sobota, 31 grudnia 2016

Najdroższy instagram


Kiedy kilka dni temu pewna osoba zobaczyła moje zdjęcia mylnie zostałem odebrany jako informatyk. Dziwne uczucie, że nie tylko styl ubierania się, czy styl wypowiadania świadczy o moim zawodzie, ale również zdjęcia które wszem i wobec robię. Oczywiście przyjąłem zlecenie w zamian za co dostałem płytę DVD z której zdjęcia miałem odzyskać i laptopa na którym te zdjęcia miałem zgrać.
Na moje szczęście okazało się, że płyta jest oki, za to napęd w laptopie jest padnięty. Nie miałem więc większych trudności z kopia płyty. W tzw międzyczasie zleceniodawca poprosił mnie abym wstawił jedno ze zdjęć na pulpit laptopa. To wymusiło na mnie przejrzenie zdjęć. Mimo wszelkiej nadziei z mojej strony nie było tam nagich zdjęć cycatej 18-letniej modelki. Nie było tam nawet ubranej cycatej 18-letniej modelki. W zasadzie w ogóle tam nie było cycatej 18-letniej modelki. Zamiast tego folder zawierający około 350zł zawierał zdjęcia grubego, pryszczatego chłopca, na oko 11lat. Od takie cyki usmarowanego smalcem lekko natrzepanego wujka Mietka.
I nie byłoby w tym nic dziwnego. W końcu są na świecie ludzie, którzy kochają na siebie patrzeć. Moja wrodzona wredność i fotograficzna ciekawość kazała mi zajrzeć w metadane plików. To był błąd... duży błąd. Przez cały tydzień nie myślałem o niczym innym tylko o modelu aparatu, który został użyty do fotografii. Mniejsza z tym jaki to aparat, ale koszt zakupu nawet używki zwalił mnie po prostu z krzesła. Używany sprzęt tej klasy to koszt około 7tyś zł. SIEDEM PIEPRZONYCH TYSIĘCY za aparat, którego ktoś wykorzystywał jak aparat z taniego telefonu komórkowego. Spojrzałem na swojego leciwego Fuji, którego z nadszarpniętym portfelem kupiłem za 300zł. Aparat z którego potrafiłem i nadal potrafię wyczarować obrazki niemal idealne. A tu ktoś kto miał problem nawet z prostym trzymaniem sprzętu wyrzucił od tak sobie kilkanaście tyś zł (bo prawdopodobnie kupiony został jako nowy). Jest sprawiedliwość na tym świecie, pomyślałem.
Ja nikomu nie żałuję, ale wszystko ma swoje granice. Zdjęcia które ogarnąłby telefon komórkowy i średnio- rozgarnięta małpa aparatem za kilkanaście minimalnych miesięcznych krajowych pensji to zdecydowana przesada. To mi dało trochę do myślenia. Zacząłem więc głębiej przyglądać się fenomenu sprzęt kontra umiejętności. I ku mojemu zdziwieniu nie był to odosobniony przypadek. To że zawodowcy mają drogie aparaty, mogę zrozumieć. Choć i oni nie zawsze wykorzystują swoje sprzęty w pełni. Ale to zrozumiałe, bo w ich przypadku jednak dobry aparat to podstawa. Niektórzy bardziej zaawansowani amatorzy korzystają najczęściej z lustrzanek w przedziale półkowym "kompletny debil" do "fotograficzny czarnoksiężnik". Te grupy fotografów to najczęściej ludzie którzy doskonale wiedzą czego od sprzętu oczekują i czy taki to a taki jest im potrzebny, czy też muszą wydać więcej, lub spokojnie mogą kupić model tańszy.
No i na koniec amatorzy, którzy nie wiedzą kompletnie często nic. Zadają pytania w stylu "czy taki to aparat będzie dobry na początek", albo po prostu kupują, bo "lepszy aparat to lepsze zdjęcia". To grupa, która kompletnie nie patrzy na swoje umiejętności, czy potrzeby (bo zwyczajnie ich nie ma) za to zapatrzona jest na najdroższe aparaty na jakie ich stać.
Przyglądałem się dosyć długo fenomenie lustrzanek, jako aparatów dla każdego. Pisałem o tym niejednokrotnie. Nie rozumiem go kompletnie. Do dzisiaj nie widzę zasadności posiadania lustrzanki nie tylko w początkach swojej drogi fotograficznej, ale również gdy takiej drogi nawet nie zamierza się zacząć. I w ten oto sposób, ludzie którzy potrafią wycisnąć ze swojego sprzętu bardzo dużo (choć takich jest może 10% ogólnej ilości ludzi na świecie) muszą mentalnie zmagać się z ludźmi fotografującymi zadki swoich kotów profesjonalnymi aparatami. I nie chodzi o żadną zazdrość, bo nie ma czego zazdrościć. Chodzi natomiast o to do czego taki aparat jest wykorzystywany. Aż łezka się w oku kręci, gdy patrzy się na zamęczania takich aparatów. Stworzone do czegoś innego przez całe swoje życie nie opuszczą trybu zielnego i prawdopodobnie nigdy nie zostanie zmieniony w nich obiektyw.
I w ten oto sposób  robione są nieprzemyślane lekkie gówna z najdroższych aparatów. Mamy więc ostry paradoks - tanie aparaty do zdjęć przemyślanych, niemal idealnych, prawie zawodowych, oraz najdroższe wykorzystane do trybu auto w rękach człowieka który nawet nie wie, że jego aparat posiada trochę więcej możliwości niż małpka za 100zł z Tesco. A szkoda, bo w internecie takich paradoksów jest pełno. Proste, zwykłe cyki na miarę 300-tu kilogramowej ciotki Ziuty, wydobyte sprzętem, na który nawet niektórzy zawodowcy nie są w stanie sobie pozwolić. Co zrobić. Przykro tylko patrzeć na niewykorzystany potencjał takich aparatów. Dla niektórych takie marnotrawstwo sprzętu to niema świętokradztwo.

