa jest cenniejsza niż te wszystkie ziemie i domy, które pozostawił dziadek, a które teraz prawdopodobnie już dawno należą do kogoś obcego. Ten człowiek będzie dla nas ważniejszy niż sto innych osób z naszej rodziny, których nawet nie znaliśmy. Tylko dlatego, że mamy świadomość, że część jego istnienia stoi u mamy w domu, możemy jej dotknąć, przesunąć, schować w niej swój sweter. Jaki dziadek był kiedyś, tego nie wiemy. Znamy tylko opowieści. Ale obecnie jego dusza jest zdecydowanie ważniejsza niż jakakolwiek inna.

Co ja zostawię po sobie? Kiedyś była to muzyka. Jest kilka taśm nagranych rozesłanych po całej rodzinie. Być może wielu już skasowało, wyrzuciło, zapomniało o tych nagraniach. Ale w mojej kolekcji kaset jest ciągle nagrana i pielęgnowane nagranie. Przed śmiercią wiem, że moja babcia też trzymała nagraną przeze mnie i brata kasetę, choć nie wiem gdzie ona teraz jest. I mam nadzieję, ze za kilkadziesiąt lat, kiedyś moja córka powie swoim wnuczkom - posłuchaj, to nagrał Twój pradziadek z wujkiem Jarkiem. Ta taśma jest dla mnie cenniejsza niż jakiekolwiek inne dobra doczesne, bo wiem, że potem już tylko ona zostanie.
Obecnie robię dużo zdjęć. To też ślad po mnie. To też moje własne dzieła. Jakie są takie są, ale pozostaną po mnie i mam nadzieję, że słuchając taśmy ze swoimi wnuczkami, moja córka pokaże moje zdjęcia i powie:
- To też zrobił wasz pradziadek.

A co Wy po sobie zostawicie? Co zrobiliście, aby nawet 3 pokolenia w przód wasi potomkowie o was pamiętali? Ile jest warta wasza dusza?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+