sobota, 3 grudnia 2016

Wpis konksursowy

Jak wiecie, zdjęcia portretowe nie są moją mocną stroną. Tym razem postanowiłem jednak zrobić coś innego. Biorę udział w konkursie Olympusa, a kolejny etap konkursu do fotografia modowa. W tym nie czuje się kompletnie dobrze. Jakby mało było zgrzytów, w zasadzie chyba nigdy nie robiłem takich zdjęć. No dobrze, może raz, żonie... ale gdy ta to zobaczyła, powiedziała, że jak pokaże te zdjęcia gdziekolwiek, komukolwiek to powybija mi wszystkie zęby, wstawi i powybija jeszcze raz. Od tamtego czasu trochę zębów straciłem, ale nie z ręki małżonki. Ale wtedy nie było mi to na rękę. Ponieważ konkurs is konkurs, a obiecałem sobie brać udział w konkursach no to biorę. Na razie jedyny sensowny na jaki trafiłem to Olympusa i na razie w nim walczę. Choć teraz już wiem, że nie wygram aparatu, to jednak próbuję dalej.
Zdjęcia portretowe to zdjęcia ładnej babeczki w ładnych ciuchach najczęściej mizdrzące się do obiektywu lub (jak to babeczki) z obrażoną miną. U mnie w domu pomiędzy meblami przebijają się dwie babeczki:
1. Moja żona - ma już dowód i w świetle prawa jest już babeczką. Kilka lat temu została opuszczona przez prokuratora, a za gwałt na 14-latku może pójść do więzienia. Osobiście uważam, że jej dowód osobisty kłamie, a w peselu musiał wystąpić błąd. Sama wygląda jak 14-latka i czekam kiedy do naszego do domu zapuka policja, powie "cześć tu policja" i zamknie u siebie.
2. Moja córka - na razie dowodu nie ma, ale pesel ma. Tym razem jednak pesel odzwierciedla rzeczywistość. Choć ta liczba 0932.. może świadczyć że moja córka w ogóle nie istnieje, albo egzystuje w jakimś innym wymiarze. Patrząc na nią i podążając jej tokiem myślenia prawdopodobnie druga możliwości jest jak najbardziej realna. W świetle prawa na razie nie posiada płci, więc możecie sobie wybrać, czy to chłopczyk czy dziewczynka i nikt was za to do sądu nie poda.

W zdjęciu wykorzystałem element międzymeblowy w wersji 2. Element 1 trafił w miejsce, gdzie zamknęli ją na 12 godzin, a na koniec miesiąca dadzą nagrodę pocieszenia.

Zdjęcia portretowe są robione jako zdjęcia z rozmytym tłem. Ponieważ jest to diabelnie nudne, bo wszyscy robią takie portrety. Jakby tego było mało wszyscy jarają się jasnością tych zdjęć. No i na każdym jest mizdrząca się laska, która dopiero co uciekła z Auschwitz. Ja postanowiłem kombinować inaczej. Wziąłem coś co nie ma płci, postawiłem przy czymś co nawet tłem nie może być. Zima, upał - około 0 stopni - i sprzęt. Rozłożenie parasolki z lampą (rąbła skubana na beton, ale żyje. Parasolka nowa, więc ciężko w to uwierzyć, bo nowe rzeczy są delikatniejsze od kieliszków), ustawienie drugiej z wyzwalaczem za autem, statyw, aparat i kilka cyków. Modelce przyjemnie i ciepło, bo autko grzeje, ja latam jak debil i ustawiam parametry. No i w końcu po kilkunastu próbach i korekcji ustawień każdego elementu zdjęcia dotarłem do momentu idealnie.
No to dawaj córkę wyciągać z auta, kazać się o auto oprzeć i...
-Kurwa - pytam, za przeroszeniem - tylna lampa oświetlająca tło nie błysła.
Drugie i trzecie zdjęcie też. Co jest. Jak się szybko okazało baterie w odbiorniku znają modelki i też były w Auschwitz. O ile modelki wyszły stamtąd z niedowagą o tyle moje baterie chyba poległy. No i co teraz? CO TERAZ!!??!! Myśl, Jakub, myśl...
-W pytkę Zbysia - pomyślałem.
Wziąłem lampę, kilka resetów odbiornika... no nie ma szans. Cholerka, będzie bez tła. Dupnie, ale co zrobić. Kiedyś człowiek miał do dyspozycji tylko kilkunastoletni aparat i był szczęśliwy. Teraz ma kupę sprzętu i w każdej chwili coś może zawieźć. Tym razem jeden z ważniejszych elementów.
- Co robić, Panie Kaczka? Jak żyć?
No cóż, drastyczna zmiana parametrów aparatu - czas 1s, przysłona 11 i jedziemy - błysk jednej lampy i szybkie ręczne wyzwolenie drugiej... Prawie idealnie. Tła nie ma, ale to małe różowe coś wygląda super. Jeszcze jedno zdjęcie i wpakowałem córę do auta. Sam zwinąłem sprzęt i wróciłem do domku.
Efekt? Wyszło, czy nie?
Zrobiłem jeszcze kilka zdjęć w domku.

Dobra, czas zajrzeć na kartę, na której sporo zdjęć. Zdjęcia próbne od razu do wyrzucenia, zabieramy się za córkę i Cytryna. No prawie idealnie wyszło. W zasadzie niewiele do poprawy. Kolorystyka, delikatnie kontrast i kilka malutkich plamek na zdjęciu.
Ponieważ stałem się bardzo wymagający, i ostatnio 30 minut kombinowania nie wystarcza na uchwycenie mojej wizji. Co za tym idzie, zdjęcia w domu (choć sam efekt wizualny niemalże idealny) kompletnie do niczego. W zasadzie wszystko poszło do śmieci.
Za to spośród kilkudziesięciu zdjęć z Cytrynem jest to o które mi chodziło (choć bez tła, a więc i bez pewnego efektu dramatyzmu, ale w modzie nie o to chodzi). Można startować w drugim etapie.
Trzymajcie kciuki. Na aparat nie mam szans, ale może choć kurs wygram. :)

zBLOGowani.pl
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+