Jak Wy się zapatrujecie na takie zestawienie Ciotka Ziuta z najdroższym aparatem?
Jesteście źli na jej głupotę?
Zazdroście jej?
Czy może zwyczajnie ze smutkiem patrzycie na niewykorzystany potencjał?

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 27 grudnia 2016

Użyj lupki!!


Lupkowicze formowe

Swojego czasu na jednym z forów internetowych rozgorzała ostra walka między tymi którzy uważają, że człowiek powinien sam włożyć trochę wysiłku w zdobywanie wiedzy, a tymi tymi, którzy wolą po najmniejszej linii oporu wysługiwać się innymi. Zrozumiała jest irytacja ludzi, kiedy ktoś tego samego dnia zadaje po raz 5 to samo pytanie. Najczęściej powtarzane pytania to:

1) Jaki aparat wybrać
2) jaki obiektyw wybrać
3) jaką lampę wybrać
4) jak napisać umowę
5) jak zrobić zdjęcie tego czy tamtego
6) jakie tło kupić

To tak w losowej kolejności.A więc mamy typ człowieka, który zamiast poszukać na forum na którym zadaje pytanie, czy dane pytanie już było liczy, że inni zrobią to za niego. Nie zamierza zadać sobie nawet chwili trudu, aby odpowiedzieć sobie na pytanie. Wyręczanie się innymi to takie modne. Przyczyny takiego stanu tłumaczone są różnie:

1) nie mam lupki w telefonie.
To tak serio serio? Biorąc pod uwagę, że wyjaśnienie gdzie znaleźć taki element w telefonie również jest pod dostatkiem. Poza tym czy nikt już nie ma komputera, ze musi biedaczysko korzystać tylko z telefonu?
2) nie mam czasu
...a chcesz się rozwijać? Jak zamierzasz to zrobić, nie mając czasu nawet na zdobywanie wiedzy. Jeśli nie chcesz zdobywać wiedzy, po co pytasz? No po co? Poza tym, skoro szanujesz swój czas, czemu nie szanujesz czasu innych?
3) ojej nie wiedziałem/łam że to już było
No jasne... nie wiedziałeś/łaś, czy nie zadałaś sobie trudu, aby poszukać?
4) Nie znalazłem/łam
No proszę, a wszyscy inni potrafili znaleźć. Wystarczy wpisać w szukajce to co chce się znaleźć.


Pokłóceni z google

Drugim typem ludzi leniwych jest tacy którzy w ogóle nie zadają sobie żadnego trudu, aby znaleźć odpowiedzi na najprostsze pytanie.
1) Co to jest czas naświetlania
2) jak uzyskać małą głębie ostrości
3) co to jest to tu przy aparacie?
... i tego typu pytania. Tu podpiąłbym każdego człowieka, który nawet nie chce wpisać pytania w Google, czy przeczytać instrukcji od własnego aparatu. No bo przecież prościej jest, aby to inni zrobili za nas. A więc pytamy bezmyślnie, bez żadnej odpowiedzialności, bez krzty wysiłku. A odpowiedzi na te pytania są. I nie jest cieżko je znaleźć w internecie. Wpisując w Google "głębia ostrości" wyskakuje około 150tyś wyników, a już na samym początku dostajemy od razu odpowiedź.

To na prawdę takie ciężkie wpisać w Google? Chyba łatwiej, prościej i zdecydowanie szybciej niż napisać kilka linijek p[pytania i czekania na odpowiedź. Problemów takiego stanu też jest kilka:

1) nie rozumiem co tam pisze
Więc poszukaj na innych stronach, które zrozumiesz.
2) za dużo czytania
Jasne, ale kilka wytłumaczeń w komentarzach to już nie za dużo?
3) nie wiem co wpisać w google
Jak to nie wiem co? Ale jak zadać pytanie na forum to już wiesz? No proszę...
4) nie ma tego w google
Jakoś tak te 150tyś stron to taka zmyłka ze strony googe?


Podsumowanie

Ludzie, ja ładnie proszę - zadajcie sobie trochę trudu w znalezieniu odpowiedzi. Szanujcie innych! Szanujcie siebie!! Zadawajcie pytania, ale zadawajcie logiczne pytania. Poszukajcie, poczytajcie a dopiero potem pytajcie. Ja wiem, że nie wszystko jesteśmy w stanie znaleźć i wówczas faktycznie można się wspomóc innymi. Ale, jak pragnę zdrowia w życiu, jak już na prawdę nie będziecie mogli znaleźć odpowiedzi na swoje pytanie. Nigdy na odwrót. To na prawdę wymaga tak wiele potu i krwii, przeszukanie forum, lub zadanie pytania w google?
Problem pozostaje jeszcze jeden - bez tych pytań 2/3 forum w ogóle nie istnieje. Z drugiej strony to też zaśmiecanie forum i znalezienie na prawdę ważnego i logicznego pytania w takim śmietniku graniczy z cudem.
Moja propozycja jest taka:
1) Szukamy odpowiedzi w instrukcji naszego sprzętu
2) najpierw szukamy w google odpowiedzi na swoje pytanie
3) szukamy odpowiedzi na forum, na którym chcemy zadać pytanie
4) pytajmy

Dokładnie w takiej kolejności. Jeśli w punkcie 1) nie znaleźliśmy odpowiedzi, przechodzimy do punktu 2). Jeśli 2) nie jest w stanie dać nam satysfakcjonującej odpowiedzi realizujemy punkt 3). Gdy w punkcie 3) nie ma takiego pytania dopiero (podkreślam DOPIERO!!) wtedy pytajmy innych.  Szanujmy siebie i szanujmy innych.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

poniedziałek, 19 grudnia 2016

zamiłowanie do klarowniaści



Zauważyłem, że ostatnimi czasy ludzie bardzo lubią czystość, klarowność, wręcz krystaliczność. I nie chodzi mi o wodę, czy czystość w mieszkaniu. Chodzi mi o sztukę. Spotkałem na Facebook ludzi, którzy wstawiają zdjęcia czarno-białe, czasem zaszumione, często z winietą. Czyli takie, jak lubię. Zazwyczaj są to zdjęcia przedstawione do oceny. I co się okazuje? Że ludzie tego nie lubią, nie chcą. Komentarze typu:
- Nie idź w sepię
- Odszum zdjęcie
- Zdejmij winietę...
- Ta poświata wygląda tragicznie

Sypią się z lewej i prawej. Dużo ludzi rezygnuje i wstawia zdjęcie odszumione, kolorowe i w jak najlepszej jakości. I takie zdjęcia ludzie kochają.

Ktoś się żalił na FB, że oddał znajomym czarno-białe zdjęcia. Skończyło się to awanturą.
Ktoś inny zrobił zdjęcie z winietą. Klient nie zapłacił.
Jeszcze ktoś inny pochwalił się zdjęciem z kolorem selektywnym - ludzie go prawie zarżnęli.
Nie rozumiem takiego zachowania. Osobiście nie przepadam za zdjęciami jasnymi, czyściutkimi, uwielbiam winietę. Jest to jeden z powodów dla których 90% osób nie lubi moich zdjęć. Bo rzadko kiedy są czyste, idealne. Zawsze mają jakieś niedociągnięcie, coś co uważane jest jest za błąd sprzętu. A więc jak nie winieta czy szum, to dystorsja. Jak nie to dodaje poświatę. Prawie na każdym moim zdjęciu można to zaobserwować.
Zastanawiam się, skąd takie zamiłowanie do tego ideału. I to nie tyczy się tylko efektów wizualnych. Ma to też odzwierciedlenie w dźwięku. Wszyscy wolą słabej jakości MP3. Grunt, aby dźwięk był czysty, idealny. Ja uwielbiam szum winylowej płyty, kocham niedociągnięcia dźwięku z kasety. Taka muzyka mnie cieszy, takiej mogę słuchać non stop. W odróżnieniu od MP3, które już po pół gadzinie słuchania stają się męczące.
Muzyki nie tworzę już od jakiegoś czasu, choć i tam lubiłem wcisnąć w muzykę jakąś celowo fałszującą nutkę. Teraz pokazuje to w zdjęciach. Celowo coś zepsuje - jak nie czystość, to winieta, jak nie winieta to dyskorsja. Tak wygląda mój świat, nie jest idealny. Czyli taki jakiego ludzie nienawidzą. Zdaję sobie sprawę, że moje zdjęcia z tego powodu nigdy nie będą się sprzedawać, nigdy nie będą się podobać tak jakby tego każdy chciał. Bardzo pocieszył mnie fakt, że spotkałem jeszcze osoby, których zdjęcia też nie są idealne. Szkoda tylko, że sporo z tych osób pod wpływem nacisku, pod presją zacznie robić zdjęcia takie jak każdy. Ja się jeszcze nie poddaje. Brnę w to, zostaje w tym. Za to jestem często wyszydzany, bywa że wręcz zbluzgany. Ludzie zauważyli, że nie zwracam uwagi na takie komentarze jak "paskudny szum", bo jest on tam celowo, ma swoje znaczenie. Więc większość zamiast mówić, że nie powinienem tak robić po prostu zwyczajnie szydzi.

Mam nadzieję, że spotkam kiedyś człowieka, który też się nie podda fali krytyce. Będę miał wtedy pewność, że w swoim celowym braku idealności nie będę sam.


Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

wtorek, 13 grudnia 2016

Wpis konksursowy etap3 ver1

Rozpoczął się 3 etap konkursu Olympusa. Tym razem tematyką jest nic innego jak posiłek świąteczny. No i czemu nie. Jak wszyscy wiemy na wigilijnym stole nie może zabraknąć chleba. To podstawowy składnik na każdym stole. Obok karpia i makiełek, które to zjemy tylko w wigilię chleb towarzyszy nam cały rok. Codziennie go jemy, codziennie zapewnia nam śniadanie i kolację. Dlatego nie zauważamy go podczas wigilii. Jest i to nam wystarczy. Nie zachwycamy się nim tak jak karpiem. Jednak to taki mały król, którego nie może zabraknąć. Wyobrażacie sobie wigilijną kolację bez chleba? Ja nie.

1.
 Chleb pieczywo. Chleby, bułki, Rogale. Nie wyobrażamy sobie życia bez nich na co dzień i nie doceniamy podczas jednego z najważniejszych świąt. Szara myszka na naszym stole bez której kolacji w wigilię by nie było.

2.
Oprócz naszych domów niektórzy święta wigilijne spędzają trochę inaczej. To dzień w którym posiłek możemy zjeść również w McDonald. Ponoć oni też organizują nam świąteczny wieczór. I ludzie z tego korzystają. Swoją wigilię spędzają w jednej z restauracji.
Poza tym hamburger bardzo często towarzyszy w wigilie innym narodowościom. To posiłek towarzyszący ludziom pracującym (np kierowcy tirów) w ten wyjątkowy dzień. Co nie znaczy, że tego dnia nie możemy właśnie takim szybkim posiłkiem zacząć.
Hamburger jaki jest, każdy widzi. Ale nie każdy wie, że to nie tylko kawałek mięsa w bułce. Hamburgery, tak jak pizze, są bardzo różne. Są takie z kurczakiem, są wegetariańskie, ale z rybą. Nazywają się trochę inaczej, co jest logiczne. Alez zewnątrz nadal jest to smakowity burger.

3.
Wiele osób nie wyobraża sobie wigilijnej kolacji bez lampki wina. I nie mówię tu o piciu na umór, aż ciotka nam się pod stół stoczy, a wujek zacznie tańczyć makarenę. Mówię o jednym kieliszku, kiedy cała rodzina razem wspólnie stuknie sie za szczęśliwy nowy roczek. Brzmi to banalnie, jakoże nowy rok będzie tydzień później. Jednak Sylwestra z regóły spędzamy wśród znajomych bawiąc się do białego rana i puszczając konfetti. Z niektórymi członkami rodziny w wigilię właśnie widzimy się ostatni raz danego roku. To ostatnia okazja aby życzyć im tego co najlepsze na kolejny rok.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie wiem czy mam znowu pisać po co mi aparat Olympus, ale zasada to zasada. Nawiązując do tematu wigilii czym mamy uwiecznić ten dzień jeśli nie aparatem? Można to zrobić telefonem, owszem. Ale fotografowanie świąt używanymi deksami klozetowymi to niemal świętokradztwo. Od tego mamy porządne aparaty. A jeśli te aparaty zamknięte są jeszcze w zgrabnej obudowie zapewniającej nam wysoką jakość i szkiełkiem które swoją kreską najlepiej oddaje magię świąt to właśnie takim aparatem jest Olympus.




zBLOGowani.pl
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

piątek, 9 grudnia 2016

Laikowska firma


Często chodzę po różnych forach, blogach i stronkach. Ponieważ interesuje się fotografią i wszystkim co z nią związane są to miejsca w sieci związane strikte z tym tematem. Często również rozmawiam z ludźmi, nawiązuje kontakty... Źródłem wiedzy wszelkiej, oraz tematami związanymi z fotografią nie są tylko teksty pisane przez redaktorów, pisarzy i felietonistów. Bardzo często jest to żywy organizm również żywo zainteresowany tym co ja.
W ten sposób natknąłem się na pewne zjawisko wśród ludzi. Otóż dosyć często można przeczytać tekst typu:
"Jestem zielony/zielona w temacie fotografii. Nie wiem na razie nic. Kupiłam/łem sobie lustrzankę, kilka obiektywów i chciałabym się nauczyć fotografii. Zależy mi, aby był to szybki kurs, bo do wakacji zamierzam otworzyć własną działalność związaną z fotografią."
Kurde, serio? Czy Ci ludzie tak na poważnie? Ja wiem, że The Beatels zdobył niemałą sławę, a muzycy co w nim grali nie znali nawet nut. Są nawet ludzie startujący w wyścigach samochodowych a nie mający prawo jazdy. Ale to nie znaczy, że możemy robić wszystko nie umiejąc nic. Zazwyczaj są to ludzie wierzący w sprawczą moc sprzętu i święcie wierzący, że jeśli kupili drogi aparat to będą genialnymi fotografami, zarobią majątek i cały świat się do nich uśmiechnie, a dzieci będą karmić cukierkami. Nie wiem czemu, ale tacy ludzie to dla mnie idioci. Niedoinformowane tłuki. Przecież takie rzeczy jak fotografia ludzie uczą się latami, zdobywają doświadczenie, chodzą na kursy, poznają wszystko od podstaw. Powoli, po kolei, uczą się kombinują. Zbierają doświadczenie ogarniają sprzęt, podstawowe i bardziej zaawansowane metody jakimi kieruje się fotografia. Niektórzy po kilku latach nie znają jeszcze wszystkiego. Aż tu nagle znajdzie się jedna czy dwie osoby, poskramiacze systemu, którzy pytają, gdzie w pół roku nauczyć się tego na co inni przeznaczyli kilka lat swojego życia i kupę pieniędzy.
I tak się zastanawiam, czy to ja jestem idiotą, że planuję założyć firmę nie wcześniej niż za półtora roku, choć i tak już od dawna się uczę? Od poprzedniego roku ostro w to brnę. Chodzę na różne kursy, warsztaty, zdobywam wiedzę, próbuję panować nad tym co robię i co rejestruje zawartość obudowy mojego aparatu. Wcześniej wiedzę zdobywałem sam. Bardzo dużo czytałem, bardzo wiele poznałem samemu dzięki internetowi. Setki spędzonych godzin, aby poznać co to jest przysłona. Kilkadziesiąt godzin materiału yutube, aby ogarnąć kompozycję. A to i tak dopiero podstawy.
Teraz umiem znacznie więcej. Wydaje mi się, że jestem tym bardziej zaawansowanym... no może jeszcze nie fotografem. Widzę, ze dorównuję tym, których jeszcze półtora roku temu uważałem za niedościgniony wzór. Widzę, że nie ma zdjęcia, którego nie da się zrobić. Zagadnienia sprzętowe znam na tyle, aby wiedzieć, że aparat to 3-rzędny rzecz w fotografii.
Tą wiedzę zdobyłem na prawdę nie w pół roku czy rok. Nie zdobywałem jej tylko czytając i oglądając. Dużo praktykowałem, jeszcze więcej kombinowałem. Setki godzin, tysiące linijek tekstu, godziny spędzone na rozmowach, dni pochłonięte przez kursy i warsztatu. A i tak mam wrażenie, że umiem jeszcze bardzo mało. Aż tu nagle zjawia się człowiek, który takich jak ja stawia pod murem i z uśmiechem na ustach, z nożem w ręku wmawia wszystkim, że są idiotami, bo on to opanuje w 6 miesięcy. Po prostu pójdzie na jakiś nawet drogi, kursik i wszystkiego nauczy się od tak. No i jak przy kimś takim ma się czuć człowiek, który ćwiczył oko, zdobywał wiedzę mozolnie, zrobił więcej zdjęć niż jest klatek w filmie Steven Spielberg?
No nikomu źle nie życzę, ale przez takich ludzi tracimy wszyscy. A może to tak na prawdę my jesteśmy idiotami, fotograficznymi tłukami? Skoro on może dojść do perfekcji w pół roku, a nam to pożera kolejne lata życia, to może to z nami jest coś nie tak? W sumie to nie wiem co o tym sądzić.

Jak myślicie
- można dojść do perfekcji w pół roku, czy wymaga to jednak zdecydowanie wielokrotnie dłuższego czasu?
- Co sądzić o takich ludziach?
- Wierzycie, że to wypali?

Ile lat, dni, godzin już się uczycie? Na jakim jesteście etapie? Co już umiecie? Planujecie z tym jakąś swoją drogę kariery?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

czwartek, 8 grudnia 2016

Fotoreportaż z mikołajek

W tym roku udało mi się załapać na Mikołajki w jednym z łódzkich domów kultury. Robiłem tam za fotoreportera. A oto mój reportaż z tamtego wydarzenia. Było to w ramach nauki.

1. przygotowania



 Oczywiście najpierw trzeba było włączyć maszynerię. Sama ma swoje zasilanie i swoje bezpieczniki. Przyszedł Pan, zrobi pstryk i nagle zrobiło się jasno i wszystko ruszyło. Podobną operację zastosował dźwiękowiec. Zrobił cyk i mieliśmy głos.



 na zewnątrz tłum oczekujących

Gdy ludzi wpuścili na sale dopiero okazało się jaki ogrom to jest.



Wśród nich oddelegowani od dyrektora reporterzy, oraz kursowicze uwieczniający to wydarzenie na swoich matrycach.

2.Stroje



I tu nie zabrakło ciekawych strojów. Niektórzy ubrali się w śnieżynki, inni w pomocników mikołaja... A byli i tacy którzy nie przebrali się w nic.

Oczywiście nie mogło zabraknąć standardowych strojów świątecznych. Czerwone kurki i czapki z pomponami królowały.


3. Przemówienia


Zaczęło się od przemówień. Najpierw prezes powiedział coś mądrego, a potem weszła prowadząca całe przedstawienie. Przywitała dzieci, opowiedziała trochę o Bożym Narodzeniu i Świętym Mikołaju i rozpoczęła zabawę.

4. Przedstawienie





Gdy kurtyna się podniosła, zaczęło się od przedstawienia. No, muszę przyznać, że ktoś kto ułożył to przedstawienie na prawdę się postarał. Uśmiałem się na nim, choć przeznaczone było dla dzieci. A i dzieci się bardzo starały, aby wszystko wypadło jak najlepiej. Na prawdę świetna robota.

5. Zabawy



po przedstawieniu Każde dziecko dostało numerek. Potem prowadząca wyczytywała losowe numery i dzieci wchodziły na scenę. Pierwszy konkurs to były pytania i odpowiedzi. Wszystkie dotyczyły świąt, prezentów, mikołaja i zabombkowanego drzewa.
Drugi polegał na tym, że prowadząca kładła na scenie linę. Dzieci miały przeskakiwać na odpowiednią stronę po słowie wypowiadanym przez prowadzącą. A więc np z lepiej strony dzieci miały przeskoczyć na słowo "święty", a z drugiej na "Mikołaj". Dzieci były wniebowzięte.

6. Mikołaj


Oczywiście nie mogło zabraknąć podstarzałego już trochę gościa w czerwonym kubraczku. Opowiadał dzieciom o reniferach i podróżach i przygotowania do świąt. Pytał maluchy o to czy były grzeczne i chwalił jeśli były.


A potem rozdawał prezenty. Dzieci ustawiły się w sznureczku i podchodziły zgodnie z numerkami, które dostały po przedstawieniu. Mikołaj brał je do siebie, z każdym chwilkę pogadał i dawał wyczekiwany upominek.

7. Prezenty



Oczywiście dzieciaki nie wytrzymały do domku. Znalazły kawałek wolnej przestrzeni i rozpakowały wszystkie prezenty.

8. Zakończenie

Po przedstawieniu wszyscy rozeszli się w swoich kierunkach. Na sali została grupka osób fotografujących. Przyszedł czas na przejrzenie swoich dzieł. Zapewne na kolejnych zajęciach wszyscy będziemy się chwalić swoimi fotografiami. :)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Jedna chwila, nic tu nie zostanie po nas

Całkiem niedawno rozmawiałem z żoną na temat, który mnie trochę zaintrygował. Otóż okazuje się, że 90% osób żyjących na świecie nie pozostawi po sobie w sumie... nic. No dobra, powiecie, a dzieci? Tez racja, dzieci, wdowę i kilka swetrów w szafie.
Kiedyś zastanawiałem się, jak wyglądałby świat, gdybym nigdy się nie urodził. Teraz zastanawiam się, co po sobie na świecie zostawię. I tu jest chyba cała esencja zdania: "jeśli dusza nic nie tworzy to jest nic nie warta". No bo... tak na prawdę nie zostawiając po sobie nic tak na prawdę w sumie nigdy nie istnieliśmy.
Zastanawiam się skąd się wzięły takie statystyki. Znam trochę ludzi, miałem do czynienia z wieloma przedstawicielami swojego gatunku. I mam dziwne wrażenie, że tylko i wyłącznie z lenistwa oraz z dążenia do "mieć nie być". Wszyscy chcą pieniądze, domy, "ciepłe wody osobno, zimne osoby, szczelne rurki kafelki, duperelki, kraniki, dywaniki". Tylko czy na prawdę to chcemy zostawić po sobie? Pieniądze? bogactwa? Boimy się myśleć o dalszych losach po naszej śmierci. Uważamy, że to co zdobędziemy teraz przyniesie spokój pozostałym naszym pokoleniom. Tylko czy aby na pewno nasze dzieci będą dosadnie żyć? Czy na pewno? Niby znamy nasze pociechy, ufamy im. wierzymy, że to co zdobędziemy nasze dzieci nie przepiją i nie rozdadzą po kolegach. Jesteśmy w stanie im aż do tego stopnia zaufać? A może to wszystko zdobywamy tylko dla siebie? Dla swojego poczucia bezpieczeństwa, dla swojego jestestwa? Czy to egoizm? Tak, ale co poradzić - mamy wszelkie prawo do tego, aby bronić siebie i swojej rodziny. A to bezpieczeństwo znajdujemy w bogactwach, które zdobyliśmy i zdobędziemy. A po śmierci? Nie zostawiamy w zasadzie nic, poza tymi swetrami w szafie.
A co z nami? Swetry się zniszczą, rodzina wrzuci do najciemniejszego miejsca w szafie, bo przecież nikt w tym nie będzie chodził, nikt tego nie będzie używał. Po kilku latach ktoś to znajdzie i wyrzuci lub przerobi na szmaty do podłogi nawet do końca nie pamiętając czyje to jest. Zabezpieczyliśmy swoją teraźniejszość, a nie przyszłość. W tym całym pędzie do dobrego życia teraz, zapominamy o naszym życiu po śmierci. Mamy pieniądze, domy, samochody, ale nie mamy kiedy żyć, kiedy zrobić coś, co po nas zostanie. Coś, dzięki czemu nawet nasze wnuki będą o nas pamiętać. Bądźmy szczerzy - nikt nie skojarzy nas z bogactwem, które zostawimy, nikt nie powie - ten samochód/dom/konto w banku zostawił nam pradziadek. Nasze wspomnienia zostają zamknięte w kilka betonową płytę. I tylko od czasu do czasu, gdy przypadkowo ktoś znajdzie naszą podobiznę na starych fotografiach zapyta: "a kto to był?".
I tu się wyraża wartość naszej duszy. Albo ktoś zapamięta, skojarzy nas z czymś, lub nie. Jeśli chcemy aby pamięć po nas została musimy robić coś, o czym zapominamy w pędzie teraźniejszości - o tworzeniu. Pracujemy i zarabiamy, ale nie tworzymy kompletnie nic. Gdy obecnie patrzę na stare zdjęcia, ludzi na nich tak na prawdę to dla mnie kompletnie obcy ludzie. Mama mówi
- To był mój pra pra dziadek z zoną. Dziadek mojego dziadka.
Mimo iż istniejemy dzięki tej twarzy na zdjęciu tak na prawdę to jest dla nas obcy człowiek. Ale gdy słysze od mamy:
- To jest Twój pra pra dziadek. Zrobił tą szafę - i pokazuje palcem na wielką szafę stojąca w pokoju - własnymi rękami. Sam wyheblował desko, pozbijał zamontował zawiasy i drzwi, dorobił półki.
Od razu widzimy tego człowieka jako kogoś ważnego. Mamy namacalny dowód jego istnienia. Możemy dotknąć coś co jest dziełem jego rąk. Widzimy nie tylko mebel jakich 100. Widzimy niepowtarzalne dzieło stworzone rękami kogoś z naszej rodziny. Ta szafa jest cenniejsza niż te wszystkie ziemie i domy, które pozostawił dziadek, a które teraz prawdopodobnie już dawno należą do kogoś obcego. Ten człowiek będzie dla nas ważniejszy niż sto innych osób z naszej rodziny, których nawet nie znaliśmy. Tylko dlatego, że mamy świadomość, że część jego istnienia stoi u mamy w domu, możemy jej dotknąć, przesunąć, schować w niej swój sweter. Jaki dziadek był kiedyś, tego nie wiemy. Znamy tylko opowieści. Ale obecnie jego dusza jest zdecydowanie ważniejsza niż jakakolwiek inna.

Co ja zostawię po sobie? Kiedyś była to muzyka. Jest kilka taśm nagranych rozesłanych po całej rodzinie. Być może wielu już skasowało, wyrzuciło, zapomniało o tych nagraniach. Ale w mojej kolekcji kaset jest ciągle nagrana i pielęgnowane nagranie. Przed śmiercią wiem, że moja babcia też trzymała nagraną przeze mnie i brata kasetę, choć nie wiem gdzie ona teraz jest. I mam nadzieję, ze za kilkadziesiąt lat, kiedyś moja córka powie swoim wnuczkom - posłuchaj, to nagrał Twój pradziadek z wujkiem Jarkiem. Ta taśma jest dla mnie cenniejsza niż jakiekolwiek inne dobra doczesne, bo wiem, że potem już tylko ona zostanie.
Obecnie robię dużo zdjęć. To też ślad po mnie. To też moje własne dzieła. Jakie są takie są, ale pozostaną po mnie i mam nadzieję, że słuchając taśmy ze swoimi wnuczkami, moja córka pokaże moje zdjęcia i powie:
- To też zrobił wasz pradziadek.

A co Wy po sobie zostawicie? Co zrobiliście, aby nawet 3 pokolenia w przód wasi potomkowie o was pamiętali? Ile jest warta wasza dusza?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

niedziela, 4 grudnia 2016

Wpis konksursowy ver2

Tym razem kolejny wpis na konkurs. W regulaminie zostało napisane, że wpis musi zawierać opis związany z tematem etapu ("fotografia modowa") oraz dlaczego pragniemy olympusa. No to oto moje powody:

1. Fotografia modowa - wybraliśmy się z małżonką szanowną do Łasku w celu zrobienia kilku zdjęć na konkurs. Dnia poprzedniego śniegu po kolana no to trzeba skorzystać. Wstaliśmy z dzieciem wcześnie rano, o 6:00 i po małżonkę do pracy, a stamtąd prosto w miejsce docelowe. Sprzęt przygotowany, autko zatankowane... jedziemy. Piździ tak, że myśli w mózgu zamarzają. Ale ale... Kurcze, gdzie śnieg. Patrzymy w lewo, patrzymy w prawo... nie ma. Cholerka, no nie po to jechaliśmy 40km, aby teraz porzucić wszystko, wrócić do domu nachlać się piwska i płakać z tego powodu. No nic. Popatrzyłem na szanowną...
- Czapka jest - no niby pasuje do zimy
- Szal jest - no też jak najbardziej zimowe
- Puchata kurtka - no raczej takich się latem nie nosi.
Dobra mówię, coś z tego będzie. Wynalazłem więc miejsce, ustawiłem oświetlenie i poszedłem po zonę:
- Choć stara! - mówię.
Poszła.
Ponieważ, jak już wspomniałem, na fotografii modowej kompletnie się nie znam tym razem postanowiłem bez kombinacji. Klasyka. widziałem kiedyś długonoga modelkę i fotogreporterów. Widziałem, jak robią zdjęcia. Łatwo było rozpoznać kto z pisma dla kobiet, kto z pism dla mężczyzn. Ci pierwsi robili twarz, ci drudzy wszystko inne. Zabawa była przednia, choć zmarzliśmy i raczej nie mam doświadczenia w takich rzeczach. :) Kilka foteczek wyszło z tego, a efekt możecie podziwiać poniżej.









2. Tym magicznym sposobem dochodzimy do punktu drugiego - po kiego grzyba walczę o aparat. No niby faktycznie, powinienem latać po mieście i krzyczeć że nastapi koniec świata niż brać się za poważny aparat i poważną fotografię. Nie po to jednak skończyłem kursy, dużo się uczyłem i czytałem aby teraz latać i wmawiać ludziom, że jestem Bogiem. i tak wszyscy to wiedzą, więc po co odkrywać prawdę na nowo. Więc postanowiłem zabrać się za wygrywanie czegoś. A sam aparat mi się przyda. Po co? A no jako zwolennik hasła "jeśli dusza nic nie tworzy to jest nic nie warta" zacząłem tworzyć, pokazywać swój świat swoimi ślepymi oczami. Zaskoczeniem jest, że może się to komuś podobać, ale cóż - ludzie są dziwni. Ja ponoć też. w obliczu takich faktów jest to mało stresująca wiadomość. Wiadomo, że aby tworzyć obrazki dla morderców z mojego psychopatycznego mózgu potrzebuję sprzętu. Aparat taki więc przyda się, aby sie rozwijać, pokazywać swój świat obiektywem Zuiko, które z resztą bardzo cenię za obrazek jaki dają. Małżonka już ma swojego Olympusa, a ja jeszcze nie. Mieliśmy kiedyś lustrzankę Olympusa, więc wiem o czym mówię. Nie pomylę się bardzo, jeśli stwierdzę, że mało który system tał ładnie rysuje jak Zuiko/Olympus. i dotyczy to zarówno kompaktów (wiem, bo żonka ma dwa) jak i maszyn z wymienną optyką (wiem, bo mieliśmy). Obrazek zbliżony do klasyki gatunku rodem z czasów heliosów, a więc po dzień dzisiejszy bardzo cenionych obiektywów. Olympus takie coś daje w standardzie. A czemu więc nie tworzyć czymś co daje takie efekty finalne? W końcu prawda jest taka, że w ciągu jednej chwili nic po nas nie zostaje. Po mnie (oprócz dziecka) może choć zostaną moje zdjęcia. Ale o tym inny wpis.



zBLOGowani.pl
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+